Music ♥

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział szesnasty

Dla Wielkiej Pinki (znowu rozdział dla Pekińczyka Czesława xD) i Klaudii Yeah, Karci Lynch oraz wszystkich Anonimków ♥

    Ross szybko szedł chodnikiem, jak najszybciej musi wrócić do domu, co go napadło? Jak mógł rzucić się na Laurę, przez moment zastanawiał się czy nie powinien wrócić. Jednak stwierdził, że to nie jest dobry pomysł. Cholera co go napadło? Gdy wyszedł ze szkoły, włóczył się po mieście, był u Ratliff'a w szpitalu, a później poszedł do domu, zabrał odtwarzacz i udał się do tej sali. Tańczył przez kilka godzin, starał się wszystko uporządkować, wyrzucić z siebie całą tą złość. Pracował nad nowymi ruchami, później tańczył już po to by się zrelaksować, zmęczyć i zapomnieć. Gdy zobaczył ją serce mu zamarło, nie przestał tańczyć, obserwował ją uważnie, ona jego również. Oddałby milion dolców za jej myśli. Tak pięknie wyglądała w świetle księżyca. Coś w nim pękło, chciał ją dotknąć. Poprosił ją o taniec, czuł się jak wtedy na balu, był pewien, że to ona. Cóż wierzy jej. Nie wie co nim pokierowało, po prostu rzucił ja na to lustro. Może chciał więcej? Ona tak cudownie pachniała. Mógłby ją tak trzymać całą noc. Gdy powiedziała, że nie mogą, zrozumiał, że ona ma kogoś. To tak cholernie zabolało. Puścił ją. Wiedział, że ona nie jest jego, zresztą nigdy nie była, ale świadomość, że jakiś inny facet może ją dotknąć, pocałować, kochać doprowadzała go do szaleństwa. Nie mogła tak po prostu zostawić go w tej sali i wyjść. Nie wie co go napadło, ale kazał jej śpiewać no i wtedy nie wytrzymał, musiał ją dotknąć. Jak on jej teraz spojrzy w oczy? Nie. Musi szukać Kopciuszka, Laura to zamknięty temat. Wziął taksówkę i wrócił do domu. W mieszkaniu wszyscy o dziwo siedzieli przed telewizorem. To ostatnio rzadki widok. Ross dołączył do nich. Wszyscy się śmiali nawet Riker zachowywał się tak jak kiedyś. On siedział w fotelu i przyglądał się im, wciąż myślał o incydencie z sali. Z rozmyślań wyrwała go Dell.
- Gdzie byłeś? - zapytała.
- Nieważne. - podniósł się i poszedł wziąć prysznic, a potem poszedł do swojego pokoju, położył się na łóżku i włączył muzykę. Nawet Bruno Mars nie potrafił odciągnąć jego myśli. Nie ma pojęcia jak i kiedy zasnął. Obudziły go słowa Kopciuszka: "Zapomnij o mnie." Spojrzał na zegarek, była pierwsza. Strasznie zaschło mu w gardle. Poszedł do kuchni. Zajrzał do lodówki i wyjął sok pomarańczowy. Wypił szklankę napoju, a potem postanowił zrobić sobie kubek kakao. Tak zawsze mama go usypiała jak był mały. Gdy wszystko przygotował usiadł z gorącym kubkiem na stołku barowym, przy wyspie kuchennej. Upił kilka łyków. Bardzo chciał być z Laurą, ale spokoju nie daje mu to, że nie zna tożsamości tamtej dziewczyny z balu. Boże, ale to wszystko poplątane. Nie wie co zrobić, nie rozumie tego co czuje.
- Debilu, mi nie zrobiłeś? - Ross przestraszony odwrócił się, zobaczył Riker'a. Nie mógł uwierzyć w to co widzi, na twarzy starszego brata malował się uśmiech. Od śmierci Emily, zawsze chodził przybity i smutny, a teraz stoi przed nim uśmiechnięty.
- Eee...nie.. - wydukał Ross.
- Co za człowiek. - powiedział śmiejąc się Riker, podszedł do szafki i wyjął pojemnik z kakao, a do garnka wlał mleka. Chłopak przyglądał się jak jego brat porusza się po kuchni. Gdy skończył usiadł na stołku obok niego.
- Co jest młody? - zapytał. Wyraz jego twarzy stał się poważniejszy.
- Nic.
- Przecież widzę, nie śpisz, nie jesz, jesteś jakiś nieobecny. Słuchaj Ross wiem co czujesz, czułem to samo.
- Serio? - zapytał Ross.
- Tak, też miałem blokadę. - odpowiedział.
- Kiedy? Jak? - Ross był zdziwiony wyznaniem brata.
- To było kilka lat temu. Na trochę przed poznaniem Emily. Nie potrafiłem napisać nawet zdania piosenki, a koncerty wcale mnie nie cieszyły. Chodziło o kasę. Strasznie się z tym męczyłem.
- I co zrobiłeś?
- Zakochałem się. Poznałem Emily i to było lekarstwo...., które miało potem skutki uboczne. - spuścił głowę. - Tylko miłość ci pomoże. - szepnął.
- Na balu poznałem dziewczynę, była piękna. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, kiedy weszła na salę. - spojrzał na brata. - Długie, kręcone włosy, czerwone usta i czerwona sukienka...nie zapomnę tego. Była jak gwiazda pośród ciemności. Pamiętam jak się plątała gdy z nią rozmawiałem. To było zabawne. Było w niej coś wyjątkowego, raz wcześniej to spotkałem. Poprosiłem ją do tańca...to był taniec mojego życia.
- To znaczy? - Riker uważnie słuchał brata.
- W życiu nie widziałem tak tańczącej dziewczyny, w jej żyłach była muzyka i taniec...Po prostu w tym tańcu byłem tylko ja i ona, nic więcej...Gdy zabił zegar uciekła niczym Kopciuszek. Zgubiła nawet MP4. Jak w bajce, tylko tam był pantofelek.
- Kylie was widziała? To dlatego się nie odzywa?
- Tak. - szepnął.- Pobiegłem za nią, próbowałem wyjaśnić...skrzywdziłem ją...ona rozumie...
- Gdy wracałem spotkałem Kopciuszka, jechała na deskorolce. Pobiegłem za nią...przewróciła się i ją dogoniłem. Miała maskę...nie wiem kim ona jest. Mówiła, że nie mogę jej poznać, że nie mogę dowiedzieć się kim ona jest...chciała uciec...złapałem ją mocno i przyciągnąłem do siebie. Zrozumiałem wtedy Riker, że coś do niej chyba czuję. Pocałowałem ją...nie zapomnę tego...to było magiczne. Gdy ją puściłem, ona odeszła kawałek, ale wróciła i pocałowała mnie tak delikatnie i czule...powiedziała: "Zapomnij o mnie." i zniknęła. Szukam jej, ale tracę już nadzieję, że mi się uda.
- Wow, Ross czemu nic nie powiedziałeś? Pomoglibyśmy ci.
- Macie i tak sporo problemów, Ratliff, ty...
- Jesteśmy rodziną, musimy się wspierać. - poklepał go po ramieniu.
- Nie chciałem robić problemu. Mam mętlik w głowie.
- Swoją drogą jesteś pewny swoich uczuć? - zapytał Riker.
- Czemu pytasz?
- No bo...no wiesz...cała ta Kylie. To, że się z nią umawiałeś, no a teraz Kopciuszek. No i ta jak jej było...
- Laura Marano. - szepnął i poczuł ból w sercu.
- Właśnie, zachowywałeś się jak opętany, jak jej Anioł Stróż.
- Nieprawda. - odpowiedział.
- Jak nie, chodziłeś za nią jak jakiś prześladowca. To nagranie...
- To był przypadek. - przerwał Lynch.
- Jasne, płacisz jej za szkołę, to ty zaniosłeś jej ten list. - powiedział Riker.
- Nie!...Skąd wiesz?
- Bo ten list doszedł do niej za szybko, po za tym gdy wyszliśmy nie poszedłeś na pocztę tylko w przeciwnym kierunku, zakładam, że do niej oraz, że pewnie ona nie wie czemu ją przyjęli.
- Robię tylko dobry uczynek.
- Ross, pogrzeb jej ojca też był dobrym uczynkiem? Nie robi się takich rzeczy bezinteresownie. - Ross czuł, że pęka, musi się komuś wygadać.
- Rzuciłem się na nią dzisiaj. - wyszeptał. Riker spojrzał na niego uważnie.
- Co zrobiłeś?
- Tańczyłem w opuszczonej sali na uczelni, ona tam przyszła. Nie wiem co się stało.Wszystko się we mnie wyłączyło, nie myślałem. Chciałem ją mieć. Tańczyliśmy i coś we mnie pękło.
- Rzuciłeś ją na lustro?- zapytał niepewnie Riker.
- Tak, ale nie posunąłem się dalej. To znaczy na początku...Ona kogoś ma...Kazałem jej śpiewać. - dodał cicho.
- Co?
- Wtedy ponownie rzuciłem ją na lustro. Całowałem ją, a ona mnie nie odepchnęła. Rozumiesz? Nie chce ze mną być, ale mi na to pozwoliła. Nic nie rozumiem.
- Nie wiem co mogę powiedzieć. - Riker przeczesał dłońmi włosy.
- Musisz sobie odpowiedzieć co czujesz. Nie możesz kochać ich obydwóch. Więc możesz szukać tą dziewczynę z balu, ale musisz się liczyć z ryzykiem porażki. Co do Laury, to nie wiem co powiedzieć...porozmawiaj z nią. Nie jesteś jej obojętny. - Ross drgnął lekko. - Zawalcz o tę miłość. - dodał. Milczeli chwilę.
- Wiem co muszę zrobić. - powiedział i zerwał się z krzesła.
- Ross czekaj! - krzyknął za wybiegającym bratem.
  Nie wie ile siedziała pod tym cholernym lustrem. Godzinę? Dwie? Nie ma pojęcia. Nie płakała, wpatrywała się w tą ciemność, w której zniknął Ross. Jak w kalejdoskopie miała przed oczami różne migawki.
- " Długo tu stoisz Lauro? " - jego aksamitny i miękki głos przyprawiał ją o dreszcze. Był taki mroczny i inny.
- " Już idziesz Lauro? " - czuła, że dreszcze się nasilają, zrobiło się jej potwornie zimno.
- " Zatańcz ze mną" - przed oczami widziała te jego mroczne spojrzenie. Cholerny taniec, jego oddech, zapach, dotyk, nie odepchnęła go gdy rzucił ją na lustro, wręcz pragnęła go całym sercem, ale rozum mówił "nie".
- " Masz kogoś? " - tyle bólu wypływało z jego słów.
- " Zaśpiewaj dla mnie. " - " Przepraszam nie mogłem się powstrzymać. Cholerny z niego szczęściarz. " - tak bardzo boli. Powinna się przyznać, przecież powiedział: " Tak bardzo cię pragnę Lauro." Ten cały bałagan, to jej wina. Chce się przyznać, ale nie może, boi się jego rozczarowania. Podniosła się i poszła do domu. Było chłodno, cała dygotała. W miarę zbliżania się do mieszkania, do jej oczu napływało coraz więcej łez. Przed domem nie wytrzymała, biegiem weszła po schodach i trzęsącymi rękoma otworzyła drzwi. Klucze rzuciła na szafkę i z płaczem wbiegła do swojego pokoju. To za bardzo boli, za bardzo. Chciała skulić się i wyć. Przed oczami miała siebie śpiewającą "Crazy in love" i Ross'a krążącego niczym jastrząb wokół niej. Rozejrzała się i dobiegła do biurka. Nerwowo włączyła laptop. Chwilę później w pokoju rozbrzmiała piosenka Kadebostany - "Crazy in love"", ona śpiewała jakiś inny cover. Usiadła na łóżku, głowę oparła o ścianę i pozwoliła by łzy płynęły jej po policzku. Pragnie tylko szczęścia, to nie fair, że nie może go zaznać. Coś jest w jej głowie, co nie pozwala jej się przyznać. Może Stacy ma rację, boi się prawdziwej miłości i ukrywa się w związkach bez przyszłości. Nuciła pod nosem słowa piosenki. Poczuła ogromny ból. Wstała i złapała za leżący na szafce wazon. Z całej siły cisnęła nim w ścianę koło drzwi. Rozległ się trzask szkła, które rozproszyło się po podłodze.
- O kurwa! - szepnęła i spojrzała w  kierunku drzwi.
  W sali panował przyjemny chłód. O wiele lepiej dzisiaj się czuje. Trochę ciężko mu oddychać i piecze go skóra na rękach, ale to nic w porównaniu do tego co było kilka dni temu. Nie wiele pamięta. Leżał chyba przed telewizorem u siebie w pokoju, pamięta krzyk mamy by wychodził. Było mnóstwo dymu i cholernie gorąco na korytarzu. Później już pamięta szpital i komorę hiperbaryczną. Był nieco poparzony, ale jego organizm był zaczadzony. Rozejrzał się, w sali było mnóstwo balonów ze śmiesznymi napisami, miśków i kartek od fanów. Chciałby wrócić do domu. Wszyscy to przeżyli, szczególnie jego Delly. Gdy pierwszy raz ją zobaczył wyglądała jak zmora. Podkrążone, zaczerwienione oczy, potargane włosy. Serce mu się ściska jak przypomina sobie ten obraz. Teraz jest już lepiej. Odzyskuje siły, dla nich...dla R5 i fanów. Był u niego dzisiaj Ross. Strasznie się zmienił. Jakoś inaczej się zachowywał. Nie jest już zły na niego za to, że  chce spróbować kariery solowej. Pogadali poważnie. Ross obiecał mu, że wróci do R5. Muszą wrócić. W szpitalu mama i Rydel czytają mu listy od fanów. Nie zdawał sobie sprawy jaki ogromny wpływ ich muzyka ma na życie innych. To niesamowite. Wrócą jak wszystko poukładają. Muszą wrócić do początku. On też się zmienił. Otarł się o śmierć, przewartościował swoje życie. Poczuło ogromne zmęczenie. Zamknął oczy i odpłynął w krainę Morfeusza.
   - O kurwa on tu jest! Laura patrzy w kierunku drzwi. Nie wie czy ma omamy, czy on naprawdę tam stoi. Długo musiała chyba siedzieć w tej sali. Nie miał już na sobie tych czarnych dżinsów i tej seksownej rudej w kratę. Ubrany był w podarte, sprane dżinsy, czarny T - shirt i czarną, skórzaną kurtkę. Zmierzyła go wzrokiem i zatrzymała się na oczach. Były ciemne jak spodki. Emanowała z niego dzikość? Strach? Nie ma pojęcia.
- Lubisz tą piosenkę? - zapytał cicho. Jego głos był lekko zachrypnięty.
- Od teraz będzie to dla mnie szczególna piosenka. - wyszeptała. Czego on chce? Co on tu robi?
- Kadebostany?
- Tak.
- Ja ci kazałem śpiewać Sofię Karlberg.
- Nie mam tej wersji. - chyba nie wpadł tu po to by gadać o muzyce.
- Jak się tu dostałeś? - zapytała.
- Yyy...- przeczesał dłonią włosy. - Drzwi były otwarte.
- Czego chcesz? - warknęła.
- Ciebie. - wyszeptał. Laura osłupiała. Jedno słowo, a ona nie wie co zrobić.
- Mnie? - zapytała tak jakby chciała się upewnić. Ross chwilę jej się przyglądał, a potem podszedł do niej. Stał bardzo blisko i wbijał w nią to swoje brązowe spojrzenie. Czuła jego gorący oddech na twarzy. Cudownie pachniał. Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy. Te hipnotyzujące, brązowe, piękne oczy.
- Tak, nie rozumiem twojego zachowania. To takie frustrujące. - pokręcił głową i zacisnął wargi.
- Czego nie rozumiesz? - zapytała drżącym głosem.
- Nie jestem ci obojętny Lauro, prawda? Nie odepchnęłaś mnie, ale nie chcesz ze mną być...Co przede mną ukrywasz?
- Myślisz, że to by miało sens? - przez jego twarz przebiegł cień.
- Co?
- My. - odpowiedziała. Chwycił ją i przyciągnął do siebie.
- Byłem pewny, że jesteś Kopciuszkiem. - Laura znieruchomiała, powinna się przyznać? Zaczęła rozważać wszystkie za i przeciw. Czy taki związek ma szansę? " To nie bajka." - mówiła jej podświadomość.
- Nie jestem Kopciuszkiem, Ross. - powiedziała.
- Popatrz mi w oczy i powiedz, że nic dla ciebie nie znaczę. - powiedział stanowczo. Co mam zrobić? Lau spojrzała blondynowi w oczy, ale nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Właśnie. - powiedział i wbił się w jej usta. Ona z zaskoczenia rozchyliła wargi. To było dla niego zielone światło. Jego język wparował do jej ust. Całował ją tak jakby zależało od tego jego życie. Żarliwie i namiętnie. Laura wsunęła mu ręce we włosy, były takie miękkie...On trzymał ją kurczowo w talii, penetrując wnętrze jej ust. Byli plątaniną języków i przyspieszonych oddechów. Serce waliło jej jak szalone. W tle wciąż rozbrzmiewała piosenka "Crazy in love" .
- Pragnę cię. - powiedział między pocałunkami. Laura zaczęła trząść się jak liść. Czuła jak to się skończy. Oddech miała płytki, nie mogła się od niego oderwać. Nie chciała by wyszedł, też go pragnęła.
- Włączyłaś powtarzanie?
- Yhy, - na więcej nie było ją stać. Ross puścił ją i spojrzał na nią zuchwałym wzrokiem.
- Mam iść? - zapytał nagle.
- Nie. Zostań. Proszę. - Ross przygląda się jej uważnie.
- Lauro nie chcesz ze mną być, a ja chcę posunąć się dalej. - dodaje z lekkim zażenowaniem.
- Proszę. Zostań. - szepnęła. On usiadł na łóżku i ściągnął conversy i skarpetki. Po czym wstał i zdjął kurtkę, położył ją na fotelu. Został w dżinsach i T-shirtcie.
- Naprawdę tego chcesz?
- Tak. - odpowiedziała drżącym głosem. On wyjął z kieszeni paczkę prezerwatyw i położył na szafce.
- Chyba będą nam potrzebne. - Lau zauważyła, że on się lekko czerwieni. Podchodzi do niej powoli. Lau wstrzymuje oddech. Za bardzo się boi. Krew szybciej krąży w jej ciele, a serce wali jej jak szalone. Mięśnie zaciskają się jej w podbrzuszu.
- Jestem dziewicą. - nawet nie zdaje sobie sprawy, że to powiedziała. Ross chwilę jej się przygląda.
- Ok. Nie bój się. Zaufaj mi. - mówi delikatnie. Spojrzenie ma gorące wręcz palące. Staje naprzeciw niej w bardzo bliskiej odległości.
- Strasznie cię pragnę Lauro. - szepcze. - A ty nie chcesz ze mną być. - jej oddech staje się nierówny. Nie może oderwać od niego wzroku. Podnosi dłoń i delikatnie gładzi jej policzek. Następnie jego dłonie wędrują niżej i dochodzą do skraju jej bluzki. Chwyta jej końce i podciąga do góry. Odkłada bluzkę na fotel obok swojej kurtki. Pochyla się i ją całuje. Namiętnie i powoli. Laura dopasowuje się do niego.
- Jesteś taka piękna. - dyszy. Laura jęczy i ponownie wsuwa mu ręce we włosy, lekko za nie szarpiąc. Jedna jego ręka opuszcza włosy i wędruje niżej w dół kręgosłupa. Zatrzymuje się na pupie. Ściska delikatnie jej pośladki. Laura czuje jego erekcję napierającą na nią. Jęczy mu w usta. On puszcza ją i popycha w stronę łóżka. Patrzy jej płomiennie w oczy i zdejmuje koszulkę. Pada przed nią na kolana, chwytając za jej biodra. Składa delikatne pocałunki na jej brzuchu, wokół pępka, wędrując niżej. Zatrzymuje się na linii spodni. Zerka na nią. Sięga i rozpina guzik jej dżinsów, nie odrywa wzroku od jej oczu, hipnotyzując ją. Leniwie rozsuwa zamek. Powoli opuszcza jej spodnie. Dotykając jej pośladków i ud.
- Taka piękna. - szepcze. Wstaje i zdejmuje kołdrę z łóżka. Popycha ją na łóżko. Klęka i zdejmuje jej baleriny i spodnie. Jej oddech zamienia się w głośne dyszenie. Całuje ją w stopy, lekko przygryzając jej palce.
- Nie bój się. - szepcze. Wstaje i przygląda się jej uważnie. Rozpina guzik swoich dżinsów i powoli je zsuwa, cały czas patrząc jej w oczy.
- Trochę będzie ciasno, łóżko jest jednoosobowe. - mówi Laura. Ross uśmiecha się szeroko.
- Damy radę. - mówi i pochyla się nad nią, rozsuwając jej kostki, wchodzi na łóżko. Pochyla się przytrzymując dłonie po obu stronach jej głowy.
- Czemu mnie nie chcesz?
- To by nie miało sensu. - odpowiada Laura. Zamyka oczy, jakby liczył do dziesięciu. Otwiera je i patrzy na nią.
- Nie ruszaj się. - schyla się i całuje ją po wewnętrznej stronie ud do białego materiału majtek. Laura mimo wszystko zaczyna się wić z podniecenia. Całuje jej brzuch, zatrzymując się na chwilę przy pępku. Wędruje wyżej. Podnosi ją i zdejmuje sprawnym ruchem stanik. Zaciska lekko żeby wokół jej prawej brodawki. Lekko ją przygryza i ssie, drugą natomiast roluje między palcami. Laura czuje jak wspina się wyżej i wyżej.
- Ross! - nie wie czy to prośba, czy błaganie. On jednak nie przestaje. Teraz bierze się za lewą pierś i robi dokładnie to samo. Laura czuje jak jej skóra płonie, zaciska palce na białym prześcieradle. O rany to niesamowite, nadzwyczajne. Jego dłonie zsuwają się niżej i chwytają za materiał majtek, ściągając je. Wsuwa palec, a Laura zaczyna krzyczeć.
- Ćśś...spokojnie. - mówi delikatnie. Kilkakrotnie wsuwa i wysuwa palec. Masuje dłonią łechtaczkę, Laura jęczy z podniecenia. Siada między jej nogami, sięga po paczkę, wyjmuje jedną prezerwatywę, zdejmuje bokserki i nakłada gumkę.
- Nie martw się. - mówi widząc wyraz jej twarzy. Pochyla się, trzymając ręce po obu stronach jej twarzy.
- Podnieś kolana. - mówi po chwili. Ona spełnia jego polecenie. Ustawia członek u bram jej kobiecości. Wchodzi w nią z impetem. Laura zaczyna wrzeszczeć. Zaczyna się poruszać, nadając rytm, wchodząc i wychodząc. Laura po jakimś czasie nieśmiele zaczyna wychodzić mu biodrami na spotkanie. Później zmienia ruch i zaczyna zataczać kręgi. Najpierw powoli, a potem coraz szybciej. Laura nie wytrzymuje i rozpada się na milion kawałków. Chwilę potem i on doznaje spełnienia, krzycząc jej imię. Opada na nią. Jakiś czas leżą tak, próbując uspokoić oddechy. On wysunął się z niej i położył obok niej.
- Wszystko w porządku? - pyta przykrywając ją kołdrą.
- To było niesamowite. - nagle czuje ogromne zmęczenie i zamyka powieki. Słyszy tylko:
- Nigdy nie będziesz mi obojętna.
  Budzi ją światło, wpadające do pokoju. Otwiera oczy i przeciąga się. Czuje się obolała. Rozgląda się, u jej boku nie ma Ross'a. Patrzy na fotel, brak jego kurtki.
- Ross! - krzyczy. Cisza, nikt nie odpowiada. Wstaje z łóżka i patrzy na czerwoną plamę na prześcieradle.
- To nie był sen. - mówi do siebie. Wyjmuje z komody szlafrok i zakłada go. Rozgląda się i dostrzega kartkę na biurku. Bierze ją i czyta:
Droga Lauro,
  Przepraszam, że gdy się obudziłaś mnie nie było u twojego boku. Wiem, że możesz mieć mnie za dupka. Wiedz jednak, że to co mówiłem to prawda. Nie chodziło mi tylko o seks. Jesteś dla mnie wyjątkową dziewczyną, jednak wczoraj dałaś mi do zrozumienia, że nie chcesz ze mną być. Nie mogłem spać myśląc o tym. Pragniesz mnie, tak jak ja ciebie, ale nie chcesz ze mną być. To strasznie frustrujące. Nie mogę Cię do niczego zmusić, wiedz, że już więcej nie pojawię się w twoim życiu. Pragnę twojego szczęścia. Chyba czujesz się szczęśliwsza beze mnie.
  Dziękuję za wspaniałą noc, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Wracam do szukania Kopciuszka.
Żyj szczęśliwie.
Ross.
P.S Nigdy nie byłaś mi obojętna ♥.
Laura jeszcze dwa razy czyta ten list.
- Kurde Ross, nie znikniesz z mojego życia. Kopciuszek i ja to ta sama osoba. - szepcze i zakrywa twarz rękoma.
***
Hej miśki! Delly postanowiła, że nie znika i zostaje na bloggerze. Nie mogę przecież zostawić moich miśków? xD Wracam z wyczekiwanym 16 rozdziałem. Myślę, że byliście zaskoczeni 15, a tym to pojechałam już po całości heheh. Miał o wyglądać zupełnie inaczej, ale Czesław (czytaj Pinki) zażądała kolejnego dedyku, więc nie mogłam poświęcić dla niej zwykłego rozdziału. W ten sposób mamy scenkę 18+ . Zaskoczeni? Powiem wam, że to nie ostatnia taka scenka. Laura oczywiście stchórzyła i nie przyznała się jeszcze. Wiem, że trochę się to ciągnie, ale już niebawem za kilka rozdziałów dojdzie do ujawnienia. Od razu powiem, że nie będzie ono takie jak w filmie. Mam coś dla was. Dziękuję za wszystkie nominację do LBA. Wiem, że nie odpowiedziałam na pytania, ale nie mam na razie czasu. Może w ferie nad tym usiądę. Dziękuję również, za to, że mnie zatrzymaliście na blogu. Wiecie chyba jednak, że ten blog powoli zmierza ku końcowi? :( Dziękuję także za masę wyświetleń. Przeszło 21 tys. wyświetleń bloga i przeszło 700 wyświetleń 15 rozdziału oraz 55 komentarzy. Cieszy mnie fakt, iż tak bardzo podoba wam się mój blog. Mam nadzieję, że Just Love Me też odniesie taki sukces :) Kto nie czytał trzeciego rozdziału to zapraszam http://justlovemeraura.blogspot.com




środa, 7 stycznia 2015

Przemyślenia związane z odejściem z bloggera :(

Hej miśki! Chyba każdą notkę tak zaczynam. Dzisiaj przybywam do was z notką, a nie z rozdziałem. Mówiąc szczerze, rozdział jest w rozsypce. Nie wiem czy zdążę do weekendu, za tydzień mam studniówkę i mam urwanie głowy + dochodzi do tego moje lenistwo. Nie chodzi o brak weny, bo cały rozdział mam już w głowie i powiem wam, że znowu ma dla was niespodziankę, ale teraz taką naprawdę big. Cieszy mnie to, że tyle was tu jest. Jeszcze trochę a wybije mi tu 20 000 wyświetleń. Niestety zauważyłam, że wszyscy ( tak Pinki i Tinsley o was mówię) robią sobie przerwy, no i jak to Dellson zaczęłam nad  tym myśleć ( robi się niebezpiecznie). Otóż pewnie już wszyscy wiecie, że jestem w klasie maturalnej i za dokładnie 116 dni mam big day. Mam sporo nauki na głowie, ale zawsze znajdowałam czas na pisanie blogów, uwielbiam to robić. Przy tym się odprężam i zawsze z niecierpliwością piszę te rozdziały, bo czekam na te wasze zajebiste komentarze (przez niektóre płacze ze śmiechu) jednak wpadł mi do głowy pomysł przerwy od bloggera. Nie wiem czy odejść na jakiś czas czy nie, w sumie to nie mam pojęcia po co piszę tą notkę. Otóż mogę odejść, ale istnieje spore ryzyko, że jeśli odejdę to odzwyczaję się od pisania i nie wrócę już na bloggera (dobrze znam siebie i to jest mega możliwy scenariusz). Nie wiem po co to piszę, w końcu decyzja należy do mnie. Wiem jedno, dla was znajdę czas na pisanie, bo traktuję was jak wielką, bloggerową rodzinę. Chociaż powiem szczerze jestem zmęczona, ale mam głowę pełną pomysłów (pełna sprzeczności- cała ja xD). Sama nie wiem co robić. Chyba chcę zobaczyć waszą reakcję. Czy zagrzejecie mnie do dalszego pisania, czy też powiecie "Idź i zrób sobie przerwę". Może wybijecie mi z głowy ten pomysł. Wiem, że całkiem nie długo nadejdzie ten moment kiedy się z wami pożegnam, ale nie chcę aby to było za szybko. Jak mówię, jeśli pójdę na przerwę to mogę nie wrócić.
P.S Jeśli rozdział nie ukaże się do ferii lub najpóźniej do 20 stycznia to znaczy, że odchodzę.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

LBA ! :D

Hej misiaki! Dzisiaj niestety nie mam dla was rozdziału ( dopiero zaczęłam go pisać). Zostałam nominowana do LBA! To pierwszy raz kiedy zostałam nominowana. Cieszy mnie to ogromnie :D Dziękuję za nominację mojej kochanej Tinsley, bez której moje bloggerowe życie byłoby nudne (o tobie Pinki też myślę heheh :P) Tak też odpowiem na te pytanka.
1. Masz ulubionego youtubera?
Nie nie mam, oglądam na youtubie to na co mam ochotę i raczej nie patrzę na to kto zrobił ten filmik.
2. Jest jakiś film, który chciałabyś obejrzeć w 2015 roku? (Tak. Wiem, że większość czeka na Greya xD Co nie Delly & Alex? xd)
HAHAAHA Tinsley jak ty mnie znasz :D Tak, w 2015 roku czekam tylko i wyłącznie na film 50 twarzy Grey'a, który już w Walentynki ♥
3. Ulubiony cytat z książki?
Mój ulubiony cytat jest oczywiście z trylogii Grey'a. :D
" - Naszym celem jest sprawianie przyjemności panno Steele."

"-Anastasio, ja się nie bawię w serduszka i kwiatki, nie bawię się w ten cały romantyzm. Moje UPODOBANIA są dość osobliwe. Powinnaś trzymać się ode mnie z daleka. - Zamyka oczy, jakby się poddawał. - Masz jednak coś w sobie i nie potrafię o tobie zapomnieć. Ale tego to już się chyba domyśliłaś..."

"Ślubuję, że będę strzegł naszego związku i ciebie. Obiecuję ci miłość i wierność, w dobrych chwilach i złych, w zdrowiu i chorobie, bez względu na to, dokąd nas los zawiedzie. Że będę cię chronił, szanował i obdarzał zaufaniem. Dzielił twe radości i smutki i niósł pociechę, gdy będziesz jej potrzebować. Obiecuję miłować cię, stać na straży twych nadziei i marzeń i zapewniać bezpieczeństwo przy moim boku. Wszystko co należy do mnie, jest teraz twoje. Oddaję ci siebie, swą duszę i miłość, od teraz aż do końca naszych dni."

"Nigdy nie chciałem więcej, dopóki nie poznałem ciebie."

"- Obróć go- szepczę wstrzymując oddech.
Robi to i jego oczy natychmiast wystrzeliwują do moich. Są szerokie i szare, ożywione radością i zadumą. Jego usta rozchylają się z niedowierzania.
Na breloczku miga słowo „tak”.
- Wszystkiego najlepszego- szepczę.

Wyjdziesz za mnie?- szepcze z niedowierzaniem."

"Kochasz mnie- szepczę. Jego oczy stają się jeszcze większe. Bierze głęboki oddech. Wygląda na udręczonego i bezbronnego. - Tak odpowiada szeptem. - Kocham"

"Anastasio Steele. Kocham cię. Chcę cię kochać, wielbić i ochraniać przez resztę
mojego życia. Bądź moja. Zawsze. Dziel ze mną moje życie. Wyjdź za mnie"


"Bo skrywa się we mnie pięćdziesiąt twarzy szarości."
Wiem, że miał być cytat, ale nie potrafię wybrać jednego :D
4.  Jak masz na imię?
To chyba wie już każdy. Mam na imię Marta.
5. Jest kraj, który chciałabyś zwiedzić?
Nie licząc USA (bo wiadomo, że raczej tam to wybrałabym się w innym celu niż zwiedzanie heheh) to chciałabym zwiedzić Włochy, Francję i Anglię.
6. Od kiedy "przyjaźnisz" się z platformą Blogger.com? 
Kopciuszka prowadzę od sierpnia i to tak naprawdę wtedy zaczęłam przyjaźnić się z bloggerem, ale na tej platformie jestem od czerwca, wtedy założyłam mój pierwszy blog.
7. Jest jakaś rzecz, osoba, która napawa cię lękiem? 
Trudne pytanie. Chyba cała ta dorosłość. To, że muszę się usamodzielnić i zacząć swoje życie. No i oczywiście boję się matury oraz tego, że będę musiała porzucić bloggera i moje blogi.
8. Czy jesteś osobą, która szybko rezygnuje?
Tak jestem taką osobą, gdy mi coś nie wychodzi to wtedy się poddaję. Chociaż gdy mi bardzo na czymś zależy to wtedy za wszelką cenę chcę osiągnąć swój cel.
9. Jesteś w kimś zakochana?
Nie licząc R5 i Ross'a to nie. Jeszcze nie znalazłam swojej miłości.
10. Idealne imię (angielskie) dla chłopaka?
Christian ♥ Jack,  Ross, Patrick .
11. Czytasz mojego bloga?
Jasne. Uwielbiam twoje blogi Tin ♥

Od razu poinformuję, że rozdział szesnasty najprawdopodobniej ukaże się pod koniec tygodnia, a jeszcze dzisiaj wstawię rozdział na Just Love Me.

W takim bądź razie ja nominuję:
Hayden http://swiat-hayden.blogspot.com
Pinki http://laura-vanessa-r5-i-reszta.blogspot.com
Patka Cher http://zapisane-w-gwiazdach-raura.blogspot.com
To moje pytanka do was :)
1. Jak macie na imię?
2. Wasz ulubiony film?
3. Ulubiony wykonawca z wyjątkiem R5.
4. Czego się najbardziej boicie?
5. Od kiedy jesteście na Blogger.com?
6. Który mój blog wolicie Kopciuszek or Just Love Me?
7.  Jaka jest wasza ulubiona książka? Dlaczego ją tak bardzo lubicie? (Może zachęcicie mnie do przeczytania którejś. :D)
8.  Co robicie jak macie doła?
9.  Co jest dla was inspiracją do pisania bloga?
10. Co lubicie najbardziej w moim blogu (Raura - Roztańczona historia kopciuszka)?
11. Jesteś na bezludnej wyspie. Kogo byś ze sobą zabrała? (Możesz wybrać jedną sławną osobę).
12. Jakie jest twoje motto życiowe?
13. Jakie jest twoje największe marzenie?
14. Masz złotą rybkę, która spełnia trzy życzenia. Jak one by brzmiały?
15. Żelki czy nutella? hahah :D
Chyba powinno być 11 pytań, ale nie mogłam się powstrzymać, mam nadzieję, że to nie szkodzi ;) Do zobaczenia. Pozdrawiam♥
Delly Lynch, autorka dwóch blogów Raura - Roztańczona historia kopciuszka & Just Love Me i fanatyczka Grey'a.

P.S Pytania 12 - 15 są specjalnie dla Pinki, oczywiście jeśli chcecie odpowiedzieć na całe 15 to proszę. Jak zawsze muszę zrobić inaczej jak inni. :D

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział piętnasty

Z dedykacją dla Rossy Lynch, Patki Cher i Tinsley oraz wielkiej, nieobecnej Pinki ♥
   Dziewczyny wyszły z zajęć. Szły korytarzem, Laura była blada.
- I co teraz zrobisz? - zapytała zmartwiona Stacy.
- A co mam zrobić? - odparła Laura.
- No nie wiem, możesz nie iść na randkę z Jim'em i powiedzieć Ross'owi prawdę. - powiedziała czarnowłosa. Laura spojrzała z wściekłością na koleżankę. Ona nic nie rozumie.
- Mówiłam ci nie mogę mu powiedzieć. - odparła smutna dziewczyna.
- Dlaczego Laura? On szaleje za tobą, a ty...ty też coś czujesz do niego, prawda?
- Tak Stacy, i dlatego muszę go chronić.
- Przed czym chcesz go chronić? - zapytała.
- Przed rozczarowaniem.
- Ty się boisz miłości Lauro. - dodała szeptem Stacy. Laura popatrzyła się na koleżankę, tak właśnie się czuła. Dlatego nie chce się ujawnić, boi się związku. Nikt nigdy nie okazywał jej w sumie miłości, nie wie czy potrafi kochać.
- Chodź pójdziemy na stołówkę. - Lau chciała zaprotestować, lecz Stacy ruszyła przodem. Zaskoczył ich widok na stołówce. Ross i Justin siedzieli przy stole, a mnóstwo dziewczyn stało w kolejce. Laurze zachciało się płakać. Z trudem się powstrzymała.
- Widzisz on nie przestanie póki cię nie znajdzie. - odparła Stacy.
- Co ja mam zrobić?
- Idź, powiedz mu te pięć piosenek i żyj szczęśliwie.
- Nie mogę. - odpowiedziała Laura.
- Kurde, bo zaraz ja tam pójdę, tylko podaj mi te piosenki.
- Chcesz to mogę ci powiedzieć.
- Masz szansę być z najprzystojniejszym chłopakiem w Los Angeles, a ty mówisz, że nie możesz? - powiedziała Stacy.
- On szuka Kopciuszka i niech tak o mnie myśli.
- Jesteś najgłupszą dziewczyną na świecie Lauro.
- Nie jestem głupia, ale chce go chronić, chce jego szczęścia.
- Uważasz, że on jest w tej chwili szczęśliwy? - pokazała na blondyna. Brunetka mimo woli spojrzała w jego stronę. To oczywiste, że nie jest szczęśliwy, tak jak ona. Nie osiągną szczęścia póki nie będą razem.
- Nie jest szczęśliwy. - odpowiedziała szeptem.
- To zawalcz o tę miłość. - powiedziała Stacy.
- Nie mogę. - w jej oczach wzbierały się łzy.
- Nie możesz czy nie chcesz?
- Nie zasługuję na jego miłość Stacy. - dziewczyna pobiegła z płaczem do łazienki.
  Nadszedł piątek, niedługo minie tydzień od balu, a on jej nie znalazł. Sam już nie wie czy chce jej szukać. Odkąd napisał " I think about you" myśli o Laurze. Czy on chce poznać Kopciuszka? Może powinien umówić się z Laurą. To co się dzieje to za dużo. Mnóstwo dziewczyn stało w kolejce, czasami przychodziły po kilka razy i próbowały zgadnąć piosenki. Niektóre wrzeszczały, a inne płakały gdy nie trafiły. Wszystkie były takie same, a Kopciuszek był inny, coś było w niej wyjątkowego. Tak musi poznać jej imię, musi dowiedzieć się kim ona jest. Teraz w kolejce stała gotka Leila.
- Dobrze Leilo, proszę. - powiedział Justin.
- R5 - " Easy Love", Beyonce - " Crazy in love", Avril Lavigne - " Here's To Never Growing Up",  The Script - " The man who can't be moved", Scorpions - "Wind of change".
- Przykro mi, ale to znowu nie to. - Leila trzeci raz próbowała swoich sił. Raczej chodziło jej o MP4 niż o niego.
- A może jakaś podpowiedź? To pop, hip - hop, rock, metal?
- Dziękujemy Leilo. - powiedział Justin, dziewczyna odeszła naburmuszona. Ross miał już dość.
- Stary mogę zagadać do kilku. - zapytał chłopak.
- Jasne, rób co chcesz. Są twoje. - warknął Lynch.
- Co jest?
- Nie znajdziemy jej. - powiedział. Justin odwrócił się do dziewczyn.
- Ross potrzebuje przerwy, wróćcie tu popołudniu. - dziewczyny odeszły z niechęcią. Justin pochylił się i oparł o stół.
- Co jest Lynch?
- Nic, po prostu to nie ma sensu. - odpowiedział.
- Stary jesteś Ross Lynch, znajdziesz ją. - uśmiechnął się blondyn.
- Nie sądzę.
- Tu nie chodzi o to, prawda? - zapytał.
- A o co innego miałoby chodzić? Uważam, że to nie ma sensu, straciłem ją i tyle. - odpowiada rozdrażniony.
- Mi się wydaję, że co  innego cię gryzie.
- Skończmy ten cyrk Justin, nigdy nie dowiem się kim ona była. - Ross nie mógł pozwolić na to, aby Justin odkrył co czuje.
- Gadaj.
- Nie.
- Ross! - chłopak nie odpuszczał.
- Nie wiem czy chce jej szukać. - powiedział cicho blondyn.
- To znaczy?
- No nie wiem i tyle. - warknął Lynch.
- Czemu?
- Bo nie wiem jaka ona jest, a co jeśli się rozczaruję, lub jeśli nam nie wyjdzie? - odpowiedział.
- To nie o to chodzi Ross. - powiedział Justin. - Powiedz mi czemu nie chcesz jej szukać. To przez " I think about you" i Laurę? To dlatego nie wiesz czy szukać Kopciuszka? - jak on to robi, zawsze musi odgadnąć jego myśli.
- Tak. - szepcze.
- Kochasz ją? - pyta Justin.
- Laurę?
- Tak.
- Chyba...nie wiem...nie jest mi obojętna, zrozumiałem to pisząc " I think about you". Z drugiej strony chce dowiedzieć się kim ona jest. Z nikim tak nie tańczyłem. Lecz myśl o Laurze jest coraz silniejsza, nie mogę nad sobą panować, pragnę jej. - odpowiada cicho.
- O kurde. - odpowiada Justin.
- Co teraz? - pyta.
- Muszę się przejść, sorry Justin. - odpowiada Ross, po czym wychodzi.
  Nadszedł piątek. Laura była podekscytowana. Ostatnie dni były trudne, ciągle widziała Ross'a szukającego jej. Z każdym dniem wydawało się jej, że on jest coraz bardziej nieszczęśliwy. Widziała to w jego oczach. Dzisiaj jednak postanowiła zapomnieć o nim i zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Na randkę wybrała czarne rurki, baleriny i białą bluzkę bez rękawów z ozdobnym, czarnym kołnierzem. Włosy wyprostowała, makijaż ograniczyła do tuszy, eyelinera i błyszczyka. O szóstej czekała już przed domem, podjechał czarny mustang. Wysiadł z niego Jim. Miał na sobie flanelową koszulę w czarno - białą kratę, marynarkę, ciemne jeansy i conversy. Uściskał ją na powitanie.
- Pięknie wyglądasz Lauro. - cmoknął ją w policzek.
- Dziękuję. Gdzie mnie zabierzesz? - zapytała podekscytowana.
- Zobaczysz. - otworzył jej drzwi, a ona wsiadła. Potem obszedł samochód i sam wsiadł.
- Nieciekawa dzielnica. - powiedział. Laurze zrobiło się głupio.
- Też chciałabym się stąd wyrwać.
- Gdzie? - zapytał włączając się do ruchu.
- Może do NY na Broadway. Nie wiem. - powiedziała.
- To daleko, nie sądzisz?
- Może, ale mnie tu nic nie trzyma. - odparła. Spojrzał na nią.
- A ja? - zapytał z uśmieszkiem.
- Ty? - Lau była zaskoczona.
- Tak ja.
- Hmm...dopiero pierwszy raz się spotkaliśmy....trudno mówić....
- Nie wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - zapytał.
- Chciałabym, ale życie to nie komedia romantyczna. - odparła. Nie podobał się jej ten tok rozmowy.
- Czemu nie?
- Bo nie. - do końca trasy milczeli. W końcu wjechali na polanę na której stał duży telebim. Było tam mnóstwo samochodów. Laura domyśliła się, że to kino samochodowe.
- Jesteśmy na miejscu. - odparł Jim i odpiął pasy.
- Wysiadasz? - zapytała Laura.
- Z dachu jest lepszy widok. Chodź. - oboje wysiedli i wgramolili się na dach. Laura cieszyła się, że wybrała spodnie. Zaczął się seans. Ku jej zaskoczeniu film był niemy.
- Niemy? - spojrzała pytająco na bruneta.
- Tak. Uważam, że są lepsze.
- Lubię nieme filmy.
- Mają duszę. - uśmiech się chłopak.
- Tak, też tak sądzę. - Film ją wciągnął, to piękna, miłosna historia. Kilka razy powstrzymuje łzy. Jedyny minus to chłód na dworze. Szkoda, że nie wzięła żakietu, a Jim nie wpadł na pomysł by pożyczyć jej marynarki. Próbował ją natomiast objąć. Z zażenowaniem go odpychała. To dziwne, ale czuła się nieswojo w jego objęciach. Przypomniał się jej Ross. W jego ramionach czuła się bezpiecznie i swobodnie. Nie czuła tego przy Jim'ie. Czemu? Ach już wie dlaczego. Bo Jim'a lubi, a Ross'a kocha. W co ona się pakuje? Powinna wyjawić Ross'owi prawdę. Pragnie go z dnia na dzień coraz mocniej. Jim z wielką uwagą ogląda film. Lau przygląda mu się ukradkiem. Nigdy nie będzie taki jak on. - myślała. Ross to ideał chłopaka. Jim nigdy się z nim nie zrówna. Westchnęła. Nie może go zbyć. Nie potrafi. Da jednak radę się oszukiwać?
- Głodna? - pyta gdy wsiadają do samochodu.
- Strasznie. - odpowiada, a on ciepło się uśmiecha.
- Znam dobre miejsce. - po dziesięciu minutach podjeżdżają pod małą naleśnikarnię.
- Masz ochotę na naleśniki? - pyta.
- Z największą przyjemnością. - odpowiada. Wysiadają i wchodzą do lokalu. To przyjemne i przytulne miejsce. Dominuje tu krem i czerwień. Siadają przy jednym ze stolików. Po chwili zamawiają duże porcje naleśników, on z owocami, a ona z syropem klonowym.
- Lubisz komedie romantyczne? - zapytała.
- Tak, lubię różne filmy, od "Rambo" po "Pretty Woman". A jaki jest twój ulubiony film? - pyta.
- "Dirty Dancing" i "Footloose". - resztę wieczoru spędzają na rozmowie. To głównie on opowiada. Mówi jej o swojej rodzinie, ma dwóch młodszych braci Brian'a i Bradley'a, jeden studiuje marketing, drugi chodzi jeszcze do ogólniaka. Opowiada jej o wycieczce na Alaskę, o tym dlaczego rzucił studia i pracuje w firmie ojca. Czas im szybko mija. Wychodzą z baru koło dwudziestej drugiej. Chłopka odwozi ją w pobliże uczelni. Nie chce, aby jechał z nią do jej mieszkania.
- Jesteś pewna, że tu chcesz wysiąść? Jest już późno i niebezpiecznie na ulicach. - pyta zatroskany.
- Dam radę. - uśmiecha się ciepło.
- Spotkamy się jeszcze? Dla mnie to był wyjątkowy wieczór. - mówi Jim.
- Myślę, że to dobry pomysł.
- To zadzwonię do ciebie. - mówi.
- Ok. Pa. - Laura chce wysiąść.
- Nie mogę liczyć na buziaka? - robi smutną minę. Lau chwilę się zastanawia i całuje go w policzek.
- Pa, mała. - odpowiada i odjeżdża. Laura macha mu ręką na pożegnanie. Dobry humor opuszcza ją jak odjeżdża. Stoi na ulicy i nie wie co robić. Ma mętlik w głowie. Chce zapomnieć o Ross'ie, ale nie potrafi. Nie chce też zranić Jim'a. Jest taki kochany. Nagle wpada na pewien pomysł. Przez ostatnie wydarzenia zaniedbała taniec. Jest w pobliżu uczelni, już wie gdzie musi iść. Mija szybkim krokiem trzy kwartały. Nie była tam od tego tańca przy lustrze. Och, czemu właśnie ona? Dochodzi do znajomego okna i wchodzi przez nie. W schowku jest ciemno. Uważa by nie wpaść na jakieś szpargały. Szkoda, że nie mam latarki. - pomyślała. Nagle znieruchomiała słysząc muzykę.
- Co u licha? - myśli. Nie wie czy uciekać, czy iść do sali. Po chwili stwierdza, że nie może być to bandyta czy złodziej skoro gra muzyka. Idzie powoli w stronę sali. Zatrzymuje się w progu. W pomieszczeniu jest w miarę jasno. przez duże okna wpada sporo promieni księżyca. Dzisiejsza noc jest wyjątkowo jasna. Laura rozpoznaje utwór. To Michael Jackson - "Billie Jean". Przy lustrze tańczy tyłem do niej chłopak. Ma potargane włosy, lekko mokre od potu. Jest nagi od pasa w górę. Laura przypatruje się jego sprawnym ruchom. Jest znakomitym tancerzem. Sama uważa, aby jej nie zauważył. Miło jest popatrzeć na jego dobrze umięśnione ciało. Wydaje się być bardzo skupiony. Coś jednak jest nie tak. Lau ma wrażenie, że on przez taniec próbuje wyładować swój ból. To pewnie ma związek z nią. Serce jej się ściska na tą myśl. Rusza tyłkiem lepiej niż nie jedna dziewczyna. - myśli. Piosenka cichnie. Ross stoi zdyszany i patrzy w lustro.
- Długo tu stoisz Lauro? - z przerażenia aż podskakuje. Widział ją. Cholera!
- Nie. - odpowiada przerażona.
- Mi się wydaje, że wystarczająco długo. - coś jest nie tak w jego tonie.
- Co tu robisz? - pyta niepewnie.
- O to samo mogę ciebie spytać Lauro. - odpowiada i odwraca się. Ma bardzo ciemne oczy i dziwnie się w nią wpatruje, wolałaby zniknąć w ciemności.
- Ja musiałam pomyśleć. Najlepiej wychodzi mi to jak tańczę. A ty? - głos ma schrypnięty.
- Ja...też musiałem pomyśleć Lauro. - co on z tym "Lauro"?
- Tak późno?
- Tak.
- Od dawna tu przychodzisz? - pyta Ross.
- Tak, znam to miejsce od dawna, a ty?
- Ja znalazłem je w zeszłym tygodniu. Niesamowite. Zastanawiałem się dokąd prowadzi tamto okienko. Tak znalazłem sale. - Laura chce się wycofać.
- Już idziesz Lauro? - pyta.
- Tak. - szepcze.
- Zatańcz ze mną. - mówi Ross.
- Co? - Laura nie kryje zaskoczenia.
- Proszę cię o taniec. - Lau nagle zdaje sobie sprawę, że nie może z nim zatańczyć bo on ją rozpozna.
- Naprawdę muszę już iść. - odpowiada pospiesznie.
- Chciałaś pomyśleć. - Ross wbija w nią swoje ciemne spojrzenie.
- Tak, ale lepiej mi się myśli jak jestem sama. - mówi Laura.
- Proszę cię, zatańcz ze mną. - mówi to z taką dramaturgią, że Laurę ściska serce. Coś jest nie tak. Wyciąga do niej dłoń. W końcu ta wychodzi z cienia. Nie potrafi mu odmówić. Ross puszcza ją i podchodzi do odtwarzacza, włącza piosenkę Justin'a Timberlake'a - " What Goes Around...Comes Around". Zaczynają tańczyć. Ross przyciska ją do siebie i śpiewa jej do ucha pierwsze słowa piosenki: "Hey Girl. Is he everything you wanted in a man?" Jego ręce przesuwają się po jej ciele. Przyprawia ją to o dreszcze. Nie odrywa wzroku od jej oczu. Nagle rozbrzmiewa refren, a on podnosi ją i wiruje z nią, a Justin śpiewa : " What goes around, goes around, goes around...". Stawia ją i tańczą dalej. Muzyka, on, taniec to wszystko odurza ją w niesamowity sposób. Puszcza ją, ona odchodzi kawałek i kręci seksownie biodrami, oddaje mu się. Nagle odwraca się i biegnie do niego, rzucając się w jego objęcia. Znowu wirują. Tylko on i ona. Nic więcej. Zmienia się melodia i wzrok Ross'a staje się ciemniejszy, rzuca ją na lustro. Przyszpila ją do niego. Podnosi ją, a ona oplata nogi wokół jego bioder. On unieruchamia jej ręce po obu stronach głowy, a ona mimowolnie odchyla głowę z podniecenia, czuje jego wzwód. On dyszy do jej szyi, oddech ma gorący. Justin śpiewa: " And now you want somebody to cure the lonely nights. You wish you had somebody that could come and make it right. But girl, I ain't somebody. I'm out of sympathy. See..." Nie całuje jej, tylko tak jakby wdychał jej zapach.
- Przepraszam, ale musiałem, działasz na mnie Lauro w niesamowity sposób... - ona nie odzywa się, sama dyszy z podniecenia.
- Jesteś taka do niej podobna. Te oczy, ruchy, taniec...Byłaś na balu? - pyta. Och, nie. Domyślił się. Co teraz? Tak bardzo chce mu powiedzieć, ale nie może.
- Nie było mnie na balu. - szepcze. On nieruchomieje na chwilę.
- Mam mętlik w głowie. - mówi cicho.
- Czemu? - Ross ciągle jej nie puszcza.
- Tak bardzo ciebie pragnę Lauro, a z drugiej strony chce wiedzieć kim jest Kopciuszek. - gdyby wiedział, że to ta sama osoba. Co ona robi? Smaga nosem jej szyję. Och nie, ona już wie gdzie on dąży.
- Nie możemy. - dyszy. On znowu nieruchomieje.
- Masz kogoś? - pyta chyba z lekką drwiną. Nadal nie patrzy jej w oczy, Co mu powiedzieć? Musi go zbyć. Ona nie jest odpowiednią dla niego dziewczyną.
- Tak. - mówi z wielkim bólem. On puszcza ją. Laura z trudem staje i opiera się o lustro. Musi stąd jak najszybciej wyjść.
- To ja już pójdę Ross. - szepcze.
- Zaśpiewaj dla mnie.
- Co? - Ross podchodzi do odtwarzacza.
- Masz taki piękny głos, chce go usłyszeć.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Proszę Lauro. - włącza muzykę, rozbrzmiewa dźwięk fortepianu.
- Znasz to? To Sofia Karlberg- " Crazy in love", cover hitu Beyonce.
- Tak znam. - odpowiada Lau.
- To proszę. - Ross bierze koszulę w kratę i staje naprzeciw niej. Ona z trudem zaczyna:
" I look and stare so deep in your eyes,
I touch on you more and more every time."
On zakłada koszulę, zapina guziki. Wbija w nią to swoje spojrzenie. Ona podchodzi do niego powoli i patrząc mu w oczy śpiewa:
" When you leave I'm beggin you not to go,
Call your name two, three times in a row.
Such a funny thing for me to try to explain,
How I'm feeling and my pride is the one to blame.
Yeah, cause I know I don't understand,
Just how your love can do what no one else can"
Ich spojrzenia spotkały się. Nagle zaczęła śpiewać refren. Zamknęła oczy, a on krążył wokół niej. Czuła go silnie. Te słowa dobrze oddają to co czuje:
" Got me lookin' so crazy right now,
Your love's got me lookin' so crazy right now, oh.
Got me lookin' so crazy right now,
Your touch's got me lookin so crazy right now, oh.
Got me hopin' you page me right now, 
Your kiss got me hopin' you save me right now.
Lookin' so crazy your love's,
Got me lookin' got me lookin so crazy in love."
Pod koniec refrenu otworzyła oczy, Ross zniknął gdzieś za nią. Zaczęła śpiewać:
" When I talk to my friends so quietly,
"Who he think he is?" look at what you've done to me.
Tennis shoes don't even need to buy a new dress,
You ain't here, ain't nobody else to impress.
It's the way that you know what I thought I knew,
It's the beat that my heart skips when I'm with you.
But I still don't understand,
Just how your love can do what no one else can." 
Czuła jego oddech na karku, potem palce, a później usta.  Nie mogła dalej śpiewać, ale wtedy usłyszała jego stanowczy głos:
- Śpiewaj. - pod koniec zwrotki znowu stanął przed nią. Tak trudno było jej śpiewać. I gdy znowu zaczęła śpiewać refren, on ponownie rzucił ją na lustro. Podniósł ją, ona oplotła go niczym winorośl. Tym razem jej ręce powędrowały w jego włosy, a on całował i kąsał ją za uchem oraz całował jej szyję. Robił to tak namiętnie. Gdy próbowała przestać śpiewać, on znowu chłodnym tonem, kazał jej śpiewać. Podnióś wzrok gdy ona śpiewała:
"Got me hopin' you save me right now,
Your kiss got me hoping you save me right now.
Lookin' so crazy, your love's,
Got me lookin' got me lookin' so crazy in loooove".
Po czym znowu się w niej zatracił. Oderwał się od niej gdy ona śpiewała ostatnie słowa:
" Uh-oh, uh-oh, uh-oh, oh no no."
Patrzył jej głęboko w oczy. Muzyka ucichła. On ją puścił i odszedł, gdy ona osunęła się na podłogę, on wziął odtwarzacz i kurtkę.
- Przepraszam nie mogłem się powstrzymać. Cholerny z niego szczęściarz. - po czym zniknął w ciemnościach. Brunetka została na podłodze pod lustrem.
- Co to kurwa było? - szepnęła roztrzęsiona.
***
Hej miśki ♥ No i jednak pojawiam się przed Nowym Rokiem. Obiecałam wam niespodziankę z Raurą i chyba tego się nie spodziewaliście. Tym razem raczej nie usłyszę, że mój blog jest identyczny jak film. Te osoby, które tak sądzą odsyłam do pierwszego rozdziału, niech przeczytają całość, a potem obejrzą film :D No jutro Sylwester, więc życzę Wam udanego Sylewstra i zabawy do białego rana :)
Szczęśliwego Nowego Roku!
Od dawna chciałam wpleść gdzieś tą piosenkę, uwielbiam ♥
No i już nie mogę doczekać się Walentynek, bo wtedy jest premiera filmu na który naprawdę mocno czekam. 
Czuję, że ten film będzie mega... jestem uzależniona od całej trylogii, a teraz jeszcze od zwiastunów. No jeśli to nie będzie zajebiste to ja chyba odejdę z bloggera. Zobaczcie zresztą sami :)
Dobra spadam, bo i tak już macie mnie za wariatkę hehehehe :D xD


wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział czternasty

- Stary obudź się! No wstawaj, już ranek. Rusz dupę Ross. - chłopak czuł, że go ktoś szturcha. Nie chciał się budzić, ale ten natrętny ktoś nie dawał za wygraną. Powoli podniósł ciężkie powieki, nie wiele spał. Ujrzał Justin'a. Ciągle miał na sobie garnitur.
- Co ty tu robisz? - zapytał.
- Wyszedłeś wczoraj i nie wróciłeś, nie odbierasz telefonu. Gdzie są wszyscy?
- O kurde! - Ross zerwał się z łóżka.
- Co?
- Ratliff, coś się z nim stało, pojechali do niego, chyba.  - odparł.
- Ale co się stało?
- Z tego co wiem to wybuchł u niego w domu pożar.
- O kurde. - Justin z wrażenia usiadł na łóżku obok Ross'a.
- No niezłe bagno. - Ross zaczął szukać czegoś wzrokiem.
- Jeśli szukasz lusterka, to nie musisz, wyglądasz jak zawsze. - za to Ross lubił Justin'a, nawet gdy wszystko się sypie on umie go rozśmieszyć. Posłał mu spojrzenie "ale z ciebie bałwan". Justin wstał i podszedł do biurka.
- Pisałeś coś? - wziął kartkę z biurka.
- Jaaa ...nieeee - odpowiedział.
- " Myślę o tobie każdego ranka, gdy otwieram oczy. Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło. Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia." Ładne.
- Dzięki. - odpowiedział zmieszany Ross.
- O kim to pisałeś? - spojrzał podejrzliwie na kolegę.
- Czemu miałbym o kimś pisać?
- Bo cię znam, a poza tym miałeś blokadę. - spojrzał na Ross'a - "Coś ukrywa." - pomyślał.
- No i co z tego? - przewrócił oczami.
- Nie dałbyś rady niczego napisać. No gadaj o kim ta piosenka. Dobrze wiesz stary, że cię znam i niczego przede mną nie ukryjesz. To o tej dziewczynie z balu?
- Chyba. Nie wiem. - chłopak przeczesał dłońmi włosy, co ma powiedzieć, że napisał piosenkę o dwóch dziewczynach.
- Jak to nie wiesz?
- Bo to nie jest piosenka tylko o Kopciuszku. - odparł zmieszany.
- Nie rozumiem.
- To piosenka o Kopciuszku i o Laurze Marano. - dodał cicho.
- I o kim? - Justin prawie pisnął.
- O Laurze, gdy pisałem tą piosenkę to przypomniało mi się kilka sytuacji, bo to wcale nie jest tak, że jej nie pamiętam. Doskonale ją pamiętam. Wiem o niej wszystko. Pochodzi z patologicznej rodziny, jej matka nie żyje, ojciec był pijakiem, umarł nie dawno, a siostra to ćpunka. - Justin patrzył na niego z niedowierzaniem.
- Pamiętam każdy raz gdy na nią wpadałem. Nie robiłem tego specjalnie. Po prostu ona nagle się pojawiała, a potem znikała. To niesamowita osoba, wygląda na słabą, nudną dziewczynę, a jest silna, silniejsza niż my wszyscy. -na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ok, powiedzmy, że rozumiem.
- Do tego ma talent, świetnie tańczy i ma piękny głos.
- Skąd to wiesz? - Justin ciągle niczego nie rozumiał.
- Któregoś dnia widziałem ją, tańczyła na zapleczu restauracji, wtedy też z nią rozmawiałem.
- To, że ona studiuje to twoja sprawka.
- Tak musiałem jej pomóc.
- Ty ją kochasz, czy tylko się nad nią litujesz?
- Hmm...lubię ją, bardzo ją lubię i tyle. Kocham Kopciuszka, Laura nie chciałaby aby się nad nią ktoś litował. Ona na to nie zasługuje. Jest zbyt silna by się nad nią litować.
- Więc kochasz Kopciuszka?
- I co z tego, całowałem się z nią, a ona kazała mi o sobie zapomnieć. Odeszła. - chłopak spuścił głowę.
- To musimy ją znaleźć. - odparł Justin.
-  Jak? Mieszkamy w jednym z największych miast świata. Jak chcesz ją znaleźć? Mam tylko jej odtwarzacz i wiem, że ona mnie zna.
- Zna cię pół świata, ale znajdziemy twoją zgubę.
- To mało prawdopodobne.
- Stary jak się nazywasz?
- Ross Lynch. - odparł.
- Jak?
- Ross Lynch!
- Jak?!
- Ross Lynch! - wrzasnął.
- Właśnie od poniedziałku zaczynamy poszukiwania.
   Wszystko było nie tak. Stała oparta o ścianę, była wyczerpana. Kolejni lekarze ją mijali, nie liczyło się się nic. Rozejrzała się wokoło, Rocky rozmawiał z lekarzem, a Riker gdzieś zniknął. Spojrzała na rękę owiniętą bandażem. Wszystko wróciło. Kiedy Riker płakał na podłodze, ona stała i nie wiedziała co robić. Chciała go przytulić, pocieszyć, ale to co powiedział, to było straszne. Jakimś cudem postanowiła zadzwonić do któregoś z braci. Pierwszą osobą w liście kontaktów był Rocky. Odebrał po drugim sygnale. Jakimś cudem wydusiła z siebie to co się stało: " Ratliff miał wypadek, przyjedź natychmiast." - powiedziała łamliwym głosem. Chciała się czegoś napić, poszła do kuchni i drżącymi rękami wyjęła szklankę. Poczuła, że po twarzy płyną jej łzy. Chciała nalać sobie soku lecz szklanka wysunęła się jej z dłoni. Nagle wszystkie z niej opadły, zsunęła się na podłogę. "Jego już nie ma" - myślała. Życie bez Ratliff'a nie ma sensu. Uniosła dłoń, ociekała krwią. Więc o to chodzi. Dlatego Riker się ciął. To przynosi ulgę, odwraca uwagę od bólu, ogromnego bólu duszy. Oparła głowę o szafkę i zamknęła oczy. Chce iść do niego, przecież byli szczęśliwi. Zaczęła się trząść. Poczuła, że ktoś ją szarpie. To był Rocky.
- Rydel, wszystko będzie dobrze. Chodźmy pojedziemy do niego. - czuła się taka słaba, nie ma siły walczyć z tym bólem. Nagle lekarze zaczęli biec do sali, w której leży Ell. Wiedziała co tam się dzieje. Przed oczami widziała ciemność. Słyszała głos Rocky'ego:
- O kurwa Rydel!
  Musiał wyjść, ochłonąć. To wszystko przez niego, nie ochronił siostry i ona teraz cierpi, bardzo cierpi. Ma już dość tego bólu, który od lat czuje, nie da rady patrzeć jak Delly cierpi. Ona zawsze jest taka pogodna, taka radosna, wszystkich wspiera. Teraz ona płacze, jest wrakiem człowieka, taka smutna jak nigdy. Nie zniesie tego, wyciągnął z kieszeni żyletkę. Będzie lepiej jak go nie będzie, wszyscy będą szczęśliwsi. Od lat jest kamieniem u szyi swojej rodziny. Ma dość tego życia, chce uciec od tego bólu. Z każdym dniem jest on większy, po prostu on już więcej nie wytrzyma. Jego przyjaciel w ciężkim stanie leży w szpitalu, a siostra płacze po kątach. Nikt prócz niego nie może  cierpieć, a przynajmniej nie Rydel. On jest najstarszy i musi chronić rodzeństwo, to jego zadanie. Oni muszą być szczęśliwi. Chciał już podciąć sobie żyły, gdy ktoś wyrwał mu żyletkę. Zdesperowany chłopak opadł na ziemię, spojrzał w górę i zobaczył znajomą narkomankę, stała z żyletką w ręce.
- Co ty do cholery wyprawiasz? - wrzasnęła.
- Chyba wiesz, wyglądasz na inteligentną. - wzrok miał wbity w ziemię.
- Tak, chcesz się zabić, ale dlaczego? - usiadła obok chłopaka.
- A ty?
- Co ja? - zapytała zdziwiona.
- Dlaczego chcesz się zabić? - spojrzał na nią.
- Nie chcę się zabić, ja tylko ćpam. - ich wzrok spotkał się, czuła, że chce się wygadać. Odkąd go poznała bierze mniej, ciągle myśli o tym co powiedział, że wystarczy chcieć.
- Jesteś na głodzie? - zapytał.
- Nie, jestem narąbana. - zaczęła się śmiać.
- Powiesz mi?
- Moja matka zginęła jak miałam 11 lat, zostawiła nas w Boże Narodzenie, zginęła w wypadku samochodowym, po jej śmierci ojciec się rozpił. Zajmowałam się małą Laurą. Potem wpadłam w złe towarzystwo.
- Dlaczego? - zapytał cicho.
- Jakbyś wychowywał młodszą siostrę, miał ojca, który pije i się awanturuje, to byś wytrzymał? - spojrzała mu w oczy.
- Pewnie nie. - odparł.
- Właśnie.
- Tęsknisz za matką, dlatego to robisz, brakuje ci jej. - rzucił, na te słowa Vanessa lekko drgnęła.
- Może masz rację, a ty ciągle za nią tęsknisz?
- Strasznie, była moją jedyną, prawdziwą miłością.
- Wydaje mi się, że za bardzo idealizujesz tą dziunię, kurde jej już nie ma, weź się w garść i zacznij żyć dalej. Robisz z siebie ofiarę, ludzie umierają, a ona była ćpunką jak ja, mogę cię zapewnić, że ona by tak cię nie idealizowała. Przestań po prostu przestań. - powiedziała. On spojrzał na nią. Wiedział, że ma rację. To było dawno, powinien zacząć żyć dalej.
- Oboje jesteśmy popieprzeni. - dodał cicho.
- Tu się z tobą zgodzę, oboje mamy popieprzone życie.
- Tylko od nas zależy jak dalej się ono potoczy. - rzekł.
- Jestem Vanessa Marano. - podała mu rękę.
- Riker Lynch. - odpowiedział z uśmiechem.
  Laura podążała na uczelnię. Już myślała o piątkowej randce z Jim'em. Nie chciała za dużo  sobie wyobrażać, ale przez te kilka dni wszystko sobie uświadomiła. Owszem czuje coś do Ross'a, ale to przecież nie ma sensu. Czy tak przystojny i bogaty chłopak, chciałby być z taką zwykłą, szarą dziewczyną jak ona. Jim jest miły, z jej klasy społecznej, czegoż chcieć więcej? Może nie jest taki przystojny jak Lynch, ale który chłopak jest?
- Laura ogarnij się, bo jak będziesz miała takie myśli to rzucisz się na niego jak go zobaczysz. - skarciła swoją podświadomość. Ciągle czuła jego usta, ileż by ona dała za kolejny taki pocałunek nie mówiąc już o czymś więcej. Przewróciła oczami na samą myśl i uśmiechnęła się pod nosem.
- O czym ja myślę? - szepnęła.
- Laura! - ktoś za nią krzyczał. Dziewczyna odwróciła się to była Stacy, wyglądała na wściekłą. Podeszła do niej.
- Umówiłaś się z Jim'em? - zapytała a raczej wrzasnęła.
- Tak, a co?
- Czyś ty zwariowała? - wrzasnęła.
- Cicho. - powiedziała.
- Całujesz się z Lynch'em, a potem umawiasz się ze sprzątaczką?!
- Nie ze sprzątaczką tylko z Jim'em, poza tym to ty mu o mnie opowiadałaś no nie?
- No ja, zawsze zbywasz chłopaków i nie chcesz się z nimi umawiać. Gdybym ja wiedziała, że ty poderwiesz samego Ross'a Lynch'a to bym się nie wtrącała.
- Chcę żyć normalnie i pragnę być szczęśliwa.
- To mu powiedz.
- Że co? - krzyknęła.
- No głucha jesteś, musisz mu powiedzieć.
- Żartujesz?! On o mnie już na pewno zapomniał.
- Na sto procent nie zapomniał o takiej dziewczynie jak ty.
- Stacy, on myśli, że tańczył z ideałem kobiety, a ja pochodzę z patologicznej rodziny i nie mam nic wspólnego z ideałem. - odpowiedziała.
- Czemu w siebie nie wierzysz?
- Pomyśl Stacy, czy taki facet jak Ross, chodzący ideał może być ze mną? Dobra chodźmy na zajęcia. - dziewczyny weszły do sali, za Lau usiadła Blaire i jej dwa psy.
- Szkoda, że cię nie było na balu, cóż sprzątaczki na takie uroczystości nie chodzą, ale wiedz, że bardzo nam ciebie brakowało. - powiedziała drwiąco Blaire.
  Ross i Justin szli do studenckiego radia.
- Znajdziemy ją? - zapytał niepewnie blondyn.
- Stary jesteś Ross Lynch, jak zobaczy, że jej szukasz to sama się zgłosi. Pomyśl jaka laska nie chciałaby być z Ross'em Lynch'em. - weszli do rozgłośni.
- Ja to załatwię. - powiedział Justin.
- Hej, musimy skorzystać z rozgłośni, mój kumpel zakochał się na zabój.
- Nie można od tak korzystać z radia. - odpowiedziała dziewczyna.
- Słuchaj, na balu spotkałem niesamowitą dziewczynę, muszę ją znaleźć. Ty byś chciała przeżyć love story no nie? - powiedział Ross.
- Ok, chodźcie.
  Laura siedziała na wykładach, ciągle odbiegała myślami do balu, do pocałunku. Tamten wieczór był magiczny. Z rozmyślań wyrwał ją głos z głośnika radiowęzła.
- Hello ludziska, tu dla was wasz Justi, mam ogłoszenie od samego Ross'a Lynch'a... - chciał mówić dalej, lecz niecierpliwiący  się Ross go odepchnął.
- Słuchajcie, w sobotę na balu poznałem niesamowitą dziewczynę. Poczułem przy tobie coś, czego do tej pory nie czułem, szaleję już na twoim punkcie i muszę cię znaleźć. Poza tym zgubiłaś MP4, chciałbym ci go oddać. Będę czekać na stołówce. Ta właściwa dziewczyna musi podać pięć ulubionych piosenek z playlisty. Mam nadzieję, że się odezwiesz. Jeszcze jedno, nie mogę o tobie zapomnieć. - powiedział. Na te ostatnie słowa Lau poczuła ukłucie w sercu.
- O kurwa co ja narobiłam. - szepnęła.
  ***
Hello misiaki, jak tam przygotowania do świąt? Nie ma śniegu, nie ma świąt hehehhe. Co do rozdziału, to Ross zaczął poszukiwania swojego Kopciuszka (nareszcie), oczywiście jak to ja, wasza bezduszna Delly trochę pociągnę te poszukiwania, ale w zamian mam dla was niespodziankę związaną z Raurą w kolejnym rozdziale ♥ Oczywiście w rodzinie Lynch'ów mamy tragedii ciąg dalszy, gdybym wiedziała, że dzisiaj wychodzi teledysk do Smile to bym napisała coś weselszego. Mam pewien problem związany z Rikessą, zrobiłam ankietę na ten temat. Wy zadecydujcie jak potoczy się ten wątek. Po świętach wypatrujcie mnie na Just Love Me ♥ No i powinnam złożyć wam życzenia, w końcu jutro Wigilia xD
 Życzę Wam moi kochani czytelnicy, szczęścia, zdrowia, pomyślności, mnóstwa radości, miłości, niesamowitych przyjaciół i może takiego love story jak w filmie romantycznym :) Życzę Wam Wesołych Świąt Bożego Narodzenie i Szczęśliwego Nowego Roku ♥
Mam nadzieję, że zdążę dodać piętnasty rozdział przed Sylwestrem, jak nie to do zobaczenia w 2015 roku. ♥♥♥ Zostawiam was z teledyskiem do Smile i naszymi wariatami z R5 :D 
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥ 




czwartek, 18 grudnia 2014

Nowy blog ♥

Dodałam właśnie pierwszy rozdział na nowym blogu zapraszam :) http://justlovemeraura.blogspot.com

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział trzynasty

  Laura wjechała na podjazd domu Pool'ów. Chciała już wejść do domu gdy zobaczyła podjeżdżającą limuzynę Hannah. Lau przeskoczyła przez niski żywopłot i schowała się za nim. Usłyszała krzyki blondynki:
- Ty palancie otwieraj te drzwi! - kierowca szarpał się z klamką bo drzwi się zatrzasnęły, Hannah biła ręką w szybę, a w drugiej trzymała telefon. Laura czmychnęła do domu. Na schodach spotkała Jim'a i jego ekipę.
- Musicie się schować bo wróciła. - powiedziała i popchnęła chłopaka w stronę sypialni. Wbiegli do czystego już pokoju i kazała się im schować w garderobie. Wzięła szlafrok blondynki, założyła go i usiadła na łóżku. Bała się jak nigdy, co jeśli ta idiotka, ten potwór zorientuje się, że była ona na balu? Usłyszała głos Hannah za drzwiami.
- Ciekawe czy posprzą.... - do pomieszczenia weszła kobieta. Stanęła zaskoczona, jednak ta dziewucha ją posłuchała i została w domu. Spojrzała na nią, siedziała w jej szlafroku, była struchlała ze strachu, tak się jej bała.
- Hmm widzę, że choć raz zrobiłaś to co należy. - powiedziała pani Pool przesuwając palcem po meblach. Lau czuła, że wzbiera w niej złość. Pokiwała tylko głową.
- Czemu masz na sobie mój szlafrok? - zapytała podejrzliwie.
- Podziwiałam jedwab. - odpowiedziała niepewnie. Hannah zaczęła się jej przyglądać.
- A czemu tak dziwnie wyglądasz? - zapytała. Laura przełknęła nerwowo ślinę.
- To znaczy?
- No te włosy, usta. - Hannah prócz mówienia, zaczęła żywo gestykulować. Wyglądało to komicznie. Laura przeklęła w myśli, zakryła sukienkę ale zapomniała o włosach i w szczególności o ustach. Musi coś szybko wymyślić bo  inaczej wpadnie.
- Jak skończyłam to chciałam zobaczyć jakbym wyglądała na balu. - odpowiedziała i spojrzała na kobietę, miała nadzieję, że się nabierze.
- Eee nic pewnie nie straciłaś. - Hannah machnęła ręką.
- Teraz ludzie nie potrafią się bawić. - dodała. Dziewczyna siedziała na łóżku i milczała.
- Lauro mówiłam ci, że jesteś Panną Mało Popularną, ale sama chyba też nią jestem. - kobieta usiadła na łóżku obok niej.
- Nie jestem fajna, moje imprezy są żałosne, byłam sławna milion lat temu. Teraz nie mam przyjaciół, tak jak ty. Dobrze, że ty Lauruś przy mnie jesteś. - kobieta opadła na jej kolana i usnęła. Często tak robiła. Z garderoby wyjrzał Jim. Lau gestem pokazała mu, że mogą wyjść z ukrycia. Gdy chłopcy przez pokój, Hannah spadła z kolan Lau i spała na podłodze. Jim z trudem powstrzymał śmiech. Laura zdjęła szlafrok i poszła za nimi. Odprowadziła ich do wyjścia. Ekipa zaczęła pakować sprzęt do samochodu. Jim stał z Marano w wejściu.
- Ona tak często? - zapytał brunet.
- Tak, to dość często się zdarza. - odpowiedziała z uśmiechem Lau.
- Wow, mówiłem ci, że jesteś piękna? - na twarzy Laury pojawił się rumieniec.
- Chyba napomknąłeś o tym. - odparła.
- Naprawdę ślicznie wyglądasz nie mogę oderwać od ciebie wzroku.
- Dziękuję. - odpowiedziała.
- Pewnie twój chłopak nie mógł się od ciebie oderwać, ja bym nie potrafił. - dodał z uśmiechem.
- Nie mam chłopaka. - odparła.
- Serio? Nie wierzę.
- Nie  mam.
- Taka piękna dziewczyna i jesteś sama? To niemożliwe.
- Najwidoczniej to możliwe. - powiedziała Lau.
- Miło było poznać. - podał jej dłoń.
- Mi również, dziękuję za pomoc.
- Wszystko dla przyjaciół Stacy. - pożegnali się, chłopak ruszył w kierunku samochodu. Laura stała jeszcze w drzwiach i czekała aż odjadą. Jim jednak wrócił do niej.
- Laura, nie mogę ukrywać, że bezinteresownie tu przyszedłem.
- Chcesz abym ci zapłaciła? - zapytała.
- Nie, nie chcę. Stacy mi o tobie dużo opowiadała, wydawałaś mi się strasznie fascynującą osobą. Bardzo chciałem cię poznać. Umówisz się ze mną? - zapytał. Laura nie wierzyła w to co usłyszała. Ten przystojny brunet chce się z nią umówić? Co ona ma zrobić? Dopiero co tańczyła i całowała się z Ross'em Lynch'em, a teraz Jim pyta ją czy pójdzie z nim na randkę. Co to za wieczór? Czuła się rozdarta. Z jednej strony pragnęła być z Ross'em, ale to przecież niemożliwe. On jest gwiazdą, dla niego to kolejna przygoda, fascynacja i nic więcej. Nawet nie wie z kim tańczył. Przecież ona nie może czekać na cud, nie może się także ujawnić. Jim jest bliższy, to zwykły, uroczy chłopak. To jest bliższe rzeczywistości.
- Tak. - odparła. Chłopak uśmiechnął się znacząco.
- To co w piątek o 18?
- Z miłą chęcią. - odpowiedziała.
- To do piątku. - pocałował ją w policzek i wrócił do samochodu.
  W salonie było ciemno, Rydel siedziała w fotelu wpatrując się w okno. Strasznie się martwiła. Riker wyszedł rano na cmentarz i jeszcze nie wrócił. Gdzie on kurwa jest? - myślała. Dzwoniła, lecz włączała się automatyczna sekretarka. Jej brat to bardzo skomplikowana osoba. Zaznał w życiu wiele cierpienia, nie raz widziała go z żyletką w ręce. Tak bardzo się boi, że kiedyś ten ból go złamie i on się podda. Szczególnie teraz gdy ma on tyle wolnego czasu i tyle czasu na przemyślenia. Do tego dzwonił jeszcze Justin i pytał się czy Ross jest już w domu. To dziwne. Gdy zapytała o Kylie powiedział, że na pewno nie jest z nią. Co się dzieje? Rydel ma wrażenie jakby cały ich poukładany świat zaczął się sypać. Rodzice są w Littleton u dziadków, a ona jest z tymi problemami zupełnie sama. Do tego Ratliff nie odzywał się, a to do niego nie podobne. Dzwoniła także do niego i tak samo jak u chłopaków odzywała się sekretarka. Złe przeczucie wypełniało jej serce. Coś złego dzieje się w ich życiu. - tak mówiła jej podświadomość. Próbowała odegnać te okropne myśli, lecz powracały one z podwójną siłą. Czemu Riker nie wrócił? Gdzie jest Ross? Co dzieje się z Ellington'em? - chciała uzyskać odpowiedzi na te pytania. Na szczęście wiedziała, że reszta rodzeństwa jest bezpieczna. Ryland gra dzisiaj w klubie, więc wróci nad ranem, a Rocky nocuje u Kendall. Usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Zerwała się z fotela. Z ciemności w świetle słabej lampki wyłoniła się sylwetka Riker'a. Rydel zmierzyła go czujnie wzrokiem. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego, w oczach miał strach. Przypominał człowieka stojącego nad przepaścią. Dziewczyna zauważyła, że brat na twarzy jest lekko osmolony dymem. Włosy ma mocno potargane, ręce mu się trzęsą, w sumie cały się trzęsie.
- Rydel. - wypowiada drżącym głosem.
- Co się stało? - dziewczyna poczuła ból w podbrzuszu, wie, że jej brat chce coś jej powiedzieć, coś strasznego chce jej przekazać.
- Rydel, przepraszam. - ma łzy w oczach.
- Przepraszasz za co? Gdzie byłeś? - pyta ostrożnie.
- Byłem na cmentarzu, później rozmawiałem z narkomanką, a potem...
- Z narkomanką? Czemu z nią rozmawiałeś?
- Chciałem pomóc, tylko tyle. - dodaje roztrzęsiony.
- Pomóc w czym? - chłopak ignoruje jej pytanie, wydaje się jakby był w innym świecie.
- Poszedłem do niego, zrobiło się tak słonecznie. - Delly unosi brew. "O czym on mówi?" - myśli.
- Stanąłem jak wryty...tyle wozów strażackich...oni stali już przy karetce...nie chcieli mnie wpuścić...powiedzieli, że jest w środku...nie mogłem tak stać Delly, nie mogłem. - na jego twarzy pojawiają się łzy.
- O czym mówisz? Riker co chcesz mi powiedzieć?
- To ja go wyniosłem, nie posłuchałem. Strasznie wyglądał, nie oddychał, widziałem jak go reanimują....
- Kogo?! - powoli wszystko docierało do niej, czuła, że wzbierają się łzy w  jej oczach.
- Nie mogłem tu przyjść, biegłem, chodziłem bez celu Rydel. Nie mogłem ci spojrzeć w oczy, nie możesz cierpieć...nie ty Delly...
- Powiedz mi kurwa o co chodzi? O czym mówisz?
- Wyniosłem Ratliff'a. - rzuca i pada z płaczem na podłogę.
   Ross zastanawiał się czy dobrze robi wracając do domu, Rocky dzwonił i mówił co się stało. Może powinien wspierać Dell. Nie jest jednak w stanie po słowach "Zapomnij o mnie." dojść do siebie. Jak ma tego dokonać? Jak może o niej zapomnieć? Wszedł do mieszkania, wszędzie było cicho i ciemno, jak nie u Lynch'ów, skierował swoje kroki do swojego pokoju. Rzucił się na łóżko i zakrył twarz poduszką, krzyknął na całe gardło. Emocje musiały z niego wyjść. Tyle się wydarzyło tego wieczora. Cała ta pomyłka z Kylie, poznanie i taniec z nieznajomą, a później pocałunek i te piekielne słowa: "Zapomnij o mnie." Do cholery jak on ma to zrobić?  Zakochał się w niej, inaczej nie potrafił nazwać swoich uczuć, nigdy nie czuł się w ten sposób. Wszędzie była ciemność, w jego sercu także. Był jak mały, bezbronny, zagubiony chłopiec po środku ciemnego i strasznego lasu. Tak bardzo się tego obawiał. Zrozumiał czemu ma blokadę. Po prostu jest samotny i rozpaczliwie szuka miłości. Ta dziewczyna...gdy ją zobaczył poczuł coś w sercu.  Próbował zasnąć lecz gdy zamknął oczy widział migawki z balu i ten pocałunek. W uszach słyszał "Zapomnij o mnie." Usiadł na łóżku, zdjął buty i skarpetki. Zaczęło brakować mu powietrza, co jeśli jej nie znajdzie? Te oczy...znał je, tylko nie wiedział skąd. Kiedyś już chyba spotkał Kopciuszka. Ogarnęła go złość. Wstał i zdjął marynarkę oraz krawat, rozpiął kilka guzików koszuli. Przeczesał dłońmi włosy, jeszcze bardziej je targając. Nerwowo chodził po pokoju. Czemu nie zapytał jej o imię? Bałwan z niego, ile by on dał za choćby pierwszą literę jej imienia. Wyjął z kieszeni jej MP4. Spojrzał na nie i lekko się uśmiechnął. Włączył i zaczął przeglądać jej listę odtwarzania. Ku jego zaskoczeniu jedną z najczęściej odtwarzanych piosenek było "Heart Made Up On You", znowu się uśmiechnął widząc jeszcze kilka utworów R5. Fanka? Nie raczej nie. Za mało piosenek jak na fankę. Ale może spotkał ją kiedyś na koncercie? Spojrzał na listę ulubionych piosenek były to: Boys Like Girls - "Love Drunk", Black Eyed Peas - "I Gotta Feeling" , Bruce Springsteen - "Dancing in the dark", Justin Timberlake - "Cry me a river" i R5 - "Heart Made Up On You". Odłożył odtwarzacz. Nalał do szklanki trochę wody mineralnej i zaczął powoli pić. Znowu wróciła bezsilność i gniew. Cisnął szklanką w ścianę. Szkło rozsypało się po podłodze. On zaś rzucił się znowu na łóżko. Czemu? Dlaczego nie zdjął jej maski? Skąd ona znała jego imię? Zapamiętałby taką zjawiskową dziewczynę. Na moment odrzucił myśli o Kopciuszku i przypomniał sobie telefon Rocky'ego. Powinien jechać do Dell i Riker'a. Właśnie Riker. Tyle już nacierpiał i teraz to. Przecież on się załamie. Spojrzał w kąt pokoju. Stała tam gitara. Sięgnął po nią. Zaczął grać pewną melodię. Jakoś sama przyszła mu na myśl. Grał tak dłuższą chwilę, poprawiając niektóre akordy. Nagle zerwał się z łóżka, wziął kartkę  i długopis. Może teraz uda mu się napisać piosenkę. Piosenkę o Kopciuszku. Grał chwilę, lecz żadne słowa nie przychodziły mu na myśl.
- To się nie uda. - fuknął. Wtedy przypomniał sobie pewną dziewczynę, na którą wpadł któregoś lata. To było w wakacje przed rozpoczęciem nauki w liceum. Na plaży wleciał na taką śliczną dziewczynę. Uśmiechnął się. Później ciągle na nią wpadał, a teraz płaci jej za szkołę i się nią opiekuje jak może.
- Och Lauro. - szepnął. Wtedy przyszły mu do głowy słowa: " Poznaliśmy się zeszłego lata." Co teraz? Zaczął trochę fantazjować i kolejne słowa pojawiły się w  głowie: "Zaczęliśmy naszą przyjaźń, nie umiem ci powiedzieć jak to wszystko się stało." Przypomniał sobie scenę z parku: " Wtedy przyszła jesień, nigdy nie byliśmy tacy sami. Te noce, wszystko było takie magiczne." Myśl o Laurze była coraz natrętniejsza. Zależało mu na niej. Była równie samotna jak on. Zaczął śpiewać: I zastanawiam się, czy ty też za mną tęsknisz. Jeśli nie, to jest jedna rzecz, którą chciałbym, żebyś wiedziała". Nagle przestał grać. Z jego serca popłynęły słowa, które tak dusił w sobie: Myślę o 
tobie każdego ranka, gdy otwieram oczy. Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło. Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia. Jesteś cały czas w moich myślach. To prawda." Czuł dziwne uczucie w sercu. Ciągle powtarzał: Myślę o tobie tobie tobie tobie... Myślę o tobie tobie tobie tobie..." Teraz przypomniał sobie Kopciuszka i do głowy przyszły mu słowa: "Nie wiedziałaś co powiedzieć kiedy cię dzisiaj zobaczyłem. Pozwolisz by wszystko rozpadło się na kawałki?Bo wiem że powinienem zapomnieć o tobie jeśli potrafię." - poczuł wielką gulę w gardle. - Ale nie mogę przez tak wiele spraw." I znowu zaczął śpiewać o tym, że myśli o Lau w każdej chwili. Czuł się dziwnie, z jednej strony pisał piosenkę o Kopciuszku, z drugiej pojawiła się Marano. " Kiedy wreszcie przestanę udawać." - zaśpiewał. - "Że to co mamy nigdy się nie skończy, oh, oh."  Jego myśli same układały się w tekst piosenki. To było tak jakby ktoś zwolnił jakąś blokadę. " Jeśli to co mamy to ten moment." - wspomniał pocałunek.
- " Nie zapomnij o mnie, bo ja tego nie chcę." 
- " Nie mogę sobie pomóc" - dodaje. Powtarza jeszcze słowa refrenu i kończy słowami: 
- "Myślę o tobie..." 
***
Hejka misiaczki♥ To ja Dellson Lynch z pechowym trzynastym rozdziałem. Stwierdziłam, że za bardzo was rozpieszczam, chodzi tu głównie o końcówkę dwunastego rozdziału :) dlatego teraz jak to ja wszytko pokręciłam, tak, żeby wam się nie nudziło xD  Kiedy next? Nie wiem, bo w tym tygodniu mam próbne matury, grrr :( A ok. 20 grudnia chciałabym dodać pierwszy rozdział na moim nowym blogu Just Love Me, ale chyba zdążę z czternastym rozdziałem do świąt. Życzcie mi powodzenia na maturkach i zostawiam wam adres nowego bloga, wyczekujcie pierwszego rozdziału:D 
http://justlovemeraura.blogspot.com