Ross leżał na łóżku, wpatrywał się w sufit, zbierał się w sobie aby im wszystko wyjaśnić. Przez ostatni miesiąc zachowywał się dziwnie, wiedział o tym dobrze. W końcu musi im to powiedzieć, tego i tak się nie da tego ukryć. Na myśl nasunęła mu się mała brunetka, nie wiedział czemu, odkąd załatwił jej szkołę nie myślał o niej, ba nawet jej nie spotkał. Teraz zobaczył ją przed oczyma. Przypomniało mu się jak na nią wpadał w szkole, jak kiedyś upadł na nią na korytarzu, zawsze mówiła: "Znowu?" bawiło go to, jeszcze te jej oczka. Nigdy jednak nie zwrócił na nią większej uwagi. Czemu zrobił to teraz? Przypomniał sobie to jak wpadł na nią w restauracji, jak z nią rozmawiał, w końcu widział jak tańczyła i śpiewała. Starał się to jakoś zatrzymać ale nie potrafił. To było okropne, było to jak jakiś natrętny owad od którego trudno się ogonić. Tak i myśl o Laurze ciągle wracała. Zamknął oczy i wtedy przypomniał sobie sytuację sprzed tygodnia. Jak poszedł podłożyć kopertę z uczelni pod drzwi Lau. Zdziwiło go to, że mieszka w takich warunkach, w takiej norze nawet nie powinno mieszkać zwierzę a co dopiero tak utalentowana dziewczyna. Wrócił myślami do momentu kiedy stał pod jej drzwiami, właśnie kiedy chciał wracać usłyszał kroki piętro niżej. Wiedział kto to idzie, a raczej wbiega po schodach. Uciekł na półpiętro i zajął takie miejsce, że widział drzwi jej mieszkania. Obserwował to jak czytała i pamięta dokładnie jak zaczęła wrzeszczeć, że się dostała. Z trudem powstrzymał śmiech jednak po chwili zobaczył, że dziewczyna płacze. Wiedział, że to łzy szczęścia. Czemu on jej pomaga, czemu zachowuje się jak jakiś pieprzony Anioł Stróż? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Z zamyślenia wyrwał go hałas dobiegający z salonu.
- Wrócili. - pomyślał, po czym wstał i wyszedł z pokoju.
Właśnie wrócili z kręgli. Taki rodzinny wypad. Świetnie się bawili, tylko Ross'a nie było. Ostatnio dziwnie się zachowuje. Ciągle wychodzi, jest gdzieś poza domem, wraca późno. Dużo czasu spędza z Justinem. Delly nie miała do niego pretensji. Po prostu się martwiła. Taka już była, jak matka. Wiedziała co się dzieje z Ross'em, kilka lat temu to samo działo się z Riker'em. Jednak Rik trafił na Emily, którą stracił od tamtej pory zamknął się w sobie. Rydel chciałby mu pomóc, bo z nim wiąże go najsilniejsza więź, tylko ona wiedziała o jego wypaleniu. To ona ocierała jego łzy po śmierci ukochanej. W końcu to właśnie ona holowała go pijanego z barów, lub wyciągała go zakrwawionego z wanny, po tym jak pociął sobie rękę żyletką. To były straszne czasy. Bała się o młodszego brata, bo przeżywał taki właśnie kryzys. Nie miała mu za złe, że zawiesił zespół, chociaż Rocky i Ell nie zareagowali pozytywnie, Ratliff o mało nie pobił Ross'a. Rydel pamięta, że płakała tylko przez całą noc. Dlaczego? To proste. Tak długo była częścią R5, że zapomniała jak to jest być po prostu Rydel Lynch. Tylko jednej rzeczy się bała w życiu, mianowicie tego, że zespół się rozpadnie. Kochała R5Family i nie chciała ich zostawić, a bez Ross'a zespół z pewnością się nie przetrwa. Ten blondasek ma coś czego im brakuje. Z tym człowiek się rodzi. Chłopak skupia na sobie uwagę, umie wykorzystać każdą sytuację. Dlatego jest z nich najsławniejszy. Rydel bała się, że jej braciszek kiedyś powie: "Odchodzę!", na samą myśl miała dreszcze. Nim się zorientowała stała sama przy samochodzie. Czasami potrzebowała chwili ciszy. Rozejrzała się wokoło i z daleka ujrzała znajomą sylwetkę. Przymrużyła oczy jakby chciała wyostrzyć obraz. Poznała kto to idzie. To był Ellington. Natychmiast chciała uciec. Od tamtej dziwnej sytuacji unikała Ratliffa. Wtedy gdy powiedziała "nie wiem", Ell po chwili opuścił pokój i Rydel postanowiła go unikać. Czuła się dziwnie. Z jednej strony chciała go kochać. Z drugiej natomiast bała się jak to wpłynie na zespół, na całe jej życie. Wiedziała, że ucieczka to nie rozwiązanie, ale lepsze to niż konfrontacja. Przez tydzień jej się udawało do teraz. Chciała już wejść do domu gdy usłyszała za sobą głos chłopaka:
- Delly poczekaj!
- Trudno - pomyślała. - Czas na konfrontacje. - szepnęła i odwróciła się, gdzie stał za nią Ellington.
- Czego? - burknęła.
- Ja... ja...ja chcę porozmawiać. - wyjąkał młody mężczyzna.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Rydel chciała już iść do domu, lecz poczuła silne szarpnięcie za ramię. Syknęła z bólu. Widocznie Ellington'a to nie interesowało, bo spojrzał na nią i przeszedł do swojej wypowiedzi.
- Dobrze wiesz o czym chcę z tobą gadać.
- Nie nie wiem. - Delly stwierdziła, że będzie szła w zaparte, niczego mu nie ułatwi.
- Rydel, ja nie żartuję! Nie mogę dłużej cię unikać, zrozum ja cię kocham! - w tym momencie Delly poczuła, że coś w jej sercu się kruszy, sposób w jaki to powiedział. Widziała to w jego oczach. Wiedziała już, że mówi prawdę. Miała łzy w oczach. Poczuła, że płyną one po jej policzku.
- Po prostu zwariowałem na twoim punkcie, zrozum, że jesteś dla mnie najważniejsza... - nie dokończył bo poczuł pocałunek Rydel. Już wiedział, że ma ją nareszcie dla siebie.
Laura siedziała i szczoteczką do zębów czyściła podłogę ułożoną z płytek. Wiedźmy poleciały na prywatne lekcje tańca. Lau twierdziła, że jak ktoś jest beztalenciem to nawet najlepszy trener mu nie pomoże. Z talentem trzeba się urodzić. Niestety nawet jak pojechały to Laura musiała pracować. Stała się ich niewolnikiem. W barze pracowała 12 godzin a tu całą dobę, z wyjątkiem czasu na szkołę. Hannah była nawet u dyrektorki chciała ją przekupić, żeby wylała Laurę, ale tamta się nie zgodziła. Niewątpliwie Hannah załatwiła za pieniądze miejsce Kim i Brooke. No cóż nawet szkoła marzeń nie jest idealna. Usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi, podniosła się z podłogi i poszła otworzyć.
- Stacy? Cu ty tu robisz? - Lau nie kryła zdziwienia.
- Przyszłam na odwiedziny w więzieniu. - parsknęła.
- Wejdź - Laura wpuściła koleżankę do środka.
Obie dziewczyny weszły do hallu. Gdy Stacy zobaczyła szczoteczkę wysłała Lau porozumiewawcze spojrzenie.
- Kurde przeze mnie cierpisz. - powiedziała przyjaciółka siadając obok brunetki na podłodze.
- Co? Nie. Nie cierpię, jest wprawdzie ciężko. Ciągłe wyzwiska, poniżanie. W domu nie byłam od tygodnia. Zawalają mnie pracą. Ale nie narzekam, dobrze płacą. No i nikt mnie nie bije. - dziewczyna nie podniosła wzroku tylko szorowała podłogę. Stacy przez moment patrzyła na koleżankę z politowaniem. Tyle wycierpiała, zasługuje na szczęście. A tu ciągle pod górkę.
- Co masz w teczce? - zapytała Laura pokazując palcem na czarną teczkę formatu A3.
- Ooo...Tu mam coś dla ciebie. - wyjęła dwa szkice. Były to projekty sukienek. Stacy często projektowała ubrania, miała talent. Jej mama jest projektantką, stąd zainteresowanie Stacy. Dziewczyna jednak chciała zostać aktorką lub piosenkarką dlatego studiowała w Akademii. Laura przeglądała obie prace. Pierwsza była koloru ecri, była to koronkowa sukienka z długim rękawem sięgająca pod szyję ale miała odsłonięte plecy. Jednak ta druga sukienka urzekła dziewczynę. Czerwona, krótka sukienka, bez ramion z rozkloszowanym dołem i obcisłym gorsetem.
- Tą uszyję z takiego fajnego materiału. Do tego myślę, że fajnie komponowałyby się długie czarne rękawiczki.
- Po co ci te sukienki? Są piękne.
- Na bal. - powiedziała dumnie Stacy.
- Jaki bal?
- Nie wiesz? Za trzy tygodnie jest bal maskowy. - Laura słyszała o tym balu charytatywnym chyba na jakieś chore dzieci. Nie chciała tam z pewnością iść.
- Idziesz na ten głupi bal? - zapytała. Stacy przewróciła oczyma.
- Idziemy. - powiedziała.
- Ja nie idę.
- Chyba żartujesz, już zaczęłam szyć sukienki więc nawet się nie waż się mi odmawiać.
- I pójdziemy same?
- Nie. Pójdziemy we dwie. - Stacy uśmiechnęła się.
Ross stał w salonie. Wszyscy już byli z wyjątkiem Rydel. Po krótkiej chwili Delly weszła z Ellingtonem do salonu. Usiedli obok Rocky'ego i Ryland'a. Do pokoju weszli również rodzice. Tylko Riker stał pod ścianą. Był jakby nieobecny.
- Co chciałeś nam powiedzieć? - zapytał Rocky. Ross zbierał się w sobie, to było bardzo dla niego trudne. Bał się reakcji rodziny a w szczególności Ratliff'a.
- No więc...Ja...
- Wykrztuś to z siebie! - krzyknął Ryland.
- Wiecie, że ostatnio mam problemy, że nie czuję już tego co robię. Wszystko jest...
- To już wiemy. - burknął Ellington.
- Tak wiem. - Ross spojrzał na przyjaciela. widział w nim jakiś żal, musi się jeszcze nie pogodził z zawieszeniem R5.
- Myślę, że to przez rutynę. Po prostu grając w R5, zapomniałem jak to jest być indywidualistą. - wszyscy przetwarzali to co powiedział ich braciszek.
- Chyba znalazłem sposób jak temu zaradzić. - dodał.
- Jak? - spytał Mark.
- Chcę wydać solową płytę. - wykrztusił to z siebie. Przez chwilę wszyscy milczeli z wyjątkiem Rydel, która krzyknęła "O matko!" i zaczęła płakać. Nagle rozpętała się burza. Wszyscy krzyczeli. Ratliff powtarzał , że wiedział o tym, że Ross jest dupkiem. Tylko Riker stał ciągle pod ścianą. Milczał i rozmyślał. W końcu wrzasnął:
- Zamknijcie się! - wszyscy na niego spojrzeli.
- Odchodzisz z R5?
- Nie wiem... nie. - odpowiedział zmieszany Ross. Riker znowu oparł się o ścianę. Ross miał wrażenie, że tylko najstarszy brat go wspiera, nie wiadomo czemu.
- A jak chcesz zdobyć materiał skoro masz blokadę? - zapytał Ryland.
- Nie wiem, ale chcę, muszę próbować. Do tej pory tylko śpiewałem, czasami napisałem jakąś piosenkę, ale to Rocky i Riker pracowali nad płytą. Teraz ja chcę spróbować a jako członek R5 nie mogę. Jest jeszcze coś. Chcę abyście pomogli mi w nagraniu płyty.
- To znaczy? - zapytał Riker.
- Ja chcę stworzyć muzykę, napisać teksty ale wy moglibyście mi podegrać. - znowu rozległ się hałas.
- Pomożemy mu. - krzyknął Riker. - Co tak się gapicie? To nasz brat. Musimy go wspierać jeśli mu to ma pomóc. Tak więc pomożemy ci Ross. - Riker chciał już opuścić zgromadzenie rodzinne, gdy odezwał się Ross.
- To nie wszystko.
- Co jeszcze? - Ratliff przewrócił oczyma.
- Mianowicie jest coś co od roku przed wami ukrywam. - wszyscy spojrzeli na chłopaka z ogromnym zdziwieniem.
- Nawet nie zauważyliście ile pieniędzy na to wydałem, ale to nieważne jest w jaki sposób udało mi się was oszukać. - Ross zauważył, że ojciec chce już podnieść głos, dlatego postanowił wejść mu w słowo.
- Zakładam szkołę tańca.
- Co?! - wrzasnęli wszyscy.
- Spokojnie, to nie będzie zwykła szkoła. Mimo, że jesteśmy wielką metropolią, to nie ma takiej szkoły, która rozwijałaby talent biednych dzieci, młodzieży czy dorosłych. Dlatego postanowiłem założyć właśnie taką szkołę. Dzieciaki będą dostawać stypendium z fundacji " Dreams" a ja i tak będę zarabiał. - rozpierała go duma.
- A nauczyciele? - zapytała Stormie.
- Część już zatrudniłem ze szkół na Broadwayu, ale także ze szkół i akademii w LA. Ale brakuje mi takiego koordynatora.
- I co zrobisz? - dodał Mark.
- Justin wpadł na pomysł żeby zorganizować konkurs. Zwycięzca dostanie kontrakt na rok i wystąpi ze mną w najnowszym teledysku.
- Wow. - powiedziała Rydel.
- Tak wiem to dobry pomysł. Jutro ogłosimy konkurs.
- Wy? - zapytał Rocky.
- Ja i mój nowy menadżer. Wiecie Justin nim będzie. - chyba nie powinien tego mówić bo wszyscy zaczęli wrzeszczeć z wyjątkiem Riker'a . Ross wybiegł z domu i pobiegł do parku.
***
No i mamy siódmy rozdział. Przepraszam, że czekaliście tak długo ale mam nadzieję, że rozumiecie szkoła nie daje mi zbyt dużo czasu. Tak więc widzicie, że dzisiejszy rozdział w sporej mierze dotyczy Ross'a i Rydellington :) Mogłam dodać więcej Raury:( ale na pocieszenie powiem, że Raura pojawi się w kolejnym rozdziale. Uświadomiłam sobie, że niedługo będzie bal ( boję się tego rozdziału). A jeszcze zdanko na temat ankiety, tak jak zauważyliście wygrało New Classic ( żadna niespodzianka :D) ale wiele z was głosowało na jakieś inne propozycje, tak więc jeśli znacie jakiś fajny duet lub piosenkę, która nadawałaby się to dajcie propozycje w komentarzach.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
Music ♥
niedziela, 21 września 2014
wtorek, 9 września 2014
2000 wyświetleń !!!!!!!!!!!!!
2000 wyświetleń!!!! Dziękuję wam, jesteście kochani ♥ Zapraszam na szósty rozdział im więcej będzie komentarzy tym szybciej pojawi się siódmy już rozdział :DKOCHAM WAS ♥♥♥
piątek, 5 września 2014
Rozdział szósty
To pierwszy dzień nowej pracy. Laura strasznie się denerwowała. Znała już od dawna Kim i Brooke, zawsze potrafiły jej dopiec, nie wie nawet dlaczego. Mimo, że nie były do siebie podobne bo były bliźniakami dwujajowymi to miały cechę wspólną, były równie głupie. Laura wzięła deskorolkę i pojechała do domu Pool'ów. Już pod mieszkaniem stały te półgłówki.
- Mama na ciebie czeka. - syknęła Kim.
- Miłe powitanie. - pomyślała Lau.
- Pamiętaj teraz należysz do nas. - dopowiedziała Brooke.
- Na pewno nie dacie mi o tym zapomnieć. - Laura wyminęła dziewczyny i poszła do mieszkania. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, usłyszała głos Hannah.
- Marano do mnie! - głos dobiegał z salonu. Laura weszła powoli i zobaczyła kobietę o blond włosach do ramion i o twarzy, w której prawdziwe były chyba tylko źrenice. Całe jej ciało wyglądało zapewne jak nieudana operacja plastyczna. Do tego miała obciachowy ortalionowy różowy dres i papiloty we włosach. Służąca z trudem powstrzymywała się od śmiechu.
- No nareszcie ileż można czekać. - kobieta siedziała na kanapie i zajadała udka kurczaka z samego rana.
- Dzień dobry. - powiedziała brunetka.
- Słuchaj i to uważnie. Wszystko co do tej pory mówiłam o tej pracy to fikcja, dawno temu i nieprawda. - Lau wytrzeszczyła oczy.
- Widzę, że ty z tych mało kumatych. Jestem twoim bogiem. Masz tu być na każde moje zawołanie i moich córek też. Trzymaj! - kobieta rzuciła Lau małe urządzenie.
- Co to? - zapytała dziewczyna.
- Gówno! Może nie widziałaś takich rzeczy bo jesteś biedna jak mysz kościelna! - kobieta zaczęła się śmiać - To pager. Radziłabym ci być na każdy dźwięk tego urządzenia, nie lubię czekać. Wiesz co?... Najlepiej się tu wprowadź. Mamy tu pokój dla służących z osobnym wejściem, przytulny nie to co ta twoja nora.
- Nigdy pani tam nie była więc niech pani mnie nie ocenia! - wrzasnęła. Lau miała dość tej baby.
- Hej! Jak będziesz się tak odzywać to dam ci tyle pracy i to ciężkiej roboty, że nie wyjdziesz stąd do końca twojego zasranego życia, rozumiesz? Albo wyleję cię i zostaniesz bez grosza bo nie znajdziesz nigdzie pracy, już ja się o to postaram. - Hannah pogroziła jej palcem. Miała spojrzenie pełne nienawiści.
- Tu masz listę rzeczy. - wiedźma podała jej skoroszyt grubości książki.
- I mam to zrobić dzisiaj? - Laurę zdziwiły niektóre rzeczy typu naprawić drzwi garażowe czy przybić dachówki.
- Czego tu sterczysz, do roboty śmieciu!
Laura pomyślała, że to tylko koszmar z którego się obudzi.
Ratliff nie mógł znaleźć sobie miejsca odkąd wrócili do LA. Myślał nad słowami Ross'a, że to nowa przygoda, nie podobał mu się pomysł zawieszenia zespołu. Nie teraz, nie w tym momencie. Byli przecież strasznie sławni, powinni tworzyć, koncertować a nie nudzić się w domu. No cóż, książę Rossy zarządził i tak musi być. Czasem go wkurzało, że wszystko jest postawione na Ross'a. Czy jest on lepszy od pozostałej czwórki? Ross zawsze miał ostatnie słowo, to irytowało Ell'a. Szedł do domu Lynch'ów. Miał nadzieję, że nie spotka tam tego blondaska. Na początku musi sobie wszystko przemyśleć, dopiero się do niego odezwie. Ma przeczucie, że on ich zaskoczy, że nie bez powodu zawiesił zespół. Jak zwykle wszedł bez pukania, czuł się tu jak u siebie. W mieszkaniu panowała cisza. To było dziwne, w domu Lynch'ów nigdy nie było cicho. Zawsze panował tu gwar jak na dworcu.
- Halo jest tu kto? - krzyknął.
- Tu jestem! - odezwał się głos pani Lynch z kuchni. Ratliff poszedł tam.
- Dzień dobry, jak zwykle świetnie pani wygląda.
- O to ty Ell, Rocky'ego nie ma. Wyszedł gdzieś z Ryland'em, a Riker, Ross i Delly siedzą u siebie w pokojach. - odpowiedziała Stormie.
- A co pani robi?
- Ja robię sałatkę. Idź stąd zanim wszystko zjesz! - pani Lynch rzuciła ścierką w Ratliffa, który podjadał warzywa. Chłopak wyszedł i pokierował się w kierunku pokoju Ryd. Wszedł bez pukania i od razu o mało nie dostał książką.
- Chcesz mnie zabić? - Ell podniósł książkę z podłogi i spojrzał na leżącą na łóżku Rydel.
- Nie nauczyli cię pukać idioto! - dziewczyna nie była zła, Ratliff zauważył, że się zgrywa.
- Może ja jestem inny niż wszyscy? - chłopak uśmiechnął się i położył na łóżku koło Rydel.
- Tak jesteś głupi. - dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Hej ja ci dam. - Ellington zaczął ją łaskotać. W pewnym momencie ich wzrok spotkał się. Patrzyli sobie w oczy. Po chwili Delly wstała i próbowała zmienić temat. Ratliff wstał i objął ją od tyłu.
- Proszę spróbujmy. - szepnął do jej ucha.
- Ale co? - Rydel udawała, że nie wie o co chodzi.
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytał, a ona spojrzała zaskoczona.
- Nie wiem. - powiedziała po chwili.
Obydwoje stali i zastanawiali się jak wyjść z tej dziwnej sytuacji.
Ross siedział całe popołudnie w pokoju. Był taki podekscytowany. Czuł, że robi coś dobrego. Oglądał i przesłuchiwał to nagranie z milion razy. Bardzo chciał jej pomóc. Nie wiedział co nim kieruje, musiał pomóc tej kelnerce. Chciał jej szczęścia. Do pokoju wszedł Riker.
- Wiedziałeś gdzieś te teksty nad którymi pracowałem? - Riker ciągle myślał o pracy. Ross wiedział, że to jego ucieczka od Emily, że w ten sposób próbuje nie cierpieć.
- Zostawiłeś je w studiu, a część jest u Rocky'ego. - Ross nie odwracał się od komputera.
- A ty co robisz? - brat podszedł do niego.
- Posłuchaj. - chłopak puścił tylko głos i muzykę z nagrania. Od kilku godzin pracował nad jakością dźwięku, miał pewien plan.
- To piosenka Seleny Gomez.
- No i? - Ross spojrzał na brata.
- Kto to śpiewa? Piękny głos. - widać było, że zainteresował się tym co robi jego młodszy brat.
- Ona. - blondyn puścił filmik jaki nagrał kilka godzin wcześniej.
- Wow, niezła jest...naprawdę świetna. - tylko to powtarzał Riker.
- Dobra, ale po co ci to? Co ty zamierzasz? - starszy brat spojrzał na chłopaka. Znał go dobrze i wiedział, że ten coś knuje.
- Jaaa niccc. - blondyn się uśmiechnął.
- Gadaj. - brat go walnął w głowę.
- No dobra, chcę to zanieść i pokazać dyrektorce akademii.
- Tej gdzie ty studiujesz?
- Tak, bo widzisz ona ma talent, ale przez ciężką sytuację rodzinną nie dostała się do szkoły. Jej musi ktoś pomóc, tak jak nam kiedyś. Rozumiesz?
- Hm... Tak, to miłe z twojej strony. Jutro tam z tobą pójdę. - Riker przybił piątkę bratu i wyszedł.
Obaj z samego rana poszli do pani dyrektor. Mieli szczęście, że zechciała z nimi porozmawiać. Zapukali do drzwi i powoli weszli. Przy biurku siedziała kobieta mająca około 40 lat w okularach i czarnym kostiumie. Miała rude i upięte włosy.
- Ooo Lynch'owie. - powiedziała na ich widok.
- Dzień dobry! Możemy? - zapytał Riker.
- Tak usiądźcie. - obaj zajęli miejsce.
- Co was do mnie sprowadza?
- Mam do pani ogromną i niezwykłą prośbę. - powiedział Ross.
- Jaką? - kobieta poprawiła okulary.
- Chcę aby pani dała tej dziewczynie stypendium i przyjęła ją do szkoły. Składała już tu papiery ale się nie dostała.
- Jaką dziewczynę? Jakie stypendium?
- Moment zaraz wszystko wyjaśnię. - Ross włączył nagranie. Pani dyrektor się przysłuchiwała i oglądała z zaciekawieniem.
- Nazywa się Laura Marano, ma 18 lat, myślę, że powinna ją pani przyjąć. - kobieta wysłuchała nagrania, po czym zwróciła się do chłopaków.
- Przepraszam, nie mogę jej przyjąć, rok już się zaczął.
- Ale ona na to zasługuje, na pewno wykorzystałaby tą szansę. - powiedział Riker.
- Być może, ale stypendium to stypendium. Nie mogę go tak po prostu rozdawać. To masa procedur... Słuchajcie ona ma talent i to ogromny ale nie mogę jej przyjąć i dać stypendium choć bym chciała. Co innego jakby sama zapłaciła za rok, a w drugim semestrze złożyła papiery o stypendium, wtedy miałaby szansę dostać go w przyszłym roku. - kobieta rozłożyła bezradnie ręce. Jej słowa spowodowały, że Ross wpadł na pewien pomysł. Sam przecież topił się w kasie,a rodzice z pewnością by pomogli jakby dowiedzieli się o co chodzi.
- A co jeśli bym zapłaciłbym za rok jej studiów? - powiedział Ross, Riker spojrzał na niego zaskoczony.
- Wtedy mogłaby się tu uczyć. - powiedziała dyrektorka.
- Ross uspokój się. - Riker syknął do brata, czuł, że sytuacja wymyka mu się z pod kontroli.
- Zrozum muszę. - blondyn starał się uspokoić brata. Następnie zwrócił się do pani dyrektor.
- Zrobimy tak, przyjmiecie ją, ale nie może się dowiedzieć, że ja płacę za szkołę. Następnie pod koniec półrocza powie jej pani, że dokumenty zaginęły czy coś w tym stylu. Chodzi o to, aby starała się o stypendium na przyszły rok. Pod żadnym pozorem nie może wiedzieć, że to ja za wszystkim stoję. - Ross był mocno zdeterminowany, ciągle widział ją i słyszał jej głos, to go motywowało do tego aby załatwić tej dziewczynie szkołę jej marzeń.
- Rozumiem, że ma żyć w niewiedzy, ale co jeśli nie dostanie stypendium. Nie mogę niczego obiecać. - Ross przez chwilę się zawahał czy warto brnąć dalej, to spore koszty. Riker szarpnął go za ramię i powiedział:
- Stary wycofaj się. To nie ma sensu.
- Muszę. - Ross wiedział co robić, trzeba dążyć do celu.
- To zapłacę za kolejne lata. - powiedział
- Ross!
Laura wracała z pracy, zbliżała się 23.00. Żałowała, że przyjęła tą robotę, cały dzień słyszała wyzwiska i obelgi z ust Kim, Brooke i ich matki. Musiała im usługiwać, a one perfidnie to wykorzystywały. Nie obyło się bez wizyty Blaire, która specjalnie utrudniała jej życie. Weszła do swojej cuchnącej kamienicy. Na drugim piętrze znowu były jakieś kłótnie. Wprowadziło się tam niedawno młode małżeństwo, ciągle urządzali awantury. Lau ostatnio dzwoniła po policję, bo słychać było ich w całej kamienicy. Na klatce leżał jakiś pijany mężczyzna, pewnie kolega ojca. Weszła na trzecie piętro, od razu zobaczyła, że drzwi są otwarte, miała nadzieję, że Vanessa wróciła, zaczynała się martwić. Pod drzwiami leżała koperta. Lau ją podniosła i zobaczyła, że jest z uniwersytetu. Szybko ją otworzyła i zaczęła czytać, gdy doszła do ostatnich słów zaczęła krzyczeć z radości.
- Dostałam stypendium! - wrzeszczała, płacząc ze szczęścia.
***
Uhhh dotarłam sorry jeśli pojawią się błędy ale pisałam to będąc chora :(. Dziękuję za masę wyświetleń i komentarzy poprzedniego rozdziału. DZIĘKUJĘ ♥ KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
- Mama na ciebie czeka. - syknęła Kim.
- Miłe powitanie. - pomyślała Lau.
- Pamiętaj teraz należysz do nas. - dopowiedziała Brooke.
- Na pewno nie dacie mi o tym zapomnieć. - Laura wyminęła dziewczyny i poszła do mieszkania. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, usłyszała głos Hannah.
- Marano do mnie! - głos dobiegał z salonu. Laura weszła powoli i zobaczyła kobietę o blond włosach do ramion i o twarzy, w której prawdziwe były chyba tylko źrenice. Całe jej ciało wyglądało zapewne jak nieudana operacja plastyczna. Do tego miała obciachowy ortalionowy różowy dres i papiloty we włosach. Służąca z trudem powstrzymywała się od śmiechu.
- No nareszcie ileż można czekać. - kobieta siedziała na kanapie i zajadała udka kurczaka z samego rana.
- Dzień dobry. - powiedziała brunetka.
- Słuchaj i to uważnie. Wszystko co do tej pory mówiłam o tej pracy to fikcja, dawno temu i nieprawda. - Lau wytrzeszczyła oczy.
- Widzę, że ty z tych mało kumatych. Jestem twoim bogiem. Masz tu być na każde moje zawołanie i moich córek też. Trzymaj! - kobieta rzuciła Lau małe urządzenie.
- Co to? - zapytała dziewczyna.
- Gówno! Może nie widziałaś takich rzeczy bo jesteś biedna jak mysz kościelna! - kobieta zaczęła się śmiać - To pager. Radziłabym ci być na każdy dźwięk tego urządzenia, nie lubię czekać. Wiesz co?... Najlepiej się tu wprowadź. Mamy tu pokój dla służących z osobnym wejściem, przytulny nie to co ta twoja nora.
- Nigdy pani tam nie była więc niech pani mnie nie ocenia! - wrzasnęła. Lau miała dość tej baby.
- Hej! Jak będziesz się tak odzywać to dam ci tyle pracy i to ciężkiej roboty, że nie wyjdziesz stąd do końca twojego zasranego życia, rozumiesz? Albo wyleję cię i zostaniesz bez grosza bo nie znajdziesz nigdzie pracy, już ja się o to postaram. - Hannah pogroziła jej palcem. Miała spojrzenie pełne nienawiści.
- Tu masz listę rzeczy. - wiedźma podała jej skoroszyt grubości książki.
- I mam to zrobić dzisiaj? - Laurę zdziwiły niektóre rzeczy typu naprawić drzwi garażowe czy przybić dachówki.
- Czego tu sterczysz, do roboty śmieciu!
Laura pomyślała, że to tylko koszmar z którego się obudzi.
Ratliff nie mógł znaleźć sobie miejsca odkąd wrócili do LA. Myślał nad słowami Ross'a, że to nowa przygoda, nie podobał mu się pomysł zawieszenia zespołu. Nie teraz, nie w tym momencie. Byli przecież strasznie sławni, powinni tworzyć, koncertować a nie nudzić się w domu. No cóż, książę Rossy zarządził i tak musi być. Czasem go wkurzało, że wszystko jest postawione na Ross'a. Czy jest on lepszy od pozostałej czwórki? Ross zawsze miał ostatnie słowo, to irytowało Ell'a. Szedł do domu Lynch'ów. Miał nadzieję, że nie spotka tam tego blondaska. Na początku musi sobie wszystko przemyśleć, dopiero się do niego odezwie. Ma przeczucie, że on ich zaskoczy, że nie bez powodu zawiesił zespół. Jak zwykle wszedł bez pukania, czuł się tu jak u siebie. W mieszkaniu panowała cisza. To było dziwne, w domu Lynch'ów nigdy nie było cicho. Zawsze panował tu gwar jak na dworcu.
- Halo jest tu kto? - krzyknął.
- Tu jestem! - odezwał się głos pani Lynch z kuchni. Ratliff poszedł tam.
- Dzień dobry, jak zwykle świetnie pani wygląda.
- O to ty Ell, Rocky'ego nie ma. Wyszedł gdzieś z Ryland'em, a Riker, Ross i Delly siedzą u siebie w pokojach. - odpowiedziała Stormie.
- A co pani robi?
- Ja robię sałatkę. Idź stąd zanim wszystko zjesz! - pani Lynch rzuciła ścierką w Ratliffa, który podjadał warzywa. Chłopak wyszedł i pokierował się w kierunku pokoju Ryd. Wszedł bez pukania i od razu o mało nie dostał książką.
- Chcesz mnie zabić? - Ell podniósł książkę z podłogi i spojrzał na leżącą na łóżku Rydel.
- Nie nauczyli cię pukać idioto! - dziewczyna nie była zła, Ratliff zauważył, że się zgrywa.
- Może ja jestem inny niż wszyscy? - chłopak uśmiechnął się i położył na łóżku koło Rydel.
- Tak jesteś głupi. - dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Hej ja ci dam. - Ellington zaczął ją łaskotać. W pewnym momencie ich wzrok spotkał się. Patrzyli sobie w oczy. Po chwili Delly wstała i próbowała zmienić temat. Ratliff wstał i objął ją od tyłu.
- Proszę spróbujmy. - szepnął do jej ucha.
- Ale co? - Rydel udawała, że nie wie o co chodzi.
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytał, a ona spojrzała zaskoczona.
- Nie wiem. - powiedziała po chwili.
Obydwoje stali i zastanawiali się jak wyjść z tej dziwnej sytuacji.
Ross siedział całe popołudnie w pokoju. Był taki podekscytowany. Czuł, że robi coś dobrego. Oglądał i przesłuchiwał to nagranie z milion razy. Bardzo chciał jej pomóc. Nie wiedział co nim kieruje, musiał pomóc tej kelnerce. Chciał jej szczęścia. Do pokoju wszedł Riker.
- Wiedziałeś gdzieś te teksty nad którymi pracowałem? - Riker ciągle myślał o pracy. Ross wiedział, że to jego ucieczka od Emily, że w ten sposób próbuje nie cierpieć.
- Zostawiłeś je w studiu, a część jest u Rocky'ego. - Ross nie odwracał się od komputera.
- A ty co robisz? - brat podszedł do niego.
- Posłuchaj. - chłopak puścił tylko głos i muzykę z nagrania. Od kilku godzin pracował nad jakością dźwięku, miał pewien plan.
- To piosenka Seleny Gomez.
- No i? - Ross spojrzał na brata.
- Kto to śpiewa? Piękny głos. - widać było, że zainteresował się tym co robi jego młodszy brat.
- Ona. - blondyn puścił filmik jaki nagrał kilka godzin wcześniej.
- Wow, niezła jest...naprawdę świetna. - tylko to powtarzał Riker.
- Dobra, ale po co ci to? Co ty zamierzasz? - starszy brat spojrzał na chłopaka. Znał go dobrze i wiedział, że ten coś knuje.
- Jaaa niccc. - blondyn się uśmiechnął.
- Gadaj. - brat go walnął w głowę.
- No dobra, chcę to zanieść i pokazać dyrektorce akademii.
- Tej gdzie ty studiujesz?
- Tak, bo widzisz ona ma talent, ale przez ciężką sytuację rodzinną nie dostała się do szkoły. Jej musi ktoś pomóc, tak jak nam kiedyś. Rozumiesz?
- Hm... Tak, to miłe z twojej strony. Jutro tam z tobą pójdę. - Riker przybił piątkę bratu i wyszedł.
Obaj z samego rana poszli do pani dyrektor. Mieli szczęście, że zechciała z nimi porozmawiać. Zapukali do drzwi i powoli weszli. Przy biurku siedziała kobieta mająca około 40 lat w okularach i czarnym kostiumie. Miała rude i upięte włosy.
- Ooo Lynch'owie. - powiedziała na ich widok.
- Dzień dobry! Możemy? - zapytał Riker.
- Tak usiądźcie. - obaj zajęli miejsce.
- Co was do mnie sprowadza?
- Mam do pani ogromną i niezwykłą prośbę. - powiedział Ross.
- Jaką? - kobieta poprawiła okulary.
- Chcę aby pani dała tej dziewczynie stypendium i przyjęła ją do szkoły. Składała już tu papiery ale się nie dostała.
- Jaką dziewczynę? Jakie stypendium?
- Moment zaraz wszystko wyjaśnię. - Ross włączył nagranie. Pani dyrektor się przysłuchiwała i oglądała z zaciekawieniem.
- Nazywa się Laura Marano, ma 18 lat, myślę, że powinna ją pani przyjąć. - kobieta wysłuchała nagrania, po czym zwróciła się do chłopaków.
- Przepraszam, nie mogę jej przyjąć, rok już się zaczął.
- Ale ona na to zasługuje, na pewno wykorzystałaby tą szansę. - powiedział Riker.
- Być może, ale stypendium to stypendium. Nie mogę go tak po prostu rozdawać. To masa procedur... Słuchajcie ona ma talent i to ogromny ale nie mogę jej przyjąć i dać stypendium choć bym chciała. Co innego jakby sama zapłaciła za rok, a w drugim semestrze złożyła papiery o stypendium, wtedy miałaby szansę dostać go w przyszłym roku. - kobieta rozłożyła bezradnie ręce. Jej słowa spowodowały, że Ross wpadł na pewien pomysł. Sam przecież topił się w kasie,a rodzice z pewnością by pomogli jakby dowiedzieli się o co chodzi.
- A co jeśli bym zapłaciłbym za rok jej studiów? - powiedział Ross, Riker spojrzał na niego zaskoczony.
- Wtedy mogłaby się tu uczyć. - powiedziała dyrektorka.
- Ross uspokój się. - Riker syknął do brata, czuł, że sytuacja wymyka mu się z pod kontroli.
- Zrozum muszę. - blondyn starał się uspokoić brata. Następnie zwrócił się do pani dyrektor.
- Zrobimy tak, przyjmiecie ją, ale nie może się dowiedzieć, że ja płacę za szkołę. Następnie pod koniec półrocza powie jej pani, że dokumenty zaginęły czy coś w tym stylu. Chodzi o to, aby starała się o stypendium na przyszły rok. Pod żadnym pozorem nie może wiedzieć, że to ja za wszystkim stoję. - Ross był mocno zdeterminowany, ciągle widział ją i słyszał jej głos, to go motywowało do tego aby załatwić tej dziewczynie szkołę jej marzeń.
- Rozumiem, że ma żyć w niewiedzy, ale co jeśli nie dostanie stypendium. Nie mogę niczego obiecać. - Ross przez chwilę się zawahał czy warto brnąć dalej, to spore koszty. Riker szarpnął go za ramię i powiedział:
- Stary wycofaj się. To nie ma sensu.
- Muszę. - Ross wiedział co robić, trzeba dążyć do celu.
- To zapłacę za kolejne lata. - powiedział
- Ross!
Laura wracała z pracy, zbliżała się 23.00. Żałowała, że przyjęła tą robotę, cały dzień słyszała wyzwiska i obelgi z ust Kim, Brooke i ich matki. Musiała im usługiwać, a one perfidnie to wykorzystywały. Nie obyło się bez wizyty Blaire, która specjalnie utrudniała jej życie. Weszła do swojej cuchnącej kamienicy. Na drugim piętrze znowu były jakieś kłótnie. Wprowadziło się tam niedawno młode małżeństwo, ciągle urządzali awantury. Lau ostatnio dzwoniła po policję, bo słychać było ich w całej kamienicy. Na klatce leżał jakiś pijany mężczyzna, pewnie kolega ojca. Weszła na trzecie piętro, od razu zobaczyła, że drzwi są otwarte, miała nadzieję, że Vanessa wróciła, zaczynała się martwić. Pod drzwiami leżała koperta. Lau ją podniosła i zobaczyła, że jest z uniwersytetu. Szybko ją otworzyła i zaczęła czytać, gdy doszła do ostatnich słów zaczęła krzyczeć z radości.
- Dostałam stypendium! - wrzeszczała, płacząc ze szczęścia.
***
Uhhh dotarłam sorry jeśli pojawią się błędy ale pisałam to będąc chora :(. Dziękuję za masę wyświetleń i komentarzy poprzedniego rozdziału. DZIĘKUJĘ ♥ KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
środa, 27 sierpnia 2014
Rozdział piąty
Minęło kilka dni odkąd wrócili do Los Angeles. Długo myślał, aby tam pójść. Kiedy odeszła stracił nadzieję. Teraz znowu czuł się beznadziejnie. Bał się, że to co przez tyle lat pielęgnował rozpadnie się. W ekipie był jeden słaby element. Ten człowiek mimo kryzysu swojej twórczości, może zrobić wszystko, jest z nich najbardziej popularny. Riker zdawał sobie sprawę, że bez Ross'a zespół nie będzie istniał, z drugiej strony wiedział, co on teraz czuje, trzy lata temu czuł to samo. Dopiero Emily otworzyła mu oczy, niestety na krótko. Tęsknił za nią, chciał się spotykać z innymi, ale ciągle tkwił w rozpaczy. Szedł ulicami LA. Mijało go mnóstwo ludzi. Każdy z zapędzony, goni za czymś co jest "niby" ważne. On wiedział, że najważniejsza jest miłość. Po długim spacerze i przejażdżce metrem, wylądował na cmentarzu. Szedł między kolejnymi grobami i czuł, że ma śmierć za plecami. Cmentarz to dziwne miejsce. Riker uważał, że to pogranicze życia i śmierci. Doszedł do znanego grobu. Położył kwiaty i spojrzał na napis na nagrobku: " Emily Parker, żyła lat 20. Zmarła dnia 15 maja 2011 r." oraz na słowa napisane poniżej: " Bo anioły, też czasami odchodzą." Sam postawił jej ten nagrobek. Nie miała rodziny, tylko jego. Jego serce to była ona. Gdy zginęła, stracił je. Usiadł na ławce przed grobem. Spojrzał na zdjęcie uśmiechniętej brunetki. Nie mógł uwierzyć, że minęły trzy lata.
- Dzień doby Emily. Przepraszam, że tak dawno u ciebie nie byłem. - powiedział.
Laurę obudziła Stacy. Nocowała u niej ponieważ wczoraj ojciec zrobił awanturę i musiała w nocy uciekać. Przeważnie panował nad sobą, ale przegrał wódkę z kolegą i wrócił wściekły. Vanessy od kilku dni nie ma. Może się gdzieś zaćpała. Laura jej nie szukała. Jak znajdą ciało, to policja zapewne ją zawiadomi, a może sama wróci jak będzie chciała pieniędzy.
- Wstawaj śpiochu, bo spóźnisz się do pracy! - powiedziała Stacy, przynosząc jej kubek kawy.
- Dzięki. - Laura wstała i napiła się łyka z kubka. Po chwili delektowania się gorącą kawą spytała:
- A ty dzisiaj nie idziesz do pracy?
- Ja dziś mam zajęcia. Pamiętaj, że studiuje. Będę w pracy dopiero na 17.00.
- Do zamknięcia?
- Niestety. Praca na pół etatu to nie praca. - odrzekła Stacy. Jak zwykle świetnie wyglądała, miała na sobie jeansy, biały top, czarny krawat oraz żakiet biały i czarne pionowe paski, do tego conversy i włosy wysoko upięte.
- Nie musisz przecież pracować. - Laura wstała wzięła swoje ubrania i poszła do łazienki.
- Ale chce, nie zamierzam się utrzymywać z pensji rodziców. Chce sama coś osiągnąć. Zamierzam rzucić pracę w barze. - krzyknęła. Laura na te słowa wpadła z powrotem do pokoju już przebrana w swoje niezbyt ładne, ale wygodne rzeczy.
- Co?! - powiedziała Lau.
- Znalazłam nową pracę. - Stacy zakładała bransoletki.
- Jak? Gdzie?
- U Pool'ów - Stacy poprawiła się w lustrze.
- U tych Pool'ów - Laura nie wierzyła w to co usłyszała.
Bliźniaczki to idiotki, ale ich matka to istna wiedźma. Laura pracowała u nich kiedyś przy obsłudze przyjęcia. Hannah to istny potwór. Kiedyś była aktorką i kiepską piosenkarką. Nagrała jeden hit i słuch po niej zaginął. Miała bogatego męża, który zostawił jej majątek wart kilka milionów dolarów.
- Tak u Kim i Brooke. Wiem, że to potwory, ale płacą trzy razy tyle co w barze.
- Ha... Trzy razy tyle. Jak ja bym chciała tyle zarabiać. Teraz wiąże ledwo koniec z końcem, - Laura usiadła bezradnie na łóżku.
- To ty weź tą pracę. - koleżanka odwróciła się i spojrzała na Lau.
- Ja? Nie lepiej nie. One przyjaźnią się z Blaire, zniszczą mnie, pamiętasz co było w liceum?
- No weź, potrzebujesz kasy. Zadzwoń, albo ja to zrobię za ciebie. Szukają służącej, dałabyś radę.
- Ok, pójdę tam dzisiaj. Dobra lecę do pracy. - Laura wzięła deskorolkę i postanowiła pojechać najpierw do Pool'ów a potem do baru.
Vanessa krzątała się od kilku dni po ulicach i melinach. Ukradła trochę kasy Laurze a potem okroiła taką staruszkę. Niestety przepuściła już wszystko. Od wczoraj była czysta. Głód był tak silny, że wykręcała sobie palce i zadawała sobie ból. Miała szczęście bo w autobusie zawinęła gościowi portfel. Szła do znanej jej dzielnicy i mieszkania. Zapukała do drzwi. Otworzył jej czarnoskóry mężczyzna.
- Hej młoda - powiedział.
- Cześć Mike. Ja po to co zwykle. - dziewczyna weszła do mieszkania.
- Kokaina? - mężczyzna przebierał torebeczki leżące na stole. W tym bloku mieszkają sami dilerzy lub złodzieje albo dziwki, taka dzielnica. Same marginesy społeczne.
- Dawaj. - Van czuła, że jeśli zaraz nie weźmie to umrze.
- Grzeczniej, proszę! - mężczyzna podał jej małą przezroczystą saszetkę.
- Daj dwie. - powiedziała. Gość miał sporo w portfelu.
- A masz kasę? Jedna to 30$.
- Tak drogo, było 20$. - Van spojrzała na Mike i wyjęła kasę.
- Lubię robić z tobą interesy. - chłopak podał jej drugą saszetkę. Vanessa wzięła je i wybiegła z mieszkania. Teraz będzie mogła się zabawić.
Ross wracał z zajęć. Było już po trzeciej. Nie mógł się dzisiaj skupić. Myślał, że wreszcie wszystko jest ok, ale tak nie było. Wczoraj próbował napisać piosenkę, ale nie ma pomysłu o czym, chciał zatańczyć tak jak ostatnio na lekcjach tańca. Niestety nie potrafił. Czuł, że to co robi jest puste. Przyjął cel, musi wydać solową płytę. Ma kilka piosenek, które mógłby wydać, bo bracia nie chcieli ich na krążku R5. Jednak potrzebuje piosenki, która mówiłaby kim jest. Musi im powiedzieć wreszcie o płycie i o tym co ukrywa przed nimi od roku. Na razie nic nie zauważyli, postawi ich przed faktem dokonanym. Gdy tak szedł, pomyślał o tym, że musi jeszcze raz spróbować. Doszedł do baru. Za restauracją był zaułek. Ross pomyślał, że to idealne miejsce by potańczyć lub napisać tekst piosenki. Wszedł głębiej i nagle usłyszał znaną piosenkę. Ukrył się za kontenerem. Gdy się lekko wychylił zobaczył dziewczynę, która zaczęła tańczyć i śpiewać. Miała niesamowity głos. Postanowił ją nagrać. Wyjął telefon, lecz dziewczyna wyłączyła muzykę. Rozejrzała się wokoło i jeszcze raz włączyła piosenkę Seleny Gomez Tell Me Something I don't know:
Everybody tells me that it's so hard to make it,
It's so hard to break it,
There's no way to fake it.
Everybody tells me that it's wrong what I'm feelin',
I shouldn't believe in,
The dreams that I'm dreamin'.
I hear it everyday,
I hear it all the time,
I'm never gonna melt it much,
But they're never gonna change my mind, no.
Dziewczyna świetnie tańczyła, jednak to jej głos powalił Ross'a na kolana, szczególnie jak zaczęła śpiewać refren:
Tell me, tell me, tell me somethin' I don't know,
Somethin' I don't know, somethin' I don't know.
Tell me, tell me, tell me somethin' I don't know,
Somethin' I don't know, somethin' I don't know.
How many inches in a mile,
What it takes to make you smile,
Betcha not to trat me like, a child baby.
Tell me, tell me, tell me somethin' I don't know,
Somethin' I don't know, somethin' I don't know.
Tell me, tell me somethin' I don't know.
Tell me, tell me somethin' I don't know.
Była urocza i słodka, ale miała jakiś pazur. Do blondyna po chwili dotarło kim jest tancerka. To ta kelnerka z baru, Laura.
- Ma ogromny talent. - pomyślał.
Ruchy dziewczyny były strasznie seksowne. Spodobała się Ross'owi. Widać było, że kocha taniec. Tańczyła lepiej niż Blaire, albo on. Nie wie czemu ją nagrywał, jakiś odruch. Chciał to uwiecznić. Do tej pory miał ją za szarą myszkę, a to piękna i tajemnicza dziewczyna. Szkoda, że nie z jego bajki. Gdy skończyła się piosenka Ross wyszedł z ukrycia.
- Powiem ci coś czego nie wiesz. - powiedział bijący brawo blondyn. Dziewczyna, aż podskoczyła gdy go zobaczyła.
- Widziałeś wszystko? - odgarnęła włosy z czoła.
- Jesteś boska!- wykrzyczał i usiadł na schodach prowadzących na zaplecze restauracji. Kelnerka zabrała magnetofon i usiadła obok niego. Po chwili milczenia powiedziała:
- Dziękuję.
- Za co? - blondyn spojrzał na nią.
- Ta praca jest dla mnie ważna. Muszę już iść. - chciała się podnieść, lecz chłopak złapał ją za rękę.
- Stać cię na coś lepszego. Powinnaś się rozwijać, a nie tkwić w tej dziurze. - dziewczyna wyrwała swoją dłoń i spojrzała ze wściekłością na Ross'a.
- Nic o mnie nie wiesz, moje życie to nie bajka jak twoje. Ty masz wszystko. Ja mam ojca alkoholika i siostrę ćpunkę. - wykrzyczała. Nie wiedziała czemu mu o tym powiedziała, przecież co go to obchodzi. Blondyn patrzył na nią.
- A mama? - spytał niepewnie.
- Umarła jak miałam 8 lat. - Lau czuła, że łzy napływają jej do oczu.
- Nie chciałem. - odpowiedział Ross i spuścił wzrok.
- Nie twoja wina. Nigdy nie pogodziłam się z jej śmiercią. Zginęła w wypadku samochodowym, wtedy całe moje życie się posypało. Owszem chce się rozwijać, ale nie mam jak. Starałam się o stypendium na tym waszym uniwerku, ale nie przyjęli mnie. Teraz będę pracować u Kim i Brooke. Życiowa szansa co nie? - Laura gorzko się uśmiechnęła.
- Pamiętaj - chłopak chwycił ją znowu za rękę i spojrzał jej w oczy. - trzeba walczyć o marzenia, tylko wtedy się spełnią. Ja i moje rodzeństwo to robimy. Walczymy o marzenia. Twoje też się kiedyś spełnią. - Laura na moment straciła kontakt z rzeczywistością. Siedzi i rozmawia z Ross'em Lynch'em to raczej niemożliwe a jednak. Przypomniała sobie, że musi wracać do pracy. Wstała i powiedziała do chłopaka:
- Dzięki, milutki jesteś.
- No wiem. - chłopak uśmiechnął się i puścił do niej oczko.
- Do zobaczenia. - Lau zniknęła za drzwiami restauracji. Ross wiedział co musi zrobić, ma nagranie, pomoże jej i pobiegł do domu.
***
Hello, mam kilka dla was informacji. Po pierwsze to chyba ostatni rozdział jaki dodałam przed końcem wakacji. Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo teraz przede mną klasa maturalna i matura :( więc to dla mnie najważniejsze. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijecie :D. Po drugie, zrobiłam ankietę bo chce znać wasze zdanie. W ankiecie pytam jaka piosenka powinna się pojawić w ostatnim rozdziale podczas występu Raury. Jeśli nie pasuje wam żadna z podanych tam propozycji a znacie jakiś fajny duet to podajcie mi tą piosenkę w komentarzu pod rozdziałem. Kolejna rzecz dziękuję za komentarze i pierwsze tysiąc wyświetleń, kocham was ♥Zapraszam na mój drugi blog http://morderstwohamilton.blogspot.com♥ KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
- Dzień doby Emily. Przepraszam, że tak dawno u ciebie nie byłem. - powiedział.
Laurę obudziła Stacy. Nocowała u niej ponieważ wczoraj ojciec zrobił awanturę i musiała w nocy uciekać. Przeważnie panował nad sobą, ale przegrał wódkę z kolegą i wrócił wściekły. Vanessy od kilku dni nie ma. Może się gdzieś zaćpała. Laura jej nie szukała. Jak znajdą ciało, to policja zapewne ją zawiadomi, a może sama wróci jak będzie chciała pieniędzy.
- Wstawaj śpiochu, bo spóźnisz się do pracy! - powiedziała Stacy, przynosząc jej kubek kawy.
- Dzięki. - Laura wstała i napiła się łyka z kubka. Po chwili delektowania się gorącą kawą spytała:
- A ty dzisiaj nie idziesz do pracy?
- Ja dziś mam zajęcia. Pamiętaj, że studiuje. Będę w pracy dopiero na 17.00.
- Do zamknięcia?
- Niestety. Praca na pół etatu to nie praca. - odrzekła Stacy. Jak zwykle świetnie wyglądała, miała na sobie jeansy, biały top, czarny krawat oraz żakiet biały i czarne pionowe paski, do tego conversy i włosy wysoko upięte.
- Nie musisz przecież pracować. - Laura wstała wzięła swoje ubrania i poszła do łazienki.
- Ale chce, nie zamierzam się utrzymywać z pensji rodziców. Chce sama coś osiągnąć. Zamierzam rzucić pracę w barze. - krzyknęła. Laura na te słowa wpadła z powrotem do pokoju już przebrana w swoje niezbyt ładne, ale wygodne rzeczy.
- Co?! - powiedziała Lau.
- Znalazłam nową pracę. - Stacy zakładała bransoletki.
- Jak? Gdzie?
- U Pool'ów - Stacy poprawiła się w lustrze.
- U tych Pool'ów - Laura nie wierzyła w to co usłyszała.
Bliźniaczki to idiotki, ale ich matka to istna wiedźma. Laura pracowała u nich kiedyś przy obsłudze przyjęcia. Hannah to istny potwór. Kiedyś była aktorką i kiepską piosenkarką. Nagrała jeden hit i słuch po niej zaginął. Miała bogatego męża, który zostawił jej majątek wart kilka milionów dolarów.
- Tak u Kim i Brooke. Wiem, że to potwory, ale płacą trzy razy tyle co w barze.
- Ha... Trzy razy tyle. Jak ja bym chciała tyle zarabiać. Teraz wiąże ledwo koniec z końcem, - Laura usiadła bezradnie na łóżku.
- To ty weź tą pracę. - koleżanka odwróciła się i spojrzała na Lau.
- Ja? Nie lepiej nie. One przyjaźnią się z Blaire, zniszczą mnie, pamiętasz co było w liceum?
- No weź, potrzebujesz kasy. Zadzwoń, albo ja to zrobię za ciebie. Szukają służącej, dałabyś radę.
- Ok, pójdę tam dzisiaj. Dobra lecę do pracy. - Laura wzięła deskorolkę i postanowiła pojechać najpierw do Pool'ów a potem do baru.
Vanessa krzątała się od kilku dni po ulicach i melinach. Ukradła trochę kasy Laurze a potem okroiła taką staruszkę. Niestety przepuściła już wszystko. Od wczoraj była czysta. Głód był tak silny, że wykręcała sobie palce i zadawała sobie ból. Miała szczęście bo w autobusie zawinęła gościowi portfel. Szła do znanej jej dzielnicy i mieszkania. Zapukała do drzwi. Otworzył jej czarnoskóry mężczyzna.
- Hej młoda - powiedział.
- Cześć Mike. Ja po to co zwykle. - dziewczyna weszła do mieszkania.
- Kokaina? - mężczyzna przebierał torebeczki leżące na stole. W tym bloku mieszkają sami dilerzy lub złodzieje albo dziwki, taka dzielnica. Same marginesy społeczne.
- Dawaj. - Van czuła, że jeśli zaraz nie weźmie to umrze.
- Grzeczniej, proszę! - mężczyzna podał jej małą przezroczystą saszetkę.
- Daj dwie. - powiedziała. Gość miał sporo w portfelu.
- A masz kasę? Jedna to 30$.
- Tak drogo, było 20$. - Van spojrzała na Mike i wyjęła kasę.
- Lubię robić z tobą interesy. - chłopak podał jej drugą saszetkę. Vanessa wzięła je i wybiegła z mieszkania. Teraz będzie mogła się zabawić.
Ross wracał z zajęć. Było już po trzeciej. Nie mógł się dzisiaj skupić. Myślał, że wreszcie wszystko jest ok, ale tak nie było. Wczoraj próbował napisać piosenkę, ale nie ma pomysłu o czym, chciał zatańczyć tak jak ostatnio na lekcjach tańca. Niestety nie potrafił. Czuł, że to co robi jest puste. Przyjął cel, musi wydać solową płytę. Ma kilka piosenek, które mógłby wydać, bo bracia nie chcieli ich na krążku R5. Jednak potrzebuje piosenki, która mówiłaby kim jest. Musi im powiedzieć wreszcie o płycie i o tym co ukrywa przed nimi od roku. Na razie nic nie zauważyli, postawi ich przed faktem dokonanym. Gdy tak szedł, pomyślał o tym, że musi jeszcze raz spróbować. Doszedł do baru. Za restauracją był zaułek. Ross pomyślał, że to idealne miejsce by potańczyć lub napisać tekst piosenki. Wszedł głębiej i nagle usłyszał znaną piosenkę. Ukrył się za kontenerem. Gdy się lekko wychylił zobaczył dziewczynę, która zaczęła tańczyć i śpiewać. Miała niesamowity głos. Postanowił ją nagrać. Wyjął telefon, lecz dziewczyna wyłączyła muzykę. Rozejrzała się wokoło i jeszcze raz włączyła piosenkę Seleny Gomez Tell Me Something I don't know:
Everybody tells me that it's so hard to make it,
It's so hard to break it,
There's no way to fake it.
Everybody tells me that it's wrong what I'm feelin',
I shouldn't believe in,
The dreams that I'm dreamin'.
I hear it everyday,
I hear it all the time,
I'm never gonna melt it much,
But they're never gonna change my mind, no.
Dziewczyna świetnie tańczyła, jednak to jej głos powalił Ross'a na kolana, szczególnie jak zaczęła śpiewać refren:
Tell me, tell me, tell me somethin' I don't know,
Somethin' I don't know, somethin' I don't know.
Tell me, tell me, tell me somethin' I don't know,
Somethin' I don't know, somethin' I don't know.
How many inches in a mile,
What it takes to make you smile,
Betcha not to trat me like, a child baby.
Tell me, tell me, tell me somethin' I don't know,
Somethin' I don't know, somethin' I don't know.
Tell me, tell me somethin' I don't know.
Tell me, tell me somethin' I don't know.
Była urocza i słodka, ale miała jakiś pazur. Do blondyna po chwili dotarło kim jest tancerka. To ta kelnerka z baru, Laura.
- Ma ogromny talent. - pomyślał.
Ruchy dziewczyny były strasznie seksowne. Spodobała się Ross'owi. Widać było, że kocha taniec. Tańczyła lepiej niż Blaire, albo on. Nie wie czemu ją nagrywał, jakiś odruch. Chciał to uwiecznić. Do tej pory miał ją za szarą myszkę, a to piękna i tajemnicza dziewczyna. Szkoda, że nie z jego bajki. Gdy skończyła się piosenka Ross wyszedł z ukrycia.
- Powiem ci coś czego nie wiesz. - powiedział bijący brawo blondyn. Dziewczyna, aż podskoczyła gdy go zobaczyła.
- Widziałeś wszystko? - odgarnęła włosy z czoła.
- Jesteś boska!- wykrzyczał i usiadł na schodach prowadzących na zaplecze restauracji. Kelnerka zabrała magnetofon i usiadła obok niego. Po chwili milczenia powiedziała:
- Dziękuję.
- Za co? - blondyn spojrzał na nią.
- Ta praca jest dla mnie ważna. Muszę już iść. - chciała się podnieść, lecz chłopak złapał ją za rękę.
- Stać cię na coś lepszego. Powinnaś się rozwijać, a nie tkwić w tej dziurze. - dziewczyna wyrwała swoją dłoń i spojrzała ze wściekłością na Ross'a.
- Nic o mnie nie wiesz, moje życie to nie bajka jak twoje. Ty masz wszystko. Ja mam ojca alkoholika i siostrę ćpunkę. - wykrzyczała. Nie wiedziała czemu mu o tym powiedziała, przecież co go to obchodzi. Blondyn patrzył na nią.
- A mama? - spytał niepewnie.
- Umarła jak miałam 8 lat. - Lau czuła, że łzy napływają jej do oczu.
- Nie chciałem. - odpowiedział Ross i spuścił wzrok.
- Nie twoja wina. Nigdy nie pogodziłam się z jej śmiercią. Zginęła w wypadku samochodowym, wtedy całe moje życie się posypało. Owszem chce się rozwijać, ale nie mam jak. Starałam się o stypendium na tym waszym uniwerku, ale nie przyjęli mnie. Teraz będę pracować u Kim i Brooke. Życiowa szansa co nie? - Laura gorzko się uśmiechnęła.
- Pamiętaj - chłopak chwycił ją znowu za rękę i spojrzał jej w oczy. - trzeba walczyć o marzenia, tylko wtedy się spełnią. Ja i moje rodzeństwo to robimy. Walczymy o marzenia. Twoje też się kiedyś spełnią. - Laura na moment straciła kontakt z rzeczywistością. Siedzi i rozmawia z Ross'em Lynch'em to raczej niemożliwe a jednak. Przypomniała sobie, że musi wracać do pracy. Wstała i powiedziała do chłopaka:
- Dzięki, milutki jesteś.
- No wiem. - chłopak uśmiechnął się i puścił do niej oczko.
- Do zobaczenia. - Lau zniknęła za drzwiami restauracji. Ross wiedział co musi zrobić, ma nagranie, pomoże jej i pobiegł do domu.
***
Hello, mam kilka dla was informacji. Po pierwsze to chyba ostatni rozdział jaki dodałam przed końcem wakacji. Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo teraz przede mną klasa maturalna i matura :( więc to dla mnie najważniejsze. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijecie :D. Po drugie, zrobiłam ankietę bo chce znać wasze zdanie. W ankiecie pytam jaka piosenka powinna się pojawić w ostatnim rozdziale podczas występu Raury. Jeśli nie pasuje wam żadna z podanych tam propozycji a znacie jakiś fajny duet to podajcie mi tą piosenkę w komentarzu pod rozdziałem. Kolejna rzecz dziękuję za komentarze i pierwsze tysiąc wyświetleń, kocham was ♥Zapraszam na mój drugi blog http://morderstwohamilton.blogspot.com♥ KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
wtorek, 19 sierpnia 2014
Rozdział czwarty
Stacy zobaczyła Laurę, wbiegającą na zaplecze, wyglądała jakby zobaczyła ducha. Była cała mokra i miała strasznie potargane włosy. Stacy nigdy nie widziała Lau w takim stanie.
- Co się stało? - zapytała.
- Nic, zauważyła, że mnie nie ma?
- Nie widzę, że coś się stało. - Laura podeszła do swojej szafki i zaczęła zakładać różowy uniform. Nerwowo zapinała kolejne guziki. Ciągle przed oczami miała Ross'a, który się w nią wpatruje. Nie wie czemu była taka wściekła. Czemu on nigdy jej nie zauważa? To pytanie nasuwało jej się na myśl. Nigdy w życiu nie czuła czegoś takiego jak wtedy przy tym lustrze. Pierwszy raz od dawna, czuła się beztroska. Może dlatego, ją tak to zabolało, bo wie, że to nigdy więcej się nie powtórzy. Minęła koleżankę i poszła do ubikacji. Stacy podążyła za nią, ciągle pytając co się stało. Laura obmyła twarz. Spojrzała w lustro, wiszące nad umywalką.
- Jestem nikim. - pomyślała.
- Lau powiedz co się dzieje, coś się wydarzyło na tych lekcjach? - Stacy była zmartwiona.
- Nie. - odpowiedziała brunetka, która zaczęła wiązać włosy w niedbałego koka.
- Przecież widzę. - Stacy postanowiła nie odpuszczać. Laura spojrzała na nią.
- Ok. Powiem ci wszystko.
- Czekam. - Dziewczyny usiadły na zapleczu.
- Przyszłam jak zwykle do tej starej sali. Zaczęła się lekcja, gdy nagle zjawił się Ross Lynch.
- Kto? - Stacy była zaskoczona.
- Ross. Prowadził lekcję i tańczyliśmy.
- Razem?
- Nie, chociaż można to tak nazwać. Oddzielało nas lustro. Czułam się jak księżniczka. Zapomniałam o wszystkich moich problemach. - Laura miała łzy w oczach.
- To musiało być piękne.
- Bo było, ale co z tego jak on mnie nie widział. Jestem niewidzialna. Wróćmy do rzeczywistości. - Laura poszła na salę.
Kim i Brooke czekały pod szkołą. Blaire podeszła do nich.
- Co tak siedzicie?
- Czekamy na ciebie. - odpowiedziały jednocześnie.
- To co robimy? - Blaire była jak zwykle znudzona.
- O czym rozmawiałaś z Ross'em? - zapytała Kim.
- Próbowałam go zagadać, rozmawialiśmy o tańcu.
- Znowu cię spławił? - Brooke żałowała tych słów jak zobaczyła spojrzenie Blaire.
- Nie spławił. Tylko zostawił. Był jakiś nieobecny.
- I co zamierzasz? - zapytała Brooke.
- Wróci do mnie czy tego chce czy nie. Pójdę z nim na ten bal.
- Jak zamierzasz to zrobić? - Kim piłowała paznokcie.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.
Ross i Justin szli ulicą. Mieli iść do baru na rogu. Po dłuższej chwili milczenia Justin zapytał:
- Co się stało pod tym lustrem? Ostatni raz tańczyłeś tak na koncercie w NY, rok temu.
- Nie wiem, mam wrażenie, że ktoś był po drugiej stronie lustra, albo dostaję świra.
- Stawiam na to drugie. - odpowiedział Justin.
- Może, ale poczułem, że mogę znowu tańczyć i śpiewać, przynajmniej przez chwilę. To było jak magia, niesamowite i niemożliwe. - Ross był podekscytowany. Młodzi mężczyźni weszli do baru. Ross'a zemdliło od zapachu spalonego tłuszczu. Nienawidził takich barów. Usiedli przy jednym z stolików pod oknem.
- Gdzie ta twoja kelnerka. - zapytał ironicznym tonem Ross.
- Tam. - Justin pokazał na dziewczynę o długich czarnych włosach obsługująca stolik po drugiej stronie sali. Obaj wzięli karty, gdy usłyszeli kobiecy głos. Justin wiedział, że to nie Stacy.
- Co podać? - spytała niska brunetka, w niedbałym koku. Ani Ross ani Justin nie zwrócili większej uwagi na kelnerkę. Dziewczyna także. Ciągle patrzyła się w notes, widać, że obsługiwanie gości było dla niej rutyną.
- Poproszę hamburgera z frytkami. - powiedział Justin.
- A ja naleśniki z truskawkami i bitą śmietaną. - kelnerka wszystko notowała, nie patrząc na nich.
- Coś do picia?
- Cola. - odpowiedzieli równocześnie. Kelnerka odeszła od nich.
- Widzisz, przyszedłem z tobą i Stacy nas nie obsługuje. - Justin patrzył na kelnerkę stojącą za barem.
- Nie moja wina. - Ross przeglądał kartę.
Laura poszła złożyć zamówienie. Czekała na realizacje. Mijały kolejne minuty, jej myśli powędrowały w stronę tańca z Ross'em. Przeżywała to na nowo. Z zamyślenia wyrwał ją krzyk Stacy. Wyjrzała na salę. Zobaczyła, że Stacy i grupka osób stoją przy stoliku, który ona obsługuje. Nie wiedziała o co chodzi. Nie zwracała uwagi na to kogo obsługuje. Nagle jedna z osób przesunęła się i Laura zobaczyła Lynch'a. Oniemiała. Z odrętwienia wyrwał ją krzyk kucharza.
- Stolik numer 6!
Laura zastanawiała się czy iść. Tyle tam osób. Nie chciała aby ktoś wiedział, że tu pracuje. Wzięła tacę z jedzeniem, ukryła się za nią.
- Dam im zamówienie, tak, że mnie nie zauważą. - pomyślała.
Wszyscy chcieli autografy. Ross nie chciał jeść w takich warunkach.
- Stary chodź idziemy stąd. - powiedział.
- A jedzenie?
- Chcesz jeść gdy wszyscy stoją nad tobą? - Ross podniósł się. Chciał już wyjść, gdy nagle poczuł, że traci równowagę, ponieważ zaczepił nogą o stolik, i że uderza o coś. Rozległ się trzask i łomot. Ross upadł na kelnerkę i przewrócił na nią tacę z jedzeniem. Była cała w dżemie truskawkowym i bitej śmietanie. Ross leżał na niej. Poznał ją. To ta dziewczyna z liceum. Wiecznie na nią wpada.
- Masz frytka we włosach. - powiedział blondyn zdejmując z jej włosów frytka i zjadając go. Dziewczyna dziwnie na niego patrzyła. Przeważnie miała złość w oczach, a tym razem przyglądała mu się z lekkim szokiem. W końcu wykrztusiła z siebie:
- Leżysz na mnie.
- Ooo tak, przepraszam. - Ross wstał i pomógł podnieść się dziewczynie. Chciał już wyjść, gdy usłyszał niemiły kobiecy głos.
- Coś ty zrobiła? Wiesz na kogo to wywaliłaś!
- Ale kierowniczko, to nie moja wina. - odpowiedziała Laura.
- Ona mówi prawdę. - Stacy chciała chronić koleżankę.
- Nic mnie to nie obchodzi. To był Ross Lynch rozumiesz? A ty wywaliłaś jedzenie! Natychmiast wynoś się, nie pracujesz już tu! - krzyczała kierowniczka. Ross usłyszał te słowa. Odwrócił się i zobaczył łzy w oczach kelnerki. Musiał to odkręcić. Wrócił się.
- Przepraszam.
- O pan Lynch. Przepraszam za nią, to niezdara. Odda panu za pralnię. - pani kierownik zrobiła się strasznie miła.
- Niech pani ją nie zwalnia. - Laura podniosła wzrok i spojrzała na blondyna.
- Niech się pan nad nią nie użala.
- Ale to moja wina. Potknąłem się i upadłem na nią. To nie jej wina.
- To prawda. - odpowiedzieli Justin i Stacy. Kierowniczka spojrzała na czwórkę nastolatków i po chwili namysłu powiedziała:
- Dobrze, możesz dalej tu dalej pracować. Posprzątaj to. - pani kierownik odeszła.
- Dziękuję. - powiedziała Laura do Ross'a
- To ja przepraszam. - odpowiedział Ross po czym wyszedł.
***
Dziękuję za masę komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Mam nadzieję, że ten wam się również spodoba. Mam prośbę jeśli chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach zostawcie swój user w komentarzu, to ułatwiłoby mi informowanie was ;)
- Co się stało? - zapytała.
- Nic, zauważyła, że mnie nie ma?
- Nie widzę, że coś się stało. - Laura podeszła do swojej szafki i zaczęła zakładać różowy uniform. Nerwowo zapinała kolejne guziki. Ciągle przed oczami miała Ross'a, który się w nią wpatruje. Nie wie czemu była taka wściekła. Czemu on nigdy jej nie zauważa? To pytanie nasuwało jej się na myśl. Nigdy w życiu nie czuła czegoś takiego jak wtedy przy tym lustrze. Pierwszy raz od dawna, czuła się beztroska. Może dlatego, ją tak to zabolało, bo wie, że to nigdy więcej się nie powtórzy. Minęła koleżankę i poszła do ubikacji. Stacy podążyła za nią, ciągle pytając co się stało. Laura obmyła twarz. Spojrzała w lustro, wiszące nad umywalką.
- Jestem nikim. - pomyślała.
- Lau powiedz co się dzieje, coś się wydarzyło na tych lekcjach? - Stacy była zmartwiona.
- Nie. - odpowiedziała brunetka, która zaczęła wiązać włosy w niedbałego koka.
- Przecież widzę. - Stacy postanowiła nie odpuszczać. Laura spojrzała na nią.
- Ok. Powiem ci wszystko.
- Czekam. - Dziewczyny usiadły na zapleczu.
- Przyszłam jak zwykle do tej starej sali. Zaczęła się lekcja, gdy nagle zjawił się Ross Lynch.
- Kto? - Stacy była zaskoczona.
- Ross. Prowadził lekcję i tańczyliśmy.
- Razem?
- Nie, chociaż można to tak nazwać. Oddzielało nas lustro. Czułam się jak księżniczka. Zapomniałam o wszystkich moich problemach. - Laura miała łzy w oczach.
- To musiało być piękne.
- Bo było, ale co z tego jak on mnie nie widział. Jestem niewidzialna. Wróćmy do rzeczywistości. - Laura poszła na salę.
Kim i Brooke czekały pod szkołą. Blaire podeszła do nich.
- Co tak siedzicie?
- Czekamy na ciebie. - odpowiedziały jednocześnie.
- To co robimy? - Blaire była jak zwykle znudzona.
- O czym rozmawiałaś z Ross'em? - zapytała Kim.
- Próbowałam go zagadać, rozmawialiśmy o tańcu.
- Znowu cię spławił? - Brooke żałowała tych słów jak zobaczyła spojrzenie Blaire.
- Nie spławił. Tylko zostawił. Był jakiś nieobecny.
- I co zamierzasz? - zapytała Brooke.
- Wróci do mnie czy tego chce czy nie. Pójdę z nim na ten bal.
- Jak zamierzasz to zrobić? - Kim piłowała paznokcie.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.
Ross i Justin szli ulicą. Mieli iść do baru na rogu. Po dłuższej chwili milczenia Justin zapytał:
- Co się stało pod tym lustrem? Ostatni raz tańczyłeś tak na koncercie w NY, rok temu.
- Nie wiem, mam wrażenie, że ktoś był po drugiej stronie lustra, albo dostaję świra.
- Stawiam na to drugie. - odpowiedział Justin.
- Może, ale poczułem, że mogę znowu tańczyć i śpiewać, przynajmniej przez chwilę. To było jak magia, niesamowite i niemożliwe. - Ross był podekscytowany. Młodzi mężczyźni weszli do baru. Ross'a zemdliło od zapachu spalonego tłuszczu. Nienawidził takich barów. Usiedli przy jednym z stolików pod oknem.
- Gdzie ta twoja kelnerka. - zapytał ironicznym tonem Ross.
- Tam. - Justin pokazał na dziewczynę o długich czarnych włosach obsługująca stolik po drugiej stronie sali. Obaj wzięli karty, gdy usłyszeli kobiecy głos. Justin wiedział, że to nie Stacy.
- Co podać? - spytała niska brunetka, w niedbałym koku. Ani Ross ani Justin nie zwrócili większej uwagi na kelnerkę. Dziewczyna także. Ciągle patrzyła się w notes, widać, że obsługiwanie gości było dla niej rutyną.
- Poproszę hamburgera z frytkami. - powiedział Justin.
- A ja naleśniki z truskawkami i bitą śmietaną. - kelnerka wszystko notowała, nie patrząc na nich.
- Coś do picia?
- Cola. - odpowiedzieli równocześnie. Kelnerka odeszła od nich.
- Widzisz, przyszedłem z tobą i Stacy nas nie obsługuje. - Justin patrzył na kelnerkę stojącą za barem.
- Nie moja wina. - Ross przeglądał kartę.
Laura poszła złożyć zamówienie. Czekała na realizacje. Mijały kolejne minuty, jej myśli powędrowały w stronę tańca z Ross'em. Przeżywała to na nowo. Z zamyślenia wyrwał ją krzyk Stacy. Wyjrzała na salę. Zobaczyła, że Stacy i grupka osób stoją przy stoliku, który ona obsługuje. Nie wiedziała o co chodzi. Nie zwracała uwagi na to kogo obsługuje. Nagle jedna z osób przesunęła się i Laura zobaczyła Lynch'a. Oniemiała. Z odrętwienia wyrwał ją krzyk kucharza.
- Stolik numer 6!
Laura zastanawiała się czy iść. Tyle tam osób. Nie chciała aby ktoś wiedział, że tu pracuje. Wzięła tacę z jedzeniem, ukryła się za nią.
- Dam im zamówienie, tak, że mnie nie zauważą. - pomyślała.
Wszyscy chcieli autografy. Ross nie chciał jeść w takich warunkach.
- Stary chodź idziemy stąd. - powiedział.
- A jedzenie?
- Chcesz jeść gdy wszyscy stoją nad tobą? - Ross podniósł się. Chciał już wyjść, gdy nagle poczuł, że traci równowagę, ponieważ zaczepił nogą o stolik, i że uderza o coś. Rozległ się trzask i łomot. Ross upadł na kelnerkę i przewrócił na nią tacę z jedzeniem. Była cała w dżemie truskawkowym i bitej śmietanie. Ross leżał na niej. Poznał ją. To ta dziewczyna z liceum. Wiecznie na nią wpada.
- Masz frytka we włosach. - powiedział blondyn zdejmując z jej włosów frytka i zjadając go. Dziewczyna dziwnie na niego patrzyła. Przeważnie miała złość w oczach, a tym razem przyglądała mu się z lekkim szokiem. W końcu wykrztusiła z siebie:
- Leżysz na mnie.
- Ooo tak, przepraszam. - Ross wstał i pomógł podnieść się dziewczynie. Chciał już wyjść, gdy usłyszał niemiły kobiecy głos.
- Coś ty zrobiła? Wiesz na kogo to wywaliłaś!
- Ale kierowniczko, to nie moja wina. - odpowiedziała Laura.
- Ona mówi prawdę. - Stacy chciała chronić koleżankę.
- Nic mnie to nie obchodzi. To był Ross Lynch rozumiesz? A ty wywaliłaś jedzenie! Natychmiast wynoś się, nie pracujesz już tu! - krzyczała kierowniczka. Ross usłyszał te słowa. Odwrócił się i zobaczył łzy w oczach kelnerki. Musiał to odkręcić. Wrócił się.
- Przepraszam.
- O pan Lynch. Przepraszam za nią, to niezdara. Odda panu za pralnię. - pani kierownik zrobiła się strasznie miła.
- Niech pani ją nie zwalnia. - Laura podniosła wzrok i spojrzała na blondyna.
- Niech się pan nad nią nie użala.
- Ale to moja wina. Potknąłem się i upadłem na nią. To nie jej wina.
- To prawda. - odpowiedzieli Justin i Stacy. Kierowniczka spojrzała na czwórkę nastolatków i po chwili namysłu powiedziała:
- Dobrze, możesz dalej tu dalej pracować. Posprzątaj to. - pani kierownik odeszła.
- Dziękuję. - powiedziała Laura do Ross'a
- To ja przepraszam. - odpowiedział Ross po czym wyszedł.
***
Dziękuję za masę komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Mam nadzieję, że ten wam się również spodoba. Mam prośbę jeśli chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach zostawcie swój user w komentarzu, to ułatwiłoby mi informowanie was ;)
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział trzeci
Dochodziła już druga. Laura patrzyła z niecierpliwością na zegarek, wycierała ladę baru, musiała się jakoś wyrwać. W pracy czuła się chociaż trochę normalnie. Nagle podeszła do niej Stacy z telefonem i zaczęła krzyczeć. Laura strasznie się wystraszyła.
- Kurde, czemu tak wrzeszczysz?!
- Nie wierzę, normalnie to niemożliwe! - Stacy ciągle krzyczała i zrobiła się czerwona na twarzy.
- Spokojnie co się stało? - Laura chwyciła brunetkę i spojrzała jej w oczy.
- R5! R5! - dziewczyna ciągle krzyczała.
- Serio? R5! Co znowu zrobili? - Laura puściła koleżankę, miała poważniejsze kłopoty niż R5. Stacy niczego nie rozumie, to tylko zespół, jakich tysiące, a ona musi ciągle walczyć o nowy dzień. Stacy pochodzi z bogatej rodziny, studiuje i pracuje nie wiadomo po co. Ma czas by zajmować się takimi głupotami. Laura natomiast ma w domu alkoholika i ćpunkę. Czasami czuła się już tak beznadziejnie, ze swoją sytuacją rodzinną, że pragnęła tylko śmierci. Kiedyś wróciła do domu i zobaczyła, że nie ma części biżuterii mamy, wtedy miała już wszystkiego dość. Poszła do kuchni, wzięła opakowanie leków nasennych i popiła wódką ojca. Chciała odejść, uwolnić się, chciała iść do swojej mamy. O dziwo uratowała ją Vanessa, która znalazła ją nieprzytomną na podłodze i wezwała pomoc. To dlatego Lau chce jej pomóc. Z zamyślenia wyrwała ją koleżanka.
- Zawiesili zespół, rozumiesz? - Stacy trochę się uspokoiła.
- Pewnie wrócą.
- Nie tak prędko, Ross poszedł do college'u, tam gdzie ja chodzę i tam gdzie ty się nie dostałaś. - Stacy spojrzała na Laurę.
- Wiem, nie musisz mi o tym przypominać. I czym tu się ekscytować? Ja nawet zbytnio nie wiem kim jest ten Ross i żyję. - Laura dalej sprzątała.
- Hahaha serio? Nie wiesz kim jest Ross Lynch? Chodził z nami do liceum, pamiętasz go z pewnością.
- Nie, nie wiem kto to. - Laura doskonale go znała.
- Akurat. To ten blondasek co wiecznie na ciebie wpada.
- I niech się trzyma ode mnie z daleka. Nie wiem czy przeżyje kolejny upadek.
- Czyli go pamiętasz? - Laura nie odpowiedziała na pytanie Stacy.
- Tak wiem, uwielbiasz go. Pamiętam jak śliniłaś się do jego zdjęcia z zespołem z 2009 roku. Miałaś wtedy 14 lat? - Stacy zaczęła się śmiać.
- Daj spokój wcale się nie śliniłam. Kurcze, która to godzina?
- Za dziesięć trzecia a co?
- Muszę pogadać z Miley. - Laura wybiegła na zaplecze. Siedziała tam młoda mulatka.
- Miley, zastąpisz mnie przez 2h?
- Znowu?! Ona cię w końcu wyleje. - Miley spojrzała surowo na Laurę.
- Powiedz jak coś, że ojciec tu przyszedł i zaczął się awanturować, albo coś takiego.
To co zastąpisz mnie? - Laura zrobiła maślane oczka.
- Dobra biegnij. - odpowiedziała Miley.
- Kochana jesteś. - Laura pobiegła do szatni, zdjęła różowy uniform i biały fartuch. Wzięła kurtkę z szatni i deskorolkę i pojechała pod akademię. Tam weszła przez to okno co zwykle. Zobaczyła, że dziewczyny już siedzą. Była w starej sali do tańca, przez lustro weneckie widziała co się dzieje na lekcji, w ten sposób ćwiczyła od dwóch lat. Przychodziła tu trzy razy w tygodniu. W ten sposób mogła ćwiczyć, rozwijać swój talent. Zobaczyła kilka znajomych twarzy, m.in Blaire i jej dwa psy Brooke i Kim. Nie zapamiętała ich zbyt dobrze, wiecznie jej dokuczały, ośmieszały. Były to lale z bogatych domów, a ona była śmieciem. Tak przynajmniej się czuła. Przyszła już pani profesor.
- Wszyscy już są? - spytała.
- No dobrze to zaczynamy od rozciągania się. - po czym zaczęła pokazywać kilka ćwiczeń. Dziewczyna zdjęła najpierw kurtkę i rozpuściła włosy, po czym przystąpiła do ćwiczeń. Laura robiła to samo co dziewczyny za lustrem. Nagle wszystkie zaczęły krzyczeć. Z grona rozszalałych studentek, wyłonił się Justin i jego sławny kolega Ross Lynch. Nie ucieszyła się z jego widoku.
- Rozwala lekcje. - pomyślała.
- Oooo Ross super, że wpadłeś. Może mnie dzisiaj zastąpisz? - spytała pani profesor.
- Z przyjemnością. - odparł Ross, po czym zdjął kurtkę.
- Justin włącz coś odpowiedniego. - powiedział.
- A wy róbcie to co ja. - po czym stanął przodem do lustra. Laura była naprzeciw niego. Ona doskonale go widziała, lecz dla niego była jak zwykle niewidzialna. Justin włączył piosenkę J.T Sexy Back. Ross zaczął pokazywać ruchy dziewczynom. Blaire szybko załapała, lecz Ross czuł, że to tylko puste kroki, bez uczuć.
- Brooke wyglądasz ja zepsuty robot! Luźniej biodra! - krzyknął.
- A jak moje biodra? - Blaire go przyciągnęła i położyła jego dłonie na swoich tańczących biodrach. Ross czuł się zażenowany, czuł, że pętla zaciska mu się na szyi, nareszcie refren. Ross odepchnął Blaire i sunął na kolanach pod lustro. Laura cały ten czas powtarzała ich ruchy, gdy Ross upadł na kolana i wylądował pod lustrem ona uczyniła to samo w tym samym momencie co on. Teraz już byli sami. Ross zaczął tańczyć przy lustrze. Początkowo nic nie czuł i widział tylko swoje odbicie. Laura widziała w nim prawdziwego, pociągającego mężczyznę. W pewnym momencie ich ręce na szybie zetknęły się. Ross poczuł jak rośnie mu ciśnienie, w jednej sekundzie poczuł miłość, podniecenie, złość i radość. Zaczął się taniec kochanków, którzy się nie widzą. Sam nie wiedział co się dzieje. Patrzył w lustro, jakby szukał w nim odpowiedzi, ale widział jedynie swoje odbicie. Nie wiedział czy kochanka o imieniu muzyka ożyła, czy ktoś tam po drugiej stronie jest. W każdym bądź razie nie tańczył sam. To było jakby woda i ogień połączyły się. To była miłość na parkiecie. W pewnym momencie stanął naprzeciw lustra, trzymając ręce na szybie. Oddychał szybko. Laura patrzyła mu prosto w oczy. Ich dłonie oddzielała cienka szyba. Widziała w jego oczach pewną dzikość. Ross w pewnym momencie odszedł od lustra, lecz Blaire rzuciła się na niego, próbowała go pocałować, odepchnął ja i wrócił do kochanki za lustrem. To był ich ostatni taniec. Laura była już cała mokra. Włosy miała potargane. Czuła się tak jakby on ją zniewolił. Ta piosenka wydobywała z nich wszystko. Laura nie myślała już o ojcu i siostrze. Teraz jest tylko ona i on. Książę i kopciuszek. Piosenka dobiegała do końca. Ich taniec też. Ross odwrócił się tyłem do lustra, spojrzał na tańczące dziewczyny. One się nie liczą w ostatniej chwili, ostatnich sekundach piosenki odwrócił się ku lustrze. Chciał zobaczyć kto tam jest. Laura patrzyła w jego oczy. Oparła głowę o lustro, tak jak i on. Ich dłonie znowu się stykały. Byli w tańcu jednością. Piosenka się skończyła. Ross ciągle patrzył w swoje odbicie. Nie chciał odejść, ale musiał. Odwrócił się.
- Dziękuję, byłyście zajebiste. - Laura czuła się jak porzucona kochanka, on coś jej zabrał w tym tańcu, zawładnął nią. Stała i ciągle patrzyła na sale za lustrem. Pragnęła by wrócił. Odeszła w końcu od lustra i podeszła do swojej torby. Wyjęła telefon i spojrzała, że ma wiadomość od Miley: "Wracaj natychmiast, kierowniczka wróciła." Po czym spojrzała jeszcze w stronę lustra. Ross rozmawiał z Blaire. Wzięła kurtkę i deskę i wyszła.
****
Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych rozdziałach, proszę zostawcie swój user w komentarzu w zakładce INFORMOWANI, będzie mi łatwiej was powiadamiać :)
- Kurde, czemu tak wrzeszczysz?!
- Nie wierzę, normalnie to niemożliwe! - Stacy ciągle krzyczała i zrobiła się czerwona na twarzy.
- Spokojnie co się stało? - Laura chwyciła brunetkę i spojrzała jej w oczy.
- R5! R5! - dziewczyna ciągle krzyczała.
- Serio? R5! Co znowu zrobili? - Laura puściła koleżankę, miała poważniejsze kłopoty niż R5. Stacy niczego nie rozumie, to tylko zespół, jakich tysiące, a ona musi ciągle walczyć o nowy dzień. Stacy pochodzi z bogatej rodziny, studiuje i pracuje nie wiadomo po co. Ma czas by zajmować się takimi głupotami. Laura natomiast ma w domu alkoholika i ćpunkę. Czasami czuła się już tak beznadziejnie, ze swoją sytuacją rodzinną, że pragnęła tylko śmierci. Kiedyś wróciła do domu i zobaczyła, że nie ma części biżuterii mamy, wtedy miała już wszystkiego dość. Poszła do kuchni, wzięła opakowanie leków nasennych i popiła wódką ojca. Chciała odejść, uwolnić się, chciała iść do swojej mamy. O dziwo uratowała ją Vanessa, która znalazła ją nieprzytomną na podłodze i wezwała pomoc. To dlatego Lau chce jej pomóc. Z zamyślenia wyrwała ją koleżanka.
- Zawiesili zespół, rozumiesz? - Stacy trochę się uspokoiła.
- Pewnie wrócą.
- Nie tak prędko, Ross poszedł do college'u, tam gdzie ja chodzę i tam gdzie ty się nie dostałaś. - Stacy spojrzała na Laurę.
- Wiem, nie musisz mi o tym przypominać. I czym tu się ekscytować? Ja nawet zbytnio nie wiem kim jest ten Ross i żyję. - Laura dalej sprzątała.
- Hahaha serio? Nie wiesz kim jest Ross Lynch? Chodził z nami do liceum, pamiętasz go z pewnością.
- Nie, nie wiem kto to. - Laura doskonale go znała.
- Akurat. To ten blondasek co wiecznie na ciebie wpada.
- I niech się trzyma ode mnie z daleka. Nie wiem czy przeżyje kolejny upadek.
- Czyli go pamiętasz? - Laura nie odpowiedziała na pytanie Stacy.
- Tak wiem, uwielbiasz go. Pamiętam jak śliniłaś się do jego zdjęcia z zespołem z 2009 roku. Miałaś wtedy 14 lat? - Stacy zaczęła się śmiać.
- Daj spokój wcale się nie śliniłam. Kurcze, która to godzina?
- Za dziesięć trzecia a co?
- Muszę pogadać z Miley. - Laura wybiegła na zaplecze. Siedziała tam młoda mulatka.
- Miley, zastąpisz mnie przez 2h?
- Znowu?! Ona cię w końcu wyleje. - Miley spojrzała surowo na Laurę.
- Powiedz jak coś, że ojciec tu przyszedł i zaczął się awanturować, albo coś takiego.
To co zastąpisz mnie? - Laura zrobiła maślane oczka.
- Dobra biegnij. - odpowiedziała Miley.
- Kochana jesteś. - Laura pobiegła do szatni, zdjęła różowy uniform i biały fartuch. Wzięła kurtkę z szatni i deskorolkę i pojechała pod akademię. Tam weszła przez to okno co zwykle. Zobaczyła, że dziewczyny już siedzą. Była w starej sali do tańca, przez lustro weneckie widziała co się dzieje na lekcji, w ten sposób ćwiczyła od dwóch lat. Przychodziła tu trzy razy w tygodniu. W ten sposób mogła ćwiczyć, rozwijać swój talent. Zobaczyła kilka znajomych twarzy, m.in Blaire i jej dwa psy Brooke i Kim. Nie zapamiętała ich zbyt dobrze, wiecznie jej dokuczały, ośmieszały. Były to lale z bogatych domów, a ona była śmieciem. Tak przynajmniej się czuła. Przyszła już pani profesor.
- Wszyscy już są? - spytała.
- No dobrze to zaczynamy od rozciągania się. - po czym zaczęła pokazywać kilka ćwiczeń. Dziewczyna zdjęła najpierw kurtkę i rozpuściła włosy, po czym przystąpiła do ćwiczeń. Laura robiła to samo co dziewczyny za lustrem. Nagle wszystkie zaczęły krzyczeć. Z grona rozszalałych studentek, wyłonił się Justin i jego sławny kolega Ross Lynch. Nie ucieszyła się z jego widoku.
- Rozwala lekcje. - pomyślała.
- Oooo Ross super, że wpadłeś. Może mnie dzisiaj zastąpisz? - spytała pani profesor.
- Z przyjemnością. - odparł Ross, po czym zdjął kurtkę.
- Justin włącz coś odpowiedniego. - powiedział.
- A wy róbcie to co ja. - po czym stanął przodem do lustra. Laura była naprzeciw niego. Ona doskonale go widziała, lecz dla niego była jak zwykle niewidzialna. Justin włączył piosenkę J.T Sexy Back. Ross zaczął pokazywać ruchy dziewczynom. Blaire szybko załapała, lecz Ross czuł, że to tylko puste kroki, bez uczuć.
- Brooke wyglądasz ja zepsuty robot! Luźniej biodra! - krzyknął.
- A jak moje biodra? - Blaire go przyciągnęła i położyła jego dłonie na swoich tańczących biodrach. Ross czuł się zażenowany, czuł, że pętla zaciska mu się na szyi, nareszcie refren. Ross odepchnął Blaire i sunął na kolanach pod lustro. Laura cały ten czas powtarzała ich ruchy, gdy Ross upadł na kolana i wylądował pod lustrem ona uczyniła to samo w tym samym momencie co on. Teraz już byli sami. Ross zaczął tańczyć przy lustrze. Początkowo nic nie czuł i widział tylko swoje odbicie. Laura widziała w nim prawdziwego, pociągającego mężczyznę. W pewnym momencie ich ręce na szybie zetknęły się. Ross poczuł jak rośnie mu ciśnienie, w jednej sekundzie poczuł miłość, podniecenie, złość i radość. Zaczął się taniec kochanków, którzy się nie widzą. Sam nie wiedział co się dzieje. Patrzył w lustro, jakby szukał w nim odpowiedzi, ale widział jedynie swoje odbicie. Nie wiedział czy kochanka o imieniu muzyka ożyła, czy ktoś tam po drugiej stronie jest. W każdym bądź razie nie tańczył sam. To było jakby woda i ogień połączyły się. To była miłość na parkiecie. W pewnym momencie stanął naprzeciw lustra, trzymając ręce na szybie. Oddychał szybko. Laura patrzyła mu prosto w oczy. Ich dłonie oddzielała cienka szyba. Widziała w jego oczach pewną dzikość. Ross w pewnym momencie odszedł od lustra, lecz Blaire rzuciła się na niego, próbowała go pocałować, odepchnął ja i wrócił do kochanki za lustrem. To był ich ostatni taniec. Laura była już cała mokra. Włosy miała potargane. Czuła się tak jakby on ją zniewolił. Ta piosenka wydobywała z nich wszystko. Laura nie myślała już o ojcu i siostrze. Teraz jest tylko ona i on. Książę i kopciuszek. Piosenka dobiegała do końca. Ich taniec też. Ross odwrócił się tyłem do lustra, spojrzał na tańczące dziewczyny. One się nie liczą w ostatniej chwili, ostatnich sekundach piosenki odwrócił się ku lustrze. Chciał zobaczyć kto tam jest. Laura patrzyła w jego oczy. Oparła głowę o lustro, tak jak i on. Ich dłonie znowu się stykały. Byli w tańcu jednością. Piosenka się skończyła. Ross ciągle patrzył w swoje odbicie. Nie chciał odejść, ale musiał. Odwrócił się.
- Dziękuję, byłyście zajebiste. - Laura czuła się jak porzucona kochanka, on coś jej zabrał w tym tańcu, zawładnął nią. Stała i ciągle patrzyła na sale za lustrem. Pragnęła by wrócił. Odeszła w końcu od lustra i podeszła do swojej torby. Wyjęła telefon i spojrzała, że ma wiadomość od Miley: "Wracaj natychmiast, kierowniczka wróciła." Po czym spojrzała jeszcze w stronę lustra. Ross rozmawiał z Blaire. Wzięła kurtkę i deskę i wyszła.
Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych rozdziałach, proszę zostawcie swój user w komentarzu w zakładce INFORMOWANI, będzie mi łatwiej was powiadamiać :)
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Rozdział drugi
- Nareszcie Los Angeles! - pomyślał Ross. Dawno tu nie był. Światowa trasa, koncerty, nowe płyty. Osiągnęli szczyt. Byli rozpoznawalni na całym świecie. Ich piosenki szturmowały listy przebojów. Postanowili jednak, że wrócą do Los Angeles. Przyjechali do domu, u drzwi przywitała ich Hilary. Starsza kobieta, która opiekowała się domem. Wszyscy zaczęli rozpakowywać rzeczy. Stormie coś krzyczała, Mark starał się nad wszystkim zapanować. Po kilku godzinach siedzieli wszyscy w salonie.
- Jesteś pewien, że tego chcesz? - spytał Riker.
- Tak, muszę odpocząć. Nie wiem już kim jestem. - odpowiedział Ross.
- Myślę, że to zły pomysł. - powiedział Ratliff.
- Popieram cię. - powiedziała Rydel.
Rocky i Ryland siedzieli w milczeniu..
- Zrozumcie, nie mam siły, nic się nie stanie jak trochę odpuścimy. Idę do college'u, proszę zrozumcie mnie. Wiecie dobrze czemu chcę zrezygnować.
- Czyli zawieszamy zespół? - spytał Rocky.
- Chyba tak. - odpowiedziała reszta.
- Ale obiecajcie, że wrócimy. - Rydel miała łzy w oczach. Ratliff ją przytulił.
- Przyrzekamy. - odpowiedzieli i podali sobie ręce.
- Ready Set Rock! - wykrzyczeli.
- Jutro jeszcze mamy wywiad rano w radiu, trzeba poinformować fanów. - Riker wyjął telefon i zaczął pisać tweeta.
- Dobrze Ross, rezygnujemy dla ciebie, ty idziesz do college'u, a my co mamy robić? Poza tym ile ma to trwać? - spytał Rocky.
- Nie wiem ile. Chcę znowu to poczuć. Muszę zrozumieć dlaczego zacząłem to robić, dopóki tego nie odnajdę w sobie, to nie wracam. Chcę być normalnym chłopakiem, może to pomoże.
- Wiesz, że tak się nie da? - odpowiedziała Rydel.
- Wiem, ale muszę odnaleźć w sobie pasję. Wy też jesteście zmęczeni, dobrze o tym wiem. Wy nie możecie się zejść. - Ross spojrzał na Ellingtona i Delly.- Twój związek Rocky się rozsypał, a ty Riker też zasługujesz wreszcie na szczęście. Przez ten czas możemy pracować nad nowymi kawałkami, możemy spróbować wrócić do tego co było dawniej. To nowa przygoda. - powiedział Ross.
- Jesteśmy z tobą stary. - odpowiedział Ryland.
- Wiem i za to was kocham. Grupowy uścisk? - Ross już zapomniał jak to robili, wszyscy zaczęli się ściskać. Do pokoju weszła Stormie i Mark.
- Dogadaliście się? - Mark spytał grupkę młodych osób przytulających się.
- Tak, zawieszamy na pewien czas zespół. - powiedział Riker.
- Dobra koniec na dziś. Jest już strasznie późno. Ross jutro jest twój pierwszy dzień, idź spać. - Stormie jak zwykle nad wszystkim czuwała. Ross już nie mógł się doczekać normalnego życia.
Nazajutrz Ross spotkał się pod szkołą z swoim najlepszym kumplem Justinem.
- Hej stary! - koledzy uścisnęli się.
- Gotowy na studia? - zapytał wysoki ciemny blondyn.
- Chyba. - odpowiedział Ross. Chłopcy weszli do szkoły.
- Nie zgadniesz kto tu przyszedł.
- Kto? - Ross był strasznie ciekawy.
- No kilka chłopaków z naszej drużyny, kilka dziewczyn z klasy i tu niespodzianka twoja była Blaire i jej dwa przygłupy Kim i Brooke.
- Żartujesz? - Ross nie był zadowolony.
- Niestety nie.
- Dawno cię nie było w LA, ostatni raz widzieliśmy się na zakończeniu roku w liceum. Pamiętam niezły numer tam odstawiłeś.
- Jaki? - Ross nie mógł sobie przypomnieć.
- Nie mów, że nie pamiętasz stary. - Justin zaczął się śmiać.
- Nie.
- No nie pamiętasz jak się popisywałeś i popchnąłeś przypadkiem tą dziewczynę? Ona się przewróciła i wpadła na stolik z dyplomami, przy okazji przewróciła dyrektorkę. - Justin prawie płakał ze śmiechu.
- Kurde, nie pamiętam. Kogo przewróciłem?
- Wiesz co nie kojarzę jej zbytnio. Jak ona miała na imię? Taka szara myszka, z patologicznej rodziny. Już wiem! Miała na imię Laura. Laura Marano. Wiedziałem, że jakieś włoskie nazwisko.
- Nie pamiętam jej. Patrz kto tam stoi. - Ross spojrzał na trzy dziewczyny stojące przy automacie z wodą. Znał je dobrze. To była Blaire i jej koleżanki bliźniaczki Pool, Kim i Brooke. Totalne idiotki.
- Cześć Ross, dawno się nie widzieliśmy. Blaire podeszła do niego, a za nią jej dwie lale.
- Cześć Blaire. - odpowiedział blondyn.
- Nie wiedziałam, że będziemy razem chodzić na studia.
- Też się tego nie spodziewałem, sorry ale muszę iść. - Ross chciał już odejść.
- Poczekaj, z kim idziesz na bal maskowy?
- Jaki bal? - Ross spojrzał na Blaire, wiedział w co gra.
- W przyszłym miesiącu jest bal charytatywny, największa impreza w historii tej akademii. - powiedział Justin.
- Chyba sam. - po czym Ross odszedł.
- Czemu nie chcesz z nią być? - zapytał Justin.
- Bo ona nie ma serca, jest bezduszna. Interesuje ją tylko czubek własnego nosa.
- Ale to największa laska w tej szkole.
- Daj spokój stary. Co robimy po zajęciach?
- Może pójdziemy do baru, tu nie daleko na rogu.
- Mogę cię zabrać w lepsze miejsce. - odparł Ross. Nie miał ochoty iść do tego małego, obskurnego baru, jakich tysiące jest w Ameryce.
- Mają tam dobre jedzenie.
- Na pewno chcesz tam iść ze względu na żarcie? - Ross znał Justina od przedszkola i wiedział, że ten ma jakiś cel w tym aby go tam zaciągnąć.
- Dobra, jest tam taka kelnerka Stacy, jest piękna, chcę ją jakoś zagadać, ale ona nie zwraca na mnie uwagi.
- O kurcze! Stary zakochałeś się! - Ross widział to po Justinie, zaczął się śmiać.
- Nie tak głośno, pójdziesz tam ze mną, nie mam odwagi do niej zagadać, próbowałem tu w szkole, ale...
- Też chodzi tu do szkoły?
- Tak, ale zaocznie. Widziałem ją tu kiedyś w weekend.
- To są tu studia zaoczne? - Ross był zdziwiony.
- Wiesz ty płacisz ty wymagasz.
Ross nagle przypomniał sobie o lekcji tańca o 3 pm.
- Sorry, ale nie mogę, zapomniałem. Prosili mnie, abym wpadł na jedną z lekcji tańca i pokazał im kilka ruchów.
- To ty nie chodzisz na te lekcje? Tak właściwie co ty tu robisz?
- Ja biorę prywatne lekcje z osobistym trenerem i choreografem. Poza tym zamierzam tu nagrać kilka solowych piosenek.
- A zespół?
- Zespół został zawieszony, a ja chcę spróbować własnych sił.
- Chcesz odejść z R5?
- Może, nie wiem. Nie czuję już tego. Zapomniałem dlaczego kocham muzykę i grę z rodzeństwem.
- To widzimy się na lekcjach tańca? - zapytał Justin.
- Też idziesz?
- Tam gdzie ty tam i ja stary.
- Jesteś pewien, że tego chcesz? - spytał Riker.
- Tak, muszę odpocząć. Nie wiem już kim jestem. - odpowiedział Ross.
- Myślę, że to zły pomysł. - powiedział Ratliff.
- Popieram cię. - powiedziała Rydel.
Rocky i Ryland siedzieli w milczeniu..
- Zrozumcie, nie mam siły, nic się nie stanie jak trochę odpuścimy. Idę do college'u, proszę zrozumcie mnie. Wiecie dobrze czemu chcę zrezygnować.
- Czyli zawieszamy zespół? - spytał Rocky.
- Chyba tak. - odpowiedziała reszta.
- Ale obiecajcie, że wrócimy. - Rydel miała łzy w oczach. Ratliff ją przytulił.
- Przyrzekamy. - odpowiedzieli i podali sobie ręce.
- Ready Set Rock! - wykrzyczeli.
- Jutro jeszcze mamy wywiad rano w radiu, trzeba poinformować fanów. - Riker wyjął telefon i zaczął pisać tweeta.
- Dobrze Ross, rezygnujemy dla ciebie, ty idziesz do college'u, a my co mamy robić? Poza tym ile ma to trwać? - spytał Rocky.
- Nie wiem ile. Chcę znowu to poczuć. Muszę zrozumieć dlaczego zacząłem to robić, dopóki tego nie odnajdę w sobie, to nie wracam. Chcę być normalnym chłopakiem, może to pomoże.
- Wiesz, że tak się nie da? - odpowiedziała Rydel.
- Wiem, ale muszę odnaleźć w sobie pasję. Wy też jesteście zmęczeni, dobrze o tym wiem. Wy nie możecie się zejść. - Ross spojrzał na Ellingtona i Delly.- Twój związek Rocky się rozsypał, a ty Riker też zasługujesz wreszcie na szczęście. Przez ten czas możemy pracować nad nowymi kawałkami, możemy spróbować wrócić do tego co było dawniej. To nowa przygoda. - powiedział Ross.
- Jesteśmy z tobą stary. - odpowiedział Ryland.
- Wiem i za to was kocham. Grupowy uścisk? - Ross już zapomniał jak to robili, wszyscy zaczęli się ściskać. Do pokoju weszła Stormie i Mark.
- Dogadaliście się? - Mark spytał grupkę młodych osób przytulających się.
- Tak, zawieszamy na pewien czas zespół. - powiedział Riker.
- Dobra koniec na dziś. Jest już strasznie późno. Ross jutro jest twój pierwszy dzień, idź spać. - Stormie jak zwykle nad wszystkim czuwała. Ross już nie mógł się doczekać normalnego życia.
Nazajutrz Ross spotkał się pod szkołą z swoim najlepszym kumplem Justinem.
- Hej stary! - koledzy uścisnęli się.
- Gotowy na studia? - zapytał wysoki ciemny blondyn.
- Chyba. - odpowiedział Ross. Chłopcy weszli do szkoły.
- Nie zgadniesz kto tu przyszedł.
- Kto? - Ross był strasznie ciekawy.
- No kilka chłopaków z naszej drużyny, kilka dziewczyn z klasy i tu niespodzianka twoja była Blaire i jej dwa przygłupy Kim i Brooke.
- Żartujesz? - Ross nie był zadowolony.
- Niestety nie.
- Dawno cię nie było w LA, ostatni raz widzieliśmy się na zakończeniu roku w liceum. Pamiętam niezły numer tam odstawiłeś.
- Jaki? - Ross nie mógł sobie przypomnieć.
- Nie mów, że nie pamiętasz stary. - Justin zaczął się śmiać.
- Nie.
- No nie pamiętasz jak się popisywałeś i popchnąłeś przypadkiem tą dziewczynę? Ona się przewróciła i wpadła na stolik z dyplomami, przy okazji przewróciła dyrektorkę. - Justin prawie płakał ze śmiechu.
- Kurde, nie pamiętam. Kogo przewróciłem?
- Wiesz co nie kojarzę jej zbytnio. Jak ona miała na imię? Taka szara myszka, z patologicznej rodziny. Już wiem! Miała na imię Laura. Laura Marano. Wiedziałem, że jakieś włoskie nazwisko.
- Nie pamiętam jej. Patrz kto tam stoi. - Ross spojrzał na trzy dziewczyny stojące przy automacie z wodą. Znał je dobrze. To była Blaire i jej koleżanki bliźniaczki Pool, Kim i Brooke. Totalne idiotki.
- Cześć Ross, dawno się nie widzieliśmy. Blaire podeszła do niego, a za nią jej dwie lale.
- Cześć Blaire. - odpowiedział blondyn.
- Nie wiedziałam, że będziemy razem chodzić na studia.
- Też się tego nie spodziewałem, sorry ale muszę iść. - Ross chciał już odejść.
- Poczekaj, z kim idziesz na bal maskowy?
- Jaki bal? - Ross spojrzał na Blaire, wiedział w co gra.
- W przyszłym miesiącu jest bal charytatywny, największa impreza w historii tej akademii. - powiedział Justin.
- Chyba sam. - po czym Ross odszedł.
- Czemu nie chcesz z nią być? - zapytał Justin.
- Bo ona nie ma serca, jest bezduszna. Interesuje ją tylko czubek własnego nosa.
- Ale to największa laska w tej szkole.
- Daj spokój stary. Co robimy po zajęciach?
- Może pójdziemy do baru, tu nie daleko na rogu.
- Mogę cię zabrać w lepsze miejsce. - odparł Ross. Nie miał ochoty iść do tego małego, obskurnego baru, jakich tysiące jest w Ameryce.
- Mają tam dobre jedzenie.
- Na pewno chcesz tam iść ze względu na żarcie? - Ross znał Justina od przedszkola i wiedział, że ten ma jakiś cel w tym aby go tam zaciągnąć.
- Dobra, jest tam taka kelnerka Stacy, jest piękna, chcę ją jakoś zagadać, ale ona nie zwraca na mnie uwagi.
- O kurcze! Stary zakochałeś się! - Ross widział to po Justinie, zaczął się śmiać.
- Nie tak głośno, pójdziesz tam ze mną, nie mam odwagi do niej zagadać, próbowałem tu w szkole, ale...
- Też chodzi tu do szkoły?
- Tak, ale zaocznie. Widziałem ją tu kiedyś w weekend.
- To są tu studia zaoczne? - Ross był zdziwiony.
- Wiesz ty płacisz ty wymagasz.
Ross nagle przypomniał sobie o lekcji tańca o 3 pm.
- Sorry, ale nie mogę, zapomniałem. Prosili mnie, abym wpadł na jedną z lekcji tańca i pokazał im kilka ruchów.
- To ty nie chodzisz na te lekcje? Tak właściwie co ty tu robisz?
- Ja biorę prywatne lekcje z osobistym trenerem i choreografem. Poza tym zamierzam tu nagrać kilka solowych piosenek.
- A zespół?
- Zespół został zawieszony, a ja chcę spróbować własnych sił.
- Chcesz odejść z R5?
- Może, nie wiem. Nie czuję już tego. Zapomniałem dlaczego kocham muzykę i grę z rodzeństwem.
- To widzimy się na lekcjach tańca? - zapytał Justin.
- Też idziesz?
- Tam gdzie ty tam i ja stary.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
