Hej miśki! xD Tym razem to co przeczytaliście w tytule posta to nie żart, ani moje wahania. To ostateczna decyzja. Zostałam jak się nie mylę czterokrotnie nominowana do TB, na szczęście mam miesiąc na napisanie One Shota i część tematów się pokrywa bądź łączy, co oczywiście wykorzystam. Więc uprzedzam, że połączyłam tematy i zamiast czterech opowiadań przeczytacie 2. Jeden pojawi się na Just Love Me, a drugi tu na Kopciuszku. Myślę, że może uda mi się je wstawić przed majem. To tyle jeśli chodzi o TB. Pytanie kiedy nowe rozdziały na Just Love Me i na Kopciuszku? Przez to, że mnie nominowałyście dziewczyny to okres oczekiwania się wydłuży, a chciałam powiedzieć, że 20 rozdział na Kopciuszku miał być ujawnieniem Raury. Cóż chcecie One Shotów więc je najpierw wstawię (taka moja zemsta za nominacje). Niestety później mamy maj i ja piszę matury. Dlatego ostatnio nie widać mnie na bloggerze, jestem po prostu zajęta kuciem do maturki. Niestety w moim przypadku matura oznacza odejście z bloggera. Oczywiście będę za wami mocno tęsknić i za pisaniem również, ale same rozumiecie (mam nadzieję), że muszę to dobrze zaliczyć. Nie martwcie się nie odejdę raczej na zawsze, odchodzę (taki mam przynajmniej zamiar) na czas matur, czyli od 1 - 15 maja, nie macie co liczyć na to, że zobaczycie rozdział ode mnie. Przez ten czas oba moje blogi będą ZAWIESZONE. Mam nadzieję, że po tym całym stresie związanym z egzaminami wrócę do was pod koniec maja. Wtedy najprawdopodobniej przeczytacie 20 rozdział na Kopciuszku i kolejny chyba ósmy na Just Love Me. Mam nadzieję, że trzymacie za mnie kciuki, i że będziecie tęsknić za mną heheh bo ja na pewno za wami będę. No i liczę, że wrócicie po przerwie na mojego bloga.
Kocham Was! ♥
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch
P.S Czekajcie na One Shoty i nominacje heheh
Najpierw przeproszę te osoby, które kilka miesięcy nominowały, a ja im nie odpowiedziałam. Cóż, naprawdę przepraszam was, ale jak widzicie ledwo daje radę dodawać rozdziały, nie mówiąc już o odpowiadaniu na pytania :) Powiem szczerze moja przyszłość na bloggerze znowu niestety stoi pod znakiem zapytania. Jednak dla Tinsley zrobiłam wyjątek, bo jest moją wierną czytelniczką. Chyba jesteś ze mną od początku Kopciuszka, a jeśli nie to prawie od początku :D
Oto pytania Tinsley:
1. Jest jakieś wydarzenie, które na zawsze zapadnie ci w pamięci? (jeśli tak to napisz) Zależy czy chodzi ci o pozytywne czy negatywne wydarzenie. Negatywnych mam sporo na przykład to jak paskudnie potraktował mnie jeden facet, traktując jak zabawkę (dupek), lub wypadek samochodowy (tego niestety nie zapomnę). Jeśli chodzi o pozytywne to chyba całe trzy lata z moją walniętą klasą, a w szczególności wycieczka w góry i to jak na złość mat-fizowi obsmarowaliśmy klamki ich pokoi pastą, a ich wychowawczyni po ciemku wszystkich dotknęła :P oraz to jak obsmarowaliśmy jednego gościa i wrzucaliśmy im parówki do glanów (nie pytajcie czemu to robiliśmy :D). To były zajebiste trzy lata liceum, aż mi się łezka kręci gdy pomyślę, że to już koniec :(
2. Twoja ulubiona książka, która sprawia, że mogłabyś ją czytać milion razy zaczynając od dowolnej strony - końca, początku, środka? O Boże! hehehe Dobrze wiesz jaka jest ulubiona moja książka xD Tak uwielbiam "50 twarzy Greya", "Ciemniejszą stronę Greya" i "Nowe oblicze Greya", ale to już zapewne wiesz Tin ♥ Poza tym kocham takie książki jak: "Hopeless", "Losing Hope" , "Pułapka uczuć" i "Nieprzekraczalna granica" wszystkie Collen Hoover ♥
3. Książka, która nie dość, że ci się nie podobała to jeszcze jest znana. (tytuł i autor) Wiesz co nie wiem, ale nie podobała mi się książka pt: "Za sceną" Olivii Cunning. Powiem tak była średnia i nie urzekła mnie.
4. Czy uważasz, że jeśli między partnerami jest duża różnica wieku to nie powinni ze sobą być? To znaczy, zależy jak duża. Toleruję różnicę do 6 lat. Chociaż sama nie umawiam się z nikim kto jest ode mnie więcej niż trzy lata starszy.
5. Jaka piosenka sprawia, że masz ochotę iść tańczyć? Ostatnio "Uptown funk" Bruna Marsa. Chociaż muszę się przyznać, że najbardziej do tańca zachęca mnie disco polo (nie żebym była fanką), mam tak od studniówki heheh Dlatego najbardziej zachęcają mnie piosenki zespołu, który grał u mnie na studniówce i ich piosenki: Playboys - "Lejde"
i "Nasza noc"
Zdaję sobie sprawę, jakie to obciachowe, ale na studniówce tak zajebiście grali, że teraz te piosenki kojarzą mi się z zajebistą zabawą do rana xD (i niestety czy stety z alkoholem xD)
6. Hasło, które ludzie czasem rzucają na wiatr a dla ciebie ma ono dużą wartość?
Nie wiem, to ciężkie pytanie Tin. Jedyne co mi przychodzi do głowy to nie hasło a słowa "kocham cię", które czasami rzucamy, a potem wcale się do nich nie stosujemy :( Osobiście dla mnie ważnym hasłem jest "Chwytaj dzień" i " Walcz i nie poddawaj się". Nie wiem czy takie hasła ludzie rzucają na wiatr.
7. Słuchasz czasem piosenek, w których podoba ci się melodia i rytm, ale nie znasz słów? (Podaj chociaż jeden tytuł)
Niech się zastanowię... u mnie jest tak, że przeważnie umiem tylko refreny xD Wyjątkiem jest "Crazy in love". Myślę jednak nad piosenkami Black Eyed Peas np. " Hey mama", "Sut up", "Where is the love" czy "Meet me halfway", albo "Sexy Back" Justin'a Timberlake'a.
8. Adresy 3 blogów, które według ciebie są najbardziej warte przeczytania.
http://mydilemma-raura.blogspot.com (liczę, że go odwiesisz)
http://life-is-brutal-raura.blogspot.com
9. Twoje ulubione perfumy.
Love Love Moschino ♥
10. O czym lubisz czytać w opowiadaniach? Jaki parring byś tam chciała?
Ogółem lubię czytać o miłośći, o tym jaką drogę muszą osoby przejść by być razem, lubię czytać o tym jak razem pokonują trudności jak sobie pomagają i się wspierają. Wtedy wszystko wydaje się idealne. Mój ulubiony parring to oczywiście Raura ♥ ♥♥
11. Dlaczego twoim zdaniem ludzie są nietolerancyjni dla wyróżniających się zachowaniem, wyglądem czy ubiorem ludzi? Czy powinni coś zmienić w sobie czy nie?
Zawsze bądź sobą. To jest chyba moje motto życiowe. Myślę, że po prostu szczególnie w Polsce społeczeństwo nie dorosło jeszcze do pewnych odmienności. Lubimy jak wszystko mieści się w pewnych ustalonych kanonach, dlatego nie tolerujemy odmieńców. Ludzie boją się różności i nowości.
Ja nie nominuję nikogo :)
Pozdrawiam, zapraszam do czytania dziewiętnastego rozdziału.
" A zatem, nie zamierzam przepraszać za to, że kocham w tobie te wszystkie rzeczy niezależnie od tego, jakie stoją za nami powody czy okoliczności. I nie, nie potrzeba mi dni ani tygodni, ani miesięcy na rozmyślania o tym, dlaczego cię kocham, Odpowiedź jest dla mnie łatwa. Kocham cię ze względu na ciebie. Ze względu na wszystko. Wszystko czym jesteś." ~ "Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover
To ostatni rozdział...
Sobota zapowiadała się wspaniale. Pomijając fakt pracy przez całą noc, wszystko było wspaniałe. Piękna, słoneczna pogoda napawała ją radością. Wreszcie wszystko wróciło do normy. Koniec z Ross'em. Koniec z tym bałaganem. Chce by ona go zostawiła w spokoju to tak zrobi. Oczywiście czuje ból i pustkę w sercu, ale nie będzie się narzucać. Książę woli szukać swojej księżniczki. Problem z tym, że ona jest Kopciuszkiem. Nie zamierza jednak ujawniać swojego sekretu. Widzi jak Ross się trudzi by ją odnaleźć, a z drugiej strony ją odpycha. Wie, że ona jest autorką tego bałaganu uczuciowego. Wie, że Ross powinien poznać prawdę, jednak teraz już ma pewność, że ich związek by nie przetrwał. Są zbyt różni. On - bogaty i piękny wokalista. Ona - biedna, niezbyt atrakcyjna córka alkoholika. Ich światy nie mogą się połączyć. Musi pozwolić na jego męczarnie. Sama także musi wytrzymać te katusze. Tak będzie lepiej dla niego.
- Przyniosłem ci lemoniadę, może być? - zapytał siadając obok.
- Tak Jim, dziękuję. - odpowiedziała. Siedzieli w małej kawiarni w pobliżu plaży. Kawiarenka urządzona była w stylu morskim. Błękitne ściany, białe stoły i krzesła oraz ozdoby w stylu morskim, sieci rybackie, sznury, obrazki o tematyce morskiej.
- Tak się cieszę, że zgodziłaś się na spotkanie. Myślałem, że ci się nie podobało na naszej ostatniej randce.
- Nie, to była wyjątkowa noc. - odpowiedziała. Wcale nie miała na myśli samochodowego kina, raczej to, co wydarzyło się później. Mimo wszystko noc spędzoną z Ross'em będzie wspominać jako coś wyjątkowego.
- Też uważam, że to była wyjątkowa noc. Bo ty jesteś wyjątkowa. - uśmiechnął się. Lau poczuła, że się czerwieni.
- Dziękuję Jim. Przepraszam, że się nie odzywałam.
- Nie szkodzi. Mogę wiedzieć czemu? - Lau poczuła, że krew jej odpłynęła z twarzy. Przecież mu nie powie co, a raczej kto jest powodem jej milczenia.
- Byłam zajęta. - odpowiedziała krótko. Chyba kupił tą wersje bo się uśmiechnął.
- Liczy się to, że w końcu się spotkaliśmy. - powiedział.
- Tak, to się tylko liczy.
- Wiesz co mi się przytrafiło wczoraj? - zaczął opowiadać jakąś śmieszną historię związaną z jego sąsiadką, Laura śmiała się. Czuła się wolna, on był dla niej idealny. Byli podobni, z tych samych światów. Może Jim jest jej szczęściem? Zaczęli gawędzić o swoich doświadczeniach z pracy. Gdy nagle wzrok Lau utkwił w jednym punkcie. Nie wierzyła, że to co widzi jet prawdziwe. Jim chyba także był zszokowany. Do stolika dosiadł się Ross. Przyszedł jak gdyby nigdy nic się między nimi nie wydarzyło.Trudno jej było odczytać jego nastrój. Wydawał się odprężony, ale także w jego spojrzeniu kryła się złość. Wzrok miał lodowaty jak przyglądał się Jim'owi.
- Zobaczyłem cię jak byłem w sklepie muzycznym naprzeciwko. Myślałem, że siedzisz sama, a tu proszę. Widzę, że masz już towarzystwo. - wyczuła sarkazm w jego słowach. O co mu chodzi? Przecież kazał jej odejść.
- Ross Lynch. - wyciągnął dłoń w kierunku bruneta.
- Jim Taylor. - odpowiedział. Mężczyźni przyglądali się sobie uważnie.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytał chłodno. Wzrok skierował ku Laurze. Widziała, że jest wściekły. Tylko czemu? Bo się umawiała z innym, to go boli?
- Tro...- nie dokończył Jim.
- Nie. - odpowiedziała szybko. Zauważyła, że blondyn się rozluźnił.
- Czym się zajmujesz Jim? - zapytał Lynch. Brunet lekko się spiął.
- Pracuję w firmie sprzątającej mojego ojca. - powiedział cicho. Sama była wściekła, gdy zobaczyła, że Ross drwiąco się uśmiecha.
- Jesteś sprzątaczką?
- Nie powiedziałbym tak, ale inni mogą tak uważać. - wbił wzrok w dłonie. W co ten Lynch gra?
- Jesteście parą? - to pytanie ją zszokowało. Co go to obchodzi? Nawet jeśli by miała kogoś, to do jasnej cholery nic mu do tego. To jej życie. Jej.
- Umawiamy się ze sobą.
- Nie. - odparła. Uśmiech Lynch'a stał się szerszy. Jim spojrzał pytająco na Lau. Ta wzruszyła tylko ramionami. Powiedziała przecież prawdę, nie byli parą.
- Jak to jest być gwiazdą Ross? - zapytał Jim. Ciągle przyglądał się jej i Ross'owi.
- Super. Sława, pieniądze, dziewczyny...- na ostatnie słowa drgnęła. Co jak co, ale tego nie powinien przy niej mówić.
- Zazdroszczę. - odpowiedział Jim.
- Czego? - zapytała.
- Sławy. - odparł.
- A może dziewczyn? - wtrącił się Ross, śmiejąc się pod nosem. Jasne się stało, że tego też zazdrościł Jim Ross'owi.
- Nie ma czego zazdrościć. Przez sławę wiele się traci.
- Jak to? - zapytała.
- Czasami można stracić miłość. - spojrzał na Laurę. Wiedziała, że mówi o niej. Z trudem przełknęła ślinę. Chwilę milczała.
- Surfujesz? - zapytał Jim'a. Ten pokręcił przecząco głową.
- A ty? - zapytał Lau. Miała wrażenie, że pyta się ją o coś innego.
- Nie. - odpowiedziała.
-Mogę cię pouczyć.
- Dziękuję, ale nie.
- Chyba twój chłopak nie będzie miał nic przeciwko? - rzucił spojrzenie Jim'owi. Ten pokręcił przecząco głową.
- Nie skorzystam.
- Dziwne, ostatnio nie miałaś nic przeciwko ku wzajemnemu wykorzystywaniu. - rzuciła mu nerwowe spojrzenie. Chyba nie zamierza opowiadać o ich kontaktach.
- Skąd się znacie? - zapytał Jim. Przyglądał im się uważnie.
- Ze szkoły. Chodziliśmy razem do liceum, a teraz studiujemy na jednej uczelni. - odpowiedziała.
- Wpadliśmy na siebie parę razy. - dodał.
- Co miałeś na myśli mówiąc o wzajemnym wykorzystywaniu się?
- Cóż... - rzucił spojrzenie Lau, która wierciła się na krześle. - Laura nic ci nie powiedziała?
- Czego nie powiedziała?
- Ross. - szepnęła, ale ten ją zignorował.
- Cóż w zeszły piątek spędziłem noc u Lau. Upojną noc. - powiedział drwiąco blondyn. Laura czuła, że zaraz zemdleje.
- Co?! - krzyknął Jim. - Przecież w piątek byliśmy na randce.
- Cóż po randce, Laura i ja uprawialiśmy seks. Muszę przyznać, że było niesamowicie.
- Ross! - krzyknęła.
- No co? Twój nowy kochaś powinien wiedzieć o tym, co się wydarzyło między nami. - odparł. Jim wstał od stołu.
- Zostawię was samych. - odparł i odszedł.
- Czekaj! - chciała się podnieść, lecz Ross położył jej dłoń na ramieniu.
- To o nim mówiłaś? - zapytał. Przyglądała mu się chwilę, gotowała się z wściekłości.
- Nie wiem, o co ci chodzi Ross, ale pieprz się Lynch! - wrzasnęła i wstała od stołu. Nie gonił jej.
Błąkała się po ulicach. Była na głodzie. Cała dygotała, jej ciało potrzebowało tego świństwa. Ona jednak nie chciała. Czuła ból. W miejscu, w którym powinna mieć serce, czuła ogromny ucisk. To przez Riker'a. Słyszała jego błaganie, by przestała się zabijać. Cholera. Czemu ją to tak poruszyło? Przecież nigdy nie angażowała się emocjonalnie. Nie zniesie więcej. Musi się zaćpać na śmierć. Co innego ma zrobić? Nie wie jakim cudem stała pod domem Lynch'ów. Była tu kiedyś. Riker zapomniał telefonu i wrócił do domu. Nie była w środku. Stała tak jak teraz przy krawężniku. Włożyła dłonie do kieszeni kurtki. Co jeśli by poszła na odwyk? Dałaby radę? Co na to wszystko powie Lau? W sumie dawno temu ją straciła. Od śmierci ojca nie widziały się. Ba, Vanessa nawet nie była w domu. Mieszkała u koleżanek lub kręciła się po melinach. Takie było jej życie. Riker coś zmienił, jakaś cząstka jej chciała się zmienić. Pragnęła dzielić z nim życie, smutki, radość i troski. Wieść normalne życie. Rozejrzała się. Nie pasowała do tej okolicy. Wyglądała zapewne jak zmora, a to otoczenie wydawało się idealne. Czy możliwa jest zmiana w niej? Wiedziała jedno, musi go zobaczyć. Podeszła do drzwi i nacisnęła na dzwonek. Kiedy to zrobiła miała ochotę uciec. To był kiepski pomysł. Drzwi uchyliły się i jej oczom ukazała się blondynka w jej wieku. Uśmiech znikł z jej twarzy gdy ujrzała Van.
- Jest Riker? - zapewne powinna się przedstawić, ale w sumie po co? Dziewczyna była zapewne jego siostrą. Byli do siebie podobni. Te same rysy, kolor włosów, oczy. Dziewczyna wyglądała jak z okładki jakiegoś magazynu. Coś znajomego w niej było.
- Ty jesteś zapewne Vanessa? - zapytała. Czyżby Riker o niej opowiadał. Sądząc po minie blondynki, zapewne tak. Już była na przegranej pozycji.
- Tak...to ja. - odpowiedziała cicho. Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Obie nawzajem mierzyły się wzrokiem. Vanessa przy tej dziewczynie czuła się jeszcze bardziej zniszczona i brzydka. Chyba jednak nie potrafi się zmienić. Z powrotem wsunęła ręce do kieszeni, kiedy przyłapała Rydel na gapieniu się na jej dygoczące ręce.
- Jest Riker? - ponowiła pytanie. Czuła się coraz bardziej skrępowana.
- Ryland miał rację...jesteś narkomanką, - dostrzegła w jej wzroku pogardę. Kim był Ryland? Skąd o niej wiedzą?
- Jestem. - wyszeptała.
- Zniszczysz go tak jak Emily. - nie wiedziała czy to stwierdzenie czy pytanie. Słowa te jednak mocno odbiły się w jej środku. Nie chciała go niszczyć, a jednak nieświadomie musi to robiła. Nagle zza Rydel, wychylił się Riker. Blondynka znikła z pola widzenia.
- Czego chcesz? - był chłodny. Zabolało.
- Auć. - powiedziała.
- Po co przyszłaś? - zapytał.
- Chciałam...chciałam cię zobaczyć. - wyszeptała. Z trudem utrzymywała się na nogach.
- Po co? Idziesz na odwyk? - w jego głowie słychać było nadzieję.
- Riker ma mętlik w głowie. - powiedziała zrozpaczona.
- W takim razie cześć. - chciał się odwrócić, lecz zatrzymała go.
- Riker proszę.
- Idź na odwyk. - zamknął drzwi.
Pływał w basenie, musiał wyładować tą złość. Widok Laury i tego gościa mocno go wytrącił z równowagi. Chyba jednak nie jest mu do końca obojętna. Czuł się jak dupek. Wplątał się w coś bez wyjścia. Gdyby nie spotkał jej wtedy w sali...tamta noc...wszystko skomplikowała. Domyśla się czemu Laura go odpycha. To ma związek z jego sławą. Jednak mało go obchodzi jej pochodzenie. Nie ma znaczenia, to że jest sierotą, że jej siostra jest narkomanką, a ojciec był alkoholikiem. To się nie liczy. Ona jest dobrą, silną, piękną, młodą kobietą. Laura odrzuca go, bo uważa, że nie zasługuje na jego miłość. Przecież to nieprawda. Jednak są pewne bariery, które go powstrzymują przed walką o jej serce. To przez Kopciuszka. Chociaż jest coś co je łączy. Zawsze przy tej nieznajomej z balu, jak i przy Laurze jego serce szaleje. Tak jakby była tą samą osobą. Wtedy w sali był pewien, że znalazł Kopciuszka, lecz Lau zaprzeczyła i to nie raz. Jednak coś mu mówi, że Laura wie coś na temat tej dziewczyny. Może powinien ją docisnąć. Chociaż może nie jest to dobry pomysł, bo znowu mu odbije w jej obecności. Tak jak dzisiaj. Gdy zobaczył ją w kawiarni z innym chłopakiem, poczuł ból, który bezlitośnie rozerwał jego serce. Nie myślał, po prostu się dosiadł. Chciał zepsuć to co łączyło ją z tym gościem. Udało mu się. Powiedział mu o tym, że Laura z nim spała. I co? Czuje się gówniano. Czuje się jak skończony dupek. Widział jaka jest wściekła na niego, teraz już na pewno się do niego nigdy nie odezwie. Stracił ją na zawsze. Czemu czuje się tak źle? Czyżby nadal ją kochał? Ma wrażenie, że tracąc Laurę traci coś jeszcze. Coś wielkiego. Musi wszystko poskładać, zastanowić się. Nagle zobaczył stojącego nad nim Justin'a.
- Lynch nie jedziesz? - zapytał.
- Gdzie?
- No dzisiaj jest impreza u Kim i Brooke, cała szkoła będzie.
- Mam iść na imprezę do bliźniaczek, dobrze się czujesz? - zapytał drwiąco.
- Tak dobrze. Fajnie, że pytasz. - odparł. Ross wyszedł z basenu i wziął ręcznik.
- Nie pójdę do tych wariatek, one są szurnięte. Zachowują się jak psychofanki.
- Może Kopciuszek tam będzie? - rzucił Justin.
- Myślisz?
- No cała szkoła się tam wybiera. - nagle Ross przypomniał sobie, że u bliźniaczek pracuje Laura.
- Nie, ja nie idę.
- Stary zabaw się.
- Laura tam pracuje. - wszedł do domu.
- O mój Boże, zdecyduj się, którą się interesujesz.
- Nie wiem, ale mam wrażenie, że Laura sporo wie o Kopciuszku.
- Co masz na myśli?
- Tańcząc z nią, byłem pewien, że ona jest Kopciuszkiem.
- Myślisz, że Marano jest Kopciuszkiem? - Justin chwycił jabłko z blatu w kuchni.
- Albo nim jest, albo wie kim jest Kopciuszek. W każdym razie coś przede mną ukrywa.
- No to jedziemy i ją przyciśniemy. - odparł Justin.
- Sam jedź i się rozejrzyj. Ja pokłóciłem się z Laurą.
- Dobra, ale mnie tam zawozisz.
- Ok, tylko się ubiorę.
Hannah próbowała rozgrzać ludzi swoim jedynym hitem. Niestety nikt na nią nie patrzył. Robiła co mogła. Ciągle było słychać: "To impreza, odłóż ten telefon!" lub " To mój największy hit, czemu nikt nie tańczy?", ewentualnie "Nie wiecie co to znaczy impreza!". Trudno się był skupić, jeśli słyszało się ciągle skrzeczenie tej wiedźmy. Laura ubrana w uniform roznosiła przekąski. Było tu mnóstwo osób z liceum, którzy patrzyli na nią z politowaniem, bądź pogardą. Widziała także sporo ludzi z uczelni. Chyba byli zaskoczeni, że tu pracuje. Cóż podobno żadna praca nie hańbi. Nagle zrobiło się głośno i na dół zeszły dwie landryny, a raczej żmije. Od razu przywitały się z obecną Blaire. Wyglądały gorzej niż w Halloween.
- Ciasteczko krabowe? - zapytała kogoś. Nagle do domu weszła Stacy.
- Cześć, co tu robisz? - zapytała.
- Przyszłam ci pomóc z tymi harpiami. - odparła. Już podrygiwała w rytm muzyki.
- Nie trzeba było. Dałabym radę sama.
- Od czego masz przyjaciółki?
- Mam tylko jedną, kocham cię Stacy.
- Ej, nie przy ludziach. Chyba nie chcesz by nasz romans wyszedł na jaw. - Laura zaczęła krztusić się ze śmiechu.
- Dobra kotku bierz tą tacę, a ja pójdę po następną. - wręczyła jej przekąski i poszła do kuchni. Stacy zaczęła tanecznym krokiem roznosić jedzenie. Do domu wszedł Justin. Było tłoczno, a Hannah śpiewała jakąś tandetną piosenkę. Ona chciała nagrać z Ross'em? Chyba zwariowała. Rozejrzał się i zobaczył tańczącą dziewczynę. Odwróciła się i spojrzała na niego. Poznał ją. To kelnerka, w której się podkochiwał. Podszedł do niej. Przypominała mu dziewczynę z balu. Tańczyła jak koleżanka Kopciuszka, z którą bawił się tamtej nocy. No i jej wyróżniający się strój na to wskazywał.
- Znam cię. - powiedział.
- Ja ciebie też z baru. - odparła.
- Nie, nie z baru. Byłaś wtedy na balu.
- Serio?
- Tak, Pamiętasz mnie? Kupidyn. - zaczął tańczyć. Stacy z trudem powstrzymywała się przed uśmiechem.
- Nie kojarzę. - odparła trochę zbyt piskliwym głosem.
- Nie no, serio? - pokiwała głową. - Jestem kolegą Ross'a Lynch'a.
- Tak podrywasz każdą laskę? - Justin szeroko się uśmiechnął.
- Czyli to ty. - dodał. Stacy uśmiechnęła się.
- Gdzie twoja koleżanka? Ross ją szuka. Biedak zakochał się. - powiedział.
- Serio? Zakochał się?
- Tak. Musimy coś zrobić by ich ze swatać. Mam już go dość, musi w końcu się zdecydować czy Laura czy Kopciuszek.
- Nie będzie musiał. Laura jest Kopciuszkiem. - powiedziała.
- Serio? Czyli sukinsyn miał rację. - zaśmiał się. - To idź po nią, a ja dzwonię do Lynch'a.
- Ok. - Stacy poszła po Laurę. Justin wybrał numer i zadzwonił do Ross'a.
- Hallo, gdzie jesteś stary?
- Pod domem Pool'ów, znalazłeś ją?
- No, mam tego twojego Kopciuszka. Ucieszysz się.
- Jest tam?! O mój Boże nareszcie!
- Chodź tu.
- Jezu, chyba nie dam rady, a jeśli powie nie?
- Stary jak się nazywasz?
- Justin nie, siedzę pod domem jeszcze ktoś usłyszy.
- Jak się nazywasz?
- Ross Lynch.
- Jak?
- Ross Lynch!
- Słabo cię słyszę. Jak?
- Ross Lynch!!!
- Chodź tu, ona czeka na ciebie.
- Dobra, w sumie co mam do stracenia, Już idę. - rozłączył się. Chwilę później był w środku. Znalazł Justin'a.
- Gdzie ona jest?
- Zaraz przyjdzie. - chłopak odsunął się w kierunku stojącej nieopodal Stacy. Nagle jego oczom ukazała się Laura w szarym fartuchu. Wkurzył się, że każą jej w tym chodzić.
- Cześć Ross. - powiedziała drżącym głosem. Chyba jednak nie była wkurzona, jak wcześniej zakładał.
- Cześć. Szukam tu kogoś wyjątkowego, wiesz kim ona jest? - zapytał.
- Tak. - wyszeptała.
- Serio? Wow. Możesz mi powiedzieć? - Laura chciała już wyjawić prawdę, gdy jej uwagę zwrócił znajomy dziecięcy głos. Razem z Ross'em odwrócili się w kierunku źródła dźwięku. Zamarła. Bliźniaczki i Blaire puściły jej nagranie z dzieciństwa.
- To nie może dziać się naprawdę. - wszyscy się śmiali na około.
- To ty? - widziała uśmiech pod jego nosem. On też się nabija. Wyszła na idiotkę. Poczuła łzy cisnące się jej do oczu. Dopięły swego. Wybiegła z mieszkania.
- Laura czekaj! To nic takiego! - nie zdążył jej złapać.
***
...tak to ostatni rozdział...przed ujawnieniem Laury. Już w następnym rozdziale wszystko się wyjaśni. Będzie inaczej niż w filmie. A co potem? Cóż jesteśmy coraz bliżej końca. Później mam zaplanowaną pierwszą randkę Laury i coś jeszcze. Martwi mnie tylko jedno, coraz mniej komentarzy. Zapraszam tych którzy nie czytali na rozdział szósty na Just Love Me.
Miłej niedzieli.
P.S Zapraszam do udziału w ankiecie. Słyszliście o tym, że Andrew i Lau są razem? Co wy na to?
Całą noc nie spała, myśląc czy da się ominąć szantaż. Niestety nic nie wymyśliła. Ross nigdy nie pozna prawdy. Czemu jak zawsze myśli, że wyszła na prostą, wszystką zaczyna się pieprzyć? Dzisiaj ma nawał pracy, bo wiedźma urządza bliźniaczkom szesnastkę w sobotę. Trzeba mieć nie po kolei w głowie, dziewczyny miały szesnaste urodziny trzy lata temu. No, ale ona nie wnika. Dla niej to harówa do późnej nocy.
- Pamiętasz o sobotnim wydarzeniu? Wszystko ma być idealne, zrozumiałaś? - Hannah wróciła do domu.
- Tak, proszę pani.
- Bierz się do roboty, ja mam jogę. - powiedziała i wyszła z kuchni. W tym momencie zadzwoniła Stacy, Lau odebrała.
- Powiedziałaś mu? - dziewczyna nie kryła zafascynowania.
- Może jakieś "cześć"? - zaśmiała się Lau.
- Powiedziałaś mu? Co on na to? - chyba Stacy nie reagowała na to co powiedziała.
- On nic.
- Jak to nic? Spławił cię? - w jej głosie było słychać niepokój i rozczarowanie. - Dupek.
- Nie spławił mnie.
- Nie chce z tobą być? Jesteś dla niego idealna, a wiesz co...to idiota, nie przejmuj się Lau. Jim ciągle o ciebie pyta.
- Tak?
- No. Nie rozumie czemu się nie odzywasz.
- Powinnam się z nim spotkać.
- No jasne. Niech Lynch wie co traci.
- On nic nie wie.
- To się dowie. Jim będzie lepszy. - odpowiedziała.
- Stacy, ja nic nie powiedziałam Ross'owi. - westchnęła. Koleżanka milczała chwilę. Laurze chciało się płakać. Bardzo chciała się przyznać, ale co może zrobić skoro bliźniaczki mają to nagranie. Poza tym czy ona pasuje do takiego ideału jakim jest Ross? Najlepiej będzie jak zostanie w tym swoim marnym życiu.
- Jak to mu nie powiedziałaś? Przecież rozmawiałyśmy...powiedziałaś...
- Bliźniaczki mnie szantażują. - nagle usłyszała śmiech Stacy. Wkurzyła się.
- Kto? - dziewczyna cały czas chichotała.
- Kim i Brooke.
- Te dwie plastikowe idiotki są do tego zdolne? Wiedzą co to szantaż? Czym cię niby szantażują?
- Mają moje stare nagranie, na którym śliniłam się do plakatu Ross'a. Powiedziały, że jeśli się ujawnię to opublikują film na YouTube.
- Lau one nie wiedzą co to jest YouTube,a co dopiero publikowanie filmów.
- Ale na pewno Blaire wie. - dodała Laura.
- Kurde, o niej nie pomyślałam.
- Właśnie, niszczyła mi życie już w liceum, nie chcę tego znowu przechodzić.
- Poddasz się?
- Mam inne wyjście?
- Laura, powiem ci coś co powinnaś do jasnej cholery wiedzieć. Nie poddawaj się, jesteś warta tego by z nim być. Kochasz go, a on ciebie. Nie pozwól by głupie nagranie ci przeszkodziło. Widziałam to jak tańczyliście i jestem pewna, że jesteście dla siebie stworzeni. Czasami trzeba się poświęcić dla wielkiego uczucia. - Lau milczała, nie chciała tego słuchać.
- Słyszysz mnie? - zapytała troskliwie Stacy.
- Tak, To nie takie proste. - szepnęła.
- To jest proste Lauro. Ciekawe skąd mają nagranie?
- Pewnie Van musiała im sprzedać, innego wyjścia nie ma.
- Wiedźmy.
- Chciałam się przyznać, ale...
- I się przyznasz.
- Stacy...
- Kupiłam dwa bilety na dzisiejszy koncert Ross'a. Po koncercie wejdziesz zza kulisy i mu wszystko powiesz.
- Niby jak ja się tam dostanę, co? - odpowiedziała.
- Już moja w tym głowa. Przyjadę po ciebie o siódmej. - rozłączyła się.
- Stacy... - westchnęła.
Zapinał koszulę, był mocno skupiony na tej czynności. Wreszcie mógł coś sam zrobić. Do sali weszła Rydel, podniósł wzrok i uśmiechnął się do niej.
- Daj pomogę ci. - podeszła i sama wzięła się za zapinanie jego koszuli.
- Mogłaś przynieść mi koszulkę. - specjalnie się z nią droczył.
- Nie marudź. Robisz się zgorzkniały. - uśmiechnęła się.
- Zgorzkniały? - podniósł brew.
- Yhy...starzejesz się Ratliff. - z trudem powstrzymywała śmiech.
- Ja się starzeje? Ja? Chyba żartujesz. - zaczął się śmiać.
- Proszę. - Rydel skończyła zapinać koszulę. Odsunęła się i wzięła torbę.
- Czy ty próbujesz pozbawić mnie całkowicie męskości? - zapytał.
- O co ci chodzi? Masz coś takiego jak męskość? - zachichotała.
- Nie widać?
- Nie.
- Daj torbę kobieto. - zabrał ją z jej ręki. Rydel przewróciła oczami.
- Chodź tu prawdziwy mężczyzno. - zaśmiała się. Całą drogę do samochodu droczyli się ze sobą. Taki już był ich związek.
- Gdzie jedziemy? - zapytał, gdy Delly odpaliła silnik.
- No do ciebie, musisz odpocząć.
- Odpoczywałem w szpitalu. Jak w domu?
- Dobrze, bałagan jak zawsze. Chyba nadchodzi wiosna.
- Co? - spojrzał pytająco.
- No każdy goni za miłością. - uśmiechnęła się.
- Serio? Opowiadaj. - był podekscytowany.
- No Rocky i Kendall...
- To słyszałem. - burknął.
- RyRy i Sav...
- Stare.
- Riker chyba kogoś poznał, bo jest wesoły i w ogóle...inny.
- OMG! Riker? - powiedział wysokim tonem.
- No, ale nie chce powiedzieć kto to.
- Świat się kończy. - zaśmiał się.
- A Ross goni za jakąś panną z balu.
- Ktoś dał kosza Rossy'emu? - powiedział z sarkazmem.
- Niezupełnie. - zaśmiała się. - To historia rodem z Kopciuszka.
- Wiele mnie ominęło.
- Trochę. Radzę ci unikać Ross'a.
- Czemu?
- Chłopaczyna nie kontaktuje. Chodzi jak jakiś oszołom po mieście i szuka tej dziewczyny. Zachowuje się jak wariat. Zastanawiam się czy nie umówić go na wizytę u psychologa bo zachowuje się jak prześladowca. - zaśmiała się.
- Dobra będę uważał na tego szaleńca. Zostajesz u mnie na noc?
- A chcesz? - spojrzała na niego kątem oka.
- Stęskniłem się za tobą. - wyszeptał.
- Ja za tobą też. - uśmiechnął się pod nosem. Rydel włączyła radio.
Przerzucał po kanałach. Starał się nie myśleć. Po raz kolejny kogoś stracił. Stracił nadzieję na lepsze jutro. Czemu ciągle trafiał na niewłaściwe osoby? Emily powinna być dla niego nauczką, po co w ogóle starał się o Vanessę? Coś go do niej ciągnie. Jest inna. Chciałby ją uratować. Do pokoju wszedł Ryland. Usiadł w fotelu. Patrzył chwilę w ekran, a potem zaczął się bawić telefonem.
- Nie ma nic lepszego? - zapytał. Riker go zignorował. Oglądał jakąś operę mydlaną, a raczej tylko pusto wpatrywał się w ekran.
- Zachowujesz się jak baba. - burknął.
- Co? - to obudziło chłopaka.
- Wiecznie się nad sobą użalasz. Ile jeszcze zamierzasz? Ona chciała umrzeć, więc po co się przejmujesz.
- Przymknij się. - warknął.
- Bo co? Znowu się potniesz?
- Skąd o tym wiesz? - tylko Rydel wiedziała wszystko.
- Bo kurwa wiem. Myślisz, że kto pomagał Rydel się pozbierać. Domyśliłem się co robisz. Nie raz pomagałem jej ogarnąć ciebie, kiedy leżałeś nachlany z rozpieprzoną ręką. Jesteś cholernym egoistą. Ludzie odchodzą, a ty robisz z siebie ofiarę. Nie patrzysz na uczucia innych. Masz nas w dupie.
- Nie prawda! - zaprotestował.
- Tak? Teraz znowu siedzisz w domu i ... - wstał.
- Vanessa... - szepnął. RyRy spojrzał na niego uważnie.
- Znowu zakochałem się w narkomance. - szepnął. Ryland usiadł z powrotem.
- Przecież...
- Tak wiem, już się raz sparzyłem. Jednak tym razem bardzo chcę spróbować. Chcę ją uratować. Ona jest...
- Niezwykła. - dokończył Ryland. Na twarzy blondyna pojawił się lekki uśmiech.
- Tak. Gdybyś ją zobaczył...
- Jak wygląda?
- Ma długie, czarne włosy i piękne, ciemne oczy. Takie, które cię hipnotyzują. Nawet w brudnych, za dużych ciuchach wyglądała uroczo. Jest inteligentna, ale sporo wycierpiała w życiu. Nie chcę by umarła, a tak skończy.
- Gadałeś z nią o odwyku? - zapytał.
- Tak, straciłem ją. Ona nie chce się z tego bagna wyrwać, a ja bym jej przecież pomógł.
- Może musisz dać jej chwilę. - zasugerował Ryland.
- Chwilę na co? - zapytał zdziwiony.
- Dla niej to zmiana życia. Diametralna zmiana. Może ona się tego boi?
- Teraz to już nieważne. - odparł zwięźle.
- Czemu? Przecież coś do niej czujesz.
- Ona nie jest w stanie zostawić drag, a ja nie chcę kolejny raz walczyć z nałogiem i nieustannym kłamstwem. Nie chcę jej pilnować.
- To tego nie rób. Tylko jej pomóż. - Riker uśmiechnął się, czując wielką gulę w gardle. RyRy miał rację. Tylko, że on nie ma już siły. Vanessa sama musi chcieć walczyć, inaczej to by nie miało sensu.
- Ona musi zacząć chcieć. - odparł. Ryland pokiwał głową. Spojrzał na telefon, chyba odczytywał wiadomość.
- Idę do Sav. Idziesz ze mną? - zapytał.
- Nie dzięki, muszę pomyśleć.
- Ok. To zobaczymy się w klubie. - rzucił szybko i wyszedł. Riker wrócił do oglądania marnej opery mydlanej.
Stacy jak powiedziała tak zrobiła. Siłą wyciągnęła ją z domu. Podjechały pod klub.
- Gotowa? - zapytała podekscytowana. Wyglądała świetnie. Czarne, długie włosy upięła, zachowując lekki nieład. Założyła czarne krótkie szorty i czarną dużo odsłaniającą bluzkę. Była na tyle przezroczysta, że nie obyło się bez topu pod spodem. Do tego miała lekko za dużą, czarną, skórzaną kurtkę i czarne botki.
- Może pójdziemy na pizzę?
- Laura. - upomniała ją.
- Co powiesz na kino?
- Lau.
- Niedobrze mi. - powiedziała spanikowana.
- Dasz radę, świetnie wyglądasz. - nie powiedziałaby tak. Ubrana była w żółtą bluzeczkę na ramiączka i czarną, skórzaną spódniczkę. Włosy miała zakręcone. W ogóle Stacy starała się ja wyszykować. Wysiadły z samochodu. Chłodny powiew wiatru ostudził jej nerwy. Weszły do klubu. Stacy ciągnęła ją za rękę w stronę sceny. Klub był raczej przytulny. Ściany pomalowane na czerwono, sporo było na nich plakatów jakiś grup muzycznych i mark piwa. Po prawej stronie naprzeciw sceny stał długi, brązowy bar rodem ze starych filmów. Kilka barmanek w skąpych strojach obsługiwało klientów. W całym klubie stały stoły, tylko pod sceną było miejsce do tańca. Po prawej stronie od sceny było przejście na drugą salę. Laura zauważyła, że stoją tam stoły bilardowe. Trochę ludzi tam się kręciło. Po lewej stronie od sceny biegł korytarz, słabo oświetlony. Na ścianie wisiała kartka ze strzałką i napisem: "Toalety". Cały klub przypominał raczej pub niż miejsce nocnych tańców. Stanęły pod sceną.
- Widzisz tamten korytarz? - zapytała Stacy.
- Tam gdzie są toalety?
- Tak. Po koncercie, odwrócę uwagę ochroniarza. Ty pójdziesz tam.
- Do toalety?
- Nie głuptasie. Pójdziesz do końca korytarza i wejdziesz przez podwójne drzwi. Potem skręcisz w prawo, za stertą krzeseł i pudeł, będziesz miała drzwi, tam jest pomieszczenie, w którym przebywają zespoły.
- Skąd to wiesz?
- Pracowałam tu kiedyś. - uśmiechnęła się. Pod sceną z każdą minutą robiło się tłoczniej. Głównie młode dziewczyny chciały być jak najbliżej swojego bożyszcza.
- Jakby ci się nie udało to idź do łazienki, do ostatniej kabiny, wyjdź przez okno i wejdź przez drzwi na zaplecze, tylko nie te od kuchni.
- Skąd mam wiedzieć dokąd prowadzą? - krzyknęła. Było gwarno.
- Na drzwiach do części kuchennej jest napis: "Kuchnia".
- Ok. - Lau postanowiła się zamknąć. Czekały tak pół godziny, chyba. Nagle dziewczyny wokół zaczęły piszczeć i z lewej strony wszedł on. Jak zawsze idealny. Czarne jeansy, biała koszula i czerwona, skórzana kurtka. Włosy perfekcyjnie potargane, jak zawsze. Chyba jej nie zauważył w tłumie tych wariatek.
- Trzymaj się. - krzyknęła Stacy, chyba miała wprawę w takich koncertach.
- Witajcie, jak się bawicie? - krzyknął, a dziewczyny zaczęły piszczeć. Lau zakryła uszy. Widziała, że Stacy się z niej śmieje.
- Yeah!. Ok. Zanim zaczniemy zabawę, chcę wam coś ogłosić. - Lau poczuła, że tętno jej przyspiesza.
- Niedługo otwieram szkołę tańca dla dzieciaków z ulicy, które chcą rozwijać swoją pasję. Ogłaszam konkurs. - znowu pisk. - Poszukujemy tancerza, który zajmie się szkołą pod moją nieobecność. Za miesiąc odbędzie się konkurs. Zgłaszajcie kandydatury do Justin'a. Wygraną będzie występ ze mną w teledysku i praca w mojej szkole tańca. - kolejna fala pisku.
- Teraz piosenka. Napisałem ją z myślą o dziewczynie, którą poznałem na balu. To dla ciebie Kopciuszku. - po tych słowach, zabrzmiały pierwsze słowa piosenki: " (She's that girl) (I know it) (She's that girl) (I know it) Sometimes feels like everybody wants something from me Don't understand I can only be one person, that's Ross Got game, got fame got everything in this world I need (But the girl) I don't know her name Cause I've only met her in my dreams I'm gonna find her cause she's Just that girl The one that's dancing through my mind Just that girl The girl that I've been tryin' find Just that girl Her style is crazy, she's a dime And it's almost like I can see her She's just that girl...".
Piosenka była rytmiczna, a Ross dołożył do tego show swój występ taneczny. Dziewczyny piszczały, a Lau śledziła jego ruchy i słowa piosenki. Czuła, że robi się jej słabo. To piosenka o niej. Przez chwilę myślała, że ją dostrzegł. Chyba jej się jednak wydawało. Piosenka dobiegła końca. Kolejne utwory były R5. Gdy śpiewał "Heart Made Up On You" z pewnością patrzył na nią. Chciało jej się płakać gdy śpiewał: My mind says "no, you're no good for me You're no good", but my heart's made up on you.“
Stała i wpatrywała się w niego. Widziała, że i on cierpi śpiewając tę piosenkę. Później wykonał kilka jakiś nieznanych utworów. Chyba należały do niego. Koncert dobiegł końca i Ross zniknął za sceną. Stacy podeszła do ochroniarzy i zaczęła z nimi flirtować. Była piękna, więc łatwo jej poszło odwrócenie ich uwagi. Dała jej znak i Laura prześliznęła się zza kulisy. Gdy weszła do dużego magazynu, rozejrzała się. Pomieszczenie było duże i słabo oświetlone. Było tu mnóstwo półek z rożnymi szpargałami oraz sporo stołów i krzeseł. Zauważyła drzwi, o których mówiła Stacy. Serce biło jej jak szalone, tak bardzo bała się odrzucenia. Wzięła głęboki oddech.
- Dasz radę Lau. - powiedziała sobie, Ruszyła w kierunku drzwi, zatrzymał ją jednak znajomy głos.
- Czułem, że przyjdziesz na koncert. - przestraszona odwróciła się. Musiała nieźle wysilić wzrok by go ujrzeć. Stał w mroku, oparty o ścianę, tylko czerwona kurtka sprawiała, że był widoczny. Odepchnął się od ściany i podszedł do niej. Jej oddech minimalnie przyspieszył.
- Widziałem cię, stałaś w tłumie. - powiedział zachrypniętym głosem.
- To do mnie śpiewałeś "Heart Made Up On You", prawda? - już nie rejestrowała słów wychodzących z jej ust. Pragnęła go. Tak bardzo go chciała. On zmarszczył czoło, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Wiedziałam, całą piosenkę torturowałeś mnie. - wyrzuciła z siebie.
- Sprawiasz, że szukam słów w niemym filmie. Czemu ciągle mnie zwodzisz? - w tych słowach było tyle żalu, że gula w gardle Lau urosła do sporych rozmiarów.
- Nie zwodzę cię. - szepnęła. Spojrzała w jego oczy, były pełne bólu i zmęczenia.
- To co ty ze mną robisz Lauro? - przybliżył się do niej. Podniósł dłoń i przesunął po jej policzku, rokoszując się jej miękką, delikatną skórą. Chciał się z niej wyleczyć, a ona nie dawała o sobie zapomnieć. Ona przymknęła oczy, chłonąc każdą chwilę jego dotyku.
- Ross...
- Ćśśś Lau. Nie teraz. - nachylił się i na jej ustach złożył delikatny pocałunek. Odsunął się od niej.
- Muszę ci coś powiedzieć. - zebrała się na odwagę. On zamknął oczy i zrobił krok do tyłu.
- Ross. - otworzył oczy, widziała w nich ból.
- Laura, sama mówiłaś, że nie możemy być...proszę nie rozdzieraj bardziej tej rany, którą mam w sercu.
- Ale Ross. - podniósł palec, uciszając ją.
- Dokonałaś wyboru Lau. Ja...chyba kocham Kopciuszka...jednak ty... do ciebie też coś czuje. Proszę...odrzuciłaś mnie tamtej nocy...jasno dałaś mi do zrozumienia...muszę iść. - chciał ją ominąć, lecz ona chwyciła go za ramię.
- Lau pozwól mi odejść. - szepnął. Z wielkim trudem odsunęła się od niego. Przyglądała mu się chwilę.
- Żegnaj Ross. - szepnęła i wyszła.
***
Hej miśki. Delly po długiej nieobecności wraca z rozdziałem. Sorry, że tak długo czekaliście, ale mam teraz urwanie głowy w szkole, coraz bliżej matura, koniec roku itd. Nic tylko nauka, no i na dodatek się rozchorowałam. Jak pech to pech. Mam dla was Raurę jak obiecałam, oczywiście jestem okrutna i Lau nie przyznała się. Jak myślcie co wymyślę dalej? Cóż coraz bardziej zbliżamy się do końca tej historii :) Jakby ktoś chciał o coś zapytać czy popisać to proszę moje gg: 52742441
Pozdrawiam i zapraszam na Just Love Me, mam nadzieję, że uda mi się tam wstawić w tym tygodniu szósty rozdział.
Siedzieli w małej, przytulnej kafejce. Popijali kawę. Miała szczęście, że trafiła na takiego faceta. Przystojny, miły, opiekuńczy - czego chcieć więcej. No i cholernie zabawny. Przygląda mu się ukradkiem.
- No co? - zapytał.
- Nic. - na jej twarzy pojawił się rumieniec.
- Patrzysz się na mnie.
- Nie wolno mi? - zapytała z lekką ironią.
- Miałem cholerne szczęście, że na ciebie wpadłem wtedy w supermarkecie.
- Ciągle wiszę ci pieniądze.
- Daj spokój. - odpowiedział Rocky.
- Szkoda, że tylko ty jesteś normalny w tej rodzinie.
- Co masz na myśli?
- No...wiesz twój brat... - spuściła wzrok.
- Chodzi ci o Ross'a?
- Tak, o tego drania. - warknęła.
- Spokojnie Kendall. - podniósł ręce.
- Ten idiota skrzywdził moją siostrę! - krzyknęła.
- Ćśś...spokojnie Ken. - szepnął.
- Co spokojnie?! Widziałeś ją jak wróciła z balu?
- Widziałem. - odpowiedział skruszony.
- Płakała do rana, twój cholerny brat ją skrzywdził.
- On żałuje. - przerwał jej.
- Co mnie to obchodzi?! Mógł myśleć i nie dawać jej nadziei.
- Kendall oni nie byli parą. - próbował bronić brata.
- Ale umówił się z nią? - zapytała ostrym tonem.
- No...tak...- wydukał.
- Spotykał się z nią, flirtował, podrywał, a potem co? Zostawił ją, samą w obcym miejscu, ona liczyła na coś więcej Rocky. On ją zdradził z jakąś panną. - warknęła.
- Żeby ją zdradzić, musiałby z nią być. - odpowiedział.
- Rocky ty go bronisz?
- To mój brat! - powiedział na swoje usprawiedliwienie. Kendall kipiała ze złości.
- Mężczyźni! - wrzasnęła, ludzie siedzący w kafejce spojrzeli na nich. Widząc ich spojrzenia, nieco ochłonęła.
- Dumna z siebie jesteś? - zapytał z drwiną.
- Odczep się. - warknęła i upiła łyk swojego latte.
- Najważniejsze, że się pozbierała. - powiedział po chwili.
- Ale ile musiała wycierpieć? - powiedziała spokojniej.
- Nie lubisz Ross'a?
- Ma szczęście, że mnie jeszcze nie spotkał. - warknęła.
- Przekażę mu. - odpowiedział z uśmiechem. Zauważył, że Kendall też się uśmiecha.
- Co u Ratliff'a? - zapytała po chwili.
- Już lepiej, Delly przy nim czuwa.
- Co u niej?
- Wiesz, przeżyła szok. Jej chłopak o mało nie zginął. Wszyscy to przeżyliśmy.
- Wiem. - odpowiedziała cicho.
- Teraz wszystko idzie ku dobremu, Ellington odzyskuje siły, Delly wraca do normalności. Wszytko będzie dobrze.
- Mam taką nadzieję.
- Masz ochotę iść dzisiaj do kina? - zapytał.
- Z tobą, mogę iść wszędzie. - oboje zaczęli się śmiać.
Dzisiaj pracowała u Pool'ów. Właśnie była u niej Stacy. Zamiatały podjazd. Od rana nie mogła się skupić. Wciąż myślała o Ross'ie. Wszystko spieprzyła.
- Wszystko w porządku? - zapytała Stacy.
- Yyy...tak. - odparła zamyślona Lau. Stacy przerwała pracę i przyjrzała się przyjaciółce. Kiepsko wyglądała. Była strasznie blada, oczy miała zaczerwienione i była smutna oraz jakaś nieobecna.
- Laura mnie nie oszukasz. Przecież widzę. Co się stało? Coś nie tak z Jim'em? - zapytała zmartwiona.
- Jim wydzwania od rana. - odpowiedziała.
- Nie odbierasz?
- Nie.
- Coś się stało na randce?
- Było super, naprawdę miły z niego facet. - nie patrzyła na przyjaciółkę.
- W takim razie nie rozumiem, o co chodzi?
- Wczoraj spotkałam Ross'a. - szepnęła. Stacy zastygła na moment w bezruchu.
- I co? - zapytała.
- W sumie to nic.
- Gdzie go spotkałaś? - czuła, że Lau coś ukrywa.
- W starej sali na uczelni. - nadal miała spuszczony wzrok.
- Co robiliście?
- Rozmawialiśmy...tańczyliśmy... - wydukała.
- Tylko to? - zapytała niepewnie.
- Nie licząc tego, że dwa razy rzucił mnie na lustro i o mało mnie nie przeleciał, to tylko tańczyliśmy. - odparła Lau.
- Co zrobił?! - Stacy prawie pisnęła.
- Rzucił się na mnie i całował. - Laura była czerwona ze wstydu.
- Całowaliście się?!
- Tak, a potem przyszedł do mnie do domu i kochaliśmy się. Niestety jestem idiotką i powiedziałam, że nie jestem Kopciuszkiem i, że nie chcę z nim być. Wyszedł rano i zostawił mi list.
- Spałaś z Lynch'em? Wy ten tego? - niemal wrzasnęła.
- Ciszej, bliźniaczki są w domu. Tak my ten tego. - Lau lekko się uśmiechnęła wspominając wczorajszą noc.
- Jesteś idiotką Marano! Co teraz?
- Nic.
- Jak to nic?
- Masz przeczytaj. - podała jej kartkę. Stacy szybko przeczytała list.
- Marano musisz mu powiedzieć!
- Po co?
- Bo on się w tobie cholernie zakochał i będzie cię szukał.
- Gdyby nie ten bal, i ten cholerny taniec z Ross'em wszystko byłoby normalne. - dziewczyny nie zauważyły Kim i Brooke stojących za rogiem mieszkania.
- Słyszałaś, ta mała łachudra jest Kopciuszkiem. - syknęła Kim.
- Co?! - pisnęła Brooke.
- Ciszej idiotko! Laura to Kopciuszek.
- Musisz mu powiedzieć, za daleko to zaszło. - powiedziała Stacy. Laura popatrzyła na nią. Wiedziała, że ma rację to za daleko zaszło.
- Masz rację, pojadę do niego wieczorem i wyjawię mu prawdę.
- Nie tak prędko Kopciuszku. - syknęła do siebie Kim. - Musimy coś zrobić. Ross nie może być z tą przybłędą. - powiedziała do Brooke.
- Ale co zrobimy?
- Pamiętasz to co nam ostatnio Vanessa sprzedała? Myślę, że to się przyda. - dziewczyny uśmiechnęły się złowrogo i wróciły do mieszkania.
- Tylko spróbuj tego nie zrobić, a jutro znajdą twoje zwłoki.
- A ty wylądujesz w kiciu. - uśmiechnęła się Lau.
- Nie złapią mnie, to będzie zbrodnia doskonała. - obie zaczęły się śmiać.
Ross chodził po uczelni i rozlepiał plakaty. Może ta impreza pomoże. Jak dobrze pójdzie to upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Znajdzie Kopciuszka i ogłosi konkurs. Dzisiaj zamierza znowu cały dzień siedzieć na stołówce i szukać swojej perły w tłumie tych idiotek. Przylepiał kolejny plakat, gdy usłyszał jego głos.
- Hmm robisz imprezę, a Justin o tym nie wie? - Ross prawie podskoczył, odwrócił się i spojrzał na kolegę.
- Yyy...tak. - wydukał.
- To będzie koncert? Z czym chcesz tam wystąpić?
- Z piosenkami, debilu. - Ross zaczął iść korytarzem, Justin ruszył za nim.
- To koncert R5? Wracacie? - zapytał.
- Żartujesz? Ellington wciąż jest w szpitalu. To mój koncert.
- Co chcesz tam śpiewać?
- Powiedziałem piosenki, idiota z ciebie. - spojrzał z dezaprobatą na kolegę.
- Przecież ty nie masz swoich piosenek. - powiedział Justin.
- Jakieś mam. Poza tym mam swój cel, by organizować ten koncert. - uśmiechnął się.
- Niech zgadnę, chodzi o laskę z balu? - powiedział znudzony Justin.
- To Kopciuszek. - odpowiedział urażony Ross. Nazwać ją "laską" to niedomówienie roku.
- Dobra Romeo, nie gorączkuj się. Znajdziemy tą twoją Fionę.
- Coś chyba ci się pomyliło. - powiedział Ross.
- Dobra, dobra trzeba było pilnować swojej Julii, Kopciuszka, Śpiącej Królewny, Anastasii czy jak wolisz Belli, mój ty Edwardzie. - Ross popatrzył na niego jak na kosmitę.
- Brałeś coś? - zapytał podejrzliwie.
- Rano mama zrobiła mi płatki czekoladowe. A co?
- Jajco, powiedz matce by ci ich nie robiła. - rzucił Lynch.
- Czemu? - Justin zrobił smutną minę.
- Mleko ci szkodzi. - odparł Lynch.
- Jaki masz plan Kolumbie? - zapytał Justin.
- Nie chodzi ci o Colombo?
- Czemu miałoby mi o niego chodzić? Kto to w ogóle jest? To ten co odkrył Amerykę, ale myślał, że Indie? - zapytał.
- Kolumb odkrył Amerykę, a Colombo to ten detektyw z serialu.
- Taa, a Elżbieta II jest królową Wielkiej Brytanii. - zaśmiał się Justin. - Ross powinieneś się trochę pouczyć.
- Czemu ja z tobą gadam? - zapytał sam siebie blondyn.
- Bo jesteś blondynką, to powiesz co tam planujesz czy knujesz?
- Zaśpiewam pewną piosenkę, może wtedy ona zmięknie i się ujawni. Poza tym ogłoszę ten konkurs, o którym ci mówiłem.
- Dwie szynki na jednym rożnie. - odpowiedział.
- Taa...nazwałbym to trochę inaczej, ale tak.
- Zaśpiewasz "I think about you"?
- Nie, mam coś innego. Ta piosenka jest zbyt osobista. Kiedy indziej ją dla niej zaśpiewam.
- Skąd masz pewność, że tam będzie?
- Nie mam, ale chociażbym miał chodzić po całym LA i pytać każdej dziewczyny, zrobiłbym to.
- Wczoraj mówiłeś, że to nie ma sensu, a dzisiaj jesteś taki napalony, że aż się ciebie boję.
- Wczoraj zrozumiałem kilka rzeczy. - Ross przylepiał kolejny plakat.
- Tak nagle cię olśniło? A co z Laurą? - blondyn zastygł na chwilę.
- Nic. Sama mi wszystko ułatwiła.
- To znaczy?
- Ona mnie nie chce. Wczoraj ją spotkałem i powiedzmy, że z nią rozmawiałem. Choroba o imieniu Laura już mi przeszła. Chce jedynie znaleźć Kopciuszka, stary. Z Laurą to było złudzenie. Coś mi się po prostu wydawało.
- Ok, niech ci będzie. Nie wnikam.
- Nie wnikaj. - Ross wrócił do pracy.
Siedziała na tej samej ławce co wtedy. Było jej przyjemnie. Mimo, że się starała to jednak wczoraj znowu okroiła staruszkę i zrobiła zakupy. Tak naćpała się. Mimo, że obiecała to rzucić. Może Riker nie zauważy.Wzięła mniej niż normalnie. Ostatnio dużo czasu z nim spędzała. Wtedy pod szpitalem, gdy go zauważyła z żyletką, zamarła. Nie mógł się zabić, poczuła się jak wtedy gdy Lau usiłowała popełnić samobójstwo. Może i jest bezduszna, ale nie może patrzeć na takie rzeczy. Cieszy się, że udało się go uratować. Bo dobry z niego towarzysz. Mile się z nim gada, ale także mile się z nim milczy. Nie chciała mu się pokazywać brudna, w paskudnych rzeczach. Była w domu, ale Laury nie było. Drzwi zostawiła zamknięte, a kluczy nie włożyła pod wycieraczkę. Wkurwiła się, bo to i jej dom. Poszła do Becky, swojej kumpeli. Wzięła prysznic i pożyczyła czyste ubrania. Założyła czarne jeansy, stare trampki, czarną bluzkę i skórzaną, czarną kurtkę. Włosy miała rozpuszczone. Riker przyszedł z lodami.
- Przyniosłem lody. Dla ciebie wziąłem waniliowe i czekoladowe, mogą być? - zapytał.
- Tak, jasne. - uśmiechnęła się. Usiadł obok niej.
- Wiesz dzisiaj nie byłem na cmentarzu. - powiedział po chwili Riker,
- Wow, robisz postępy, stary. Mówiłam ci, Ten etap masz już za sobą. Nie mówię byś nie chodził na grób Emily, ale żyj dalej. - spojrzała na niego. Posłał jej blady uśmiech.
- Staram się, ale to nie jest takie łatwe. Tyle lat się zamęczałem...
- Że trudno ci przestać. Coś o tym wiem. - powiedziała.
- Właśnie. Bingo.
- Czasami sami wyolbrzymiamy problem.
- Mówi to narkomanka?
- Masz problem? - zapytała.
- Nie, nie mam. - powiedział.
- Kiedy zaczęłaś brać?
- Jak miałam chyba 17 lat. Jakoś tak. Najpierw były papierosy i alkohol. No wiesz musiałam jakoś odreagować. Byłam matką i miałam agresywnego pijaka w domu...
- Uderzył cię?
- Bo to raz. - posłała mu uśmiech rozgoryczenia, - Potem była trawka, a później...
- Później obudziłaś się któregoś dnia i było już za późno.
- Dokładnie. To nie tak, że robiłam to dla szpanu. Nie. Dzięki temu uciekam od problemów.
- Nie łatwiej się z nimi zmierzyć?
- Żartujesz? W ten sposób rzucam wszytko i odpływam. To dobry sposób by nie cierpieć. Musisz kiedyś spróbować. - uśmiechnęła się.
- Nie dzięki. Widziałem co dragi zrobiły z Emily.
- Nie bywa zawsze, aż tak źle. - Riker zaczął się jej uważnie przyglądać. Po chwili oboje patrzyli sobie w oczy, w końcu ona się odsunęła.
- Co się tak gapisz?
- Masz tu...- wyciągnął rękę, by zetrzeć plamkę od loda. Dotknął ją tuż na górną wargą, bliżej kącika ust. Poczuła ciepło w tamtym miejscu i lekkie mrowienie. Jego oczy były jak talizman. Po chwili poczuła jego wargi na swoich. Delikatnie je musnął, niczym lekki powiew powietrza. Czuła jego zapach. Pachniał truskawkami i miętą. Odsunął się trochę od niej i spojrzał jej w oczy.
- Idź na odwyk, proszę.
- Nie ma mowy Riker. - szepnęła.
- Proszę...zrób to dla mnie...nie chcę cię stracić. - Przypatrywała mu się chwilę. Widziała błaganie i rozpacz w jego oczach. Zaczęła się zastanawiać czy da radę rzucić dragi. Chce iść na odwyk? Zrobiłaby to dla niego? Jest na to gotowa?
- Przykro mi Riker. - podniosła się i uciekła.
- O dobrze, że jesteś. - fuknęła Brooke.
- Myślałaś, że ci się uda i będziesz z księciem? - syknęła Kim.
- O czym wy mówicie? Za długo przebywałyście w solarium? - Lau była zdziwiona reakcją bliźniaczek. Właśnie wróciła z zakupów.
- Chodź.
- Muszę zrobić waszej matce obiad, zresztą wam też. - Kim pociągnęła ją do salonu. Usiadły na kanapie i włączyły film. Laura zamarła. Znała to nagranie. To była ona w wieku 14 lat. Nosiła wtedy jeszcze aparat na zębach i okulary. Stała z plakatem Ross'a i mówiła: " On jest taki przystojny i słodki. Aż chce się go całować. " Po czym zaczęła całować plakat, a później jeszcze zaczęła tańczyć swój durny, dziecięcy taniec. Przypominała kaczkę, która próbuje oderwać się od ziemi. Bliźniaczki strasznie się śmiały.
- Skąd wy...o mój Boże. - Lau ukryła twarz w dłoniach.
- Jeśli się przyznasz, zamieścimy to na Youtube. - syknęła Kim. Lau wybiegła z pokoju.
- Nie mogę powiedzieć mu prawdy. - szepnęła i się rozpłakała.
***
Cześć miśki ♥ Tu Delly Anastasia Lynch czyli jak nazywa mnie Tin Ana. Przybywam do was z siedemnastym rozdziałem. Miał być w zeszłym tygodniu, ale dzisiaj jest szczególny dzień. Po pierwsze mija rok odkąd R5 było w Polsce. Niestety nie byłam na koncercie :( To także prawie rok odkąd jestem R5er. To był najlepszy rok w moim życiu, dzięki wam. Jednak nie to opóźniło premierę siedemnastego rozdziału, miałam go napisanego od dawna, ale najpierw była moja studniówka ( achh ta noc... :D) Ciągle nią żyję, potem ferie i moje kłopoty sercowe. Na szczęście to ostatnie mam za sobą. xD Jednak dzisiaj jest o wiele ważniejszy dzień dla mojego bloga, bowiem mija pół roku odkąd założyłam tego bloga. Dokładnie 5 sierpnia dodałam pierwszy rozdział. Pamiętacie go jeszcze? Sporo się od wtedy zmieniło. Już wtedy dobrze zaczęłam. Pod pierwszym postem było 13 komentarzy i przeszło 300 wyświetleń ( teraz jest ich 524). Nie wiedziałam jednak, że moja marna pisanina tak się wam spodoba. Teraz pod rozdziałem mam przeszło 800 wyświetleń i ok. 50 komentarzy. Mojego bloga obserwuje 38 osób, a liczba opublikowanych komentarzy na blogu to 549. Sam blog ma prawie 25 516 wyświetleń (pewnie już tyle nie ma :P). Tak naprawdę to ten blog nie był moim pierwszym, zaczynałam na nie istniejącym już, mało popularnym blogu o Raurze Life's like this. Wtedy byłam beznadziejna ( teraz też jestem, no może ciut się poprawiłam). Później zmieniłam klimaty, porzuciłam Raurę i zaczęłam pisać kryminał (ciągle niedokończony blog - Morderstwo w Hamilton). Powiem wam, że po niejakiej klęsce tamtego bloga, chciałam odejść z bloggera. Chyba jednak dobrze zrobiłam, że zaczęłam pisać tą historię. Według założeń miała być identyczna jak ta z filmu, jednak Delly musiała trochę pozmieniać. To chyba dobrze, no nie? :D Na tym blogu poznałam niesamowite osoby, które nie raz sprawiały, że szczerzyłam się jak głupia do komputera xD. Niektóre z was swoimi komentarzami sprawiały, że robiło mi się strasznie ciepło na serduszku. Kocham was wszystkie ( może nawet wszystkich), bo kiedy mnie rozśmieszałyście, rozczulałyście lub chwaliliście, potrafiłyście także mnie zjechać jak coś zrąbałam. To w was kocham najbardziej, że walicie prosto z mostu. Chcę podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga oraz tym, którzy czytają i komentują. Wasze komentarze motywują mnie do dalszej pracy. W szczególności pragnę podziękować:
- Rossy Lynch za rozdziały w komentarzach na moim blogu.
- Pekińczykowi Cześkowi (Pinki) xD za tą twoją małą zrąbaną główkę, za te wszystkie komentarze po których ryczałam ze śmiechu.
- Tinsley, wiernej czytelniczce. Twoje komentarze także nieraz mnie rozbawiły do łez.
- Mary Jane ( dla mnie i tak jesteś Patka Cher) ♥
- Tulii Marano, nie wiem jak ty ogarniasz tyle blogów ( na który nie wejdę, widzę komentarz od ciebie xD).
- Klaudii Yeah
- Rossy
- Hopeless (ciebie już dawno nie widziałam, ale pamiętam twoje komentarze).
- Marlenie ( nowa czytelniczka) :D
- Aleksandrze Grzesik, wiem, że nie lubisz Raury, ale jednak czytasz mojego bloga ( niebawem zjawię się u ciebie, teraz mam trochę zamieszania).
- Karcii Lynch
- Diamond Marano ♥
- Pauli Lynch
- Ali W.
i wszystkim tych, o których zapomniałam oraz wszystkim anonimkom :)
Bez was moje życie byłoby nudne.
Wróćmy jednak do rozdziału. Mam dla was rozdział o wiele nudniejszy niż dwa poprzednie. Mam tu Laurę, która chce się wreszcie ujawnić, jednak jej plany krzyżują bliźniaczki. Jak myślicie co zrobi Laura? Po długiej przerwie wrócił do nas Rocky wraz ze swoją dziewczyną Kendall. Pamiętacie Kylie? Nie lubiliście jej. Trochę przeżyła to co wydarzyło się na balu. Co teraz o niej sądzicie? Powiem wam, że Kylie jeszcze wróci. No i byliście ciekawi jak Ross zachowa się po tym jak wyszedł po nocy spędzonej z Lau. Macie o to reakcję. Nagle bardzo chce znaleźć Kopciuszka i twierdzi, że już nic nie czuje do Lau. W tym rozdziale nie było Raury, ale wredna Delly stwierdziła, że co za dużo to niezdrowo :D Raura jednak wróci do nas w następnym rozdziale. Nie będzie to jeszcze ujawnienie, to mam zaplanowane na 20 rozdział. Ciekawi co Ana wymyśliła? xD No i dałam wam jeszcze Rikessę :D Oczywiście musiałam trochę dramatycznie zakończyć bo nie byłabym sobą. hehehh Dobra kończę tą dłuuuugą notkę. Wypatrujcie mnie na Just Love Me.
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch. ♥
Kocham tą piosenkę ♥♥♥ Bruno♥♥♥
A o to filmik stworzony przeze mnie, jak się podoba? :D
Dla Wielkiej Pinki (znowu rozdział dla Pekińczyka Czesława xD) i Klaudii Yeah, Karci Lynch oraz wszystkich Anonimków ♥
Ross szybko szedł chodnikiem, jak najszybciej musi wrócić do domu, co go napadło? Jak mógł rzucić się na Laurę, przez moment zastanawiał się czy nie powinien wrócić. Jednak stwierdził, że to nie jest dobry pomysł. Cholera co go napadło? Gdy wyszedł ze szkoły, włóczył się po mieście, był u Ratliff'a w szpitalu, a później poszedł do domu, zabrał odtwarzacz i udał się do tej sali. Tańczył przez kilka godzin, starał się wszystko uporządkować, wyrzucić z siebie całą tą złość. Pracował nad nowymi ruchami, później tańczył już po to by się zrelaksować, zmęczyć i zapomnieć. Gdy zobaczył ją serce mu zamarło, nie przestał tańczyć, obserwował ją uważnie, ona jego również. Oddałby milion dolców za jej myśli. Tak pięknie wyglądała w świetle księżyca. Coś w nim pękło, chciał ją dotknąć. Poprosił ją o taniec, czuł się jak wtedy na balu, był pewien, że to ona. Cóż wierzy jej. Nie wie co nim pokierowało, po prostu rzucił ja na to lustro. Może chciał więcej? Ona tak cudownie pachniała. Mógłby ją tak trzymać całą noc. Gdy powiedziała, że nie mogą, zrozumiał, że ona ma kogoś. To tak cholernie zabolało. Puścił ją. Wiedział, że ona nie jest jego, zresztą nigdy nie była, ale świadomość, że jakiś inny facet może ją dotknąć, pocałować, kochać doprowadzała go do szaleństwa. Nie mogła tak po prostu zostawić go w tej sali i wyjść. Nie wie co go napadło, ale kazał jej śpiewać no i wtedy nie wytrzymał, musiał ją dotknąć. Jak on jej teraz spojrzy w oczy? Nie. Musi szukać Kopciuszka, Laura to zamknięty temat. Wziął taksówkę i wrócił do domu. W mieszkaniu wszyscy o dziwo siedzieli przed telewizorem. To ostatnio rzadki widok. Ross dołączył do nich. Wszyscy się śmiali nawet Riker zachowywał się tak jak kiedyś. On siedział w fotelu i przyglądał się im, wciąż myślał o incydencie z sali. Z rozmyślań wyrwała go Dell.
- Gdzie byłeś? - zapytała.
- Nieważne. - podniósł się i poszedł wziąć prysznic, a potem poszedł do swojego pokoju, położył się na łóżku i włączył muzykę. Nawet Bruno Mars nie potrafił odciągnąć jego myśli. Nie ma pojęcia jak i kiedy zasnął. Obudziły go słowa Kopciuszka: "Zapomnij o mnie." Spojrzał na zegarek, była pierwsza. Strasznie zaschło mu w gardle. Poszedł do kuchni. Zajrzał do lodówki i wyjął sok pomarańczowy. Wypił szklankę napoju, a potem postanowił zrobić sobie kubek kakao. Tak zawsze mama go usypiała jak był mały. Gdy wszystko przygotował usiadł z gorącym kubkiem na stołku barowym, przy wyspie kuchennej. Upił kilka łyków. Bardzo chciał być z Laurą, ale spokoju nie daje mu to, że nie zna tożsamości tamtej dziewczyny z balu. Boże, ale to wszystko poplątane. Nie wie co zrobić, nie rozumie tego co czuje.
- Debilu, mi nie zrobiłeś? - Ross przestraszony odwrócił się, zobaczył Riker'a. Nie mógł uwierzyć w to co widzi, na twarzy starszego brata malował się uśmiech. Od śmierci Emily, zawsze chodził przybity i smutny, a teraz stoi przed nim uśmiechnięty.
- Eee...nie.. - wydukał Ross.
- Co za człowiek. - powiedział śmiejąc się Riker, podszedł do szafki i wyjął pojemnik z kakao, a do garnka wlał mleka. Chłopak przyglądał się jak jego brat porusza się po kuchni. Gdy skończył usiadł na stołku obok niego.
- Co jest młody? - zapytał. Wyraz jego twarzy stał się poważniejszy.
- Nic.
- Przecież widzę, nie śpisz, nie jesz, jesteś jakiś nieobecny. Słuchaj Ross wiem co czujesz, czułem to samo.
- Serio? - zapytał Ross.
- Tak, też miałem blokadę. - odpowiedział.
- Kiedy? Jak? - Ross był zdziwiony wyznaniem brata.
- To było kilka lat temu. Na trochę przed poznaniem Emily. Nie potrafiłem napisać nawet zdania piosenki, a koncerty wcale mnie nie cieszyły. Chodziło o kasę. Strasznie się z tym męczyłem.
- I co zrobiłeś?
- Zakochałem się. Poznałem Emily i to było lekarstwo...., które miało potem skutki uboczne. - spuścił głowę. - Tylko miłość ci pomoże. - szepnął.
- Na balu poznałem dziewczynę, była piękna. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, kiedy weszła na salę. - spojrzał na brata. - Długie, kręcone włosy, czerwone usta i czerwona sukienka...nie zapomnę tego. Była jak gwiazda pośród ciemności. Pamiętam jak się plątała gdy z nią rozmawiałem. To było zabawne. Było w niej coś wyjątkowego, raz wcześniej to spotkałem. Poprosiłem ją do tańca...to był taniec mojego życia.
- To znaczy? - Riker uważnie słuchał brata.
- W życiu nie widziałem tak tańczącej dziewczyny, w jej żyłach była muzyka i taniec...Po prostu w tym tańcu byłem tylko ja i ona, nic więcej...Gdy zabił zegar uciekła niczym Kopciuszek. Zgubiła nawet MP4. Jak w bajce, tylko tam był pantofelek.
- Kylie was widziała? To dlatego się nie odzywa?
- Tak. - szepnął.- Pobiegłem za nią, próbowałem wyjaśnić...skrzywdziłem ją...ona rozumie...
- Gdy wracałem spotkałem Kopciuszka, jechała na deskorolce. Pobiegłem za nią...przewróciła się i ją dogoniłem. Miała maskę...nie wiem kim ona jest. Mówiła, że nie mogę jej poznać, że nie mogę dowiedzieć się kim ona jest...chciała uciec...złapałem ją mocno i przyciągnąłem do siebie. Zrozumiałem wtedy Riker, że coś do niej chyba czuję. Pocałowałem ją...nie zapomnę tego...to było magiczne. Gdy ją puściłem, ona odeszła kawałek, ale wróciła i pocałowała mnie tak delikatnie i czule...powiedziała: "Zapomnij o mnie." i zniknęła. Szukam jej, ale tracę już nadzieję, że mi się uda.
- Wow, Ross czemu nic nie powiedziałeś? Pomoglibyśmy ci.
- Macie i tak sporo problemów, Ratliff, ty...
- Jesteśmy rodziną, musimy się wspierać. - poklepał go po ramieniu.
- Nie chciałem robić problemu. Mam mętlik w głowie.
- Swoją drogą jesteś pewny swoich uczuć? - zapytał Riker.
- Czemu pytasz?
- No bo...no wiesz...cała ta Kylie. To, że się z nią umawiałeś, no a teraz Kopciuszek. No i ta jak jej było...
- Laura Marano. - szepnął i poczuł ból w sercu.
- Właśnie, zachowywałeś się jak opętany, jak jej Anioł Stróż.
- Nieprawda. - odpowiedział.
- Jak nie, chodziłeś za nią jak jakiś prześladowca. To nagranie...
- To był przypadek. - przerwał Lynch.
- Jasne, płacisz jej za szkołę, to ty zaniosłeś jej ten list. - powiedział Riker.
- Nie!...Skąd wiesz?
- Bo ten list doszedł do niej za szybko, po za tym gdy wyszliśmy nie poszedłeś na pocztę tylko w przeciwnym kierunku, zakładam, że do niej oraz, że pewnie ona nie wie czemu ją przyjęli.
- Robię tylko dobry uczynek.
- Ross, pogrzeb jej ojca też był dobrym uczynkiem? Nie robi się takich rzeczy bezinteresownie. - Ross czuł, że pęka, musi się komuś wygadać.
- Rzuciłem się na nią dzisiaj. - wyszeptał. Riker spojrzał na niego uważnie.
- Co zrobiłeś?
- Tańczyłem w opuszczonej sali na uczelni, ona tam przyszła. Nie wiem co się stało.Wszystko się we mnie wyłączyło, nie myślałem. Chciałem ją mieć. Tańczyliśmy i coś we mnie pękło.
- Rzuciłeś ją na lustro?- zapytał niepewnie Riker.
- Tak, ale nie posunąłem się dalej. To znaczy na początku...Ona kogoś ma...Kazałem jej śpiewać. - dodał cicho.
- Co?
- Wtedy ponownie rzuciłem ją na lustro. Całowałem ją, a ona mnie nie odepchnęła. Rozumiesz? Nie chce ze mną być, ale mi na to pozwoliła. Nic nie rozumiem.
- Nie wiem co mogę powiedzieć. - Riker przeczesał dłońmi włosy.
- Musisz sobie odpowiedzieć co czujesz. Nie możesz kochać ich obydwóch. Więc możesz szukać tą dziewczynę z balu, ale musisz się liczyć z ryzykiem porażki. Co do Laury, to nie wiem co powiedzieć...porozmawiaj z nią. Nie jesteś jej obojętny. - Ross drgnął lekko. - Zawalcz o tę miłość. - dodał. Milczeli chwilę.
- Wiem co muszę zrobić. - powiedział i zerwał się z krzesła.
- Ross czekaj! - krzyknął za wybiegającym bratem.
Nie wie ile siedziała pod tym cholernym lustrem. Godzinę? Dwie? Nie ma pojęcia. Nie płakała, wpatrywała się w tą ciemność, w której zniknął Ross. Jak w kalejdoskopie miała przed oczami różne migawki.
- " Długo tu stoisz Lauro? " - jego aksamitny i miękki głos przyprawiał ją o dreszcze. Był taki mroczny i inny.
- " Już idziesz Lauro? " - czuła, że dreszcze się nasilają, zrobiło się jej potwornie zimno.
- " Zatańcz ze mną" - przed oczami widziała te jego mroczne spojrzenie. Cholerny taniec, jego oddech, zapach, dotyk, nie odepchnęła go gdy rzucił ją na lustro, wręcz pragnęła go całym sercem, ale rozum mówił "nie".
- " Masz kogoś? " - tyle bólu wypływało z jego słów.
- " Zaśpiewaj dla mnie. " - " Przepraszam nie mogłem się powstrzymać. Cholerny z niego szczęściarz. " - tak bardzo boli. Powinna się przyznać, przecież powiedział: " Tak bardzo cię pragnę Lauro." Ten cały bałagan, to jej wina. Chce się przyznać, ale nie może, boi się jego rozczarowania. Podniosła się i poszła do domu. Było chłodno, cała dygotała. W miarę zbliżania się do mieszkania, do jej oczu napływało coraz więcej łez. Przed domem nie wytrzymała, biegiem weszła po schodach i trzęsącymi rękoma otworzyła drzwi. Klucze rzuciła na szafkę i z płaczem wbiegła do swojego pokoju. To za bardzo boli, za bardzo. Chciała skulić się i wyć. Przed oczami miała siebie śpiewającą "Crazy in love" i Ross'a krążącego niczym jastrząb wokół niej. Rozejrzała się i dobiegła do biurka. Nerwowo włączyła laptop. Chwilę później w pokoju rozbrzmiała piosenka Kadebostany - "Crazy in love"", ona śpiewała jakiś inny cover. Usiadła na łóżku, głowę oparła o ścianę i pozwoliła by łzy płynęły jej po policzku. Pragnie tylko szczęścia, to nie fair, że nie może go zaznać. Coś jest w jej głowie, co nie pozwala jej się przyznać. Może Stacy ma rację, boi się prawdziwej miłości i ukrywa się w związkach bez przyszłości. Nuciła pod nosem słowa piosenki. Poczuła ogromny ból. Wstała i złapała za leżący na szafce wazon. Z całej siły cisnęła nim w ścianę koło drzwi. Rozległ się trzask szkła, które rozproszyło się po podłodze.
- O kurwa! - szepnęła i spojrzała w kierunku drzwi.
W sali panował przyjemny chłód. O wiele lepiej dzisiaj się czuje. Trochę ciężko mu oddychać i piecze go skóra na rękach, ale to nic w porównaniu do tego co było kilka dni temu. Nie wiele pamięta. Leżał chyba przed telewizorem u siebie w pokoju, pamięta krzyk mamy by wychodził. Było mnóstwo dymu i cholernie gorąco na korytarzu. Później już pamięta szpital i komorę hiperbaryczną. Był nieco poparzony, ale jego organizm był zaczadzony. Rozejrzał się, w sali było mnóstwo balonów ze śmiesznymi napisami, miśków i kartek od fanów. Chciałby wrócić do domu. Wszyscy to przeżyli, szczególnie jego Delly. Gdy pierwszy raz ją zobaczył wyglądała jak zmora. Podkrążone, zaczerwienione oczy, potargane włosy. Serce mu się ściska jak przypomina sobie ten obraz. Teraz jest już lepiej. Odzyskuje siły, dla nich...dla R5 i fanów. Był u niego dzisiaj Ross. Strasznie się zmienił. Jakoś inaczej się zachowywał. Nie jest już zły na niego za to, że chce spróbować kariery solowej. Pogadali poważnie. Ross obiecał mu, że wróci do R5. Muszą wrócić. W szpitalu mama i Rydel czytają mu listy od fanów. Nie zdawał sobie sprawy jaki ogromny wpływ ich muzyka ma na życie innych. To niesamowite. Wrócą jak wszystko poukładają. Muszą wrócić do początku. On też się zmienił. Otarł się o śmierć, przewartościował swoje życie. Poczuło ogromne zmęczenie. Zamknął oczy i odpłynął w krainę Morfeusza.
- O kurwa on tu jest! Laura patrzy w kierunku drzwi. Nie wie czy ma omamy, czy on naprawdę tam stoi. Długo musiała chyba siedzieć w tej sali. Nie miał już na sobie tych czarnych dżinsów i tej seksownej rudej w kratę. Ubrany był w podarte, sprane dżinsy, czarny T - shirt i czarną, skórzaną kurtkę. Zmierzyła go wzrokiem i zatrzymała się na oczach. Były ciemne jak spodki. Emanowała z niego dzikość? Strach? Nie ma pojęcia.
- Lubisz tą piosenkę? - zapytał cicho. Jego głos był lekko zachrypnięty.
- Od teraz będzie to dla mnie szczególna piosenka. - wyszeptała. Czego on chce? Co on tu robi?
- Kadebostany?
- Tak.
- Ja ci kazałem śpiewać Sofię Karlberg.
- Nie mam tej wersji. - chyba nie wpadł tu po to by gadać o muzyce.
- Jak się tu dostałeś? - zapytała.
- Yyy...- przeczesał dłonią włosy. - Drzwi były otwarte.
- Czego chcesz? - warknęła.
- Ciebie. - wyszeptał. Laura osłupiała. Jedno słowo, a ona nie wie co zrobić.
- Mnie? - zapytała tak jakby chciała się upewnić. Ross chwilę jej się przyglądał, a potem podszedł do niej. Stał bardzo blisko i wbijał w nią to swoje brązowe spojrzenie. Czuła jego gorący oddech na twarzy. Cudownie pachniał. Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy. Te hipnotyzujące, brązowe, piękne oczy.
- Tak, nie rozumiem twojego zachowania. To takie frustrujące. - pokręcił głową i zacisnął wargi.
- Czego nie rozumiesz? - zapytała drżącym głosem.
- Nie jestem ci obojętny Lauro, prawda? Nie odepchnęłaś mnie, ale nie chcesz ze mną być...Co przede mną ukrywasz?
- Myślisz, że to by miało sens? - przez jego twarz przebiegł cień.
- Co?
- My. - odpowiedziała. Chwycił ją i przyciągnął do siebie.
- Byłem pewny, że jesteś Kopciuszkiem. - Laura znieruchomiała, powinna się przyznać? Zaczęła rozważać wszystkie za i przeciw. Czy taki związek ma szansę? " To nie bajka." - mówiła jej podświadomość.
- Nie jestem Kopciuszkiem, Ross. - powiedziała.
- Popatrz mi w oczy i powiedz, że nic dla ciebie nie znaczę. - powiedział stanowczo. Co mam zrobić? Lau spojrzała blondynowi w oczy, ale nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Właśnie. - powiedział i wbił się w jej usta. Ona z zaskoczenia rozchyliła wargi. To było dla niego zielone światło. Jego język wparował do jej ust. Całował ją tak jakby zależało od tego jego życie. Żarliwie i namiętnie. Laura wsunęła mu ręce we włosy, były takie miękkie...On trzymał ją kurczowo w talii, penetrując wnętrze jej ust. Byli plątaniną języków i przyspieszonych oddechów. Serce waliło jej jak szalone. W tle wciąż rozbrzmiewała piosenka "Crazy in love" .
- Pragnę cię. - powiedział między pocałunkami. Laura zaczęła trząść się jak liść. Czuła jak to się skończy. Oddech miała płytki, nie mogła się od niego oderwać. Nie chciała by wyszedł, też go pragnęła.
- Włączyłaś powtarzanie?
- Yhy, - na więcej nie było ją stać. Ross puścił ją i spojrzał na nią zuchwałym wzrokiem.
- Mam iść? - zapytał nagle.
- Nie. Zostań. Proszę. - Ross przygląda się jej uważnie.
- Lauro nie chcesz ze mną być, a ja chcę posunąć się dalej. - dodaje z lekkim zażenowaniem.
- Proszę. Zostań. - szepnęła. On usiadł na łóżku i ściągnął conversy i skarpetki. Po czym wstał i zdjął kurtkę, położył ją na fotelu. Został w dżinsach i T-shirtcie.
- Naprawdę tego chcesz?
- Tak. - odpowiedziała drżącym głosem. On wyjął z kieszeni paczkę prezerwatyw i położył na szafce.
- Chyba będą nam potrzebne. - Lau zauważyła, że on się lekko czerwieni. Podchodzi do niej powoli. Lau wstrzymuje oddech. Za bardzo się boi. Krew szybciej krąży w jej ciele, a serce wali jej jak szalone. Mięśnie zaciskają się jej w podbrzuszu.
- Jestem dziewicą. - nawet nie zdaje sobie sprawy, że to powiedziała. Ross chwilę jej się przygląda.
- Ok. Nie bój się. Zaufaj mi. - mówi delikatnie. Spojrzenie ma gorące wręcz palące. Staje naprzeciw niej w bardzo bliskiej odległości.
- Strasznie cię pragnę Lauro. - szepcze. - A ty nie chcesz ze mną być. - jej oddech staje się nierówny. Nie może oderwać od niego wzroku. Podnosi dłoń i delikatnie gładzi jej policzek. Następnie jego dłonie wędrują niżej i dochodzą do skraju jej bluzki. Chwyta jej końce i podciąga do góry. Odkłada bluzkę na fotel obok swojej kurtki. Pochyla się i ją całuje. Namiętnie i powoli. Laura dopasowuje się do niego.
- Jesteś taka piękna. - dyszy. Laura jęczy i ponownie wsuwa mu ręce we włosy, lekko za nie szarpiąc. Jedna jego ręka opuszcza włosy i wędruje niżej w dół kręgosłupa. Zatrzymuje się na pupie. Ściska delikatnie jej pośladki. Laura czuje jego erekcję napierającą na nią. Jęczy mu w usta. On puszcza ją i popycha w stronę łóżka. Patrzy jej płomiennie w oczy i zdejmuje koszulkę. Pada przed nią na kolana, chwytając za jej biodra. Składa delikatne pocałunki na jej brzuchu, wokół pępka, wędrując niżej. Zatrzymuje się na linii spodni. Zerka na nią. Sięga i rozpina guzik jej dżinsów, nie odrywa wzroku od jej oczu, hipnotyzując ją. Leniwie rozsuwa zamek. Powoli opuszcza jej spodnie. Dotykając jej pośladków i ud.
- Taka piękna. - szepcze. Wstaje i zdejmuje kołdrę z łóżka. Popycha ją na łóżko. Klęka i zdejmuje jej baleriny i spodnie. Jej oddech zamienia się w głośne dyszenie. Całuje ją w stopy, lekko przygryzając jej palce.
- Nie bój się. - szepcze. Wstaje i przygląda się jej uważnie. Rozpina guzik swoich dżinsów i powoli je zsuwa, cały czas patrząc jej w oczy.
- Trochę będzie ciasno, łóżko jest jednoosobowe. - mówi Laura. Ross uśmiecha się szeroko.
- Damy radę. - mówi i pochyla się nad nią, rozsuwając jej kostki, wchodzi na łóżko. Pochyla się przytrzymując dłonie po obu stronach jej głowy.
- Czemu mnie nie chcesz?
- To by nie miało sensu. - odpowiada Laura. Zamyka oczy, jakby liczył do dziesięciu. Otwiera je i patrzy na nią.
- Nie ruszaj się. - schyla się i całuje ją po wewnętrznej stronie ud do białego materiału majtek. Laura mimo wszystko zaczyna się wić z podniecenia. Całuje jej brzuch, zatrzymując się na chwilę przy pępku. Wędruje wyżej. Podnosi ją i zdejmuje sprawnym ruchem stanik. Zaciska lekko żeby wokół jej prawej brodawki. Lekko ją przygryza i ssie, drugą natomiast roluje między palcami. Laura czuje jak wspina się wyżej i wyżej.
- Ross! - nie wie czy to prośba, czy błaganie. On jednak nie przestaje. Teraz bierze się za lewą pierś i robi dokładnie to samo. Laura czuje jak jej skóra płonie, zaciska palce na białym prześcieradle. O rany to niesamowite, nadzwyczajne. Jego dłonie zsuwają się niżej i chwytają za materiał majtek, ściągając je. Wsuwa palec, a Laura zaczyna krzyczeć.
- Ćśś...spokojnie. - mówi delikatnie. Kilkakrotnie wsuwa i wysuwa palec. Masuje dłonią łechtaczkę, Laura jęczy z podniecenia. Siada między jej nogami, sięga po paczkę, wyjmuje jedną prezerwatywę, zdejmuje bokserki i nakłada gumkę.
- Nie martw się. - mówi widząc wyraz jej twarzy. Pochyla się, trzymając ręce po obu stronach jej twarzy.
- Podnieś kolana. - mówi po chwili. Ona spełnia jego polecenie. Ustawia członek u bram jej kobiecości. Wchodzi w nią z impetem. Laura zaczyna wrzeszczeć. Zaczyna się poruszać, nadając rytm, wchodząc i wychodząc. Laura po jakimś czasie nieśmiele zaczyna wychodzić mu biodrami na spotkanie. Później zmienia ruch i zaczyna zataczać kręgi. Najpierw powoli, a potem coraz szybciej. Laura nie wytrzymuje i rozpada się na milion kawałków. Chwilę potem i on doznaje spełnienia, krzycząc jej imię. Opada na nią. Jakiś czas leżą tak, próbując uspokoić oddechy. On wysunął się z niej i położył obok niej.
- Wszystko w porządku? - pyta przykrywając ją kołdrą.
- To było niesamowite. - nagle czuje ogromne zmęczenie i zamyka powieki. Słyszy tylko:
- Nigdy nie będziesz mi obojętna.
Budzi ją światło, wpadające do pokoju. Otwiera oczy i przeciąga się. Czuje się obolała. Rozgląda się, u jej boku nie ma Ross'a. Patrzy na fotel, brak jego kurtki.
- Ross! - krzyczy. Cisza, nikt nie odpowiada. Wstaje z łóżka i patrzy na czerwoną plamę na prześcieradle.
- To nie był sen. - mówi do siebie. Wyjmuje z komody szlafrok i zakłada go. Rozgląda się i dostrzega kartkę na biurku. Bierze ją i czyta: Droga Lauro, Przepraszam, że gdy się obudziłaś mnie nie było u twojego boku. Wiem, że możesz mieć mnie za dupka. Wiedz jednak, że to co mówiłem to prawda. Nie chodziło mi tylko o seks. Jesteś dla mnie wyjątkową dziewczyną, jednak wczoraj dałaś mi do zrozumienia, że nie chcesz ze mną być. Nie mogłem spać myśląc o tym. Pragniesz mnie, tak jak ja ciebie, ale nie chcesz ze mną być. To strasznie frustrujące. Nie mogę Cię do niczego zmusić, wiedz, że już więcej nie pojawię się w twoim życiu. Pragnę twojego szczęścia. Chyba czujesz się szczęśliwsza beze mnie. Dziękuję za wspaniałą noc, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Wracam do szukania Kopciuszka. Żyj szczęśliwie. Ross. P.S Nigdy nie byłaś mi obojętna ♥.
Laura jeszcze dwa razy czyta ten list.
- Kurde Ross, nie znikniesz z mojego życia. Kopciuszek i ja to ta sama osoba. - szepcze i zakrywa twarz rękoma.
***
Hej miśki! Delly postanowiła, że nie znika i zostaje na bloggerze. Nie mogę przecież zostawić moich miśków? xD Wracam z wyczekiwanym 16 rozdziałem. Myślę, że byliście zaskoczeni 15, a tym to pojechałam już po całości heheh. Miał o wyglądać zupełnie inaczej, ale Czesław (czytaj Pinki) zażądała kolejnego dedyku, więc nie mogłam poświęcić dla niej zwykłego rozdziału. W ten sposób mamy scenkę 18+ . Zaskoczeni? Powiem wam, że to nie ostatnia taka scenka. Laura oczywiście stchórzyła i nie przyznała się jeszcze. Wiem, że trochę się to ciągnie, ale już niebawem za kilka rozdziałów dojdzie do ujawnienia. Od razu powiem, że nie będzie ono takie jak w filmie. Mam coś dla was. Dziękuję za wszystkie nominację do LBA. Wiem, że nie odpowiedziałam na pytania, ale nie mam na razie czasu. Może w ferie nad tym usiądę. Dziękuję również, za to, że mnie zatrzymaliście na blogu. Wiecie chyba jednak, że ten blog powoli zmierza ku końcowi? :( Dziękuję także za masę wyświetleń. Przeszło 21 tys. wyświetleń bloga i przeszło 700 wyświetleń 15 rozdziału oraz 55 komentarzy. Cieszy mnie fakt, iż tak bardzo podoba wam się mój blog. Mam nadzieję, że Just Love Me też odniesie taki sukces :) Kto nie czytał trzeciego rozdziału to zapraszam http://justlovemeraura.blogspot.com