- Pamiętasz o sobotnim wydarzeniu? Wszystko ma być idealne, zrozumiałaś? - Hannah wróciła do domu.
- Tak, proszę pani.
- Bierz się do roboty, ja mam jogę. - powiedziała i wyszła z kuchni. W tym momencie zadzwoniła Stacy, Lau odebrała.
- Powiedziałaś mu? - dziewczyna nie kryła zafascynowania.
- Może jakieś "cześć"? - zaśmiała się Lau.
- Powiedziałaś mu? Co on na to? - chyba Stacy nie reagowała na to co powiedziała.
- On nic.
- Jak to nic? Spławił cię? - w jej głosie było słychać niepokój i rozczarowanie. - Dupek.
- Nie spławił mnie.
- Nie chce z tobą być? Jesteś dla niego idealna, a wiesz co...to idiota, nie przejmuj się Lau. Jim ciągle o ciebie pyta.
- Tak?
- No. Nie rozumie czemu się nie odzywasz.
- Powinnam się z nim spotkać.
- No jasne. Niech Lynch wie co traci.
- On nic nie wie.
- To się dowie. Jim będzie lepszy. - odpowiedziała.
- Stacy, ja nic nie powiedziałam Ross'owi. - westchnęła. Koleżanka milczała chwilę. Laurze chciało się płakać. Bardzo chciała się przyznać, ale co może zrobić skoro bliźniaczki mają to nagranie. Poza tym czy ona pasuje do takiego ideału jakim jest Ross? Najlepiej będzie jak zostanie w tym swoim marnym życiu.
- Jak to mu nie powiedziałaś? Przecież rozmawiałyśmy...powiedziałaś...
- Bliźniaczki mnie szantażują. - nagle usłyszała śmiech Stacy. Wkurzyła się.
- Kto? - dziewczyna cały czas chichotała.
- Kim i Brooke.
- Te dwie plastikowe idiotki są do tego zdolne? Wiedzą co to szantaż? Czym cię niby szantażują?
- Mają moje stare nagranie, na którym śliniłam się do plakatu Ross'a. Powiedziały, że jeśli się ujawnię to opublikują film na YouTube.
- Lau one nie wiedzą co to jest YouTube,a co dopiero publikowanie filmów.
- Ale na pewno Blaire wie. - dodała Laura.
- Kurde, o niej nie pomyślałam.
- Właśnie, niszczyła mi życie już w liceum, nie chcę tego znowu przechodzić.
- Poddasz się?
- Mam inne wyjście?
- Laura, powiem ci coś co powinnaś do jasnej cholery wiedzieć. Nie poddawaj się, jesteś warta tego by z nim być. Kochasz go, a on ciebie. Nie pozwól by głupie nagranie ci przeszkodziło. Widziałam to jak tańczyliście i jestem pewna, że jesteście dla siebie stworzeni. Czasami trzeba się poświęcić dla wielkiego uczucia. - Lau milczała, nie chciała tego słuchać.
- Słyszysz mnie? - zapytała troskliwie Stacy.
- Tak, To nie takie proste. - szepnęła.
- To jest proste Lauro. Ciekawe skąd mają nagranie?
- Pewnie Van musiała im sprzedać, innego wyjścia nie ma.
- Wiedźmy.
- Chciałam się przyznać, ale...
- I się przyznasz.
- Stacy...
- Kupiłam dwa bilety na dzisiejszy koncert Ross'a. Po koncercie wejdziesz zza kulisy i mu wszystko powiesz.
- Niby jak ja się tam dostanę, co? - odpowiedziała.
- Już moja w tym głowa. Przyjadę po ciebie o siódmej. - rozłączyła się.
- Stacy... - westchnęła.
Zapinał koszulę, był mocno skupiony na tej czynności. Wreszcie mógł coś sam zrobić. Do sali weszła Rydel, podniósł wzrok i uśmiechnął się do niej.
- Daj pomogę ci. - podeszła i sama wzięła się za zapinanie jego koszuli.
- Mogłaś przynieść mi koszulkę. - specjalnie się z nią droczył.
- Nie marudź. Robisz się zgorzkniały. - uśmiechnęła się.
- Zgorzkniały? - podniósł brew.
- Yhy...starzejesz się Ratliff. - z trudem powstrzymywała śmiech.
- Ja się starzeje? Ja? Chyba żartujesz. - zaczął się śmiać.
- Proszę. - Rydel skończyła zapinać koszulę. Odsunęła się i wzięła torbę.
- Czy ty próbujesz pozbawić mnie całkowicie męskości? - zapytał.
- O co ci chodzi? Masz coś takiego jak męskość? - zachichotała.
- Nie widać?
- Nie.
- Daj torbę kobieto. - zabrał ją z jej ręki. Rydel przewróciła oczami.
- Chodź tu prawdziwy mężczyzno. - zaśmiała się. Całą drogę do samochodu droczyli się ze sobą. Taki już był ich związek.
- Gdzie jedziemy? - zapytał, gdy Delly odpaliła silnik.
- No do ciebie, musisz odpocząć.
- Odpoczywałem w szpitalu. Jak w domu?
- Dobrze, bałagan jak zawsze. Chyba nadchodzi wiosna.
- Co? - spojrzał pytająco.
- No każdy goni za miłością. - uśmiechnęła się.
- Serio? Opowiadaj. - był podekscytowany.
- No Rocky i Kendall...
- To słyszałem. - burknął.
- RyRy i Sav...
- Stare.
- Riker chyba kogoś poznał, bo jest wesoły i w ogóle...inny.
- OMG! Riker? - powiedział wysokim tonem.
- No, ale nie chce powiedzieć kto to.
- Świat się kończy. - zaśmiał się.
- A Ross goni za jakąś panną z balu.
- Ktoś dał kosza Rossy'emu? - powiedział z sarkazmem.
- Niezupełnie. - zaśmiała się. - To historia rodem z Kopciuszka.
- Wiele mnie ominęło.
- Trochę. Radzę ci unikać Ross'a.
- Czemu?
- Chłopaczyna nie kontaktuje. Chodzi jak jakiś oszołom po mieście i szuka tej dziewczyny. Zachowuje się jak wariat. Zastanawiam się czy nie umówić go na wizytę u psychologa bo zachowuje się jak prześladowca. - zaśmiała się.
- Dobra będę uważał na tego szaleńca. Zostajesz u mnie na noc?
- A chcesz? - spojrzała na niego kątem oka.
- Stęskniłem się za tobą. - wyszeptał.
- Ja za tobą też. - uśmiechnął się pod nosem. Rydel włączyła radio.
Przerzucał po kanałach. Starał się nie myśleć. Po raz kolejny kogoś stracił. Stracił nadzieję na lepsze jutro. Czemu ciągle trafiał na niewłaściwe osoby? Emily powinna być dla niego nauczką, po co w ogóle starał się o Vanessę? Coś go do niej ciągnie. Jest inna. Chciałby ją uratować. Do pokoju wszedł Ryland. Usiadł w fotelu. Patrzył chwilę w ekran, a potem zaczął się bawić telefonem.
- Nie ma nic lepszego? - zapytał. Riker go zignorował. Oglądał jakąś operę mydlaną, a raczej tylko pusto wpatrywał się w ekran.
- Zachowujesz się jak baba. - burknął.
- Co? - to obudziło chłopaka.
- Wiecznie się nad sobą użalasz. Ile jeszcze zamierzasz? Ona chciała umrzeć, więc po co się przejmujesz.
- Przymknij się. - warknął.
- Bo co? Znowu się potniesz?
- Skąd o tym wiesz? - tylko Rydel wiedziała wszystko.
- Bo kurwa wiem. Myślisz, że kto pomagał Rydel się pozbierać. Domyśliłem się co robisz. Nie raz pomagałem jej ogarnąć ciebie, kiedy leżałeś nachlany z rozpieprzoną ręką. Jesteś cholernym egoistą. Ludzie odchodzą, a ty robisz z siebie ofiarę. Nie patrzysz na uczucia innych. Masz nas w dupie.
- Nie prawda! - zaprotestował.
- Tak? Teraz znowu siedzisz w domu i ... - wstał.
- Vanessa... - szepnął. RyRy spojrzał na niego uważnie.
- Znowu zakochałem się w narkomance. - szepnął. Ryland usiadł z powrotem.
- Przecież...
- Tak wiem, już się raz sparzyłem. Jednak tym razem bardzo chcę spróbować. Chcę ją uratować. Ona jest...
- Niezwykła. - dokończył Ryland. Na twarzy blondyna pojawił się lekki uśmiech.
- Tak. Gdybyś ją zobaczył...
- Jak wygląda?
- Ma długie, czarne włosy i piękne, ciemne oczy. Takie, które cię hipnotyzują. Nawet w brudnych, za dużych ciuchach wyglądała uroczo. Jest inteligentna, ale sporo wycierpiała w życiu. Nie chcę by umarła, a tak skończy.
- Gadałeś z nią o odwyku? - zapytał.
- Tak, straciłem ją. Ona nie chce się z tego bagna wyrwać, a ja bym jej przecież pomógł.
- Może musisz dać jej chwilę. - zasugerował Ryland.
- Chwilę na co? - zapytał zdziwiony.
- Dla niej to zmiana życia. Diametralna zmiana. Może ona się tego boi?
- Teraz to już nieważne. - odparł zwięźle.
- Czemu? Przecież coś do niej czujesz.
- Ona nie jest w stanie zostawić drag, a ja nie chcę kolejny raz walczyć z nałogiem i nieustannym kłamstwem. Nie chcę jej pilnować.
- To tego nie rób. Tylko jej pomóż. - Riker uśmiechnął się, czując wielką gulę w gardle. RyRy miał rację. Tylko, że on nie ma już siły. Vanessa sama musi chcieć walczyć, inaczej to by nie miało sensu.
- Ona musi zacząć chcieć. - odparł. Ryland pokiwał głową. Spojrzał na telefon, chyba odczytywał wiadomość.
- Idę do Sav. Idziesz ze mną? - zapytał.
- Nie dzięki, muszę pomyśleć.
- Ok. To zobaczymy się w klubie. - rzucił szybko i wyszedł. Riker wrócił do oglądania marnej opery mydlanej.
Stacy jak powiedziała tak zrobiła. Siłą wyciągnęła ją z domu. Podjechały pod klub.
- Gotowa? - zapytała podekscytowana. Wyglądała świetnie. Czarne, długie włosy upięła, zachowując lekki nieład. Założyła czarne krótkie szorty i czarną dużo odsłaniającą bluzkę. Była na tyle przezroczysta, że nie obyło się bez topu pod spodem. Do tego miała lekko za dużą, czarną, skórzaną kurtkę i czarne botki.
- Może pójdziemy na pizzę?
- Laura. - upomniała ją.
- Co powiesz na kino?
- Lau.
- Niedobrze mi. - powiedziała spanikowana.
- Dasz radę, świetnie wyglądasz. - nie powiedziałaby tak. Ubrana była w żółtą bluzeczkę na ramiączka i czarną, skórzaną spódniczkę. Włosy miała zakręcone. W ogóle Stacy starała się ja wyszykować. Wysiadły z samochodu. Chłodny powiew wiatru ostudził jej nerwy. Weszły do klubu. Stacy ciągnęła ją za rękę w stronę sceny. Klub był raczej przytulny. Ściany pomalowane na czerwono, sporo było na nich plakatów jakiś grup muzycznych i mark piwa. Po prawej stronie naprzeciw sceny stał długi, brązowy bar rodem ze starych filmów. Kilka barmanek w skąpych strojach obsługiwało klientów. W całym klubie stały stoły, tylko pod sceną było miejsce do tańca. Po prawej stronie od sceny było przejście na drugą salę. Laura zauważyła, że stoją tam stoły bilardowe. Trochę ludzi tam się kręciło. Po lewej stronie od sceny biegł korytarz, słabo oświetlony. Na ścianie wisiała kartka ze strzałką i napisem: "Toalety". Cały klub przypominał raczej pub niż miejsce nocnych tańców. Stanęły pod sceną.
- Widzisz tamten korytarz? - zapytała Stacy.
- Tam gdzie są toalety?
- Tak. Po koncercie, odwrócę uwagę ochroniarza. Ty pójdziesz tam.
- Do toalety?
- Nie głuptasie. Pójdziesz do końca korytarza i wejdziesz przez podwójne drzwi. Potem skręcisz w prawo, za stertą krzeseł i pudeł, będziesz miała drzwi, tam jest pomieszczenie, w którym przebywają zespoły.
- Skąd to wiesz?
- Pracowałam tu kiedyś. - uśmiechnęła się. Pod sceną z każdą minutą robiło się tłoczniej. Głównie młode dziewczyny chciały być jak najbliżej swojego bożyszcza.
- Jakby ci się nie udało to idź do łazienki, do ostatniej kabiny, wyjdź przez okno i wejdź przez drzwi na zaplecze, tylko nie te od kuchni.
- Skąd mam wiedzieć dokąd prowadzą? - krzyknęła. Było gwarno.
- Na drzwiach do części kuchennej jest napis: "Kuchnia".
- Ok. - Lau postanowiła się zamknąć. Czekały tak pół godziny, chyba. Nagle dziewczyny wokół zaczęły piszczeć i z lewej strony wszedł on. Jak zawsze idealny. Czarne jeansy, biała koszula i czerwona, skórzana kurtka. Włosy perfekcyjnie potargane, jak zawsze. Chyba jej nie zauważył w tłumie tych wariatek.
- Trzymaj się. - krzyknęła Stacy, chyba miała wprawę w takich koncertach.
- Witajcie, jak się bawicie? - krzyknął, a dziewczyny zaczęły piszczeć. Lau zakryła uszy. Widziała, że Stacy się z niej śmieje.
- Yeah!. Ok. Zanim zaczniemy zabawę, chcę wam coś ogłosić. - Lau poczuła, że tętno jej przyspiesza.
- Niedługo otwieram szkołę tańca dla dzieciaków z ulicy, które chcą rozwijać swoją pasję. Ogłaszam konkurs. - znowu pisk. - Poszukujemy tancerza, który zajmie się szkołą pod moją nieobecność. Za miesiąc odbędzie się konkurs. Zgłaszajcie kandydatury do Justin'a. Wygraną będzie występ ze mną w teledysku i praca w mojej szkole tańca. - kolejna fala pisku.
- Teraz piosenka. Napisałem ją z myślą o dziewczynie, którą poznałem na balu. To dla ciebie Kopciuszku. - po tych słowach, zabrzmiały pierwsze słowa piosenki:
" (She's that girl)
(I know it)
(She's that girl)
(I know it)
Sometimes feels like everybody wants something from me
Don't understand I can only be one person, that's Ross
Got game, got fame got everything in this world I need
(But the girl)
I don't know her name
Cause I've only met her in my dreams
I'm gonna find her cause she's
Just that girl
The one that's dancing through my mind
Just that girl
The girl that I've been tryin' find
Just that girl
Her style is crazy, she's a dime
And it's almost like I can see her
She's just that girl...".
Piosenka była rytmiczna, a Ross dołożył do tego show swój występ taneczny. Dziewczyny piszczały, a Lau śledziła jego ruchy i słowa piosenki. Czuła, że robi się jej słabo. To piosenka o niej. Przez chwilę myślała, że ją dostrzegł. Chyba jej się jednak wydawało. Piosenka dobiegła końca. Kolejne utwory były R5. Gdy śpiewał "Heart Made Up On You" z pewnością patrzył na nią. Chciało jej się płakać gdy śpiewał: My mind says "no, you're no good for me
You're no good", but my heart's made up on you.“
Stała i wpatrywała się w niego. Widziała, że i on cierpi śpiewając tę piosenkę. Później wykonał kilka jakiś nieznanych utworów. Chyba należały do niego. Koncert dobiegł końca i Ross zniknął za sceną. Stacy podeszła do ochroniarzy i zaczęła z nimi flirtować. Była piękna, więc łatwo jej poszło odwrócenie ich uwagi. Dała jej znak i Laura prześliznęła się zza kulisy. Gdy weszła do dużego magazynu, rozejrzała się. Pomieszczenie było duże i słabo oświetlone. Było tu mnóstwo półek z rożnymi szpargałami oraz sporo stołów i krzeseł. Zauważyła drzwi, o których mówiła Stacy. Serce biło jej jak szalone, tak bardzo bała się odrzucenia. Wzięła głęboki oddech.
- Dasz radę Lau. - powiedziała sobie, Ruszyła w kierunku drzwi, zatrzymał ją jednak znajomy głos.
- Czułem, że przyjdziesz na koncert. - przestraszona odwróciła się. Musiała nieźle wysilić wzrok by go ujrzeć. Stał w mroku, oparty o ścianę, tylko czerwona kurtka sprawiała, że był widoczny. Odepchnął się od ściany i podszedł do niej. Jej oddech minimalnie przyspieszył.
- Widziałem cię, stałaś w tłumie. - powiedział zachrypniętym głosem.
- To do mnie śpiewałeś "Heart Made Up On You", prawda? - już nie rejestrowała słów wychodzących z jej ust. Pragnęła go. Tak bardzo go chciała. On zmarszczył czoło, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Wiedziałam, całą piosenkę torturowałeś mnie. - wyrzuciła z siebie.
- Sprawiasz, że szukam słów w niemym filmie. Czemu ciągle mnie zwodzisz? - w tych słowach było tyle żalu, że gula w gardle Lau urosła do sporych rozmiarów.
- Nie zwodzę cię. - szepnęła. Spojrzała w jego oczy, były pełne bólu i zmęczenia.
- To co ty ze mną robisz Lauro? - przybliżył się do niej. Podniósł dłoń i przesunął po jej policzku, rokoszując się jej miękką, delikatną skórą. Chciał się z niej wyleczyć, a ona nie dawała o sobie zapomnieć. Ona przymknęła oczy, chłonąc każdą chwilę jego dotyku.
- Ross...
- Ćśśś Lau. Nie teraz. - nachylił się i na jej ustach złożył delikatny pocałunek. Odsunął się od niej.
- Muszę ci coś powiedzieć. - zebrała się na odwagę. On zamknął oczy i zrobił krok do tyłu.
- Ross. - otworzył oczy, widziała w nich ból.
- Laura, sama mówiłaś, że nie możemy być...proszę nie rozdzieraj bardziej tej rany, którą mam w sercu.
- Ale Ross. - podniósł palec, uciszając ją.
- Dokonałaś wyboru Lau. Ja...chyba kocham Kopciuszka...jednak ty... do ciebie też coś czuje. Proszę...odrzuciłaś mnie tamtej nocy...jasno dałaś mi do zrozumienia...muszę iść. - chciał ją ominąć, lecz ona chwyciła go za ramię.
- Lau pozwól mi odejść. - szepnął. Z wielkim trudem odsunęła się od niego. Przyglądała mu się chwilę.
- Żegnaj Ross. - szepnęła i wyszła.
***
Hej miśki. Delly po długiej nieobecności wraca z rozdziałem. Sorry, że tak długo czekaliście, ale mam teraz urwanie głowy w szkole, coraz bliżej matura, koniec roku itd. Nic tylko nauka, no i na dodatek się rozchorowałam. Jak pech to pech. Mam dla was Raurę jak obiecałam, oczywiście jestem okrutna i Lau nie przyznała się. Jak myślcie co wymyślę dalej? Cóż coraz bardziej zbliżamy się do końca tej historii :) Jakby ktoś chciał o coś zapytać czy popisać to proszę moje gg: 52742441
Pozdrawiam i zapraszam na Just Love Me, mam nadzieję, że uda mi się tam wstawić w tym tygodniu szósty rozdział.



.jpg)


.jpg)

.jpg)


.jpg)



.jpg)