Music ♥

poniedziałek, 15 czerwca 2015

One Shot - Miłość w przestworzach cz.1 #TB

  Czy ktoś wie jakie jest życie singielki? Bywa dobre, ale brak seksu przez dłuższy czas potrafi doskwierać. Moje życie było na walizkach. Miałam 28 lat i pracowałam jako asystent reżysera. W przyszłości chciałam, zostać właśnie reżyserem. Kochałam swoją pracę. Była bardzo ciekawa. Uniemożliwiała tylko jedno - założenie rodziny. Nie powiem ostatnio mój zegar bilogiczny zaczął się odzywać. Leciałam właśnie do Dallas na plan nowego filmu Zgubieni. To była bardzo duża produkcja. Ważna dla mojej kariery. Jeśli dobrze się spiszę może Jack Maxfield zechce ze mną stale pracować. Uwielbiałam jego filmy. Były subtelne, ale mocne, wyrafinowane. Był mistrzem. Siedziałam w samolocie. Wyjęłam swoją ulubioną ostatnio książkę Fifty shades of Grey. Tak czytanie scen z pokoju zabaw, przynajmniej dawało mi namiastkę tego czego dawno nie czułam. Och nisko upadłam. Cóż przynajmniej w fantazjach mogłam się bawić jak Anastasia Steel z Grey'em. Przypomniała mi się Leila, moja przyjaciółka. Myślała, że Grey okładał Anastasię pejczem po twarzy. Do tej pory mam bekę z tego jej zdaniem fetyszu.
- Lubisz tego typu zabawy?
- Proszę? - zobaczyłam blondyna usadowiającego się obok mnie.
- Pejcze, zatyczki, szpicruty...pokoje zabaw, kajdanki i te sprawy.
- Co to pana..kim pan jest do cholery?
- Ross Lynch, a pani?
- Anastasia Roberts. - odparłam. Chłopak zaniósł się śmiechem.
- I czytasz o przygodach seksualnych innej Any?
- Co w tym śmiesznego?
- Nie.. nic. - próbował ukryć rozbawienie.
- Jak się nie ma czasu, to trzeba się czymś zadowolić! - wypaliłam.
- Lubisz się sama zadowalać? - o mało oczy nie wyszły mi z orbit.
- A pan?
- Ja wolę zadowalać kobiety. - odparł śmiejąc się.
- Cóż ja wolę być zadowalana przez mężczyzn.
- Czyli mamy coś wspólnego.
- Niby co?
- Oboje lubimy seks.
- Wow też mi odkrycie. - prychnęłam.
- Po co lecisz do Dallas?
- Na plan filmu.
- Ooo, jesteś aktorką?
- Nie. - zaśmiałam się. - Praca po tamtej stronie kamery nie jest dla mnie. Jestem asystentką reżysera.
- Myślę, że kamera by cię polubiła. Jesteś fotogeniczna.
- Nie sądzę. Na zdjęciach wychodzę okropnie.
- Po wylądowaniu możemy obalić tę tezę.
- Tak?
- Mhm. Jestem fotografem.
- Paparazzi?
- Eee nie. Takie badziewie mnie mało interesuje, fakt jest sporo za to kasy, ale stanie pod domem jakiegoś dupka tylko po to by uwiecznić chwilę gdy pakuje swój szanowny tyłek do samochodu to wariatcwo.
- Też tak sądzę. Więc co fotografujesz?
- Wszystko, tylko nie celebrytów. Pracuję dla różnych firm, gazet, ale przede wszystkim dla National Geographic. Jeżdżę po świecie i robię zdjęcia.
- Po co lecisz do Dallas?
- Mam zrobić sesję zdjęciową aktorom z jakiegoś filmu, Zgubieni czy jakoś tak.
- Serio? Ja pracuję przy tym filmie.
- W takim razie na pewno cię spotkam.
- Na to wygląda.

Byłam w Dallas dwa dni, pracowałam do późnej nocy, juz miałam dość. To był jednak dopiero początek dwumiesięcznego planu. Nie spotkałam jeszcze Ross'a Lynch'a. Zresztą  z tego co wiem sesja miała odbyć się dopiero jutro. Siedziałam w fotelu na tarasie hotelowym. Popijałam kawę i oddawałam się chwilom rozkoszy. Mój spokój zakłócił błysk flesza. Rozejrzałam się i zobaczyłam źródło błysku. Po drugiej stronie na balkonie stał blondyn z aparatem na statywie i robił mi zdjęcia. Podniosłam się i podeszłam do barierki. Poprawiłam kapelusz i okulary. Spojrzałam na blondyna. Nie miał koszulki. Mimo odległości musiałam przyznać, że był pzrystojny.
- Czemu robisz mi zdjęcia?! - krzyknęłam.
- Bo jesteś piękna! To grzech nie uwiecznić tego.
- Przestań!
- Bo przyjdę do ciebie i ...!
- I co?
- I cię zabiję!
- Na twoim miejscu bym tego nie robił!
- Przestań robić mi te cholerne zdjęcia!
- To przyjdź tu i mi tego zakaż!
- Dupek!
- Pokój 317. - zniknął w mieszkaniu.
Chwilę zastanawiałam się czy iść do niego, przecież był obcym nieco obleśnym zboczeńcem. Mimo to był cholernie przystojny, musiałam przyznać że mi się podobał. Moje ciało mnie zdradzało, potrzebowałam faceta, a on wyglądał na chętnego. Może dałby się namówić na jednorazową przygodę? Nim się zorintowałam stałam pod jego drzwiami. Zapukałam. Otworzył mi po chwili. Od razu na jego twarzy zagościł seksowny uśmiech. Już miękły mi kolana.
- Wiedziałem że przyjdziesz. - wszedł w głąb do mieszkania. Mierzyłam wzrokiem jego nagi tors. Boże ile bym dała by móc go dotknąć?
- Nie życzę sobie byś robił mi zdjęcia.
- Tak?
- Tak. To naruszanie mojej prywatności.
- Chciałem tylko obalić tezę, że nie jesteś fotogeniczna.
- Nie obchodzi mnie to. Oddaj mi kartę.
- Żartujesz? Słonko te zdjęcia wyszły bosko, za nic w świecie ci ich nie oddam. Zresztą spójrz. - zaczął pokazywać mi kolejne ujęcia. Jedne były zrobione jak stałam wściekła przy barierce, inne jak siedziałam na krześle z odchyloną głową do tyłu i szukałam słońca.
- Sama widzisz, że są zbyt piękne by je usuwać. - schował aparat do jednej z torb.
- Oddaj te pieprzone zdjęcia! - wrzasnęłam. Nim się zorientowałam rzucił mnie na ścianę i swoimi biodrami do niej przycisnął. Chwilę później jego wargi dotknęły moich. Język wdarł się do moich ust, mocno i namiętnie je penetrując. Ręce zsunęły się na moje pośladki i niżej na uda. Chwycił za nie i podniósł mnie a ja oplotłam go w pasie. Było w tym coś absurdalnego, czysty hedonizm. Nie znałam go, nie miałam pojęcia kim jest, a byłam u niego w pokoju i całowałam się w nim w hedonistyczny sposób. Czułam jego erekcję, w idealnym miejscu, zaczęłam jęczeć mu w usta. Boże jak on całował.
- Nie. Cierpię. Jak. Kobieta. Na. Mnie. Krzyczy. - powiedział między pocałunkami.
- Co z tym zrobisz?
- Coś wymyślę. - rzucił mnie na łóżko.

  To co przeżyłam z panem Lynch'em wczoraj po południu i kawałek nocy, miało się nijak do moich erotycznych doświadczeń. Jeszcze nigdy tak głośno nie wrzeszczałam. Niestety czułam się jak dziwka. Dałam mu dupy i tyle. Ok. Podobało mi się jego ostre wydanie, kajdanki i okładanie pejczem, ale to było coś co do mnie nie pasowało. Ja się tak nigdy nie zachowywałam. Niestety miałam świadomość, że nigdy tego pana nie spotkam. Było cudownie, ale to był tylko jeden numerek. Nic więcej. Nie spotkałam go już w Dallas, nie byałm na organizowanej sesji. Nie powiem, że przez następne dwa miesiące, pan Lynch nawiedzał mnie w snach. Zawsze budziłam się gdy krzyczałam Ross! To było bardzo żałosne. Jednak to co ze mną wyprawiał tamtego popołudnia wryło mi się na dobre w psychikę. Czasami czułam jakąś pustkę. Nie bardzo rozumiałam czemu. Może dlatego, że miałam się za dziwkę, albo dlatego, że był w tym wszystkim czuły i czułam się przy nim tak rozkosznie. Albo jedno i drugie. Cholerne dwa miesiące. Tym razem leciałam do Filadelfii, z przesiadką w NY. Właśnie ucinałam sobie drzemkę, gdy usłyszałam:
Pik
Pik
Pik
Otworzyłam oczy i zobaczyłam obiektyw aparatu. Zdenerwowana poprawiłam się w fotelu.
- Ślicznie wyglądasz gdy śpisz Anastasio. - nagle zobaczyłam tą znaną mi blond czuprynę. O mało nie wrzasnęłam z zaskoczenia.
- Ross.
- No tak mam na imię. Super, że pamiętasz.
- Co ty...co tu robisz?
- Jak myślisz co ludzie robią w samolocie?
- Śpią, lecą, jedzą, czytają, gapią się w sufit, posuwają, uprawiają seks... - nie miałam pojęcia, że ostatnie słowa wypowiedziałam na głos. Od razu usłyszałam jego śmiech.
- Nadal nikogo nie masz? - zapytał po chwili.
- Nie. - szepnęłam.
- Cóż lecę do NY, a ty?
- Filadelfia.
- Kolejny plan zdjęciowy?
- Yhy.
- Może zechciałabyś zrobić mi...?
- Laskę? - znowu usłyszałam śmiech, kilka pań spojrzało na mnie ze zgorszeniem.
- Boże proszę, możesz nawet tu w toalecie. Ale chciałem ci powiedzieć byś zahaczyła o NY.
- Po co?
- Nie powiem, ale nieco za tobą tęskniłem.
- Serio? Myślałam, że to był jednorazowy numerek i tyle.
- Tak nisko mnie oceniłaś? - z jego twarzy znikł ten seksowny uśmieszek.
- A tak nie było? - nie rozumiałam o co mu chodziło, przecież nie mógł chcieć więcej od nieznajomej dziewczyny.
- Nie. - odparł cicho.
- Co masz na myśli?
- Masz kogoś?
- A jak myślisz? - wlałam w te słowa mnóstwo sarkazmu.
- Nie widzę Grey'a więc nie wiem. - na jego twarzy znowu pojawił się seksowny, nieco bezczelny uśmiech.
- Bardzo śmieszne.
- To masz czy nie?
- Nie.
- W takim razie mam dla ciebie pewną propozycję. - spojrzałam na niego. Już sama jego bliskość sprawiała, że coś w środku mnie wiązało się w supełek.
- Co to za propozycja? - wykrztusiłam.
- Widzisz przeważnie interesują mnie tylko jednorazowe numerki, ale ty byłaś na tyle cudowna, że chcę więcej.
- Cudowna? Więcej?
- Tak, byłaś zajebista w łóżku. Próbowałem o tym zapomnieć bo przecież obydwoje ciągle podróżujemy, ale nie mogę... Chcę byś była moja. - nie wiem czemu, ale wybuchłam śmiechem.
- Jak to sobie wyobrażasz? - zapytałam gdy już się uspokoiłam.
- Bo ja wiem...jakoś damy radę.
- Nie znamy się. - odparłam.
- Kotku, widziałem cię nagą, wrzeszczącą moje imię. Byłem w tobie, a ty mi mówisz, że się nie znamy?
- Ross znamy się tylko w ten sposób, w żaden inny.
- To chodź ze mną na randkę.
- Co? - myślałam, że się przesłyszałam.
- Zapraszam cię na randkę kotku.
- Ale ja ...
- Lecisz do Filadelfii, wiem. Przypominam jednak, że masz przesiadkę w Nowym Jorku, a tam jest mój cel podróży. Poza tym mówiłaś, że jesteś z LA.
- I co z tego, że mieszkam w LA?
- Ja też tam mieszkam.
- Co?
- Powiem ci coś kotku.
- Co?
- Jesteśmy sąsiadami.
***
No cóż byłam dawien dawno nominowana do TB. Dziękuję ci Zwariowana Alex na temat miłość w chmurach (chyba nie przekręciłam). Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego tematu (czytaj:sarkazm). Pierwszy raz napisałam coś co ma błędy, kurde aż mnie korci by je poprawić. I jak wam się podoba? Od razu mówię będzie druga część. Trochę to wydłuży żywotność bloga hahah. Dobra powinnam nominować osiem osób. Kto to będzie? Hmm już wiem :) Nominuję:
1. Niewidzialną
2. Tinsley
3. Jessica Carter
4. ponczek54
5. Pinki Pie ( wiem, że się cieszysz)
6. Bloody Szanell
7. Alex Rover
8. Jacky Sparrow
Dobra szczęśliwcy temat waszego One Shota to:dam wam wybór :) (zaznajcie mojej litości heheh)
1. Sztuka uwodzenia lub
2. Kiepski moment na miłość
Czas: 1 miesiąc.
Reguły chyba już znacie, jeśli nie to przypominam. W ciągu miesiąca piszecie One Shota na któryś z podanych tematów, nie obchodzi mnie czy to będzie Raura, Lau i jakiś fagas, albo Routney czy jakiś inny paring, może to być zarówno Jaś i Małgosia. Mam tylko jedno zastrzeżenie nie może to być Riker i Laura, bo mam uczulenie na ten paring. Piszecie swoje shoty na telefonie (już widzę jak to robicie xD) i publikujecie na swoich blogach. Reszta pierdół jak nominacja ośmiu osób jest wam chyba znana. A, nie możecie poprawiać błędów w swoich shotach. Miłej zabawy.
Niech zemsta będzie z wami :)
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch.



niedziela, 24 maja 2015

Rozdział dwudziesty - Szukałem cię moje całe cholerne życie.

"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej" - Hopeless
Z dedykacją dla wszystkich moich czytelniczek. Bez was ten blog by nie istniał ♥ Dziękuję :* 

Wbiegła zapłakana do domu i rzuciła się na łóżko. Tak ją zabolało to co zrobiły bliźniaczki. Jak mogły? I to przy Ross'ie. Ze złością zdjęła szary uniform i znowu wróciła do łóżka. Nie ma już po co tam wracać. Wszyscy to widzieli. Zrobiły z niej pośmiewisko. Obudziło ją jasne światło wpadające do pokoju. Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Można by stwierdzić, że nowy dzień będzie lepszy od poprzedniego, ale dla niej był koszmarny tak jak poprzedni. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Pewnie już Hannah ją wylała. Cholera, teraz nie będzie miała środków do życia. Westchnęła.
- Co one ci zrobiły? - usłyszała głos siostry. Uniosła głowę i zobaczyła Vanessę stojącą w progu. Nie widziała jej od śmierci ojca. Wyglądała zupełnie inaczej, na pewno była na głodzie. Blada cera, podkrążone oczy. Jednak mimo to, miała na sobie czyste ubrania i umyte włosy. Gdyby nie oznaki uzależnienia, wyglądałaby jak kiedyś. Brunetka weszła i usiadła koło Lau.
- Sprzedałaś im moje stare nagranie? - zapytała z płaczem.
- Tak. Które to było nagranie?
- Jak...mówiłam, że kocham Ross'a Lynch'a. Puściły to nagranie na imprezie, gdzie byli wszyscy z liceum i uczelni. Był tam też Ross. - zaczęła płakać. Van ją objęła.
- Kupiły to przed śmiercią ojca. Potrzebowałam na dragi...przepraszam. Bardzo cię przepraszam.
- Nie szkodzi. - zachlipała.
- Chcę iść na odwyk. - Laura spojrzała na nią zdumiona.
- Naprawdę?
- Tak. Muszę się zmienić bo chyba się zakochałam. - ostatnie słowa prawie wyszeptała.
- Ja też. - odpowiedziała Lau.
- Serio? Zakochałaś się?
- Tak, na zabój.
- W kim?
- O ironio w Ross'ie Lynch'u. To znany muzyk, gra w zespole R5.
- To jego plakaty kiedyś zbierałaś? - zapytała Van.
- Tak. - uśmiechnęła się. - Chcesz bym ci wszystko opowiedziała? - zapytała z nadzieją. Van kiwnęła lekko głową. Laura zaczęła opowiadać o chłopaku, który wiecznie na nią wpadał w szkole, o tym jak o mało nie straciła przez niego pracy, o tym jak nakrył ją tańczącą na zapleczu restauracji, o tańcu przy lustrze, o tym jak pomógł jej po śmierci ojca, o balu. Nie szczędziła szczegółów. Powiedziała jej nawet o tym, że z nim spała.
- Chciałam mu powiedzieć, wtedy te szmaty puściły to nagranie.
- Boże, ile straciłam. - odpowiedziała Nessie. - Zamierzasz mu powiedzieć?
- Już nie wiem.
- Oczywiście to twoje życie Lau. - objęła ją mocniej. - Jednak mimo wszystko powinien wiedzieć.
- Będzie miał mnie za wariatkę. - zaprotestowała.
- Jeżeli naprawdę cię kocha, to nie będzie cię miał za szaloną chyba, że z miłości. - uśmiechnęła się.
- Sama nie wiem.
- Pomyśl. Jeżeli mu nie powiesz całe życie będziesz się zadręczać "Co by było jakbym mu powiedziała?". W ten sposób unikniesz tej męki. Trochę odwagi siostra.
- Muszę pomyśleć.
- Jako starsza siostra powinnam się ciebie spytać, skoro nie jesteś dziewicą to mam nadzieję, że zabezpieczyliście się gdy posuwał cię ten gwiazdor? - Lau spiekła raka.
- Vanessa! - obie wybuchły śmiechem.
- Teraz twoja kolej. - powiedziała Lau. Wzięła głęboki oddech.
- Zaczepił mnie w parku. Twierdził, że się zabijam. Później odwiodłam go od próby samobójczej. Zaczęliśmy się spotykać. Miał już dziewczynę narkomankę, która umarła. Nie pogodził się z jej śmiercią. Ciągle mi wmawiał, że jestem za dobra by się w ten sposób zabijać. Bardzo dobrze się przy nim czuję.
- Ale coś się stało.
- Tak. Postawił ultimatum.
- Wybrałaś dragi.
- Dokładnie. Jednak życie bez niego okazało się trudniejsze niż myślałam.
- Zakochałaś się?
- Nie wiem, chyba tak.
- Jak on wygląda?
- Wysoki, dobrze zbudowany, blondyn. Ma grzywkę, która opada mu na jedno oko.
- Ross też jest blondynem, zawsze ma włosy jakby dopiero co wstał z łóżka. Trochę jak fryzura po seksie. - uśmiechnęła się do siebie.
- Chyba mamy słabość do blondynów. - zaśmiała się Van.
- Pójdę z tobą jutro do poradni jak chcesz. - powiedziała Laura.
- Tak. Przyda mis się wsparcie.
- Cieszę się, że zmieniłaś zdanie. Pomogę ci.
- Przepraszam. - wyszeptała.
- Och Van, było minęło. Liczy się teraz. - przytuliła siostrę.
- Byłam dla ciebie okropna.
- Nie zaprzeczę.
- Obiecuję, że rzucę to świństwo.
- Pomogę ci. Pamiętaj, że mimo wszystko masz mnie. Wychowałaś mnie i jestem ci za to wdzięczna.
- Jesteś wspaniała.
- Jak nazywa się ten chłopak? - uśmiechnęła się.
- Riker Lynch. - odparła. Laura aż pisnęła z zaskoczenia.
- Ja zakochałam się w jego młodszym bracie! - krzyknęła.

 Vanessa poszła szykować śniadanie. Lau ciągle siedziała na łóżku. Myślała nad tym co dalej. Vanessa postanowiła iść na odwyk. Ona jest skończona towarzysko. Chociaż i tak była. Jest jednak sprawa, która wciąż jest otwarta. Wiedziała, że musi się ujawnić, zastanawiała się tylko jak to zrobić. Przecież nie podejdzie do niego i nie powie: " Cześć Ross okłamałam cię jednak to ja jestem Kopciuszkiem." Wyszłaby na idiotkę. Może powinna wysłać mu list. Uniknęłaby kontaktu fizycznego, łatwiej by było się przyznać. Czuła się jak w potrzasku. Wiedziała, że nie może się chować resztę życia w domu. Musi stawić czoła problemom. Blaire i bliźniaczki chcą by się załamała i ukryła się przed światem. Nie może im dać tej satysfakcji. Powie Ross'owi prawdę, tylko musi znaleźć sposób jak to zrobić. Usłyszała zamieszanie na korytarzu. Zaraz do pokoju wpadła Stacy, a za nią Justin. Zdziwił ją widok blondyna.
- Nic ci nie jest? Wczoraj tak wybiegłaś z przyjęcia. Dzwoniłam, ale nie odbierałaś.
- Nie chciałam z nikim rozmawiać.
- Martwiłam się. Chciałam pojechać za tobą, ale chłopaki powiedzieli, że potrzebujesz trochę samotności.
- Chłopaki?
- Ja i Ross. - powiedział Justin.
- Ross?
- Nie powiedzieliśmy mu, że jesteś dziewczyną z balu. Musisz się przyznać. - powiedziała Stacy.
- Wiem, ale nie wiem jak to zrobić.
- Laura, znam Ross'a od małego. Uwierz mi, nigdy nie widziałem go takiego. Jest rozdarty między tobą a ...tobą. Domyśla się, że jesteś kopciuszkiem. Wystarczy tylko wyznać prawdę.
- Ale...jakim cudem? Jak się domyślił?
- Wtedy w sali...poznał po tańcu. On chce twojego potwierdzenia. Powiem szczerze. nieźle namąciłaś mu w głowie.
- Justin! - szturchnęła go Stacy.
- Ma rację. Przeze mnie wszystko się skomplikowało.
- Powiedz mu wreszcie. - powiedziała brunetka.
- On nie rozumie dlaczego wczoraj uciekłaś. Bezgranicznie wierzy twoim słowom. On cię kocha. - dodał Justin.
- Miałeś jej nie mówić, że ją kocha. - odparła Stacy.
- On mnie kocha?
- Yyy...tak powiedział. - Justin podrapał się po głowie.
- Ja...nie wiem...co powiedzieć. - powiedziała Lau.
- Idź za głosem serca Lauro. - do pokoju weszła Vanessa. Laura spojrzała na siostrę.
- Kochasz go, on ciebie. Nie pozwól by ktoś zabrał ci szczęście.
- Mama tak mówiła. - odparła Lau.
- I miała rację. Powiedz mu, zawalcz o siebie, o twoje szczęście. - dodała Stacy.
- Już wiem co powinnam zrobić. - powiedziała Laura.

 Jechali samochodem. Mieli misję to wypełnienia. Zależało im na szczęściu swoich przyjaciół. Wiedzieli, że zasługiwali na miłość.
- Myślisz, że się uda? - zapytała Stacy. Justin spojrzał na nią.
- Jeśli Laura nie stchórzy to...
- Nie stchórzy. Widzę jak ja to męczy. Musi mu to powiedzieć.
- A my musimy dopilnować by wszystko poszło zgodnie z planem.
- Tak. Co do okoliczności to mają pecha. - stwierdziła Stacy.
- Tym razem się uda.
- Wiesz jestem nieco podekscytowana.
- Tak?
- No, bo to trochę jak w filmie, romantycznie.
- Jak dla mnie to jest bardziej poplątane niż romantyczne.
- Nie znasz się. - skomentowała.
- Nie jestem kobietą. To wy czytacie powieści o miłości.
- A wy nie?
- Faceci wolą lejącą się krew i akcję, a nie jakieś miłostki.
- Prawdziwy z ciebie facet. - zaśmiała się.
- A nie? - udawał urażonego.
- Przepraszam, faktycznie jesteś bardzo męski. - uśmiechnęła się.
- Dzięki.
- Myślisz, że będą razem? - zapytała.
- Czemu mieliby nie być?
- Bo...no wiesz...on jest sławny, a ...
- Ona jest sierotą i córką alkoholika.
- No w sumie to o to mi chodziło.
- Posłuchaj znam Ross'a od dziecka. On nie jest taki.
- No, ale oni są z  totalnie różnych światów.
- I co z tego? Nie widziałem go nigdy tak zakochanego. On jest normalnym chłopakiem, który miał trochę szczęścia w życiu. Jest sławny, ale nie przekreśla ludzi tylko dlatego, że są biedni, czy mają pecha w życiu. To nie Ross.
- Życzę Laurze jak najlepiej. - westchnęła.
- Ja Ross'owi również.
- Pasują do siebie.
- Yyy...chyba tak.
- On jest niczym książę, a ona jak Kopciuszek. Po prostu jak w bajce.
- Błagam przestań. - zaczął marudzić.
- No co?
- To takie słodkie, że zbiera mi się na wymioty.
- Ale śmieszne. - docięła mu.
- Pogadam z Maxfield'em, zorganizuje sprzęt. - powiedział Justin.
- Dobra to pomogę ci.
- Ross się zdziwi. - zaśmiał się Justin.
- Ach to będzie wielki dzień.

  Dziwiło go wczorajsze zachowanie Laury. Wybiegła jak oparzona. Owszem to co zrobiła Blaire była obrzydliwe i pomówił sobie z nią o tym jednakże zaniepokoiło go to co zobaczył w jej oczach. Brak  nadziei. Dla niego to nagranie było normalne. Jako dziecko robi się różne głupie rzeczy. Wie, że póki co wszyscy będą o tym mówić, a potem znajdą jakiś inny temat. Chciał za nią wybiec, ale Stacy go powstrzymała.
- Ona musi być teraz sama. - powiedziała. Nie był tego taki pewien. On już nie był niczego. Nie wiedział co czuje. Pójdzie do niej po zajęciach i sprawdzi czy wszystko z nią dobrze. Wie, że to zły pomysł, ale nie potrafił jej zostawić samej. Od rana próbował się skontaktować z Justin'em. Nie odbierał. Pewnie zaszył się gdzieś ze swoją kelnereczką. Uśmiechnął się. Przypomniał sobie gdy pierwszy raz był z nim w barze bo Justin już wtedy był zakochany w Stacy. Cieszyło go, że wreszcie ze sobą rozmawiać,a pewnie i więcej. Siedział na zajęciach nieco odrętwiały. Ciągle myślał o tym jak czuje się Laura. W końcu nadeszła długa przerwa. Nie był głodny, więc poszedł na dziedziniec. Tam zaczepili go chłopacy z drużyny koszykówki. 
- Stary może w końcu się skusisz i zapiszesz się do drużyny?
- Hahaha, ale dobrze wiesz Rule, że mnie na to nie namówisz. - stanął z grupką chłopaków.
- Widziałem cię na w-fie, jesteś niezły.
- Dzięki, ale ja tylko czasem bawię się piłką, wolę hokej.
- I gitarę. - zaśmiał się Rule.
- Hahahah tak. To kocham.
- Cóż to ogromna strata dla sportu.
- Nie sądzę. - nagle usłyszał muzykę i znajomy kobiecy śpiew. 
Say you love me to my face    (Powiedz mi prosto w twarz, że mnie kochasz)
I need it more than your embrace  (Potrzebuję tego bardziej niż twojego objęcia)
Just say you want me, that's all it takes  (Po prostu powiedz, że mnie chcesz, to wszystko czego trzeba)
Heart's getting torn from your mistakes ( Moje serce jest rozrywane przez twoje błędy)
Odwrócił się i zamarł. Na półpiętrze przed nim stało kilka osób z rozstawionymi instrumentami, wcześniej ich nie zauważył. Widział wśród nich Stacy i Justin'a, ale to osoba przy mikrofonie sprawiła, że jego serce zamarło. To była ona. Dziewczyna z balu. Miała tą samą złotą maskę i króciutką odcinaną pod biustem, żółtą sukienkę. Była taka piękna. Ruszył w jej kierunku. Znał jej głos, już kiedyś słyszał jej śpiew. Czuł, że słowa piosenki zawierają rozwiązanie zagadki.
Cause I don't wanna fall in love  ( Ponieważ nie chcę się zakochiwać)
If you don't wanna try,   ( Jeśli Ty nie chcesz spróbować)
But all that I've been thinking of  (Ale wszystko o czym myślałam)
Is maybe that you might  (To to, że może mógłbyś)
Baby it looks as though we're running out of words to say  (Kochanie, wygląda na to, że zaczyna nam brakować słów )
And love's floating away  (I miłość odpływa w dal)
Dziewczyna zeszła po schodach i stanęła naprzeciw niego. W jej oczach zauważył determinację i pewną desperację. Śpiewała:
Just say you love me, just for today  (Po prostu powiedz, że mnie kochasz, tylko dzisiaj)
And don't give me time 'cause that's not the same  (I nie dawaj mi czasu, ponieważ to nie to samo)
Want to feel burning flames when you say my name  (Chcę czuć palący płomień, gdy mówisz moje imię)
Want to feel passion flow into my bones  ( Chcę czuć pasję płynącą w moich kościach)
Like blood through my veins (Jak krew w moich żyłach)
Gdy znowu zaczęła śpiewać refren poczuł jak jego serce szybciej bije. To była Laura. Ściągnęła maskę i to ona...wtedy na balu. Wiedział to, a jednak nie wierzył. Jak w kalejdoskopie przed oczami przeleciały mu migawki wspomnień. Pierwszy raz gdy na nią wpadł na plaży, te steki razy gdy przewracał ją w szkole, zakończenie liceum i ten niefortunny upadek. Później to jak wpadł na nią w restauracji, uśmiechnął się gdy przypomniał sobie, że zjadł frytkę z jej włosów. Pamiętał jak widział ją tańczącą na zapleczu restauracji. Śpiewała wtedy "Tell me something I don't know". Pamiętał jak z nią rozmawiał na schodach knajpy. Jak wstrząsnęła nim jej rzeczywistość. Już wtedy chciał ją chronić. Pamiętał jak później pół dnia słuchał nagrania jej śpiewu, jak załatwił jej szkołę. Doskonale pamiętał jej minę gdy przeczytała list od dyrektorki szkoły. Pamiętał tą sytuację z parku, gdy dowiedział się o jej zmarłym ojcu. Wtedy ją pierwszy raz przytulił i pocałował w czoło. Przypomniał sobie jaka była wkurzona gdy dowiedziała się o tym, że zapłacił za pogrzeb jej ojca. No i w końcu bal. Pamiętał jak się jąkała gdy z nim rozmawiała i ich cudny taniec. Każdy jej krok, uśmiech. Wszystko pamiętał. To jak ją zobaczył na światłach, jak z nim rozmawiała i jak ją pocałował, a potem ona jego. Pamiętał wszystko. Salę i ich taniec, wspólną noc, sytuację po koncercie w magazynie i w końcu rozmowę w kawiarni. Nagle zdał sobie sprawę, nagranie, koncert to wszystko układało się w całość. Próbowała mu powiedzieć, a on ją zbył jak jakiś dupek. Spławił ją, a ona teraz tu stoi przed nim i śpiewa by powiedział, że ja kocha. Dla niego to jasne jak słońce. Chce spróbować. Śpiewała:
Won't you stay?  (Nie zostaniesz?)
Won't you stay?  (Nie zostaniesz?)
Slowly slowly you unfold me,  (Powoli, powoli otwierasz mnie)
But do you know me at all?  (Ale czy w ogóle mnie znasz?)
Someone told me love controls everything  (Ktoś mi powiedział, że miłość kontroluje wszystko)
But only if you know  (Ale tylko wtedy, jeśli o tym wiesz)
Czy ją zna? Wystarczająco by z nią być. Teraz już musi im się ułożyć. Zostanie z nią. Będzie ją kochał. Chce spróbować, ponieważ on juz się nie zakochuje. On ją kocha. Kocha całym sercem. Nie pozwoli by miłość odpłynęła w dal. Jedyne co pragnie, to to, żeby ona była jego. Chce być dla niej oparciem jakiego jeszcze nie miała. Zaśpiewała ostatnie słowa, które chyba były pytaniem czy ją chce. Wszyscy wokół ich obserwowali, ale on tylko patrzył w jej piękne oczy. Nic innego w tej chwili się dla niego nie liczyło.
- To ty. To cały czas byłaś ty. - pokiwała głową.
- Próbowałaś mi powiedzieć.
- Ross, ja nie chcę od ciebie litości. Rozumiem, że nie jestem dla ciebie odpowiednia. Chciałam tylko byś wiedział, że wtedy...to byłam ja...
- Laura żartujesz?
- Ross, obydwoje wiemy, że to nie ma szans.
- Ma, Laura przez ten cały czas odchodziłem od zmysłów. Nie zostawiaj mnie teraz. Błagam.
- Ross.
- Laura, ja...ja cię kocham. Proszę. Zostanę z tobą. Pytałaś czy zostanę. Otóż odpowiadam ci - zostaję. Nawet jeśli miałbym być twoim pieprzonym cieniem.
- Wszyscy na nas patrzą. - powiedziała.
- Owszem, bo nigdy nie widzieli tak pięknej dziewczyny. - uśmiechnęła się.
- Chodź. - pociągnęła go za rękę i wybiegli razem z uczelni.
***
Hello miśki. Otóż wasza Delly wróciła również na Kopciuszka. Nie wiem co wy widzicie w tym blogu xD Pewnie zauważyliście, że Laura nie śpiewała "Love me like you do" tylko piosenkę Jessie Ware "Say you love me". Cóż mimo ankiety uznałam, że ta piosenka jest lepsza. Nie martwcie się jednak bo Ellie Goulding i "Love me like you do" pojawi się w następnym rozdziale, w którym będzie sporo Raury ♥♥♥ Powiem wam coś w sekrecie, zostało nam 10 rozdziałów do końca :( Tak 30 rozdział będzie ostatnim jaki tu zobaczycie, wciąż jednak będę na Just Love Me, więc wpadajcie tam http://justlovemeraura.blogspot.com/2015/05/kiepski-moment-na-miosc.html. Cóż jak było w piosence Anny Jantar "Nic nie może wiecznie trwać." tak i ten blog, niedługo będzie tylko fajnym wspomnieniem. Jeszcze raz dziękuję wszystkim czytelnikom, to dzięki wam ten blog istnieje.
Do zobaczenia.
Delly Anastasia Lynch.


To teraz wiecie skąd wzięłam piosenkę hahah 










  

poniedziałek, 18 maja 2015

Wróciłam!

Rozdział już w tym tygodniu, ale najpierw zapraszam na Just Love Me, mam tam coś co chciałabym, żebyście przeczytali. Zapraszam http://justlovemeraura.blogspot.com/2015/05/kiepski-moment-na-miosc.html
Pozdrawiam.
Delly Lynch

poniedziałek, 11 maja 2015

Powrót na bloggera

Hello miśki! Co tam u was? Ja mam jeszcze dwa egzaminy ustne w tym tygodniu :/ ale potem...jestem wolna! Znaczy pewnie pójdę do pracy, ale może uda mi się to wszystko pogodzić. Słyszeliście o Ross'ie i Courtney? Dziwnie mi teraz pisać o Raurze, już teraz nie ma nadziei, że to się kiedyś stanie. Jednak nie przerwę teraz bloga. Cóż bardzo się cieszę, że Ross w końcu ma dziewczynę i nawet lubię Courtney. Cieszę się ich szczęściem. Teraz jednak zapraszam na bloga mojej Rossy Lynch http://raura-crazy-in-love.blogspot.com. Myślę że powinniście to przeczytać. Teraz wróćmy do moich blogów. Do 20 maja na pewno pojawi się 20 rozdział na Kopciuszku. Później przewiduje One Shot - "Miłość w przestworzach", (dzięki Zwariowana Alex za nominacje xD). Jeśli chodzi o Just Love Me najpierw pojawi się jeszcze w tym tygodniu coś co piszę od dawna. Nie wiem czy to będzie materiał na nowego bloga czy nie, ale najpierw chcę poznać waszą opinię. Potem najprawdopodobniej w następnym tygodniu pojawi się ósmy rozdział, a potem kolejny TB tym razem o tytule "Nie zostawię cię samej dziś wieczorem". W takim razie do zobaczenia po piętnastym maja, trzymajcie kciuki za mnie na ustnych :)



wtorek, 14 kwietnia 2015

TB i moje odejście z bloggera.

Hej miśki! xD Tym razem to co przeczytaliście w tytule posta to nie żart, ani moje wahania. To ostateczna decyzja. Zostałam jak się nie mylę czterokrotnie nominowana do TB, na szczęście mam miesiąc na napisanie One Shota i część tematów się pokrywa bądź łączy, co oczywiście wykorzystam. Więc uprzedzam, że połączyłam tematy i zamiast czterech opowiadań przeczytacie 2. Jeden pojawi się na Just Love Me, a drugi tu na Kopciuszku. Myślę, że może uda mi się je wstawić przed majem. To tyle jeśli chodzi o TB. Pytanie kiedy nowe rozdziały na Just Love Me i na Kopciuszku? Przez to, że mnie nominowałyście dziewczyny to okres oczekiwania się wydłuży, a chciałam powiedzieć, że 20 rozdział na Kopciuszku miał być ujawnieniem Raury. Cóż chcecie One Shotów więc je najpierw wstawię (taka moja zemsta za nominacje). Niestety później mamy maj i ja piszę matury. Dlatego ostatnio nie widać mnie na bloggerze, jestem po prostu zajęta kuciem do maturki. Niestety w moim przypadku matura oznacza odejście z bloggera. Oczywiście będę za wami mocno tęsknić i za pisaniem również, ale same rozumiecie (mam nadzieję), że muszę to dobrze zaliczyć. Nie martwcie się nie odejdę raczej na zawsze, odchodzę (taki mam przynajmniej zamiar) na czas matur, czyli od 1 - 15 maja, nie macie co liczyć na to, że zobaczycie rozdział ode mnie. Przez ten czas oba moje blogi będą ZAWIESZONE. Mam nadzieję, że po tym całym stresie związanym z egzaminami wrócę do was pod koniec maja. Wtedy najprawdopodobniej przeczytacie 20 rozdział na Kopciuszku i kolejny chyba ósmy na Just Love Me. Mam nadzieję, że trzymacie za mnie kciuki, i że będziecie tęsknić za mną heheh bo ja na pewno za wami będę. No i liczę, że wrócicie po przerwie na mojego bloga.
Kocham Was! ♥
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch
P.S Czekajcie na One Shoty i nominacje heheh


Na pożegnanie piosenka dla was :)

wtorek, 31 marca 2015

LBA - znowu!

Najpierw przeproszę te osoby, które kilka miesięcy nominowały, a ja im nie odpowiedziałam. Cóż, naprawdę przepraszam was, ale jak widzicie ledwo daje radę dodawać rozdziały, nie mówiąc już o odpowiadaniu na pytania :) Powiem szczerze moja przyszłość na bloggerze znowu niestety stoi pod znakiem zapytania. Jednak dla Tinsley zrobiłam wyjątek, bo jest moją wierną czytelniczką. Chyba jesteś ze mną od początku Kopciuszka, a jeśli nie to prawie od początku :D
Oto pytania Tinsley:
 1. Jest jakieś wydarzenie, które na zawsze zapadnie ci w pamięci? (jeśli tak to napisz)
Zależy czy chodzi ci o pozytywne czy negatywne wydarzenie. Negatywnych mam sporo na przykład to jak paskudnie potraktował mnie jeden facet, traktując jak zabawkę (dupek), lub wypadek samochodowy (tego niestety nie zapomnę). Jeśli chodzi o pozytywne to chyba całe trzy lata z moją walniętą klasą, a w szczególności wycieczka w góry i to jak na złość mat-fizowi obsmarowaliśmy klamki ich pokoi pastą, a ich wychowawczyni po ciemku wszystkich dotknęła :P oraz to jak obsmarowaliśmy jednego gościa i wrzucaliśmy im parówki do glanów (nie pytajcie czemu to robiliśmy :D). To były zajebiste trzy lata liceum, aż mi się łezka kręci gdy pomyślę, że to już koniec :(
2. Twoja ulubiona książka, która sprawia, że mogłabyś ją czytać milion razy zaczynając od dowolnej strony - końca, początku, środka?
O Boże! hehehe Dobrze wiesz jaka jest ulubiona moja książka xD Tak uwielbiam "50 twarzy Greya", "Ciemniejszą stronę Greya" i "Nowe oblicze Greya", ale to już zapewne wiesz Tin ♥ Poza tym kocham takie książki jak: "Hopeless", "Losing Hope" , "Pułapka uczuć" i "Nieprzekraczalna granica" wszystkie Collen Hoover ♥
3. Książka, która nie dość, że ci się nie podobała to jeszcze jest znana. (tytuł i autor)
Wiesz co nie wiem, ale nie podobała mi się książka pt: "Za sceną" Olivii Cunning. Powiem tak była średnia i nie urzekła mnie.
4. Czy uważasz, że jeśli między partnerami jest duża różnica wieku to nie powinni ze sobą być?
To znaczy, zależy jak duża. Toleruję różnicę do 6 lat. Chociaż sama nie umawiam się z nikim kto jest ode mnie więcej niż trzy lata starszy.
5. Jaka piosenka sprawia, że masz ochotę iść tańczyć?
Ostatnio "Uptown funk" Bruna Marsa. Chociaż muszę się przyznać, że najbardziej do tańca zachęca mnie disco polo (nie żebym była fanką), mam tak od studniówki heheh Dlatego najbardziej zachęcają mnie piosenki zespołu, który grał u mnie na studniówce i ich piosenki: Playboys - "Lejde"
i "Nasza noc"

Zdaję sobie sprawę, jakie to obciachowe, ale na studniówce tak zajebiście grali, że teraz te piosenki kojarzą mi się z zajebistą zabawą do rana xD (i niestety czy stety z alkoholem xD)
6. Hasło, które ludzie czasem rzucają na wiatr a dla ciebie ma ono dużą wartość?
Nie wiem, to ciężkie pytanie Tin. Jedyne co mi przychodzi do głowy to nie hasło a słowa "kocham cię", które czasami rzucamy, a potem wcale się do nich nie stosujemy :( Osobiście dla mnie ważnym hasłem jest "Chwytaj dzień" i " Walcz i nie poddawaj się". Nie wiem czy takie hasła ludzie rzucają na wiatr.
7. Słuchasz czasem piosenek, w których podoba ci się melodia i rytm, ale nie znasz słów? (Podaj chociaż jeden tytuł)
Niech się zastanowię... u mnie jest tak, że przeważnie umiem tylko refreny xD Wyjątkiem jest "Crazy in love".  Myślę jednak nad piosenkami Black Eyed Peas np. " Hey mama", "Sut up", "Where is the love" czy "Meet me halfway", albo "Sexy Back" Justin'a Timberlake'a.
8. Adresy 3 blogów, które według ciebie są najbardziej warte przeczytania.
Zakończony - http://zapisane-w-gwiazdach-raura.blogspot.com
http://mydilemma-raura.blogspot.com (liczę, że go odwiesisz) 
http://life-is-brutal-raura.blogspot.com
9. Twoje ulubione perfumy.
Love Love Moschino ♥
10. O czym lubisz czytać w opowiadaniach? Jaki parring byś tam chciała?
Ogółem lubię czytać o miłośći, o tym jaką drogę muszą osoby przejść by być razem, lubię czytać o tym jak razem pokonują trudności jak sobie pomagają i się wspierają. Wtedy wszystko wydaje się idealne. Mój ulubiony parring to oczywiście Raura ♥ ♥♥
11. Dlaczego twoim zdaniem ludzie są nietolerancyjni dla wyróżniających się zachowaniem, wyglądem czy ubiorem ludzi? Czy powinni coś zmienić w sobie czy nie?
Zawsze bądź sobą. To jest chyba moje motto życiowe. Myślę, że po prostu szczególnie w Polsce społeczeństwo nie dorosło jeszcze do pewnych odmienności. Lubimy jak wszystko mieści się w pewnych ustalonych kanonach, dlatego nie tolerujemy odmieńców. Ludzie boją się różności i nowości.
Ja nie nominuję nikogo :)
Pozdrawiam, zapraszam do czytania dziewiętnastego rozdziału.
Papatki.
♥♥♥ 
Delly Anastasia Lynch


niedziela, 22 marca 2015

Rozdział dziewiętnasty

" A zatem, nie zamierzam przepraszać za to, że kocham w tobie te wszystkie rzeczy niezależnie od tego, jakie stoją za nami powody czy okoliczności. I nie, nie potrzeba mi dni ani tygodni, ani miesięcy na rozmyślania o tym, dlaczego cię kocham, Odpowiedź jest dla mnie łatwa. Kocham cię ze względu na ciebie.
Ze względu na wszystko. Wszystko czym jesteś." 
~ "Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover
 


To ostatni rozdział...
   
  Sobota zapowiadała się wspaniale. Pomijając fakt pracy przez całą noc, wszystko było wspaniałe. Piękna, słoneczna pogoda napawała ją radością. Wreszcie wszystko wróciło do normy. Koniec z Ross'em. Koniec z tym bałaganem. Chce by ona go zostawiła w spokoju to tak zrobi. Oczywiście czuje ból i pustkę w sercu, ale nie będzie się narzucać. Książę woli szukać swojej księżniczki. Problem z tym, że ona jest Kopciuszkiem. Nie zamierza jednak ujawniać swojego sekretu. Widzi jak Ross się trudzi by ją odnaleźć, a z drugiej strony ją odpycha. Wie, że ona jest autorką tego bałaganu uczuciowego. Wie, że Ross powinien poznać prawdę, jednak teraz już ma pewność, że ich związek by nie przetrwał. Są zbyt różni. On - bogaty i piękny wokalista. Ona - biedna, niezbyt atrakcyjna córka alkoholika. Ich światy nie mogą się połączyć. Musi pozwolić na jego męczarnie. Sama także musi wytrzymać te katusze. Tak będzie lepiej dla niego.
- Przyniosłem ci lemoniadę, może być? - zapytał siadając obok.
- Tak Jim, dziękuję. - odpowiedziała. Siedzieli w małej kawiarni w pobliżu plaży. Kawiarenka urządzona była w stylu morskim. Błękitne ściany, białe stoły i krzesła oraz ozdoby w stylu morskim, sieci rybackie, sznury, obrazki o tematyce morskiej.
- Tak się cieszę, że zgodziłaś się na spotkanie. Myślałem, że ci się nie podobało na naszej ostatniej randce.
- Nie, to była wyjątkowa noc. - odpowiedziała. Wcale nie miała na myśli samochodowego kina, raczej to, co wydarzyło się później. Mimo wszystko noc spędzoną z Ross'em będzie wspominać jako coś wyjątkowego.
- Też uważam, że to była wyjątkowa noc. Bo ty jesteś wyjątkowa. - uśmiechnął się. Lau poczuła, że się czerwieni.
- Dziękuję Jim. Przepraszam, że się nie odzywałam.
- Nie szkodzi. Mogę wiedzieć czemu? - Lau poczuła, że krew jej odpłynęła z twarzy. Przecież mu nie powie co, a raczej kto jest powodem jej milczenia.
- Byłam zajęta. - odpowiedziała krótko. Chyba kupił tą wersje bo się uśmiechnął.
- Liczy się to, że w końcu się spotkaliśmy. - powiedział.
- Tak, to się tylko liczy.
- Wiesz co mi się przytrafiło wczoraj? - zaczął opowiadać jakąś śmieszną historię związaną z jego sąsiadką, Laura śmiała się. Czuła się wolna, on był dla niej idealny. Byli podobni, z tych samych światów. Może Jim jest jej szczęściem? Zaczęli gawędzić o swoich doświadczeniach z pracy. Gdy nagle wzrok Lau utkwił w jednym punkcie. Nie wierzyła, że to co widzi jet prawdziwe. Jim chyba także był zszokowany.  Do stolika dosiadł się Ross. Przyszedł jak gdyby nigdy nic się między nimi nie wydarzyło.Trudno jej było odczytać jego nastrój. Wydawał się odprężony, ale także w jego spojrzeniu kryła się złość. Wzrok miał lodowaty jak przyglądał się Jim'owi.
- Zobaczyłem cię jak byłem w sklepie muzycznym naprzeciwko. Myślałem, że siedzisz sama, a tu proszę. Widzę, że masz już towarzystwo. - wyczuła sarkazm w jego słowach. O co mu chodzi? Przecież kazał jej odejść.
- Ross Lynch. - wyciągnął dłoń w kierunku bruneta.
- Jim Taylor. - odpowiedział. Mężczyźni przyglądali się sobie uważnie.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytał chłodno. Wzrok skierował ku Laurze. Widziała, że jest wściekły. Tylko czemu? Bo się umawiała z innym, to go boli?
- Tro...- nie dokończył Jim.
- Nie. - odpowiedziała szybko. Zauważyła, że blondyn się rozluźnił.
- Czym się zajmujesz Jim? - zapytał Lynch. Brunet lekko się spiął.
- Pracuję w firmie sprzątającej mojego ojca. - powiedział cicho. Sama była wściekła, gdy zobaczyła, że Ross drwiąco się uśmiecha.
- Jesteś sprzątaczką?
- Nie powiedziałbym tak, ale inni mogą tak uważać. - wbił wzrok w dłonie. W co ten Lynch gra?
- Jesteście parą? - to pytanie ją zszokowało. Co go to obchodzi? Nawet jeśli by miała kogoś, to do jasnej cholery nic mu do tego. To jej życie. Jej.
- Umawiamy się ze sobą.
- Nie. - odparła. Uśmiech Lynch'a stał się szerszy. Jim spojrzał pytająco na Lau. Ta wzruszyła tylko ramionami. Powiedziała przecież prawdę, nie byli parą.
- Jak to jest być gwiazdą Ross? - zapytał Jim. Ciągle przyglądał się jej i Ross'owi.
- Super. Sława, pieniądze, dziewczyny...- na ostatnie słowa drgnęła. Co jak co, ale tego nie powinien przy niej mówić.
- Zazdroszczę. - odpowiedział Jim.
- Czego? - zapytała.
- Sławy. - odparł.
- A może dziewczyn? - wtrącił się Ross, śmiejąc się pod nosem. Jasne się stało, że tego też zazdrościł Jim Ross'owi.
- Nie ma czego zazdrościć. Przez sławę wiele się traci.
- Jak to? - zapytała.
- Czasami można stracić miłość. - spojrzał na Laurę. Wiedziała, że mówi o niej. Z trudem przełknęła ślinę. Chwilę milczała.
- Surfujesz? - zapytał Jim'a. Ten pokręcił przecząco głową.
- A ty? - zapytał Lau. Miała wrażenie, że pyta się ją o  coś innego.
- Nie. - odpowiedziała.
-Mogę cię pouczyć.
- Dziękuję, ale nie.
- Chyba twój chłopak nie będzie miał nic przeciwko? - rzucił spojrzenie Jim'owi. Ten pokręcił przecząco głową.
- Nie skorzystam.
- Dziwne, ostatnio nie miałaś nic przeciwko ku wzajemnemu wykorzystywaniu. - rzuciła mu nerwowe spojrzenie. Chyba nie zamierza opowiadać o ich kontaktach.
- Skąd się znacie? - zapytał Jim. Przyglądał im się uważnie.
- Ze szkoły. Chodziliśmy razem do liceum, a teraz studiujemy na jednej uczelni. - odpowiedziała.
- Wpadliśmy na siebie parę razy. - dodał.
- Co miałeś na myśli mówiąc o wzajemnym wykorzystywaniu się?
- Cóż... - rzucił spojrzenie Lau, która wierciła się na krześle. - Laura nic ci nie powiedziała?
- Czego nie powiedziała?
- Ross. - szepnęła, ale ten ją zignorował.
- Cóż w zeszły piątek spędziłem noc u Lau. Upojną noc. - powiedział drwiąco blondyn. Laura czuła, że zaraz zemdleje.
- Co?! - krzyknął Jim. - Przecież w piątek byliśmy na randce.
- Cóż po randce, Laura i ja uprawialiśmy seks. Muszę przyznać, że było niesamowicie.
- Ross! - krzyknęła.
- No co? Twój nowy kochaś powinien wiedzieć o tym, co się wydarzyło między nami. - odparł. Jim wstał od stołu.
- Zostawię was samych. - odparł i odszedł.
- Czekaj! - chciała się podnieść, lecz Ross położył jej dłoń na ramieniu.
- To o nim mówiłaś? - zapytał. Przyglądała mu się chwilę, gotowała się z wściekłości.
- Nie wiem, o co ci chodzi Ross, ale pieprz się Lynch! - wrzasnęła i wstała od stołu. Nie gonił jej.

   Błąkała się po ulicach. Była na głodzie. Cała dygotała, jej ciało potrzebowało tego świństwa. Ona jednak nie chciała. Czuła ból. W miejscu, w którym  powinna mieć serce, czuła ogromny ucisk. To przez Riker'a. Słyszała jego błaganie, by przestała się zabijać. Cholera. Czemu ją to tak poruszyło? Przecież nigdy nie angażowała się emocjonalnie. Nie zniesie więcej. Musi się zaćpać na śmierć. Co innego ma zrobić? Nie wie jakim cudem stała pod domem Lynch'ów. Była tu kiedyś. Riker zapomniał telefonu i wrócił do domu. Nie była w środku. Stała tak jak teraz przy krawężniku. Włożyła dłonie do kieszeni kurtki. Co jeśli by poszła na odwyk? Dałaby radę? Co na to wszystko powie Lau? W sumie dawno temu ją straciła. Od śmierci ojca nie widziały się. Ba, Vanessa nawet nie była w domu. Mieszkała u koleżanek lub kręciła się po melinach. Takie było jej życie. Riker coś zmienił, jakaś cząstka jej chciała się zmienić. Pragnęła dzielić z nim życie, smutki, radość i troski. Wieść normalne życie. Rozejrzała się. Nie pasowała do tej okolicy. Wyglądała zapewne jak zmora, a to otoczenie wydawało się idealne. Czy możliwa jest zmiana w niej? Wiedziała jedno, musi go zobaczyć. Podeszła do drzwi i nacisnęła na dzwonek. Kiedy to zrobiła miała ochotę uciec. To był kiepski pomysł. Drzwi uchyliły się i jej oczom ukazała się blondynka w jej wieku. Uśmiech znikł z jej twarzy gdy ujrzała Van.
- Jest Riker? - zapewne powinna się przedstawić, ale w sumie po co? Dziewczyna była zapewne jego siostrą. Byli do siebie podobni. Te same rysy, kolor włosów, oczy. Dziewczyna wyglądała jak z okładki jakiegoś magazynu. Coś znajomego w niej było.
- Ty jesteś zapewne Vanessa? - zapytała. Czyżby Riker o niej opowiadał. Sądząc po minie blondynki, zapewne tak. Już była na przegranej pozycji.
- Tak...to ja. - odpowiedziała cicho. Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Obie nawzajem mierzyły się wzrokiem. Vanessa przy tej dziewczynie czuła się jeszcze bardziej zniszczona i brzydka. Chyba jednak nie potrafi się zmienić. Z powrotem wsunęła ręce do kieszeni, kiedy przyłapała Rydel na gapieniu się na jej dygoczące ręce.
- Jest Riker? - ponowiła pytanie. Czuła się coraz bardziej skrępowana.
- Ryland miał rację...jesteś narkomanką, - dostrzegła w jej wzroku pogardę. Kim był Ryland? Skąd o niej wiedzą?
- Jestem. - wyszeptała.
- Zniszczysz go tak jak Emily. - nie wiedziała czy to stwierdzenie czy pytanie. Słowa te jednak mocno odbiły się w jej środku. Nie chciała go niszczyć, a jednak nieświadomie musi to robiła. Nagle zza Rydel, wychylił się Riker. Blondynka znikła z pola widzenia.
- Czego chcesz? - był chłodny. Zabolało.
- Auć. - powiedziała.
- Po co przyszłaś? - zapytał.
- Chciałam...chciałam cię zobaczyć. - wyszeptała. Z trudem utrzymywała się na nogach.
- Po co? Idziesz na odwyk? - w jego głowie słychać było nadzieję.
- Riker ma mętlik w głowie. - powiedziała zrozpaczona.
- W takim razie cześć. - chciał się odwrócić, lecz zatrzymała go.
- Riker proszę.
- Idź na odwyk. - zamknął drzwi.
  
  Pływał w basenie, musiał wyładować tą złość. Widok Laury i tego gościa mocno go wytrącił z równowagi. Chyba jednak nie jest mu do końca obojętna. Czuł się jak dupek. Wplątał się w coś bez wyjścia. Gdyby nie spotkał jej wtedy w sali...tamta noc...wszystko skomplikowała. Domyśla się czemu Laura go odpycha. To ma związek z jego sławą. Jednak mało go obchodzi jej pochodzenie. Nie ma znaczenia, to że jest sierotą, że jej siostra jest narkomanką, a ojciec był alkoholikiem. To się nie liczy. Ona jest dobrą, silną, piękną, młodą kobietą. Laura odrzuca go, bo uważa, że nie zasługuje na jego miłość. Przecież to nieprawda. Jednak są pewne bariery, które go powstrzymują przed walką o jej serce. To przez Kopciuszka. Chociaż jest coś co je łączy. Zawsze przy tej nieznajomej z balu, jak i przy Laurze jego serce szaleje. Tak jakby była tą samą osobą. Wtedy w sali był pewien, że znalazł Kopciuszka, lecz Lau zaprzeczyła i to nie raz. Jednak coś mu mówi, że Laura wie coś na temat tej dziewczyny. Może powinien ją docisnąć. Chociaż może nie jest to dobry pomysł, bo znowu mu odbije w jej obecności. Tak jak dzisiaj. Gdy zobaczył ją w kawiarni z innym chłopakiem, poczuł ból, który bezlitośnie rozerwał jego serce. Nie myślał, po prostu się dosiadł. Chciał zepsuć to co łączyło ją z tym gościem. Udało mu się. Powiedział mu o tym, że Laura z nim spała. I co? Czuje się gówniano. Czuje się jak skończony dupek. Widział jaka jest wściekła na niego, teraz już na pewno się do niego nigdy nie odezwie. Stracił ją na zawsze. Czemu czuje się tak źle? Czyżby nadal ją kochał? Ma wrażenie, że tracąc Laurę traci coś jeszcze. Coś wielkiego. Musi wszystko poskładać, zastanowić się. Nagle zobaczył stojącego nad nim Justin'a.
- Lynch nie jedziesz? - zapytał.
- Gdzie?
- No dzisiaj jest impreza u Kim i Brooke, cała szkoła będzie.
- Mam iść na imprezę do bliźniaczek, dobrze się czujesz? - zapytał drwiąco.
- Tak dobrze. Fajnie, że pytasz. - odparł. Ross wyszedł z basenu i wziął ręcznik.
- Nie pójdę do tych wariatek, one są szurnięte. Zachowują się jak psychofanki.
- Może Kopciuszek tam będzie? - rzucił Justin.
- Myślisz?
- No cała szkoła się tam wybiera. - nagle Ross przypomniał sobie, że u bliźniaczek pracuje Laura.
- Nie, ja nie idę.
- Stary zabaw się.
- Laura tam pracuje. - wszedł do domu.
- O mój Boże, zdecyduj się, którą się interesujesz.
- Nie wiem, ale mam wrażenie, że Laura sporo wie o Kopciuszku.
- Co masz na myśli?
- Tańcząc z nią, byłem pewien, że ona jest Kopciuszkiem.
- Myślisz, że Marano jest Kopciuszkiem? - Justin chwycił jabłko z blatu w kuchni.
- Albo nim jest, albo wie kim jest Kopciuszek. W każdym razie coś przede mną ukrywa.
- No to jedziemy i ją przyciśniemy. - odparł Justin.
- Sam jedź i się rozejrzyj. Ja pokłóciłem się z Laurą. 
- Dobra, ale mnie tam zawozisz.
- Ok, tylko się ubiorę.

  Hannah próbowała rozgrzać ludzi swoim jedynym hitem. Niestety nikt na nią nie patrzył. Robiła co mogła. Ciągle było słychać: "To impreza, odłóż ten telefon!" lub " To mój największy hit, czemu nikt nie tańczy?", ewentualnie "Nie wiecie co to znaczy impreza!". Trudno się był skupić, jeśli słyszało się ciągle skrzeczenie tej wiedźmy. Laura ubrana w uniform roznosiła przekąski. Było tu mnóstwo osób z liceum, którzy patrzyli na nią z politowaniem, bądź pogardą. Widziała także sporo ludzi z uczelni. Chyba byli zaskoczeni, że tu pracuje. Cóż podobno żadna praca nie hańbi. Nagle zrobiło się głośno i na dół zeszły dwie landryny, a raczej żmije. Od razu przywitały się z obecną Blaire. Wyglądały gorzej niż w Halloween. 
- Ciasteczko krabowe? - zapytała kogoś. Nagle do domu weszła Stacy.
- Cześć, co tu robisz? - zapytała.
- Przyszłam ci pomóc z tymi harpiami. - odparła. Już podrygiwała w rytm muzyki.
- Nie trzeba było. Dałabym radę sama.
- Od czego masz przyjaciółki?
- Mam tylko jedną, kocham cię Stacy.
- Ej, nie przy ludziach. Chyba nie chcesz by nasz romans wyszedł na jaw. - Laura zaczęła krztusić się ze śmiechu.
- Dobra kotku bierz tą tacę, a ja pójdę po następną. - wręczyła jej przekąski i poszła do kuchni. Stacy zaczęła tanecznym krokiem roznosić jedzenie. Do domu wszedł Justin. Było tłoczno, a Hannah śpiewała jakąś tandetną piosenkę. Ona chciała nagrać z Ross'em? Chyba zwariowała. Rozejrzał się i zobaczył tańczącą dziewczynę. Odwróciła się i spojrzała na niego. Poznał ją. To kelnerka, w której się podkochiwał. Podszedł do niej. Przypominała mu dziewczynę z balu. Tańczyła jak koleżanka Kopciuszka, z którą bawił się tamtej nocy. No i jej wyróżniający się strój na to wskazywał.
- Znam cię. - powiedział.
- Ja ciebie też z baru. - odparła.
- Nie, nie z baru. Byłaś wtedy na balu. 
- Serio?
- Tak, Pamiętasz mnie? Kupidyn. - zaczął tańczyć. Stacy z trudem powstrzymywała się przed uśmiechem.
- Nie kojarzę. - odparła trochę zbyt piskliwym głosem.
- Nie no, serio? - pokiwała głową. - Jestem kolegą Ross'a Lynch'a.
- Tak podrywasz każdą laskę? - Justin szeroko się uśmiechnął.
- Czyli to ty. - dodał. Stacy uśmiechnęła się.
- Gdzie twoja koleżanka? Ross ją szuka. Biedak zakochał się. - powiedział.
- Serio? Zakochał się? 
- Tak. Musimy coś zrobić by ich ze swatać. Mam już go dość, musi w końcu się zdecydować czy Laura czy Kopciuszek.
- Nie będzie musiał. Laura jest Kopciuszkiem. - powiedziała.
- Serio? Czyli sukinsyn miał rację. - zaśmiał się. - To idź po nią, a ja dzwonię do Lynch'a.
- Ok. - Stacy poszła po Laurę. Justin wybrał numer i zadzwonił do Ross'a.
- Hallo, gdzie jesteś stary?
- Pod domem Pool'ów, znalazłeś ją?
- No, mam tego twojego Kopciuszka. Ucieszysz się.
- Jest tam?! O mój Boże nareszcie!
- Chodź tu.
- Jezu, chyba nie dam rady, a jeśli powie nie?
- Stary jak się nazywasz?
- Justin nie, siedzę pod domem jeszcze ktoś usłyszy.
- Jak się nazywasz?
- Ross Lynch.
- Jak?
- Ross Lynch!
- Słabo cię słyszę. Jak?
- Ross Lynch!!!
- Chodź tu, ona czeka na ciebie.
- Dobra, w sumie co mam do stracenia, Już idę. - rozłączył się. Chwilę później był w środku. Znalazł Justin'a.
- Gdzie ona jest?
- Zaraz przyjdzie. - chłopak odsunął się w kierunku stojącej nieopodal Stacy. Nagle jego oczom ukazała się Laura w szarym fartuchu. Wkurzył się, że każą jej w tym chodzić.
- Cześć Ross. - powiedziała drżącym głosem. Chyba jednak nie była wkurzona, jak wcześniej zakładał.
- Cześć. Szukam tu kogoś wyjątkowego, wiesz kim ona jest? - zapytał.
- Tak. - wyszeptała.
- Serio? Wow. Możesz mi powiedzieć? - Laura chciała już wyjawić prawdę, gdy jej uwagę zwrócił znajomy dziecięcy głos. Razem z Ross'em odwrócili się w kierunku źródła dźwięku. Zamarła. Bliźniaczki i Blaire puściły jej nagranie z dzieciństwa.
- To nie może dziać się naprawdę. - wszyscy się śmiali na około.
- To ty? - widziała uśmiech pod jego nosem. On też się nabija. Wyszła na idiotkę. Poczuła łzy cisnące się jej do oczu. Dopięły swego. Wybiegła z mieszkania.
- Laura czekaj! To nic takiego! - nie zdążył jej złapać.
 ***
...tak to ostatni rozdział...przed ujawnieniem Laury. Już w następnym rozdziale wszystko się wyjaśni. Będzie inaczej niż w filmie. A co potem? Cóż jesteśmy coraz bliżej końca. Później mam zaplanowaną pierwszą randkę Laury i coś jeszcze. Martwi mnie tylko jedno, coraz mniej komentarzy. Zapraszam tych którzy nie czytali na rozdział szósty na Just Love Me. 
Miłej niedzieli.
P.S Zapraszam do udziału w ankiecie. Słyszliście o tym, że Andrew i Lau są razem? Co wy na to?
Pozdrawiam.
Delly Lynch.





30 KOMENTARZY=NEXT :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ