Music ♥

środa, 5 sierpnia 2015

5 sierpnia czyli...

Hello kochani ♥ Dzisiaj mamy 5 sierpnia, pewnie się zastanawiacie czemu piszę notkę. Może odchodzę z bloggera? Może zawieszam bloga? Takich notek to już trochę było w historii tego bloga :D Tym razem to nie o to chodzi. 5 sierpnia to szczególna data dlatego bloga. Ponieważ 5 sierpnia 2014 roku ukazał się tu pierwszy rozdział. To wtedy zaczęło się to całe szaleństwo z Kopciuszkiem. Mogę to śmiało powiedzieć, że pokochaliście ten blog od samego początku. Już pierwszy rozdział miał 13 komentarzy. To praktycznie od tego dnia na waszych blogach zaczęła również pojawiać się Delly Lynch :D No tu trochę naciągam, bo Kopciuszek to nie był mój pierwszy blog i byłam na bloggerze już od kilku miesięcy gdy założyłam tego bloga. Mówiąc szczerze nie spodziewałam się takiego sukcesu. Blog ma przeszło 57 000 wyświetleń i 46 obserwujących ( Just Love me ma 47 obserwujących :D ). Przez rok opublikowałam tu kilka One Shotów i 21 rozdziałów, a 22 rozdział już jest pisany i niedługo też zostanie opublikowany. Wszystkim czytelnikom mówię DZIĘKUJĘ!!! Delly przesyła wam gorące uściski. Bez Was ten blog by nie istniał. Dzięki Wam sukces też odnosi Just Love Me, które zapewne gdyby nie Kopciuszek byłoby totalną klapą :D Z okazji 1 urodzin mam pewien prezent. Otóż będziecie mieć wpływ na to jak będzie wyglądał 22 rozdział. Każdy kto chce może napisać pomysł co ma stać się w tym rozdziale. Może on dotyczyć nie tylko Raury, ale i wszystkich innych. Wybiorę najlepsze pomysły. Nie myślcie, że brak mi weny. Nie, będzie też coś ode mnie, już napisałam kontynuacje tego co zaczęłam w końcówce 21 rozdziału. Piszcie swoje pomysły, a może zobaczycie je w 22 rozdziale!
1 urodziny Kopciuszka! :D ♥♥♥
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch.



niedziela, 2 sierpnia 2015

"Kolorowych leków garść łatwiej mi pomoże spaść" #TB

  Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy. To co właśnie usłyszałem, było nie do pomyślenia dla mnie jeszcze rok temu. Nie wiedziałem co powiedzieć. Co robi się w takich sytuacjach? Powinienem na nia nawrzeszczeć? Wyrzucić jaką suką jest? Zerwać z nią? Czy może jej wybaczyć? Siedzieliśmy i oboje patrzyliśmy na siebie. Ona czekała na wydanie werdyktu, a raczej wyroku.
- Ale jak? Dlaczego? - zapytałem.
- Ross, mówiłam ci. Poznałam go na szkoleniu dla nauczycieli. Był matematykiem, a ja ... był dowcipny i zauważył mnie. Wymieniłam się z nim numerami telefonów, a potem...
- Zdradziłaś mnie? Przekreśliłaś trzy lata związku? Głupim skokiem w bok?
- To była tylko chwila radości, nawet nie doszło do niczego poważniejszego. Owszem to, że całowaliśmy na jego łóżku, i to, że nie miałam na sobie bluzki jest paskudne, ale zdałam sobie sprawę, że to nie fair w stosunku do ciebie, Ross kocham cię i proszę cię jeśli ty mnie kochasz to... przebacz mi. Błagam.
- Jak mam ci znowu zaufać Laura? Jak? Nie ważne czy przespałaś się z nim czy nie. W myślach zdradziłaś mnie z milion razy. Zdrada to zdrada. Ja nie zapraszam do mojego łóżka obcych panienek. Laura, owszem byłem ostatnio zajęty, ale to dla naszego dobra. Ja umieram z miłości do ciebie. Szalałem za tobą. Chciałem ci się oświadczyć.
- Ross, skoro mnie kochasz to mi wybacz.
- To nie jest łatwe Laura. Muszę pomyśleć. - wstałem i zabrałem kurtkę.
- Ross.
- Nie Laura. Daj pomyśleć. - zamknąłem za sobą drzwi.

  Nie rozumiałem co poszło nie tak. Dlaczego to zrobiła? Czemu nic nie zauważyłem? Poniekąd mi ulżyło, że nie poszła z nim do łóżka. Jednak tak czy siak mnie zdradziła. Idę do pobliskiego baru. Siadam i zamawiam jednego shota. Wypijam trzy i przerzucam się na piwo. Nie chcę się schlać. Chcę pomyśleć. Kocham ją. Jestem debilem, po tym co zrobiła powinienem ją kopnąć w dupę i powiedzieć papa. Śmieję się do butelki. Wiem, że tego nie zrobię. Za mocno ją kocham. Tak, mimo wszystko kocham. Próbowałem sobie przypomnieć jak ją poznałem. Ach tak.
 Siedziałem w swoim studiu tatuażu, gdy weszła niska brunetka. Zmierzyłem ją wzrokiem. Szczupła, zaokrąglona w odpowiednich miejscach i o długich brązowych włosach. Podeszła do Kris. Po chwili zobaczyłem jak macha na mnie. Wstałem i podszedłem do obu pań. 
- Tak?
- Ta mała chce tatuaż. Jesteś wolny? - spojrzałem na zegarek. Widziałem jak mała przygląda się moim tatuażom na rękach. 
- Jeśli to nic dużego to chodź.
- Nie, to nic takiego. - poszliśmy na moje stanowisko. Dziewczyna spojrzała niepewnie na mnie,
- Co? 
- Bo ja chcę tatuaż  tu. - pokazała na bok pod prawą piersią. Rozejrzałem się . Wstydziła się rozebrać.
- Nie masz stanika? - widziałem jej zaszokowanie.
- No, nie mam. - odparła uśmiechając się.
- Chodź mała. - odparłem i poprowadziłem do pomieszczenia na zapleczu.
- Jeśli chcesz to poproszę Kris...
- Nie, wolę ciebie. - spojrzałem na nią. 
- Będę widział twoje piersi.
- Masz robić tatuaz pod nimi nie musisz na nie patrzeć. - uśmiechnęła się.
- Masz rację, nie muszę. Nie wiem jednak czy nie będę chciał. - położyła się na kozetce i zdjęła bluzkę. Jeśli tak wygląda góra to ja nie chcę myśleć o reszcie. Byłą piękna. Słodka, niewinna. Zupełnie nie w moim stylu. 
- Będzie bolało? - wyszeptała, a ja na nią spojrzałem. Przymknęła oczy jak zobaczyła, że wyciągam narzędzia. 
- Zależy co chcesz. - wyjaśniła, o co jej chodzi. Miał być to napis upamiętniający jej zmarłą matkę.
- To jak użądlenie pszczoły. Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. - popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.
- Zaufam ci.
Może byłem głupi, ale już wtedy się w niej zakochałem. Chciałem by mi ufała. Gdy wychodziła dałem jej swój numer. W życiu tego nie robiłem. Pamiętam jej uśmiech. Szczery. Kiedy ostatnio go widziałem? Dostaję olśnienia, dawno.  Ostatnio się nie uśmiechała, była nieobecna. Nie zwróciłem na to uwagi. Nie zauważyłem, że nie ma już mojej Laury. Była, ale jakaś inna, nie ta którą kocham.
Siedziałem w studio i pracowałem nad szablonami. Nie miałem po, co wracać do domu. Moje studio tatuażu było wszystkim, moim lekarstwem. Dzięki temu się nie stoczyłem. Uwielbiałem tworzyć na czyjejś skórze, bo to zostawało już na zawsze. Zmieniałem tym ludzi. Podobała mi sie ta świadomość. Mój telefon za wibrował. Spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem wiadomość od nieznanego numeru.
Hej
Zdziwiłem się, kto może pisać do mnie o tej porze. Było już grubo po jedenastej. Chwilę walczyłem sobie czy odpisywać. Nie miałem pojęcia kim może być ta osoba.
Hej - odpisałem. Po chwili mój znów za wibrował.
Nie powinnam do ciebie pisać. Nie obudziłam cię?
Nie :D Jeszcze nie śpię o tej porze, Laura tak?
Tak. 
Moje serce wręcz o mało nie wyrwało się z piersi. Uśmiechnąłem się jak głupek. Naprawdę było ze mną źle skoro sms od tej laski wywarł u mnie takie wrażenie.
Jak tatuaż?
Super. Ojciec o mało nie dostał zawału, ale jest ok. Dziękuję :*
To moja praca mała :D Co powiesz na jakąś kolację ze mną?
Randka?
Yyyy...tak :)
Kiedy?
Nasza pierwsza randka była na plaży. Miała na sobie zwiewną niebieską sukienkę. Myślałem, że jebnę na jej widok. Czemu musiała być taka piękna? Graliśmy w badmintona. Nie bardzo jej to szło. Śmiesznie wyglądała wkurzona. Próbowała sobie poprawić nastrój nabijając się z moich różowych kąpielówek. Później wpadła na pomysł budowania zamków i miast z pasku . Nieco dziecinne, ale dla niej mógłbym zrobić z siebie idiotę. Opowiadała mi o sobie, o jej dzieciństwie. 
- Dlaczego zacząłeś robić tatuaże?
- Sobie czy w ogóle? - zaśmiałem się.
- Sobie.
- Cóż, pierwszy tatuaż zrobiłem po śmierci mojej dziewczyny.
- Och, przykro mi.
- Spoko, to było dawno. Miałem 16 lat jak umarła. Podrobiłem podpis ojca. 
- Który to tatuaż?
- Ten - pokazałem serce i wbity w nie nóż, był on na mojej klatce piersiowej tuż nad sercem.
- Kochałeś ją?
- Melody? Tak, tylko nie taką dojrzałą miłością. Teraz jak na to patrzę to raczej byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Na co umarła?
- Białaczka. Walczyła z nią od małego. Przeszczepy, terapię nic nie pomogło.
- A reszta tatuaży?
- Cóż kolejny zrobiłem jak miałem prawie 18 lat. To wąż na moim ramieniu, a potem straciłem rodziców wypadku samochodowym i ob tatuowałem się cały.- uśmiechnąłem się.
- A salon?
- To otworzyłem za pieniądze z odszkodowania. Przez rok prawie półtora tylko piłem. Któregoś dnia obudziłem się i zobaczyłem, że moje życie to gówno. Stwierdziłem, że chcę coś zmienić i to zrobiłem.
- Nie było ci łatwo.
- W życiu nie jest łatwo. To nie film. - uśmiechnęła się.
- Dobra koniec tego przesłuchania. - poderwałem ją z piasku i wbiegłem do oceanu. Cały czas krzyczała.
- Ross! Nie! Nie rób tego. - cóż nie słuchałem już uważnie.
Była i jest dla mnie kimś ważnym. Oczywiście nie byliśmy idealni, sporo początkowo przed nią ukrywałem. Jak na przykład to, że kiedyś ćpałem i wykorzystywałem dziewczyny. Dwa razy ode mnie odeszła, po tym jak ją zwyzywałem. Zawsze jednak wracała. Czy ja też powinienem? Ona mi wybaczała, tyle że ja nie miałem nigdy romansu z inną. Zamówiłem kolejną porcję szkockiej. Przypomniało mi się jak zacząłem pić, gdy się kłóciliśmy zawsze się upijałem. Potem przepraszałem,  apotem znów się kłóciliśmy i... znów ją traktowałem źle. Jednak w końcu zrozumiałem, że ona jest moim światem. Ba, zmieniłem nawet zdanie w kwestii dzieci i małżeństwa. Dla niej. Cholera, dla niej urabiałem się po uszy. Chciałem by miała wszystko, a ona...puściła się. Ogarnia mnie wściekłość na samą myśl, że tan dupek ją dotknął. Jak mam to wybaczyć? Próbuje zrozumieć czemu to zrobiła. Przecież mnie kocha. Cholera ja wiem, że ona mnie kocha. Przypominam sobie nasz pierwszy pocałunek przed jej domem. Odprowadzałem ją z randki, pocałowałem ją tuż przed jej drzwiami. Pamiętam też ten nasz pierwszy raz, gdy pojechaliśmy na wycieczkę do Waszyngtonu. Kupiłem wtedy najlepszy pokój. Rozkoszowałem się nią powoli, chciałem by pamiętała to przez całe życie. Pamięta? Czy ten dupek był lepszy i woli ich pierwszy raz? Pamiętam jej słowa:
Masz moje serce...masz mnie. Kocham Cię.
Proszę o kolejną szkocką, barmanka nalewa przyglądając mi się. Stary Ross coś by jej odwarknął by się odpieprzyła. Teraz jednak siedzę i czekam.
- Źle to robisz.
- Co? - spojrzałem na latawiec, który trzymałem w ręku. Pomagałem Laurze w opiece nad jakimś dzieciakiem. Szczeniak był wkurzający, gdyby nie Lau  dawno bym dał mu w dupę.
- Powinieneś to włożyć tak. Spójrz jak to ja robię.
- Wolałbym co innego wkładać i to nie pieprzonemu latawcowi tylko tobie. - wessała głęboko powietrze.
- Ross! - cała się zaczerwieniła. Zaśmiałem się, a młody odwrócił się do nas.
- Z czego się śmiejecie? - zapytał. Laura oblała się jeszcze większym rumieńcem.
- Rozmawiamy o technikach robienia latawców. - odparłem, Lau parsknęła śmiechem.
- Luckas, idź do ogrodu i sprawdź swój latawiec.
- Nie wiem co on widzi w tym śmiesznego. - odparł gówniarz i wyszedł.
- Techniki robienia latawców? - uniosła brew. Przysunąłem się.  Pociągnąłem ją w dół i znalazła się pode mną na kanapie. Przestała się śmiać.
- Tak. Techniki. Przecież ważne są szkolenia no nie? - przybliżyłem się do jej ust i chwyciłem jej dolną wargę między zęby.
- Ross...Luckas.
- Nim opiekowałaś się przez ostatnie dwie godziny, teraz ja potrzebuję opieki.
- Tak? 
- Tak. - pocałowałem ją, wsunęła swoje dłonie  w moje włosy. Chciałem ją wziąć tu i teraz. Przycisnąłem się do jej uda. Zajęczała. Wtedy usłyszeliśmy kogoś w salonie. Kątem oka dostrzegłem tego smarkacza. Stał  przy drzwiach balkonowych i przyglądał nam się. Laura gwałtownie mnie odepchnęła. Prawie zleciałem na tyłek z tej pieprzonej kanapy. Poprawiała swoje ubranie, a jej twarz była krwistoczerwona.
- Luckas...co ty tu robisz? - powiedziała.
- Chciałem byś popuszczała ze mną latawce.
- Ok. Już idę.
- Co on ci robił? - wskazał na mnie palcem. Laura prawie schowała się za fotelem. Wiedziałem jak jest jej wstyd. Bawiło mnie to nieco. Patrzyła na mnie spanikowana.
- Całowaliśmy się. - odparłem.
- Czemu?
- Bo ją kocham. Nie widziałeś nigdy jak facet całuje się z dziewczyną?
- Nie.
- A twoi rodzice? Nie widziałeś jak to robili.
- Ross! - krzyknęła Lau.
- Tata daje tylko mamie buzi w policzek. Nie leży na niej.
- Cóż ja nieco inaczej daje buzi Laurze.
- Ross! Luckas nie słuchaj go. Chodźmy. - wyciągnęła go z mieszkania, a ja zanosiłem się ze śmiechu.
 Nie wiem ile wypiłem, sześć shotów. Może więcej. Wspomnienia wciąż napływały. Wszytskie nasze dobre i złe chwile. Kłótnie, bójki, upijanie się, seks z nią, wszystkie jej spojrzenia, pocałunki, uśmiechy, jej śmiech dźwięczał mi w uszach. Czy potrafię to rzucić? Odejść. Wiem, że powinienem. Nie jestem dla niej odpowiedni. Ona potrzebuje kogoś takiego jak ten frajer z którym miała romans. Ja wyglądam przy niej jak śmieć. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie życia bez niej. Jest jego ratunkiem. Jest tą jedyną. Kocha ją. Boli go, to co zrobiła, ale ją kocha. Wyciągnął telefon i zadzwonił do niej. Odebrała po drugim sygnale.
- Ross.
- Cześć. - wybełkotał.
-Piłeś?
- Taaak.
- Cóż...w sumie...rozumiem...wiesz już co dalej?
- Jestem po to, by cię znosić i ci wybaczać. - odpowiedziałem.
***
Cześć miski. Nominowała mnie Jacky Sparrow. Bardzo ci dziękuję, naprawdę. Mam nadzieję, że to ostatni shot. Mam na razie dość pisania tych opowiadań, jeszcze przede mną jeden :/ Cóż temat był Jestem po to, by cię znosić i ci wybaczać. Myślę, że chyba nie poszło najgorzej. W tym tygodniu myślę, że dodam dziesiąty rozdział na Just Love Me. Wypatrujcie mnie tam :) Póki co, kto nie czytał i nie komentował to zapraszam na dziewiąty rozdział :D
A ja nominuje:
1. Jacky Sparrow ( myślę, że się ucieszysz)
2. Tinsley ( za to, że zawiesiłaś bloga, a tak czekałam na rozwój sytuacji :P )
3. Paula Lynch (uwielbiam twojego bloga ♥)
4. Louder Forever ( niedawno okryłam twoje bloga i zakochałam się w tym jak piszesz ♥)
5. Wiktoria Martin
Nominuje tylko tyle osób. Jakoś nikt mi już nie przychodzi do głowy. A teraz temat:
1. Ostatnia spowiedź
2. Już nie wiem kim bez ciebie jestem.
3. Dotyk ciemności.
Macie spory wybór, liczę na to, że ktoś napisze na 1 lub 3 temat shota, drugi tez mile widziany.
Czas: do 31 sierpnia.
A i jeszcze paring to macie do wybory Routney lub Rydellington ( dla zaciekłych fanek Raury :D )
Pozdrawiam, a nominowanym życzę weny :D
Papa.
Delly Anastasia Lynch




wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy

Chciałbym coś ci dać, ale nie wiem co
Nawet nie stać mnie, na odważny krok
A do gwiazd, 
Nie zabiorę cię, w fantastyczny lot
Mamy tylko nas, mamy tylko to
A do gwiazd, za daleko stąd ~ Video "Fantastyczny lot"
   Wybiegli na ulicę. Miasto tętniło życiem. Laura pociągnęła go w stronę metra. Nie wiedział, co ona kombinuje, ale był podekscytowany. Wreszcie ją odnalazł. Była już tylko jego. Nie miał pojęcia gdzie ona go ciągnie. Tym bardziej mu się to podobało. Miał wrażenie, że wciągnęła go do pierwszego lepszego pociągu. Poprowadził ją w róg składu i przytulił. Zauważył jej perlisty uśmiech, a serce mu podskoczyło. Nie miał wątpliwości, że to, co do niej czuje jest poważne. Modlił się by nikt go nie rozpoznał. To mogło zepsuć ich dzień.
- Dokąd mnie ciągniesz, słonko? - Laura znowu odpowiedziała mu uśmiechem.
- Tajemnica. - szepnęła. Właśnie w tej chwili przez jego głowę,  przemknęło milion kosmatych myśli. Miał nadzieję, że chociaż jedną z nich dzisiaj spełni.
- Zabijesz mnie dziewczyno. - westchnął, a ona się roześmiała. Niestety zwróciło to uwagę kilku dziewczyn, które zaczęły szeptać między sobą. Widział z jaką prędkością wiadomość roznosi się po składzie. Jeszcze chwila, a w ruch pójdą telefony, a co gorsza zaczną się piski.
- Kochanie. - powiedział cicho.
- Tak?
- Chyba musimy wysiąść. - widział, że kilka dziewczyn zaczyna się do nich przysuwać.
- Jeszcze kilka przystanków.
- Zaraz nie będzie tu przyjemnie. - Laura rozejrzała się po wagonie.
- Chodź. - wyciągnęła go na stacji. Złapała taksówkę.
- Wie pan gdzie jest opuszczone wesołe miasteczko? - zapytała kierowcy. Ross spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Tak, wsiadajcie.
- Gdzie ty mnie wieziesz? - zapytał rozbawiony. 
- Zobaczysz. - uśmiechnęła się kokieteryjnie.
  Kierowca wysadził ich przy opuszczonym wesołym miasteczku za miastem. Ross zastanawiał się po, co tu przyszli. Podeszli do ogrodzenia.
- Przeskakuj. - powiedziała. Ross zmierzył ją wzrokiem.
- Cóż, jestem dżentelmenem, więc panie przodem. - Laura zaczęła się wspinać po siatce. Nie mógł się powstrzymać i zaczął podglądać jej bieliznę, którą było widać spod króciutkiej sukienki.
- Nie podniecaj się za bardzo. - zaśmiała się.  Wiedziała, co tak przykuło uwagę Ross'a.
- Przy tobie jest to trudne. - odpowiedział i po chwili oboje byli na terenie parku.
- Co tu robimy? - zapytał.
- Zwiedzamy. - odparła. Ruszył za nią. Widać było, że to miasteczko było od dawna opuszczone. Sprzęty były pokryte rdzą, wszystkie oznaczenia stoisk były rozmyte przez deszcz, a z niektórych budek odchodziła farba.
- Jak dawno zamknęli to miasteczko? - zapytał.
-  Jakieś dziesięć lat temu. Pomyśleć, ze kiedyś to miejsce tętniło życiem.
- Trudno to sobie wyobrazić.
- Może dla ciebie. Ja widziałam to miejsce za życia. Nie ma lepszego miejsca jak to.
- Teraz jest trochę upiorne.
- Boisz się? - uśmiechnęła się szeroko.
- Ja? Coś ty. - zajrzał do jednego z budynków i zobaczył salę luster. Przypominała scenerię z horrorów. Popękane, pożółkłe szkło, farba odchodząca z sufitu, pajęczyny. Nie rozumiał czemu tu są. Podeszli do budki, w której kiedyś mieścił się zapewne mały bar.
- Coli? - zapytała. Popatrzył na nią zdziwiony.
- Masz tu colę?
- Tak. - podała mu spod lady jedną butelkę.
- Mam tu taki mały zapas.
  Minęli karuzelę z kucykami i doszli do serca miasteczka. Stała tam scena. Zaskoczyło go to. Raczej nie spotykał tego w innych tego typu miejscach. Lau przysiadła na jej brzegu. Usiadł koło niej. Chwile oboje patrzyli na otoczenie wokół siebie. Kiedyś tętniące życiem, teraz rudera.
- Przychodziłam to co niedziela z tatą. - powiedziała po chwili.
- Dlatego znasz to miejsce.
- Opowiadałam ci kiedyś o mojej rodzinie?
- Mówiłaś tylko o ojcu i siostrze, kiedyś na zapleczu restauracji. - była zaskoczona, że pamiętał tę rozmowę.
- A o tym co było przed?
- Nie. - odparł cicho.
- Mój tata był z pochodzenia Włochem. Urodził się w Toskanii. Jego rodzice mieli winnicę. Rodzina Marano prowadziła ją od wielu wieków. Moi dziadkowie byli szczęśliwi, gdy urodził im się syn. Niestety, któregoś lata nadeszła straszna susza. Dziadek zaczął dokładać do interesu. Jakby tego było, którejś nocy wybuchł pożar. Spłonęła cała winnica.
- I?
- Moi dziadkowie postanowili wyjechać z Włoch. Przylecieli do Chicago. Tata miał wtedy trzy lata. Tam się wychowywał. Gdy miał 16 lat zmarła babcia, a gdy skończył 20 lat dziadek.
- Jak wylądował w L.A?
- Nie wiem. Po pogrzebie wsiadł w swoją starą  ciężarówkę i wylądował tu. Zaczął pracować we włoskiej knajpie. Jego szef go traktował jak syna i pokierował nim  tak, że zdobył wykształcenie.
- A twoja mama?
- Pochodziła z New Jersey. Miała bogatych rodziców. Dziadek był bankowcem, a babcia lekarzem. Mama od zawsze kochała muzykę. Chodziła na balet, śpiewała w chórze kościelnym. Dziadek i babcia chcieli by została lekarzem, albo księgową. Gdy miała 16 lat przez miasto przejeżdżało wesołe miasteczko.
- Uciekła z nimi?
- Tak. Dziadkowie jej szukali, ale nie znaleźli. Prawie.dziesięć lat jeździła z nimi po Stanach. W końcu postanowili zostać w Los Angeles. Mój tata, kiedyś tu przyszedł, wtedy ją zobaczył. Mówił, że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Mama tu tańczyła i śpiewała. Była wspaniała. Przychodził tu codziennie. W końcu kiedyś do niej podszedł i zagadał. Po miesiącu się pobrali. Tata, wkrótce skończył studia i został na uczelni, mama występowała tu i teatrze. Grała w musicalach. Rok po ślubie urodziła się Vanessa. Mama miała drobną przerwę. Gdy wróciła wypatrzyła ja Hannah. Mama była jej tancerką. Odeszła jak miałam się już urodzić. Wróciła tu do miasteczka i do teatru. Co roku teatr robił musical świąteczny. Grali go w Boże Narodzenie. Mama co roku, brała w nim udział. Dla mnie to było wspaniałe, ale Van miała już 11 lat i zaczęła chcieć mieć takie święta jak reszta dzieci. Tamtego roku mama obiecała, że te święta spędzi z nami w domu. Pamiętam jak się cieszyłyśmy. - po policzku pociekła jej łza.
- Przed wieczorem zadzwonił telefon. Piekłyśmy wtedy z tatą ciastka. Mama z kimś rozmawiała. Po czym powiedziała, że jej koleżanka zachorowała i ona musi jechać. Pamiętam, że Vanessa była wściekła. Mama chciała ją jak zawsze ucałować przed wyjściem, a ona uciekła do pokoju. Tata powiedział, żeby się nią nie przejmowała i mama wyszła. - głos jej się załamał na to wspomnienie.
- Wtedy widziałaś ją po raz ostatni. - powiedział.
- Tak. Pamiętam, że tata poszedł do Vanessy i z nią rozmawiał, a ja oglądałam bajki. Minęło chyba ze dwie godziny jak ktoś zapukał do drzwi. To był policjant. Pamiętam, że gdy nas zobaczył z Vanessą zbladł. Powiedział, że chce porozmawiać z tatą, więc my poszłyśmy do pokoju. Długo tam siedziałyśmy. Gdy tata przyszedł miał czerwone oczy. Vanessa dowiedziała się wcześniej, mi powiedzieli przed pogrzebem. Wcześniej mówili mi, że mama gdzieś wyjechała. Myślałam, że dlatego Vanessa ciągle płacze i wszyscy są smutni. Pogrzeb mamy był ostatnim dniem, gdy wszystko jeszcze grało. Wcześniej przychodziliśmy tu, co niedziela, by oglądać mamę, potem nie było już nic. Tata zaczął pić. Najpierw tylko po pracy. Później co raz częściej. Cztery lata po śmierci mamy, tata stracił pracę, a my przeprowadziliśmy się tu. Vanessa od tamtego wypadku zastępowała mi matkę, lecz po przeprowadzce tu zaczęła być dla mnie i ojcem. Przez rok praktycznie wegetowałyśmy. Nie raz było tak, że byłam głodna. Ojciec tylko pił, a Van nie mogła jeszcze iść do pracy. Jedliśmy tyle co na stołówce w szkole.Było trochę lepiej jak zaczęła pracować. Wszystko się zmieniło pięć lat temu. Poznała jakiś dziwnych ludzi. Zaczęła ćpać. Najpierw jakoś sobie radziła, później odpuściła. Wtedy pomogła mi Stacy. Gdyby nie jej rodzina umarłabym, nie raz u niej nocowałam, przychodziłam żeby coś zjeść. Dopiero jak miałam 16 lat zaczęłam pracować w barze.
- Było ci pewnie cholernie ciężko.
- Bardzo. Ojciec pił, żeby się nie wkurzył i nie wszczynał awantur kupowałam mu wódę, Vanessa stoczyła się totalnie. Byłam sama.
- Cholera chciałbym, byś nie musiała przez to przechodzić.
- Nie martw się, to już przeszłość. - odparła.
- Tak, ale tyle wycierpiałaś.
- Ross pamiętasz, co ci powiedziałam na pogrzebie ojca?
- Że nie chcesz litości.
- Właśnie, nie chcę współczucia i litości. To mnie dobija.
- To nie jest litość Laura, to miłość. - spojrzała na niego. To, co powiedział bardzo ją wzruszyło. Pocałowała go czule. Starała się tym pocałunkiem powiedzieć wszystko co czuje. Wspaniała była wizja, że ma teraz kogoś komu na niej zależy. Tak długo się opiekowała innymi, teraz czuła, że Ross nią się dobrze zajmie. W jego objęciach czuła coś, czego jej brakowało. Szczęście. Wreszcie osiągnęła to, o czym marzyła. Była szczęśliwa.
- Vanessa idzie na odwyk. - powiedziała. Widziała zaskoczenie na jego twarzy. Wiedziała, że będzie jeszcze większe jak powie mu kto jest powodem tak nagłej zmiany decyzji.
- Serio? To chyba dobrze.
- Bardzo dobrze. - uśmiechnęła się.
- Za wszelką cenę chcesz ją ratować, prawda?
- To moja siostra, gdyby nie ona...- urwała.
- Wiem kotku. Doskonale wiem, o co ci chodzi.
- Kilka lat temu załamałam się. - powiedziała cicho.
- To znaczy?
- Sama utrzymywałam rodzinę. Dom, rachunki, a oni wszystko utrudniali. Pamiątki po mamie były i są dla mnie świętością. Oni wszystko wynosili. W końcu pękłam. Wzięłam garść tabletek i popiłam wódką. Gdyby nie Vanessa...
- Ćśś, skarbie. - przytulił ją mocno.  Była taka silna, a jednak bardzo delikatna. Wiedział, że od tej pory nie dopuści do tego, by cierpiała.
- Ona uratowała mnie, ja ratuję ją.
- Rozumiem, nie płacz skarbie. - otarł kciukami jej łzy na policzkach.
- Chociaż gdyby nie twój brat, to niewiele bym wskórała. - Ross oderwał się od niej.
- Co?! - Laura zaśmiała się.
- Riker i Vanessa.
- Oni razem?
- Yhy.
- Cóż najwidoczniej Lynch'owie mają słabość do panien Marano. - zaśmiał się i pocałował Laurę.
- Oj macie. - uśmiechnęła się szeroko.
 
  Nie miała pojęcia gdzie Ross ją ciągnie. Ulżyło jej, że mogła z kimś pogadać o swojej przeszłości, ale najbardziej podobało się jej, że Ross jej nie ocenia. Kocha ja taką jaką jest.
- Dlaczego byłeś z Blair? - zapytała.
- Czemu pytasz?
- Sorry za wyrażenie, ale to suka. - Ross uśmiechnął się.
- Poznałem ja jak miałem 14 lat. Była moją pierwszą dziewczyną. Wspierała mnie jak zaczynaliśmy tworzyć zespół. Nie zawsze była taka jak teraz. Wiem, że jest suką. Wszystko się zmieniło jak poszliśmy do liceum. Nie wiedziałem, że jest taką jędzą. Przy mnie była słodką Blair. Któregoś dnia zobaczyłem jak  się odzywa do ciebie. Później widziałem jeszcze kilka  takich scenek. Byłem z nią, bo...wydawało mi się, że jest dla mnie odpowiednia.
- Kochałeś ją?
- Nie. Powiedziałbym, że byłem nią silnie zauroczony. Chyba, żeby liczyć szczeniacką miłość.
- Długo z nią byłeś.
- Z wygody. Jesteśmy na miejscu. - stanęli przy drabince prowadzącej na dach jednej z hal.
- Niedaleko stąd jest chyba twoja szkoła?
- Tak, blisko.
- Trochę dziwna dzielnica.
- Kiedyś to było zagłębie przemysłowe L.A. Sporo jest tu takich hal, ale kocham to miejsce ze względu na widok.
- Opuszczonych ruin?
- Nie. - zaśmiał się. - Wchodź.
- Po tej drabince? Może ty pierwszy?
- Ja wolę iść za tobą.
- Czemu?
- Bo masz sukienkę.
- I co z tego?
- Cóż...masz śliczny tyłeczek, po za tym jakbym szedł przed tobą to nie miałbym zabawy.
- Idiota. - Laura zaczęła wspinać się po drabince.
- Cóż za widoki. - zaśmiał się blondyn.
- Przymknij się Lynch. - zatkało ją jak weszła na dach. Było stamtąd widać ocean. Akurat słońce zachodziło i jego już pomarańczowa poświata odbijała się w tafli wody.
- Pięknie?
- Cudownie. - odparła. - Jak znalazłeś to miejsce?
- Tata mi je pokazał. Gdy miałem jakieś 10 lat, zmarł mój żółw Rafael, strasznie to przeżyłem. Tata zabrał mnie tu i powiedział, że mogę tu wracać ilekroć będę czuł potrzebę by pobyć sam.
- To słodkie. Przykro mi z powodu twojego żółwia.
- Dzięki. Zatańczysz?
- Co?
- Pytam czy zatańczysz?
- Tu?
- A czemu nie? - wyciągnął dłoń. Laura popatrzyła na niego i uśmiechnęła się szeroko.
- Dobrze. - wyszeptała. Ross wyjął telefon i z playlisty wybrał piosenkę "Love me like you do".
- Myślę, że to odpowiednia piosenka. - odparł i chwycił Lau w ramiona. Kołysali się w rytm muzyki, a Laura podśpiewywała pod nosem tekst piosenki. Ross obrócił ją tak, że stanęła do niego plecami. Jedna rękę położył jej na sercu, drugą przytrzymywał w talii. Słyszał jak jej serce bije mocniej.
Uderzenie  uderzenie  przerwa.
Uderzenie uderzenie uderzenie przerwa.
Uderzenieuderzenieuderzenie przerwa.
Wyciągnął dłoń, a jej ręka podążyła za jego. Pochylił się i chwycił w pasie, podniósł ja do góry i obrócił się powoli. Po czym postawił ją na ziemi, a ona wygięła się i położyła prawą rękę na jego szyi. On wtulił twarz w jej włosy. Obróciła się i stanęła do niego twarzą w twarz. Złapał ja jedną dłonią mocno w talii, a drugą pokierował tak, że wygięła się mocno do tyłu. Jego dłoń przesunęła się po jej dekolcie. Nagle wróciła do pozycji stojącej i objęła go mocno. Zrobił kilka kroków do tyłu. Po czym złapał ją za uda i uniósł lekko gdy Ellie śpiewała refren, a on raz po raz podnosił ją do góry i stawiał z powrotem na ziemi kręcąc się wokół własnej osi. Nie potrzebowali słów, by się rozumieć w tańcu. Obrócił ją i przycisnął do siebie.
- Kocham cię Laura. - wyszeptał jej do ucha. Po czym znowu uniósł ją do góry. Objęła go nogami w pasie, a on pochylił się i zakreślił półkole. Ich usta się połączyły. Całował ja z taką pasją jak nigdy przedtem. Złapał ją w talii i uniósł, musiała go puścić. Po czym leciutko się kręcąc postawił ja na ziemi. Piosenka ucichła. Stali i patrzyli sobie w oczy. Ich oddechy mieszały się ze sobą.
- Ja też cię kocham. - odparła.
 
  Odprowadził ja do domu. Nie podobało mu się, że mieszka w takiej okolicy. Byłby spokojniejszy gdyby mieszkała w bardziej bezpiecznej dzielnicy, Doszli na jej piętro.
- Zaskoczony, że tak mieszkam? - stanęli przed jej drzwiami.
- Trochę.
- Nie stać mnie na nic lepszego.
- Vanessa jest w domu?
- Nie, Stacy miała wziąć ją do siebie.
- Dobrze się dzisiaj bawiłem.
- Ja też. Dziękuję.
- Widzimy się jutro?
- Jasne.
- To do zobaczenia. - pocałował ja w czoło i zaczął schodzić po schodach. Laura odwróciła się i zaczęła szukać kluczy, wyjęła je i włożyła do zamka. Poczuła czyjś oddech na karku. Odwróciła się gwałtownie i poczuła czyjeś usta na swoich. Przyparł ja do drzwi. Klamka wbijała jej się w plecy. Wyczuła ręką zamek i przekręciła klucz, drugą rękę wsunęła w jego włosy. Jego dłonie zsunęły się niżej na pośladki. Przycisnął ją do siebie. Laura wyczuła ręką klamkę i otworzyła drzwi. Oderwała się od Ross'a i przekroczyła próg mieszkania. Ross spojrzał na nią zmieszany. Myślał, że zbytnio się pospieszył.
- Laura, sorry...- nie dokończył, bo Laura pociągnęła go za kurtkę do mieszkania. Złapał ją w pasie, i znów przywarł do jej ust. Boże jakie one były miękkie i słodkie. Mógłby je całować cały dzień i noc. Zamknął drzwi kopniakiem i popchnął ją na ścianę. Gdy wessał jej dolną wargę, jęknęła. Chciał jeszcze usłyszeć ten dźwięk. Złapał ja za uda i podniósł, oplotła go nogami w pasie. Ich pocałunki stawały się coraz gorętsze i  bardziej namiętne. Laura zaczęła szarpać go za kurtkę. Sam by najchętniej się jej pozbył, ale to oznaczało by, że musi ja puścić. Postawił ją na ziemi i ściągnął kurtkę nie odrywając się od jej ust. Potem znów ją podniósł i przyparł do ściany. Po chwili Laura nie była już w stanie wytrzymać więcej.
- Sypialnia. - wychrypiała. Ross niosąc ją i całując wpadł na szafkę, spadł z niej wazon i się potłukł, ale to nie był dla niej problem. W pewnym momencie zatrzymał się.
- Gdzie? - zapytał.
- Po lewo, pierwsze drzwi. - odpowiedziała, po chwili byli już w jej pokoju. Ross zamknął kopniakiem drzwi i rzucił ją na łózko.
- Nie pamiętasz gdzie jest moja sypialnia?
- Serio? Teraz akurat o tym myślisz? - powiedział i wspiął się na nią. Spojrzał jej głęboko w oczy. Jego dłoń przesunęła się po jej policzku. Pocałował ją w czoło. Przymknęła oczy. Potem zostawił pocałunki na powiekach, nosie, policzkach. Obcałował kontur jej ust. Dopiero musnął jej wargi.. Rozchyliła usta, a on wsunął tam koniuszek swojego języka. Jej dłonie zsunęły się po barkach i plecach, dotarły nad brzeg jego koszulki. Szarpnęła za nią. Zrozumiał, po chwili jego koszulka leżała na podłodze. Objęła go mocno. Jego dłoń zacisnęła się na piersi. Zaczął ją pieścić przez materiał sukienki, druga zsunęła się niżej, między jej uda. Dotknął jej tam gdzie chciała.
- Jesteś całkowicie mokra, co my teraz zrobimy? - wychrypiał jej do ucha.
- Coś wymyślisz. - zaczął całować ją za uchem wędrując w dół jej szyi. Jej sukienka zaczęła się unosić. Po chwili i jej nie było. Przyglądał się jej przez pewien czas.
- Jesteś piękna. - powiedział i pocałował ją w usta. Dłońmi bawił się jej piersiami. Wygięła się w łuk. Chciała poczuć go bliżej siebie. Wtopić się w jego ciepłe ciało.
- Spodnie. - wyszeptała. Uśmiechnął się seksownie i wstał.
- Bardzo pani wymagająca. - ściągnął swoje buty, skarpetki i spodnie wraz z bokserkami, a potem jej sandałki. Sięgnął do kurtki i wyjął foliową paczuszkę, położył ja na biurku. Po czym zaczął całować jej stopy, wędrując wyżej. Zatrzymał się na moment przy figach. Uśmiechnął się i pokierował w górę, całując jej brzuch. Zatrzymał się przy staniku.
- Nie lubię tego biustonosza. - odparł i ściągnął jej stanik.
- Tak lepiej. - dodał gdy została w samych majtkach. Wessał prawą brodawkę do ust, a ona krzyknęła. Drugą zaś ugniatał w dłoni. Czuła jak sutki jej twardnieją, a piersi robią się nabrzmiałe. Gdy zadowolił się już prawą piersią, wessał do ust lewy sutek, a prawą pierś ugniatał w dłoni. Zataczał kółka wokół brodawki, doprowadzając ją na skraj szaleństwa. Oddychała szybciej, jej skóra była śliska od potu i paliła. Chciała go tylko w jednym miejscu.
- Podoba ci się? - wymruczał.
- Ross...
- Co kochanie?
- Proszę...
- O co prosisz?
- Chcę cię. - wydyszała.
- Masz mnie, kotku. Jestem cały twój.
- Chcę cię tam. - wyszeptała. Uśmiechnął się.
- Cierpliwości, kotku. - wyszeptał jej do ucha. Jego dłonie wsunęły się za gumkę majtek, po czym mocno ja pociągnęły.
- Nie lubiłem tych majtek. -powiedział, po czym ją pocałował.
- Ja też nie. - odparła między pocałunkami. Jego palce zawędrowały między jej uda, po czym wsunął w nią dwa palce, a kciukiem ocierał o łechtaczkę. Westchnęła głęboko i zacisnęła się na jego palcach. Poruszał się w niej chwile, rozgrzewając ją do czerwoności. Jeśli wcześniej nie słyszał jak dyszała to teraz zapewne usłyszał. Wysunął z niej palce. Rozerwał prezerwatywę. Pocałował ją namiętnie, wsunęła dłonie w jego cudowne włosy, po czym wszedł w nią głęboko. Krzyknęła. Odczekał chwilę, by oboje poczuli to połączenie jakie ich teraz łączyło.
- Nie zamykaj oczu. - powiedział stanowczo. Po czym wysunął się z niej i wsunął kawałeczek. Myślała, że oszaleje. Potem zrobił to samo, jego usta całowały ja z miłością, a jego ruchy stawały się szybsze. Zaczął kreślić kółka na jej podbrzuszu. Cholerne kółka. To ją jeszcze bardziej nakręcało. Była cała rozpalona. Czuła jak jej ciało całe się napina, jak coś w niej narasta. Jęczała, głośno dawała znać o swojej przyjemności.
- No kurwa dalej maleńka. Dojdź dla mnie. - gdy to powiedział eksplodowała. Jej ciało drżało, a ona czuła się fantastycznie. Słyszała jak on po chwili doszedł, krzycząc:
- O kurwa Laura! - po czym opadł na nią wgniatając ją w materac. Leżeli tak chwile próbując się uspokoić.
- Kocham cię Laura.
- Ja ciebie też. - odparła. Pocałował ją, przytulił się do jej pleców, po czym oboje zasnęli.
***
Hejka miśki! Co tam? Jak tam wakacje? Ja mam je od połowy maja. Fajnie no nie XD Sorry, że tak długo nie było rozdziału, ale przez pewien czas pracowałam. Nigdy w życiu nie pracujcie w call center :/ Boże nawet nie chcę do tego wracać. Na dodatek ostatnio moi wspaniali rodzice wymyślili malowanie ogrodzenia. Kuźwa czy ja nie mam co robić w wakacje tylko durny płot malować? No, ale jakoś skończyłam ten rozdział, ba zaczęłam pisać już dziewiąty na Just Love Me. Niedługo i tam będzie nowy rozdział. Cóż w tym rozdziale dałam Wam mnóstwo Raury :D Myślę, że Wam się spodoba. Mamy tu opisaną przeszłość Laury, pierwszą randkę naszej Raury i scenkę +18. To już ostatnia tego typu scenka na tym blogu :( Nie myślcie jednak, że Ross i Laura będą żyli w celibacie. Nie. Po prostu nie będę już tak szczegółowo opisywała ich stosunków :P Cóż nie martwcie się nie długo wróci do Was reszta ekipy. Vanessa i Riker, rodzeństwo Lynch'ów i...bliźniaczki i Blair. Dawno ich nie było :D Rossy Lynch cieszysz się? :D Kto idzie na koncert R5? Ja tam będę z Rossy Lynch, może mnie spotkacie heheh. Miłych wakacji i do napisania ;)
Delly Anastasia Lynch.




poniedziałek, 15 czerwca 2015

One Shot - Miłość w przestworzach cz.1 #TB

  Czy ktoś wie jakie jest życie singielki? Bywa dobre, ale brak seksu przez dłuższy czas potrafi doskwierać. Moje życie było na walizkach. Miałam 28 lat i pracowałam jako asystent reżysera. W przyszłości chciałam, zostać właśnie reżyserem. Kochałam swoją pracę. Była bardzo ciekawa. Uniemożliwiała tylko jedno - założenie rodziny. Nie powiem ostatnio mój zegar bilogiczny zaczął się odzywać. Leciałam właśnie do Dallas na plan nowego filmu Zgubieni. To była bardzo duża produkcja. Ważna dla mojej kariery. Jeśli dobrze się spiszę może Jack Maxfield zechce ze mną stale pracować. Uwielbiałam jego filmy. Były subtelne, ale mocne, wyrafinowane. Był mistrzem. Siedziałam w samolocie. Wyjęłam swoją ulubioną ostatnio książkę Fifty shades of Grey. Tak czytanie scen z pokoju zabaw, przynajmniej dawało mi namiastkę tego czego dawno nie czułam. Och nisko upadłam. Cóż przynajmniej w fantazjach mogłam się bawić jak Anastasia Steel z Grey'em. Przypomniała mi się Leila, moja przyjaciółka. Myślała, że Grey okładał Anastasię pejczem po twarzy. Do tej pory mam bekę z tego jej zdaniem fetyszu.
- Lubisz tego typu zabawy?
- Proszę? - zobaczyłam blondyna usadowiającego się obok mnie.
- Pejcze, zatyczki, szpicruty...pokoje zabaw, kajdanki i te sprawy.
- Co to pana..kim pan jest do cholery?
- Ross Lynch, a pani?
- Anastasia Roberts. - odparłam. Chłopak zaniósł się śmiechem.
- I czytasz o przygodach seksualnych innej Any?
- Co w tym śmiesznego?
- Nie.. nic. - próbował ukryć rozbawienie.
- Jak się nie ma czasu, to trzeba się czymś zadowolić! - wypaliłam.
- Lubisz się sama zadowalać? - o mało oczy nie wyszły mi z orbit.
- A pan?
- Ja wolę zadowalać kobiety. - odparł śmiejąc się.
- Cóż ja wolę być zadowalana przez mężczyzn.
- Czyli mamy coś wspólnego.
- Niby co?
- Oboje lubimy seks.
- Wow też mi odkrycie. - prychnęłam.
- Po co lecisz do Dallas?
- Na plan filmu.
- Ooo, jesteś aktorką?
- Nie. - zaśmiałam się. - Praca po tamtej stronie kamery nie jest dla mnie. Jestem asystentką reżysera.
- Myślę, że kamera by cię polubiła. Jesteś fotogeniczna.
- Nie sądzę. Na zdjęciach wychodzę okropnie.
- Po wylądowaniu możemy obalić tę tezę.
- Tak?
- Mhm. Jestem fotografem.
- Paparazzi?
- Eee nie. Takie badziewie mnie mało interesuje, fakt jest sporo za to kasy, ale stanie pod domem jakiegoś dupka tylko po to by uwiecznić chwilę gdy pakuje swój szanowny tyłek do samochodu to wariatcwo.
- Też tak sądzę. Więc co fotografujesz?
- Wszystko, tylko nie celebrytów. Pracuję dla różnych firm, gazet, ale przede wszystkim dla National Geographic. Jeżdżę po świecie i robię zdjęcia.
- Po co lecisz do Dallas?
- Mam zrobić sesję zdjęciową aktorom z jakiegoś filmu, Zgubieni czy jakoś tak.
- Serio? Ja pracuję przy tym filmie.
- W takim razie na pewno cię spotkam.
- Na to wygląda.

Byłam w Dallas dwa dni, pracowałam do późnej nocy, juz miałam dość. To był jednak dopiero początek dwumiesięcznego planu. Nie spotkałam jeszcze Ross'a Lynch'a. Zresztą  z tego co wiem sesja miała odbyć się dopiero jutro. Siedziałam w fotelu na tarasie hotelowym. Popijałam kawę i oddawałam się chwilom rozkoszy. Mój spokój zakłócił błysk flesza. Rozejrzałam się i zobaczyłam źródło błysku. Po drugiej stronie na balkonie stał blondyn z aparatem na statywie i robił mi zdjęcia. Podniosłam się i podeszłam do barierki. Poprawiłam kapelusz i okulary. Spojrzałam na blondyna. Nie miał koszulki. Mimo odległości musiałam przyznać, że był pzrystojny.
- Czemu robisz mi zdjęcia?! - krzyknęłam.
- Bo jesteś piękna! To grzech nie uwiecznić tego.
- Przestań!
- Bo przyjdę do ciebie i ...!
- I co?
- I cię zabiję!
- Na twoim miejscu bym tego nie robił!
- Przestań robić mi te cholerne zdjęcia!
- To przyjdź tu i mi tego zakaż!
- Dupek!
- Pokój 317. - zniknął w mieszkaniu.
Chwilę zastanawiałam się czy iść do niego, przecież był obcym nieco obleśnym zboczeńcem. Mimo to był cholernie przystojny, musiałam przyznać że mi się podobał. Moje ciało mnie zdradzało, potrzebowałam faceta, a on wyglądał na chętnego. Może dałby się namówić na jednorazową przygodę? Nim się zorintowałam stałam pod jego drzwiami. Zapukałam. Otworzył mi po chwili. Od razu na jego twarzy zagościł seksowny uśmiech. Już miękły mi kolana.
- Wiedziałem że przyjdziesz. - wszedł w głąb do mieszkania. Mierzyłam wzrokiem jego nagi tors. Boże ile bym dała by móc go dotknąć?
- Nie życzę sobie byś robił mi zdjęcia.
- Tak?
- Tak. To naruszanie mojej prywatności.
- Chciałem tylko obalić tezę, że nie jesteś fotogeniczna.
- Nie obchodzi mnie to. Oddaj mi kartę.
- Żartujesz? Słonko te zdjęcia wyszły bosko, za nic w świecie ci ich nie oddam. Zresztą spójrz. - zaczął pokazywać mi kolejne ujęcia. Jedne były zrobione jak stałam wściekła przy barierce, inne jak siedziałam na krześle z odchyloną głową do tyłu i szukałam słońca.
- Sama widzisz, że są zbyt piękne by je usuwać. - schował aparat do jednej z torb.
- Oddaj te pieprzone zdjęcia! - wrzasnęłam. Nim się zorientowałam rzucił mnie na ścianę i swoimi biodrami do niej przycisnął. Chwilę później jego wargi dotknęły moich. Język wdarł się do moich ust, mocno i namiętnie je penetrując. Ręce zsunęły się na moje pośladki i niżej na uda. Chwycił za nie i podniósł mnie a ja oplotłam go w pasie. Było w tym coś absurdalnego, czysty hedonizm. Nie znałam go, nie miałam pojęcia kim jest, a byłam u niego w pokoju i całowałam się w nim w hedonistyczny sposób. Czułam jego erekcję, w idealnym miejscu, zaczęłam jęczeć mu w usta. Boże jak on całował.
- Nie. Cierpię. Jak. Kobieta. Na. Mnie. Krzyczy. - powiedział między pocałunkami.
- Co z tym zrobisz?
- Coś wymyślę. - rzucił mnie na łóżko.

  To co przeżyłam z panem Lynch'em wczoraj po południu i kawałek nocy, miało się nijak do moich erotycznych doświadczeń. Jeszcze nigdy tak głośno nie wrzeszczałam. Niestety czułam się jak dziwka. Dałam mu dupy i tyle. Ok. Podobało mi się jego ostre wydanie, kajdanki i okładanie pejczem, ale to było coś co do mnie nie pasowało. Ja się tak nigdy nie zachowywałam. Niestety miałam świadomość, że nigdy tego pana nie spotkam. Było cudownie, ale to był tylko jeden numerek. Nic więcej. Nie spotkałam go już w Dallas, nie byałm na organizowanej sesji. Nie powiem, że przez następne dwa miesiące, pan Lynch nawiedzał mnie w snach. Zawsze budziłam się gdy krzyczałam Ross! To było bardzo żałosne. Jednak to co ze mną wyprawiał tamtego popołudnia wryło mi się na dobre w psychikę. Czasami czułam jakąś pustkę. Nie bardzo rozumiałam czemu. Może dlatego, że miałam się za dziwkę, albo dlatego, że był w tym wszystkim czuły i czułam się przy nim tak rozkosznie. Albo jedno i drugie. Cholerne dwa miesiące. Tym razem leciałam do Filadelfii, z przesiadką w NY. Właśnie ucinałam sobie drzemkę, gdy usłyszałam:
Pik
Pik
Pik
Otworzyłam oczy i zobaczyłam obiektyw aparatu. Zdenerwowana poprawiłam się w fotelu.
- Ślicznie wyglądasz gdy śpisz Anastasio. - nagle zobaczyłam tą znaną mi blond czuprynę. O mało nie wrzasnęłam z zaskoczenia.
- Ross.
- No tak mam na imię. Super, że pamiętasz.
- Co ty...co tu robisz?
- Jak myślisz co ludzie robią w samolocie?
- Śpią, lecą, jedzą, czytają, gapią się w sufit, posuwają, uprawiają seks... - nie miałam pojęcia, że ostatnie słowa wypowiedziałam na głos. Od razu usłyszałam jego śmiech.
- Nadal nikogo nie masz? - zapytał po chwili.
- Nie. - szepnęłam.
- Cóż lecę do NY, a ty?
- Filadelfia.
- Kolejny plan zdjęciowy?
- Yhy.
- Może zechciałabyś zrobić mi...?
- Laskę? - znowu usłyszałam śmiech, kilka pań spojrzało na mnie ze zgorszeniem.
- Boże proszę, możesz nawet tu w toalecie. Ale chciałem ci powiedzieć byś zahaczyła o NY.
- Po co?
- Nie powiem, ale nieco za tobą tęskniłem.
- Serio? Myślałam, że to był jednorazowy numerek i tyle.
- Tak nisko mnie oceniłaś? - z jego twarzy znikł ten seksowny uśmieszek.
- A tak nie było? - nie rozumiałam o co mu chodziło, przecież nie mógł chcieć więcej od nieznajomej dziewczyny.
- Nie. - odparł cicho.
- Co masz na myśli?
- Masz kogoś?
- A jak myślisz? - wlałam w te słowa mnóstwo sarkazmu.
- Nie widzę Grey'a więc nie wiem. - na jego twarzy znowu pojawił się seksowny, nieco bezczelny uśmiech.
- Bardzo śmieszne.
- To masz czy nie?
- Nie.
- W takim razie mam dla ciebie pewną propozycję. - spojrzałam na niego. Już sama jego bliskość sprawiała, że coś w środku mnie wiązało się w supełek.
- Co to za propozycja? - wykrztusiłam.
- Widzisz przeważnie interesują mnie tylko jednorazowe numerki, ale ty byłaś na tyle cudowna, że chcę więcej.
- Cudowna? Więcej?
- Tak, byłaś zajebista w łóżku. Próbowałem o tym zapomnieć bo przecież obydwoje ciągle podróżujemy, ale nie mogę... Chcę byś była moja. - nie wiem czemu, ale wybuchłam śmiechem.
- Jak to sobie wyobrażasz? - zapytałam gdy już się uspokoiłam.
- Bo ja wiem...jakoś damy radę.
- Nie znamy się. - odparłam.
- Kotku, widziałem cię nagą, wrzeszczącą moje imię. Byłem w tobie, a ty mi mówisz, że się nie znamy?
- Ross znamy się tylko w ten sposób, w żaden inny.
- To chodź ze mną na randkę.
- Co? - myślałam, że się przesłyszałam.
- Zapraszam cię na randkę kotku.
- Ale ja ...
- Lecisz do Filadelfii, wiem. Przypominam jednak, że masz przesiadkę w Nowym Jorku, a tam jest mój cel podróży. Poza tym mówiłaś, że jesteś z LA.
- I co z tego, że mieszkam w LA?
- Ja też tam mieszkam.
- Co?
- Powiem ci coś kotku.
- Co?
- Jesteśmy sąsiadami.
***
No cóż byłam dawien dawno nominowana do TB. Dziękuję ci Zwariowana Alex na temat miłość w chmurach (chyba nie przekręciłam). Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego tematu (czytaj:sarkazm). Pierwszy raz napisałam coś co ma błędy, kurde aż mnie korci by je poprawić. I jak wam się podoba? Od razu mówię będzie druga część. Trochę to wydłuży żywotność bloga hahah. Dobra powinnam nominować osiem osób. Kto to będzie? Hmm już wiem :) Nominuję:
1. Niewidzialną
2. Tinsley
3. Jessica Carter
4. ponczek54
5. Pinki Pie ( wiem, że się cieszysz)
6. Bloody Szanell
7. Alex Rover
8. Jacky Sparrow
Dobra szczęśliwcy temat waszego One Shota to:dam wam wybór :) (zaznajcie mojej litości heheh)
1. Sztuka uwodzenia lub
2. Kiepski moment na miłość
Czas: 1 miesiąc.
Reguły chyba już znacie, jeśli nie to przypominam. W ciągu miesiąca piszecie One Shota na któryś z podanych tematów, nie obchodzi mnie czy to będzie Raura, Lau i jakiś fagas, albo Routney czy jakiś inny paring, może to być zarówno Jaś i Małgosia. Mam tylko jedno zastrzeżenie nie może to być Riker i Laura, bo mam uczulenie na ten paring. Piszecie swoje shoty na telefonie (już widzę jak to robicie xD) i publikujecie na swoich blogach. Reszta pierdół jak nominacja ośmiu osób jest wam chyba znana. A, nie możecie poprawiać błędów w swoich shotach. Miłej zabawy.
Niech zemsta będzie z wami :)
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch.



niedziela, 24 maja 2015

Rozdział dwudziesty - Szukałem cię moje całe cholerne życie.

"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej" - Hopeless
Z dedykacją dla wszystkich moich czytelniczek. Bez was ten blog by nie istniał ♥ Dziękuję :* 

Wbiegła zapłakana do domu i rzuciła się na łóżko. Tak ją zabolało to co zrobiły bliźniaczki. Jak mogły? I to przy Ross'ie. Ze złością zdjęła szary uniform i znowu wróciła do łóżka. Nie ma już po co tam wracać. Wszyscy to widzieli. Zrobiły z niej pośmiewisko. Obudziło ją jasne światło wpadające do pokoju. Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Można by stwierdzić, że nowy dzień będzie lepszy od poprzedniego, ale dla niej był koszmarny tak jak poprzedni. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Pewnie już Hannah ją wylała. Cholera, teraz nie będzie miała środków do życia. Westchnęła.
- Co one ci zrobiły? - usłyszała głos siostry. Uniosła głowę i zobaczyła Vanessę stojącą w progu. Nie widziała jej od śmierci ojca. Wyglądała zupełnie inaczej, na pewno była na głodzie. Blada cera, podkrążone oczy. Jednak mimo to, miała na sobie czyste ubrania i umyte włosy. Gdyby nie oznaki uzależnienia, wyglądałaby jak kiedyś. Brunetka weszła i usiadła koło Lau.
- Sprzedałaś im moje stare nagranie? - zapytała z płaczem.
- Tak. Które to było nagranie?
- Jak...mówiłam, że kocham Ross'a Lynch'a. Puściły to nagranie na imprezie, gdzie byli wszyscy z liceum i uczelni. Był tam też Ross. - zaczęła płakać. Van ją objęła.
- Kupiły to przed śmiercią ojca. Potrzebowałam na dragi...przepraszam. Bardzo cię przepraszam.
- Nie szkodzi. - zachlipała.
- Chcę iść na odwyk. - Laura spojrzała na nią zdumiona.
- Naprawdę?
- Tak. Muszę się zmienić bo chyba się zakochałam. - ostatnie słowa prawie wyszeptała.
- Ja też. - odpowiedziała Lau.
- Serio? Zakochałaś się?
- Tak, na zabój.
- W kim?
- O ironio w Ross'ie Lynch'u. To znany muzyk, gra w zespole R5.
- To jego plakaty kiedyś zbierałaś? - zapytała Van.
- Tak. - uśmiechnęła się. - Chcesz bym ci wszystko opowiedziała? - zapytała z nadzieją. Van kiwnęła lekko głową. Laura zaczęła opowiadać o chłopaku, który wiecznie na nią wpadał w szkole, o tym jak o mało nie straciła przez niego pracy, o tym jak nakrył ją tańczącą na zapleczu restauracji, o tańcu przy lustrze, o tym jak pomógł jej po śmierci ojca, o balu. Nie szczędziła szczegółów. Powiedziała jej nawet o tym, że z nim spała.
- Chciałam mu powiedzieć, wtedy te szmaty puściły to nagranie.
- Boże, ile straciłam. - odpowiedziała Nessie. - Zamierzasz mu powiedzieć?
- Już nie wiem.
- Oczywiście to twoje życie Lau. - objęła ją mocniej. - Jednak mimo wszystko powinien wiedzieć.
- Będzie miał mnie za wariatkę. - zaprotestowała.
- Jeżeli naprawdę cię kocha, to nie będzie cię miał za szaloną chyba, że z miłości. - uśmiechnęła się.
- Sama nie wiem.
- Pomyśl. Jeżeli mu nie powiesz całe życie będziesz się zadręczać "Co by było jakbym mu powiedziała?". W ten sposób unikniesz tej męki. Trochę odwagi siostra.
- Muszę pomyśleć.
- Jako starsza siostra powinnam się ciebie spytać, skoro nie jesteś dziewicą to mam nadzieję, że zabezpieczyliście się gdy posuwał cię ten gwiazdor? - Lau spiekła raka.
- Vanessa! - obie wybuchły śmiechem.
- Teraz twoja kolej. - powiedziała Lau. Wzięła głęboki oddech.
- Zaczepił mnie w parku. Twierdził, że się zabijam. Później odwiodłam go od próby samobójczej. Zaczęliśmy się spotykać. Miał już dziewczynę narkomankę, która umarła. Nie pogodził się z jej śmiercią. Ciągle mi wmawiał, że jestem za dobra by się w ten sposób zabijać. Bardzo dobrze się przy nim czuję.
- Ale coś się stało.
- Tak. Postawił ultimatum.
- Wybrałaś dragi.
- Dokładnie. Jednak życie bez niego okazało się trudniejsze niż myślałam.
- Zakochałaś się?
- Nie wiem, chyba tak.
- Jak on wygląda?
- Wysoki, dobrze zbudowany, blondyn. Ma grzywkę, która opada mu na jedno oko.
- Ross też jest blondynem, zawsze ma włosy jakby dopiero co wstał z łóżka. Trochę jak fryzura po seksie. - uśmiechnęła się do siebie.
- Chyba mamy słabość do blondynów. - zaśmiała się Van.
- Pójdę z tobą jutro do poradni jak chcesz. - powiedziała Laura.
- Tak. Przyda mis się wsparcie.
- Cieszę się, że zmieniłaś zdanie. Pomogę ci.
- Przepraszam. - wyszeptała.
- Och Van, było minęło. Liczy się teraz. - przytuliła siostrę.
- Byłam dla ciebie okropna.
- Nie zaprzeczę.
- Obiecuję, że rzucę to świństwo.
- Pomogę ci. Pamiętaj, że mimo wszystko masz mnie. Wychowałaś mnie i jestem ci za to wdzięczna.
- Jesteś wspaniała.
- Jak nazywa się ten chłopak? - uśmiechnęła się.
- Riker Lynch. - odparła. Laura aż pisnęła z zaskoczenia.
- Ja zakochałam się w jego młodszym bracie! - krzyknęła.

 Vanessa poszła szykować śniadanie. Lau ciągle siedziała na łóżku. Myślała nad tym co dalej. Vanessa postanowiła iść na odwyk. Ona jest skończona towarzysko. Chociaż i tak była. Jest jednak sprawa, która wciąż jest otwarta. Wiedziała, że musi się ujawnić, zastanawiała się tylko jak to zrobić. Przecież nie podejdzie do niego i nie powie: " Cześć Ross okłamałam cię jednak to ja jestem Kopciuszkiem." Wyszłaby na idiotkę. Może powinna wysłać mu list. Uniknęłaby kontaktu fizycznego, łatwiej by było się przyznać. Czuła się jak w potrzasku. Wiedziała, że nie może się chować resztę życia w domu. Musi stawić czoła problemom. Blaire i bliźniaczki chcą by się załamała i ukryła się przed światem. Nie może im dać tej satysfakcji. Powie Ross'owi prawdę, tylko musi znaleźć sposób jak to zrobić. Usłyszała zamieszanie na korytarzu. Zaraz do pokoju wpadła Stacy, a za nią Justin. Zdziwił ją widok blondyna.
- Nic ci nie jest? Wczoraj tak wybiegłaś z przyjęcia. Dzwoniłam, ale nie odbierałaś.
- Nie chciałam z nikim rozmawiać.
- Martwiłam się. Chciałam pojechać za tobą, ale chłopaki powiedzieli, że potrzebujesz trochę samotności.
- Chłopaki?
- Ja i Ross. - powiedział Justin.
- Ross?
- Nie powiedzieliśmy mu, że jesteś dziewczyną z balu. Musisz się przyznać. - powiedziała Stacy.
- Wiem, ale nie wiem jak to zrobić.
- Laura, znam Ross'a od małego. Uwierz mi, nigdy nie widziałem go takiego. Jest rozdarty między tobą a ...tobą. Domyśla się, że jesteś kopciuszkiem. Wystarczy tylko wyznać prawdę.
- Ale...jakim cudem? Jak się domyślił?
- Wtedy w sali...poznał po tańcu. On chce twojego potwierdzenia. Powiem szczerze. nieźle namąciłaś mu w głowie.
- Justin! - szturchnęła go Stacy.
- Ma rację. Przeze mnie wszystko się skomplikowało.
- Powiedz mu wreszcie. - powiedziała brunetka.
- On nie rozumie dlaczego wczoraj uciekłaś. Bezgranicznie wierzy twoim słowom. On cię kocha. - dodał Justin.
- Miałeś jej nie mówić, że ją kocha. - odparła Stacy.
- On mnie kocha?
- Yyy...tak powiedział. - Justin podrapał się po głowie.
- Ja...nie wiem...co powiedzieć. - powiedziała Lau.
- Idź za głosem serca Lauro. - do pokoju weszła Vanessa. Laura spojrzała na siostrę.
- Kochasz go, on ciebie. Nie pozwól by ktoś zabrał ci szczęście.
- Mama tak mówiła. - odparła Lau.
- I miała rację. Powiedz mu, zawalcz o siebie, o twoje szczęście. - dodała Stacy.
- Już wiem co powinnam zrobić. - powiedziała Laura.

 Jechali samochodem. Mieli misję to wypełnienia. Zależało im na szczęściu swoich przyjaciół. Wiedzieli, że zasługiwali na miłość.
- Myślisz, że się uda? - zapytała Stacy. Justin spojrzał na nią.
- Jeśli Laura nie stchórzy to...
- Nie stchórzy. Widzę jak ja to męczy. Musi mu to powiedzieć.
- A my musimy dopilnować by wszystko poszło zgodnie z planem.
- Tak. Co do okoliczności to mają pecha. - stwierdziła Stacy.
- Tym razem się uda.
- Wiesz jestem nieco podekscytowana.
- Tak?
- No, bo to trochę jak w filmie, romantycznie.
- Jak dla mnie to jest bardziej poplątane niż romantyczne.
- Nie znasz się. - skomentowała.
- Nie jestem kobietą. To wy czytacie powieści o miłości.
- A wy nie?
- Faceci wolą lejącą się krew i akcję, a nie jakieś miłostki.
- Prawdziwy z ciebie facet. - zaśmiała się.
- A nie? - udawał urażonego.
- Przepraszam, faktycznie jesteś bardzo męski. - uśmiechnęła się.
- Dzięki.
- Myślisz, że będą razem? - zapytała.
- Czemu mieliby nie być?
- Bo...no wiesz...on jest sławny, a ...
- Ona jest sierotą i córką alkoholika.
- No w sumie to o to mi chodziło.
- Posłuchaj znam Ross'a od dziecka. On nie jest taki.
- No, ale oni są z  totalnie różnych światów.
- I co z tego? Nie widziałem go nigdy tak zakochanego. On jest normalnym chłopakiem, który miał trochę szczęścia w życiu. Jest sławny, ale nie przekreśla ludzi tylko dlatego, że są biedni, czy mają pecha w życiu. To nie Ross.
- Życzę Laurze jak najlepiej. - westchnęła.
- Ja Ross'owi również.
- Pasują do siebie.
- Yyy...chyba tak.
- On jest niczym książę, a ona jak Kopciuszek. Po prostu jak w bajce.
- Błagam przestań. - zaczął marudzić.
- No co?
- To takie słodkie, że zbiera mi się na wymioty.
- Ale śmieszne. - docięła mu.
- Pogadam z Maxfield'em, zorganizuje sprzęt. - powiedział Justin.
- Dobra to pomogę ci.
- Ross się zdziwi. - zaśmiał się Justin.
- Ach to będzie wielki dzień.

  Dziwiło go wczorajsze zachowanie Laury. Wybiegła jak oparzona. Owszem to co zrobiła Blaire była obrzydliwe i pomówił sobie z nią o tym jednakże zaniepokoiło go to co zobaczył w jej oczach. Brak  nadziei. Dla niego to nagranie było normalne. Jako dziecko robi się różne głupie rzeczy. Wie, że póki co wszyscy będą o tym mówić, a potem znajdą jakiś inny temat. Chciał za nią wybiec, ale Stacy go powstrzymała.
- Ona musi być teraz sama. - powiedziała. Nie był tego taki pewien. On już nie był niczego. Nie wiedział co czuje. Pójdzie do niej po zajęciach i sprawdzi czy wszystko z nią dobrze. Wie, że to zły pomysł, ale nie potrafił jej zostawić samej. Od rana próbował się skontaktować z Justin'em. Nie odbierał. Pewnie zaszył się gdzieś ze swoją kelnereczką. Uśmiechnął się. Przypomniał sobie gdy pierwszy raz był z nim w barze bo Justin już wtedy był zakochany w Stacy. Cieszyło go, że wreszcie ze sobą rozmawiać,a pewnie i więcej. Siedział na zajęciach nieco odrętwiały. Ciągle myślał o tym jak czuje się Laura. W końcu nadeszła długa przerwa. Nie był głodny, więc poszedł na dziedziniec. Tam zaczepili go chłopacy z drużyny koszykówki. 
- Stary może w końcu się skusisz i zapiszesz się do drużyny?
- Hahaha, ale dobrze wiesz Rule, że mnie na to nie namówisz. - stanął z grupką chłopaków.
- Widziałem cię na w-fie, jesteś niezły.
- Dzięki, ale ja tylko czasem bawię się piłką, wolę hokej.
- I gitarę. - zaśmiał się Rule.
- Hahahah tak. To kocham.
- Cóż to ogromna strata dla sportu.
- Nie sądzę. - nagle usłyszał muzykę i znajomy kobiecy śpiew. 
Say you love me to my face    (Powiedz mi prosto w twarz, że mnie kochasz)
I need it more than your embrace  (Potrzebuję tego bardziej niż twojego objęcia)
Just say you want me, that's all it takes  (Po prostu powiedz, że mnie chcesz, to wszystko czego trzeba)
Heart's getting torn from your mistakes ( Moje serce jest rozrywane przez twoje błędy)
Odwrócił się i zamarł. Na półpiętrze przed nim stało kilka osób z rozstawionymi instrumentami, wcześniej ich nie zauważył. Widział wśród nich Stacy i Justin'a, ale to osoba przy mikrofonie sprawiła, że jego serce zamarło. To była ona. Dziewczyna z balu. Miała tą samą złotą maskę i króciutką odcinaną pod biustem, żółtą sukienkę. Była taka piękna. Ruszył w jej kierunku. Znał jej głos, już kiedyś słyszał jej śpiew. Czuł, że słowa piosenki zawierają rozwiązanie zagadki.
Cause I don't wanna fall in love  ( Ponieważ nie chcę się zakochiwać)
If you don't wanna try,   ( Jeśli Ty nie chcesz spróbować)
But all that I've been thinking of  (Ale wszystko o czym myślałam)
Is maybe that you might  (To to, że może mógłbyś)
Baby it looks as though we're running out of words to say  (Kochanie, wygląda na to, że zaczyna nam brakować słów )
And love's floating away  (I miłość odpływa w dal)
Dziewczyna zeszła po schodach i stanęła naprzeciw niego. W jej oczach zauważył determinację i pewną desperację. Śpiewała:
Just say you love me, just for today  (Po prostu powiedz, że mnie kochasz, tylko dzisiaj)
And don't give me time 'cause that's not the same  (I nie dawaj mi czasu, ponieważ to nie to samo)
Want to feel burning flames when you say my name  (Chcę czuć palący płomień, gdy mówisz moje imię)
Want to feel passion flow into my bones  ( Chcę czuć pasję płynącą w moich kościach)
Like blood through my veins (Jak krew w moich żyłach)
Gdy znowu zaczęła śpiewać refren poczuł jak jego serce szybciej bije. To była Laura. Ściągnęła maskę i to ona...wtedy na balu. Wiedział to, a jednak nie wierzył. Jak w kalejdoskopie przed oczami przeleciały mu migawki wspomnień. Pierwszy raz gdy na nią wpadł na plaży, te steki razy gdy przewracał ją w szkole, zakończenie liceum i ten niefortunny upadek. Później to jak wpadł na nią w restauracji, uśmiechnął się gdy przypomniał sobie, że zjadł frytkę z jej włosów. Pamiętał jak widział ją tańczącą na zapleczu restauracji. Śpiewała wtedy "Tell me something I don't know". Pamiętał jak z nią rozmawiał na schodach knajpy. Jak wstrząsnęła nim jej rzeczywistość. Już wtedy chciał ją chronić. Pamiętał jak później pół dnia słuchał nagrania jej śpiewu, jak załatwił jej szkołę. Doskonale pamiętał jej minę gdy przeczytała list od dyrektorki szkoły. Pamiętał tą sytuację z parku, gdy dowiedział się o jej zmarłym ojcu. Wtedy ją pierwszy raz przytulił i pocałował w czoło. Przypomniał sobie jaka była wkurzona gdy dowiedziała się o tym, że zapłacił za pogrzeb jej ojca. No i w końcu bal. Pamiętał jak się jąkała gdy z nim rozmawiała i ich cudny taniec. Każdy jej krok, uśmiech. Wszystko pamiętał. To jak ją zobaczył na światłach, jak z nim rozmawiała i jak ją pocałował, a potem ona jego. Pamiętał wszystko. Salę i ich taniec, wspólną noc, sytuację po koncercie w magazynie i w końcu rozmowę w kawiarni. Nagle zdał sobie sprawę, nagranie, koncert to wszystko układało się w całość. Próbowała mu powiedzieć, a on ją zbył jak jakiś dupek. Spławił ją, a ona teraz tu stoi przed nim i śpiewa by powiedział, że ja kocha. Dla niego to jasne jak słońce. Chce spróbować. Śpiewała:
Won't you stay?  (Nie zostaniesz?)
Won't you stay?  (Nie zostaniesz?)
Slowly slowly you unfold me,  (Powoli, powoli otwierasz mnie)
But do you know me at all?  (Ale czy w ogóle mnie znasz?)
Someone told me love controls everything  (Ktoś mi powiedział, że miłość kontroluje wszystko)
But only if you know  (Ale tylko wtedy, jeśli o tym wiesz)
Czy ją zna? Wystarczająco by z nią być. Teraz już musi im się ułożyć. Zostanie z nią. Będzie ją kochał. Chce spróbować, ponieważ on juz się nie zakochuje. On ją kocha. Kocha całym sercem. Nie pozwoli by miłość odpłynęła w dal. Jedyne co pragnie, to to, żeby ona była jego. Chce być dla niej oparciem jakiego jeszcze nie miała. Zaśpiewała ostatnie słowa, które chyba były pytaniem czy ją chce. Wszyscy wokół ich obserwowali, ale on tylko patrzył w jej piękne oczy. Nic innego w tej chwili się dla niego nie liczyło.
- To ty. To cały czas byłaś ty. - pokiwała głową.
- Próbowałaś mi powiedzieć.
- Ross, ja nie chcę od ciebie litości. Rozumiem, że nie jestem dla ciebie odpowiednia. Chciałam tylko byś wiedział, że wtedy...to byłam ja...
- Laura żartujesz?
- Ross, obydwoje wiemy, że to nie ma szans.
- Ma, Laura przez ten cały czas odchodziłem od zmysłów. Nie zostawiaj mnie teraz. Błagam.
- Ross.
- Laura, ja...ja cię kocham. Proszę. Zostanę z tobą. Pytałaś czy zostanę. Otóż odpowiadam ci - zostaję. Nawet jeśli miałbym być twoim pieprzonym cieniem.
- Wszyscy na nas patrzą. - powiedziała.
- Owszem, bo nigdy nie widzieli tak pięknej dziewczyny. - uśmiechnęła się.
- Chodź. - pociągnęła go za rękę i wybiegli razem z uczelni.
***
Hello miśki. Otóż wasza Delly wróciła również na Kopciuszka. Nie wiem co wy widzicie w tym blogu xD Pewnie zauważyliście, że Laura nie śpiewała "Love me like you do" tylko piosenkę Jessie Ware "Say you love me". Cóż mimo ankiety uznałam, że ta piosenka jest lepsza. Nie martwcie się jednak bo Ellie Goulding i "Love me like you do" pojawi się w następnym rozdziale, w którym będzie sporo Raury ♥♥♥ Powiem wam coś w sekrecie, zostało nam 10 rozdziałów do końca :( Tak 30 rozdział będzie ostatnim jaki tu zobaczycie, wciąż jednak będę na Just Love Me, więc wpadajcie tam http://justlovemeraura.blogspot.com/2015/05/kiepski-moment-na-miosc.html. Cóż jak było w piosence Anny Jantar "Nic nie może wiecznie trwać." tak i ten blog, niedługo będzie tylko fajnym wspomnieniem. Jeszcze raz dziękuję wszystkim czytelnikom, to dzięki wam ten blog istnieje.
Do zobaczenia.
Delly Anastasia Lynch.


To teraz wiecie skąd wzięłam piosenkę hahah 










  

poniedziałek, 18 maja 2015

Wróciłam!

Rozdział już w tym tygodniu, ale najpierw zapraszam na Just Love Me, mam tam coś co chciałabym, żebyście przeczytali. Zapraszam http://justlovemeraura.blogspot.com/2015/05/kiepski-moment-na-miosc.html
Pozdrawiam.
Delly Lynch

poniedziałek, 11 maja 2015

Powrót na bloggera

Hello miśki! Co tam u was? Ja mam jeszcze dwa egzaminy ustne w tym tygodniu :/ ale potem...jestem wolna! Znaczy pewnie pójdę do pracy, ale może uda mi się to wszystko pogodzić. Słyszeliście o Ross'ie i Courtney? Dziwnie mi teraz pisać o Raurze, już teraz nie ma nadziei, że to się kiedyś stanie. Jednak nie przerwę teraz bloga. Cóż bardzo się cieszę, że Ross w końcu ma dziewczynę i nawet lubię Courtney. Cieszę się ich szczęściem. Teraz jednak zapraszam na bloga mojej Rossy Lynch http://raura-crazy-in-love.blogspot.com. Myślę że powinniście to przeczytać. Teraz wróćmy do moich blogów. Do 20 maja na pewno pojawi się 20 rozdział na Kopciuszku. Później przewiduje One Shot - "Miłość w przestworzach", (dzięki Zwariowana Alex za nominacje xD). Jeśli chodzi o Just Love Me najpierw pojawi się jeszcze w tym tygodniu coś co piszę od dawna. Nie wiem czy to będzie materiał na nowego bloga czy nie, ale najpierw chcę poznać waszą opinię. Potem najprawdopodobniej w następnym tygodniu pojawi się ósmy rozdział, a potem kolejny TB tym razem o tytule "Nie zostawię cię samej dziś wieczorem". W takim razie do zobaczenia po piętnastym maja, trzymajcie kciuki za mnie na ustnych :)