Music ♥

niedziela, 6 września 2015

Rozdział dwudziesty trzeci

‘Przywieram do niej tak mocno, jakbym chciał wniknąć do jej wnętrza. Mam wrażenie, że moje serce to właśnie próbuje zrobić, zanurzyć się w jej piersi i na zawsze tam pozostać.’ - "Maybe Someday"
  Siedzieli razem w kuchni. Lubił takie wspólne wieczory. Tylko we dwoje. Rydel szykowała przekąski, szykowali się bowiem na maraton filmów fantasy. Cieszył się, że nie musi już ukrywać swoich uczuć do niej. Przez wiele lat był tylko przyjacielem. Fakt, Rydel przez ten czas nikogo nie miała, ale i tak nie było mu łatwo. Tyle razy chciał ją pocałować, potrzymać za rękę, a nie mógł. Bo był tylko przyjacielem. Patrzył jak z roku na rok rozkwita. Chciał być ważną częścią jej życia. Teraz jest. Pamięta ten okres gdy go unikała. Wszytko dlatego, że przestał się ukrywać. Ciężko znosił jej odrzucenie, jednak wreszcie udało mu się dotrzeć do jej serca. Razem wiele przeszli, zwłaszcza jego wypadek. To był trudny okres. Jednak ten koszmar umocnił ich związek. Oboje wiedzą, że są ze sobą nie tylko na dobre, ale i na złe. Kochał ją. Kochał jej humoru, je włosy. Kochał jej pełne piersi i ładny tyłek. Kochał jej oczy. Kochał jej śmiech, jej usta. Kochał to jak na niego patrzy. Kochał w niej wszystko. Nawet to, że lubiła z nim oglądać "Bloggerki świata mody". Chociaż wkurzał go ten program. Teraz może ją przytulić na oczach wszystkich, ba może ją nawet pocałować. Jest wreszcie jego i nie musi tego ukrywać. 
- O czym myślisz? - zapytała Rydel.
- O nas. - odparł.
- A dokładniej?
- O tym jak musiałem ukrywać uczucia do ciebie, o tym jak potem wyznałem wszystko, a ty mnie unikałaś, o tym jak wreszcie cię zdobyłem no i o moim wypadku.
- Sporo przeszliśmy. - podsumowała Rydel.
- Trochę.
- Co to znaczy? - Rydel odwróciła się do niego.
- Ale co?
- No to, że wiele przeszliśmy. Co to znaczy dla nas? - Ratliff popatrzył na nią. Była taka piękna i cała jego.
- Co to znaczy dla nas? Nie wiem. Może to, że jesteśmy dla siebie stworzeni?
- Tak myślisz?
- Że jesteśmy dla siebie stworzeni? Tak. Tak myślę. A ty nie?
- Chcę tak myśleć. - odparła cicho.
- Niczego nie jestem tak pewien w życiu niż tego, że cię kocham.
- Ja ciebie też kocham. - odparła i pocałowała go.
- Może pojedziemy gdzieś w weekend? - zaproponował Ratliff.
- W ten weekend mam swoją babską imprezę.
- Ooo. - chłopak posmutniał.
- Ale w następny jestem wolna. - uśmiechnęła się.
- Cóż będę czekać.
- Tym razem nie tak długo. - uśmiechnęła się.
- Mam nadzieję.
  
  Blaire trzy razy czytała nagłówek w serwisie plotkarskim. Nie wierzyła, w to co widzi. Jakim cudem? Miała nadzieję, że ten głupi serwis się myli. Nikt nie odbierze jej Ross'a, a zwłaszcza ta sierota Marano. Pewnie wzięła go na litość. Ona pamięta jaki Ross był ckliwy dla takich nieudaczników. Pobawi się nią, a potem wróci do swojej prawdziwej miłości czyli jej. 
- Mówiłyśmy. - powiedziała Kim. Brooke w tym momencie próbowała wyjąć brokuł spomiędzy zębów.
- A to franca! - syknęła Blaire.
- Cały internet zastanawia się kim jest dziewczyna z metra, a to Laura! - pisnęła Brooke.
- Jakim cudem oni razem...? Ugh! Nic z tego nie rozumiem.
- Nas nie pytaj. - powiedziała Kim.
- Przecież to wasza sprzątaczka! Za mało jej pracy dajecie?
- Podobno jest dziewczyną z balu. - odparła Brooke.
- Co?! - wrzasnęła Blaire.
- Ty idiotko miałaś jej nie mówić. - Kim popchnęła Brooke, a ta jej oddała.
- Ta mała sierota była na balu?! - spytała Blaire.
- Tak mówią.
- Pokręciła tyłkiem przed nim i ten idiota za nią poszedł.
- Mówiłaś, że go kochasz.
- Kocham, nie kocham, ale jak on mógł mi to zrobić?! Związać się ze sprzątaczką? Przecież to...obraza dla niego i dla mnie.
- Ładna jest. - mruknęła Brooke. Blaire mordowała ją wzrokiem.
- Co z tym zrobisz? - zapytała Kim.
- Zniszczę ją. Raz na zawsze nauczy się, że ze mną się nie zadziera.
- Co masz na myśli?
- Zniszczę ją i zabiorę jej Ross'a.
- Jak chcesz to zrobić?
- Wystarczy ich skłócić, a dalej Laura zniszczy się sama. - zaśmiała się Blaire.
- Kto by chciał się sam zniszczyć? - mruknęła Brooke. Dziewczyny przewróciły oczami.
- Jesteś głupia Brooke. - syknęła Blaire.
- Może. Kim tak często do mnie mówi.
- I chyba mam rację. To kiedy zaczynamy?
- Niedługo. Niedługo dziewczęta. Dajmy im jeszcze trochę czasu. Niech Laura mu zaufa. Będzie ją później bardziej bolało. - odparła Blaire.

  - Kylie! Kylie!
- Co? - do pokoju weszła brunetka.
- Nie widziałaś mojego białego topu? - spytała Kendall.
- Jest w praniu, miałaś go na sobie we wtorek. - zaśmiała się dziewczyna.
- Serio?
- Serio. Boże co ty beze mnie zrobisz?
- Widziałaś się z mamą?
- Nie, dzisiaj nie.
- Co planujesz dziś robić? - zapytała Kendall.
- Nie wiem. Kimberly chciała mnie zabrać na zakupy.
- Dzień ze starszym rodzeństwem?
- Ty wychodzisz, a sama nie będę siedzieć. - odparła Kylie.
- Rydel zaprasza cię na imprezę w sobotę popołudniu.
- To ta herbaciana imprezka? - zaśmiała się czarnowłosa.
- Tak. Musisz przyjść. Jest zajebiście, same dziewczyny w oldskulowych ciuchach. Po prostu świetnie.
- Kto tam będzie?
- Ja, Rydel, Savannah, kilka koleżanek Rydel i dziewczyna Ross'a.
- Kto? - Kyle spojrzała zdziwiona na siostrę.
- Nie słyszałaś?
- Czego?
- Patrz. - Kendall weszła na stronę plotkarską. Pierwsze co zobaczyły to duży tytuł: "Kim jest tajemnicza dziewczyna z metra?!". Kylie prześledziła krótki artykuł i obejrzała zdjęcia Ross'a i jakiejś dziewczyny.
- To ta dziewczyna. - zakryła usta.
- Ta z balu?
- Chyba, zdjęcia są słabej jakości, a ona miała wtedy maskę, ale to chyba ona.
- Kylie...
- Nie Kendall. Wszystko dobrze. Ross to przeszłość. Wybrał ją nie mnie.
- Tak mi przykro Ky. - przytuliła siostrę.
- To dobrze, że jest szczęśliwy. Ja też powinnam.
- Nie sądzisz, że powinnaś z nim porozmawiać? - zasugerowała Kendall.
- Niby o czym?
- Tak naprawdę nigdy nie zakończyłaś tego rozdziału.
- Nieprawda. To przeszłość. On ma teraz dziewczynę i nie chcę tego rozdrapywać.
- Uważam jednak, że dopiero jak z nim porozmawiasz poczujesz się wolna. Wiem, że przeżyłaś tą sprawę z Ross'em, ale oboje potrzebujecie odpowiedzi na niezadane pytania.
- Kendall. - westchnęła.
- Chodź ze mną do Lynch'ów.
- Nie!
- Kylie. To ci pomoże.
- Niby jak?
- Uwierz mi, wreszcie poznasz odpowiedzi na te gnębiące cię pytania. Poza tym oczyścisz atmosferę między wami.
- Nie lepiej go unikać i zapomnieć?
- A zapomniałaś?
- Nie. - westchnęła cicho.
- Widzisz. Poza tym, czujesz coś do niego? - zapanowała cisza. Kyle spojrzała w okno. Zamyśliła się. Czy kocha Ross'a? Czy kiedykolwiek go kochała? Czuła coś do niego, może nie była to miłość, ale coś w stylu zauroczenia. Liczyła na więcej. Jednak on wolał tą dziewczynę. Jednak teraz...na myśl o nim czuła...nic.
- Nie Kendall. Nie kochałam go, ani nie kocham. - odparła.


  R: Tak kochanie, czytałem.
L: Ross, boję się. Co jak ludzie zaczną mnie rozpoznawać na tym zdjęciu?
R: Nie bój się. Już gadałem z odpowiednimi ludźmi. Nie ma co się na zapas przejmować. Poza tym musisz się do tego przyzwyczaić. Jesteś moją dziewczyną.
L: Wiem, że powinnam.
R: Pamiętaj, że masz mnie. Damy radę.
L: Boję się, że twoje fanki zaczną na mnie wieszać koty. Wiesz one by chciały, abyś był ich. Martwi mnie to.
R: Laura, posłuchaj. Po pierwsze będąc moją dziewczyną musisz zaakceptować fakt, że jestem osobą publiczną. Po drugie nie przejmuj się fankami. Prędzej czy później to zaakceptują.
L: Tak sądzisz?
R: Tak.
L: Może masz rację. Nie ma co panikować. Kocham cię.
R: Ja ciebie też.
L: Co robisz?
R: Teraz? Gadam z tobą.
L: Hahaha bardzo śmieszne, a poza tym?
R: Zamierzam obejrzeć "Romeo i Julia".
L: Znowu? Jesteś uzależniony.
R: Jak ty od "Pretty woman".
L: Ja nie oglądam  tego w kółko.
R: Oszukuj się dalej.
L: Muszę iść w poniedziałek do dyrektorki.
R: Tak? Po co?
L: Nie wiem. Dziwne, ale kazała mi się tam stawić w sprawie stypendium. Myślałam, że już wszystko w tej sprawie mam załatwione.
R: Spokojnie, może brakuje im jakiś dokumentów. Na pewno ci nie cofną stypendium.
L: Nawet tego nie mów! To byłby mój koniec.
R: Jesteś pewna, że mam dzisiaj nie przyjeżdżać?
L: Tak. Jutro odwożę Vanessę do ośrodka. Chciałyśmy spędzić ten wieczór we dwie.
R: W takim razie widzimy się w szkole?
L: Raczej.
R: Muszę kończyć.
L: Ile dziś gadaliśmy?
R: Czekaj sprawdzę. Jakieś dwie godziny.
L: Będziesz płacił kolosalne rachunki.
R: Mam bez limitu kotku.
L. Dobranoc Ross.
R: Dobranoc kotku.
Rozłączył się. Miał wyrzuty sumienia. Wiedział, dlaczego dyrektorka kazała Laurze stawić się u siebie w poniedziałek. Powinien jej powiedzieć, że póki co on płaci za jej szkołę. Powinien, jednak tego nie robi. Pamięta jak zareagowała gdy zapłacił za pogrzeb jej ojca. Nie chce jej stracić. Sam nie wiedział czy postępuje właściwie, jednak to wyjście było łatwiejsze. Do pokoju wszedł Rocky.
- Ross masz chwilę?
- Tak. Właśnie skończyłem gadać z Laurą.
- Masz gościa. - chłopak odsunął się i zobaczył Kylie. Zaskoczył go ten widok. Nie widział jej od balu. Dziewczyna weszła do pokoju i usiadła na łóżku. Rocky zostawił ich samych. Milczeli chwilę. Czuli się niezręcznie.
- Cześć Kylie.
- Cześć. - odpowiedziała.
- Co u ciebie?
- Dobrze.
- Ok. Kylie nie rozumiem, po co przyszłaś.
- Chciałam pogadać.
- Ze mną? O czym?
- O tym co się stało. Kendall twierdzi, że powinniśmy pogadać.
- Aha. Przepraszałem cię już.
- Wiem. Masz dziewczynę?
- Tak.
- To ta z balu? To jej szukałeś?
- Tak.
- Jesteś z nią szczęśliwy?
- Bardzo.
- Kochasz ją?
- Kocham.
- Wiesz jak się czułam po tym balu?
- Kylie, przepraszam. Wiem, że nie powinienem tak się zachować.
- Czułam się jak idiotka. Wiem, że to nie był mój bal, ale...miałam nadzieję na wyjątkową noc. Rozczarowałam się.
- Przepraszam - westchnął.
- Nie przepraszaj.
- A ty masz kogoś?
- Nie. Nie mam. Po tym wszystkim jakoś wycofałam się z życia towarzyskiego - zaśmiała się.
- Przepraszam.
- Mam pytanie.
- Jakie?
- Powiedz mi, bo to mnie cały czas męczy. Czy jak zacząłeś się ze mną spotykać to ona była dla ciebie ważna?
- Co masz na myśli?
- Czy już od początku byliśmy spisani na straty?
- Nie wiem, co ci powiedzieć Kylie. Znałem ją. Zawsze była chyba dla mnie ważniejsza, ale nie nie byliśmy spisani na straty. Nie sądziłem, że...że się w niej zakocham.
- Rozumiem.
- To było coś nagłego. Myślę, że po prostu nie byliśmy sobie pisani. Byliśmy raczej jak dwójka przyjaciół niż jak para.
- Trudno mi to przyznać, ale z perspektywy czasu przyznam ci rację. Brakowało między nami uczucia.
- Właśnie.
- Wiem, że nie powinnam cię, o to prosić,ale czy czasami mógłbyś się do mnie odezwać? Po prostu brakuje mi...twojej przyjaźni.
- Mi też jej brakuje. Jasne.
- To super - podniosła się. - Chyba powinnam już iść.
- Już?
- Tak. Twoja dziewczyna byłaby zła na ciebie gdyby się dowiedziała, że spędzasz czas z byłą, a nie oglądasz film - Ross się roześmiał.
- Fakt. Wyszłoby, że kłamałem.
- Nie mów jej, że tu byłam.
- Dlaczego?
- Bo pewnie spotkam ją na imprezie twojej siostry. Będzie już w miarę do mnie uprzedzona, nie chcę kolejnych kłopotów. Niech to będzie nasza tajemnica, ok?
- Tak. Niech to będzie tajemnica.
Miał już dość tajemnic przed Laurą.
***
Cześć miśki. Jak zaczęliście rak szkolny? Już was cisną? Sorry, że tak zwlekam z tymi rozdziałami, ale mam małe problemy z akademikiem i mój czas wolny spędzam w urzędach. Super no nie?
Przybywam z nowym rozdziałem. Jak obiecywałam jest Rydellington i bliźniaczki, wkrótce wróci również zła wiedźma Hannah. Cieszycie się? Ja bardzo :D
Do napisania.
Delly♥



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział dwudziesty drugi

"Do tej pory nie wierzyłam, że będę w stanie dzielić serce z jakimkolwiek mężczyzną, a co dopiero że oddam mu je w całości." ~ Hopeless


  Poklepała miejsce obok siebie na poduszce. Było puste. Serce podskoczyło jej do gardła. Wyszedł? Znowu ją zostawił. Otworzyła oczy. Oślepiło ją światło wpadające do pokoju. Leżała na brzuchu, podniosła głowę z poduszki i rozejrzała się. Uśmiechnęła się. Ross siedział bez koszulki, w samych dżinsach z jej starą gitarą w fotelu.
- Dzień dobry. - powiedział.
- Dzień dobry. - odpowiedziała.
- Jak się spało? - Laura ziewnęła.
- Zdecydowanie za krótko. - odparła.
- Gdybyś nie była taka wymagająca to byś bardziej się wyspała. - zaśmiał się.
- Ja byłam wymagająca? Chyba żartujesz.
- Kotku ja nie żartuję z ciebie nigdy. Pragnę ci przypomnieć to, co powiedziałaś zeszłej nocy: „Ross to było cudowne, chcę więcej“. Takiej kobiecie jak ty się nie odmawia.
- Ross! Ty zboczeńcu! - rzuciła w niego poduszką.
- No co?! Ciągle mówiłaś, a raczej krzyczałaś: „Ross więcej, no dalej. O Boże! Jak cudownie.“ 
- Ross! Przestań.
- „Mocniej Ross, o tak, tak...Ross...więcej.“ - udawał, że mówi jak Laura.
- Tak? Taki mądry jesteś, a kto obudził mnie w środku nocy i mnie przeleciał?
- Hej! Obudziłem się w środku nocy, koło pięknej, nagiej kobiety z potężną erekcją. Coś musiałem zrobić.
- Wejść we mnie jak jeszcze spałam. - dokończyła.
- Jak dochodziłaś to nie wyglądałaś na niezadowoloną. - odparł.
- Skończmy ten temat.
- Mi on się podoba. - powiedział.
- Tobie podoba się wszystko, co związane z seksem.
- Kochanie jestem tylko facetem. - pokazał na wypukłość w dżinsach.
- O Boże znowu? - jęknęła.
- Kotku, przede mną leży naga kobieta, nie całkiem  zakryta kołdrą. Czego się spodziewałaś? - zaśmiała się.
- Długo jak wstałeś? - zapytała. Ross brzdąkał coś na gitarze.
- Jakiś czas temu. - odpowiedział. 
- Czemu mnie nie obudziłeś? 
- Żebyś była bardziej niewyspana? Darowałem ci kilka minut snu.
- Dziękuję. - odpowiedziała.
- Poza tym patrzyłem jak śpisz.
- Och.
- Co to za melodia? - spytała Ross'a podniósł wzrok.
- Nic takiego. - odpowiedział.
- Ładna.
- Dzięki.
- Znam to? - zapytała.
- Nie raczej nie. Niedawno to napisałam. Powinnaś kupić nową gitarę.
- Nie mam pieniędzy. - odparła.
- Nadal pracujesz u Pool'ów? - zapytał.
- Tak. - westchnęła.
- Źle cię traktują?
- Idzie się przyzwyczaić. Ostatnio pojechały na tydzień mody do NY, więc miałam spokój.
- Powinnaś mieć lepszą pracę.
- Płacą więcej niż w restauracji.
- Ale masz styczność z tymi wiedźmami.
- Daj spokój Ross. Nie chcę stracić humoru.
- Ok. - zaczął grać na gitarze. Laura słuchała go chwilę.
- Masz do tego słowa? - zapytała. Ross przerwał grę.
- Mam.
- Zaśpiewaj mi.
- Co?
- Tą piosenkę głuptasie. - zaśmiała się.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odparł cicho.
- Czemu?
- Bo...to piosenka o tobie.
- O mnie? - była zaskoczona.
- Tak. Napisałam ją po balu.
- Serio?
- Tak.
- Zaśpiewaj ją.
- Dobra jak chcesz. - zaczął grać.
 Poznaliśmy się zeszłego lata 
Zaczęliśmy jako przyjaciele.
Nie umiem ci powiedzieć jak to wszystko się stało.
Wtedy przyszła jesień
Nigdy nie byliśmy tacy sami
Te noce, wszystko było takie magiczne

I zastanawiam się, czy ty też za mną tęsknisz
Jeśli nie, to jest jedna rzecz, którą chciałbym, żebyś wiedziała

Myślę o tobie każdego ranka, gdy otwieram oczy
Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło
Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia
Jesteś cały czas w moich myślach. To prawda.

Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Myślę o tobie tobie tobie tobie...

Nie wiedziałaś co powiedzieć
Kiedy cię dzisiaj zobaczyłem.
Pozwolisz by wszystko rozpadło się na kawałki?
Bo wiem że powinienem
Zapomnieć o tobie jeśli potrafię.
Ale nie mogę przez tak wiele spraw.

Myślę o tobie każdego ranka, gdy otwieram oczy
Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło
Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia.  Jesteś cały czas w moich myślach. To prawda.

Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Myślę o tobie tobie tobie tobie...

Kiedy wreszcie przestanę udawać,
Że to co mamy nigdy się nie skończy
Oh, oh
Jeśli wszystko co mamy to ten moment
Nie zapomnij o mnie, bo ja tego nie chcę
Nie mogę sobie pomóc

Myślę o tobie 
Ooo
Myślę o tobie
Ooo

Myślę o tobie każdego rana, gdy otwieram oczy
Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło
Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia
Jesteś w moich myślach cały czas. To prawda.

Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Laura słuchała go w skupieniu. Piosenka była śliczna. Wzruszyła się. Nie wierzyła, że napisał dla niej piosenkę. Gdy skończył spojrzał z wyczekiwaniem i lekką obawą.
- Podoba ci się? - zapytał cicho.
- Czy mi się podoba? Ross...ona jest cudowna. - otarła łzy. Ross odłożył gitarę i usiadł obok niej na łóżku. Pocałował ją czule.
- Nie wiedziałem czy ci się spodoba. - wyszeptał.
- Ta piosenka...jest piękna. Kocham cię teraz jeszcze bardziej.
- Cieszę się. - pocałował ją jeszcze raz.
- Też napisałam o tobie piosenkę...a raczej o nas...- odparła. Ross przyjrzał się jej uważnie. - Leży na biurku. - Ross wstał i wziął kartkę, którą wskazała Lau. Czytał ją uważnie.
Chciałam czegoś czego mi brakuję,
Napełnić tą pustą przestrzeń,
Pokazać osobę która jest za zasłoną,
Wtedy zrozumiesz
Kim naprawdę jestem.

Ja, ta której nie widzisz
Modli się żeby była szansa że wciąż wierzysz
Powiedz mi że jestem tego warta,
Udowodnię że zasługuję na to,
I mogę być,
Chociaż mnie nie widzisz.

Ja, ta której nie widzisz
Modli się żeby była szansa że wciąż wierzysz
Powiedz mi że jestem tego warta,
Udowodnię że zasługuję na to,
I mogę być,
Chociaż mnie nie widzisz.

Unoszę się wysoko,
Bez żadnych cieni,
To wszystko co chcę naprawdę robić,
Być jednym z okręgów
Wschodzących do słońca.

Dzieląc światło które jest tu z tobą,
Jestem tutaj z tobą.

Ja, ta której nie widzisz
Modli się żeby była szansa że wciąż wierzysz
Powiedz mi że jestem tego warta,
Udowodnię że zasługuję na to,
I mogę być,

Chociaż mnie nie widzisz.
- Kiedy to napisałaś? - zapytał.
- Pamiętasz jak któregoś dnia przyszedłeś na zajęcia z tańca?
- Yyy...tak. 
- Byłam tam.
- Nie widziałem cię. - usiadł na łóżku.
- Tańczyłeś do "Sexy back". Była tam Blaire, Kim i Brooke.
- No tak. Ciebie jednak nie było.
- Byłam.
- Zauważyłbym cię.
- Byłam po drugiej stronie lustra w tej sali...w której cię spotkałam tamtej nocy.
- O Boże! Nie! To niemożliwe. Serio?
- Tak. Tańczyłam po drugiej stronie lustra.
- Czyli mi się nie zdawało. - uśmiechnął się.
- Co?
- Byłem pewien, że ktoś tam był. Po prostu czułem się jak...wtedy na balu.
- Napisałam to jak wróciłam do domu. - w tym momencie usłyszeli hałas na korytarzu. Lau okręciła się kołdrą. Po chwili zobaczyli Stacy i Justin'a.
- Wisisz mi 20 dolców. - powiedziała brunetka do blondyna.
- Skąd wiedziałaś? - zapytał Justin, wyjął portfel i wyciągnął pieniądze.
- Nie trudno było się domyślić. - odparła Stacy.
- Co tu robicie?- zapytała Laura.
- Przyszliśmy zrobić wam śniadanie. - wskazała na koszyk, który trzymała w ręce.
- Skąd wiedzieliście, że tu będę. - zapytał Ross.
- Po tym jak wybiegliście z uczelni to było pewne. - powiedziała Stacy. 
- Za pół godziny będzie śniadanie. - wyszła z Justin'em z pokoju.
- To mamy jeszcze trochę czasu. - Ross spojrzał na Laurę.
  

  Stacy miała fatalny gust jeśli chodzi o muzykę. Vanessa wzięła do ręki jedną z płyt leżących na półce.
- Serio? Backstreet boys? Kto tego słucha? - jęknęła. Zauważyła też mnóstwo płyt R5, The Vamps, One Direction.
- Nie ma tu nic normalnego. - powiedziała i usiadła na biurku. Teraz wszystko się zmieni. Podjęła decyzję i musi sobie jakoś poradzić. Cholernie się boi. Wie ile to znaczy dla Laury. Nie chce jej zawieść. Nie tym razem. Stacy opowiedziała jej o tym co wczoraj zrobiła Lau. Cieszyła się jej szczęściem, chociaż w nocy Stacy siłą powstrzymywała ją przed powrotem do domu. Miłość miłością, ale jakoś nie mogła pogodzić się z myślą, że jej młodsza siostra najprawdopodobniej uprawia seks z jednym  z najpopularniejszych chłopaków w Stanach. Zanim wyjedzie na leczenie, ma jeszcze dwie sprawy do załatwienia. Chce odwiedzić grób rodziców i skontaktować się z Riker'em. Nie pójdzie już do niego, ostatnim razem po wizycie u niego ćpała przez dwa dni. Zadzwonić do niego też nie chce. Czuła się strasznie. Było jej potwornie zimno, trzęsły jej się ręce, a twarz była blada prawie trupia. Oczy miała przekrwione i otoczone sińcami. Stacy powiedziała jej, że jeśli chce może użyć jej kosmetyków, ale nawet najlepszy podkład nie ukryje zniszczenia jakie dokonały w niej narkotyki. Była jak dziecko we mgle. Szła po omacku nie wiedząc co kryje się za zakrętem. Wątpiła by nagle z ćpunki wkroczyła do świata normalnych, ale chciała się chociaż zbliżyć. Ostatnio miała sen. Wróciła do domu jak zwykle naćpana w trzy dupy. W szafce znalazła wódkę ojca. Nie mógł jej już uderzyć, więc opróżniła butelkę. Była lepka, spocona i brudna. Miała się spotkać z Riker'em. Pomyślała, że może uda jej się zamaskować fakt, że jest pod wpływem. Już słyszała w głowie jak będzie ją pouczać i błagać o pójście na odwyk. Wiedziała, że jak Laura zobaczy ją w takim stanie to wyrzuci ją za drzwi. Skończyła się jej cierpliwość do niej. Poszła do łazienki. Nalała sobie do wanny gorącej wody. Rozebrała się i weszła do środka. Czuła jak jej mięśnie się rozluźniają. Było jej ciepło i czuła się dobrze. Wręcz wyśmienicie. Zamknęła oczy i oparła się o wannę. Rozkoszowała się ciszą i tym jak czuje się po alkoholu i narkotykach. Z każdą kolejną sekundą oddalała się od tego cholernego domu, od Laury, Riker'a. Była w świecie, do którego od lat uciekała. Nagle stała przed drzwiami łazienki, miała mokre włosy i to , brudne ubranie. Nie pamiętała by wychodziła z wanny. Ktoś dobijał się do drzwi. Chciała otworzyć, lecz nie mogła. Klucz w zamku przekręcił się i do mieszkania wbiegli Riker i Laura.
- Jesteś pewien, że tu miała być? - spytała Lau. Vanessa zastanawiała się z kim mówiła jej siostra.
- Tak. Kazała mi tu przyjechać. - Riker rozglądał się po pokojach.
- Hej tu jestem! - krzyknęła Van, ale żadne z nich nie zareagowało. Nagle usłyszała krzyk Laury w łazience. Widziała jak i Riker tam wchodzi. Poszła za nimi.
- Czego się drzesz Laura...- nie dokończyła. Laura stała przy umywalce, płakała, cicho krzyczała. Ukryła twarz w dłoniach próbując się uspokoić. Riker klęczał przy wannie.
- Nie tylko nie to. - powtarzał w kółko. Vanessa zauważyła swoje rzeczy porozrzucane po pomieszczeniu. Podeszła do Riker'a i krzyknęła. Leżała...tam w wannie. Jej włosy unosiły się tworząc wokół jej bladej twarzy ciemną aureolę. Oczy miała zamknięte. Wyglądała jakby spała. Riker chwycił ją i wyjął z wody. Tulił ją do piersi. Jej ciało przelewało się przez jego ręce. Zauważyła, że płacze. Chciała ich zapewnić, że nic jej nie jest, ale nie mogła. Stała i patrzyła na ciało dziewczyny. Odwróciła się i oślepiło ją światło. Nie chciała ich opuszczać w tej chwili, jednak czuła, że musi tam iść. Nagle była była na dworze. Padało. Wszędzie była trawa i trochę ogromnych, starych drzew. Z ziemi wystawały, duże kamienie. Podeszła i przyjrzała się im. Nie były to kamienie, lecz nagrobki. Pod jednym z drzew stała grupka ludzi. Podeszła do nich. Wszyscy byli ubrani na czarno, stali i słuchali pastora, który stał nad dołem przy trumnie. Wokół było kilka wieńców. Spojrzała na sąsiedni nagrobek.
Damiano Marano
Ellen Marano
Zamarła to był grób jej rodziców. Jeszcze raz spojrzała na trumnę i kwiaty, zobaczyła wśród nich swoje zdjęcie. Była na własnym pogrzebie. Nagle rozpoznała twarze ludzi stojących wokół. Laura siedziała na krześle. Płakała, koło nie siedział blondyn i ją obejmował. Za nimi stał Riker i ta blondynka, co otworzyła jej ostatnio drzwi. Najgorszy był moment jak wkładali ją do tego dołu. Otrząsnęła się. Nie chciała już o tym myśleć. Zeszła z biurka, chwyciła kartkę i długopis. Usiadła przy biurku i zaczęła pisać:
  Drogi Rikerze!
  Wiem, że zapewne nie chcesz mnie już znać. Nie winię Cię za to. Rozumiem. Nie chcesz bym była jak druga Emily, a póki co nie zrobiłam nic by przekonać Cię, że nią nie jestem.
   Pewnie zastanawiasz się po, co ta ćpunka do ciebie pisze. Zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej by było trzymać się od Ciebie z daleka. Nie potrafię jednak tego zrobić. Gdy spotkałam Cię w parku myślałam, że jesteś kolejnym gościem, który myśli, że ma prawo mówić mi jak mam żyć. Poniekąd nim byłeś i jesteś. Nie naciskałeś jednak na mnie. Jako jedyny rozumiałeś ból jaki w sobie noszę. Rozumiesz co to znaczy winić się za śmierć ukochanej osoby. To sprawiało, że lubiłam z Tobą gadać. Słuchałeś, nie krzyczałeś, ani nie oceniałeś mnie tak jak inni. Starałeś się uświadomić mi, że nie jestem sama, że mam dla kogo żyć. Początkowo myślałam, że to tylko czcze gadanie, lecz z każdym dniem kruszyłeś mur jaki wokół siebie zbudowałam. Gdy kazałeś mi wybierać, chciałam powiedzieć, że dam radę się zmienić. Uwierz mi,  naprawdę chciałam tego dokonać. Brakowało mi jednak wiary w siebie i poniekąd motywacji. Myślałem, że mogę być w takim stanie pomiędzy. Szybko zrozumiałam, że zrobiłam błąd. Czułam jakbym straciła cząstkę siebie. Tak wiele we mnie zmieniłeś. Zrozumiała, że mam dla kogo walczyć. Dla Ciebie, dla Lau, ale przede wszystkim dla ciebie.
     Śniło mi się ostatnio, że umarłam. Przedawkowałam i utopiłam się w wannie niczym ta Twoja...Emily. Co najgorsze to Ty i Laura mnie znaleźliście. Widziałam siebie martwą, byłam na własnym pogrzebie. I wiesz co? Czułam się bezsilna. Chciałam Was pocieszyć, być z Wami, ale byłam jakby za szybą. Mogłam tylko patrzeć jak ucieka moja szansa na szczęście. To było do bani.
     Postanowiłam, więc iść na odwyk. Nie wiem po, co Ci to mówię, ale chcę byś wiedział, że walczę ze sobą.
Mam nadzieję, że znajdziesz swoje szczęście.
Vanessa.
Odłożyła długopis. To by było na tyle. Da ten list Laurze, niech się nim zaopiekuje. Teraz musi czekać. Musi dać czas sobie i jemu. Nie chce go zmuszać. Teraz kolej na jego krok.

   - Naprawdę myślisz, że to dobry pomysł? - była zdenerwowana. Po tym jak udało im się wypchnąć Stacy i Justin'a z mieszkania, zajęli się Vanessą. Cały dzień im zeszło na tym by, załatwić Van ośrodek. Udało się dzięki Ross'owi i jego charyzmie oraz sławie. Niestety jego sława miała też minusy. Wszędzie spotykał fanki. Na szczęście udało im się dotrzeć po jego samochód zaparkowany przy uczelni. Teraz Ross stwierdził, że powinni pojechać do niego. Nie uważała, że to jest dobry pomysł. W końcu na pewno pozna jego rodzinę. Ross uspokajał ją, że od niedawna mieszka tylko z rodzeństwem.
- Tak. A czemu nie? I tak muszę pojechać po ubrania.
- Rozumiem, ale na pewno kogoś tam spotkamy.
- Pewnie tak. Dzwoniłem do Riker'a i wszyscy są w domu.
- Co? - spojrzała zszokowana na blondyna.
- No wszyscy są w domu.
- Po co do niego dzwoniłeś?
- Oj przestań. Przecież oni nie gryzą. - podjechali pod jego dom. Wysiedli z samochodu. Laura rozejrzała się. Okolica była bardzo ładna. Sporo zieleni i drzew.
- Fajnie prawda? - stanął za nią.
- Tak.
- Dom rodziców jest równie fajny. Zobaczysz. - chwycił ją za rękę i poprowadził do drzwi. Gdy weszli do środka, Laura rozejrzała się. Dom był duży i jasny. Jasne ściany kontrastowały z ciemnymi meblami. Widać było, że mieszkali tu młodzi ludzie. Brakowało tu matczynej ręki. Z jednego pomieszczenia wyjrzało czterech mężczyzn.
- Co się tak patrzycie? - Ross stłumił śmiech.
- Ooo Ross widzę, że mamy gościa. - powiedział Ratliff. - Witam panią, jestem Ellington Ratliff. - ucałował rękę Laury.
- Kretyn. - odpowiedział Ross.
- Wystarczy tylko Ratliff. - spojrzał złośliwie na Ross'a. Lau zaśmiała się.
- To jest Rocky, Ryland i Riker.
- Miło nam cię poznać. - odpowiedzieli równocześnie, po czym wybuchnęli śmiechem. Nagle skądś wyłoniła się burza blond włosów i wpadła na Laurę.
- O Boże czyli to prawda! Ona jest prawdziwa! - Laura czuła się jakby ją czołg przejechał. - Nie kłamałeś? - spojrzała na Riker'a.
- Nie, nie kłamałem. - zaśmiał się Riker.
- Tak jest prawdziwa i ma kości. - Ross odciągnął siostrę.
- Sorry, ale to było dla mnie takie niespodziewane.
- Ok. To jest Rydel.
- Hej! - blondynka pomachała jej.
- Chodź pokażę ci mieszkanie. - Ross pociągnął ją w głąb mieszkania. Oprowadzał ją, a Rydel chodziła za nimi i ciągle trajkotała. Było tu tak fajnie, zazdrościła Ross'owi.
- Musimy iść na zakupy Laura, a i zapraszam cię na moją babską imprezę.
- Nie kradnij mi dziewczyny. - zaśmiał się. - Masz Ratliff'a.
- Ale śmieszne. Nie słuchaj go, poznam cię z Kendall i Savannah. Zobaczysz jak będzie fajnie.
- Dziękuję.
- Och nie ma za co. - Rydel znów ją przytuliła.
- Wezmę rzeczy i pojedziemy do ciebie. - Ross zniknął w pokoju.
- Och, to super, że chodzisz z Ross'em. Riker mi opowiedział o was.
- Też się cieszę, że mogę z nim być.
- Pamiętaj, że wielu będzie chciało wam zaszkodzić, ale razem możecie pokonać każdą przeszkodę.
- Dzięki za radę. - odpowiedziała.
- Mówię poważnie. Od teraz razem z nim będziesz na świeczniku. To nie jest łatwe. Musisz naprawdę go kochać by wam się udało.
- Kocham go. - z pokoju wyszedł Ross.
- To co jedziemy? - Laura kiwnęła głową. Pożegnali się ze wszystkimi i wyszli.
***
Hej wszystkim :) Dzięki za pomysły, nie wszystkie wykorzystałam, ale i tak dziękuję. Rydellington dam Wam w kolejnym rozdziale plus wróci Blaire i bliźniaczki. Zapraszam Was też na dziesiąty rozdział na Just Love Me.
Do napisania.
Delly ♥



środa, 5 sierpnia 2015

5 sierpnia czyli...

Hello kochani ♥ Dzisiaj mamy 5 sierpnia, pewnie się zastanawiacie czemu piszę notkę. Może odchodzę z bloggera? Może zawieszam bloga? Takich notek to już trochę było w historii tego bloga :D Tym razem to nie o to chodzi. 5 sierpnia to szczególna data dlatego bloga. Ponieważ 5 sierpnia 2014 roku ukazał się tu pierwszy rozdział. To wtedy zaczęło się to całe szaleństwo z Kopciuszkiem. Mogę to śmiało powiedzieć, że pokochaliście ten blog od samego początku. Już pierwszy rozdział miał 13 komentarzy. To praktycznie od tego dnia na waszych blogach zaczęła również pojawiać się Delly Lynch :D No tu trochę naciągam, bo Kopciuszek to nie był mój pierwszy blog i byłam na bloggerze już od kilku miesięcy gdy założyłam tego bloga. Mówiąc szczerze nie spodziewałam się takiego sukcesu. Blog ma przeszło 57 000 wyświetleń i 46 obserwujących ( Just Love me ma 47 obserwujących :D ). Przez rok opublikowałam tu kilka One Shotów i 21 rozdziałów, a 22 rozdział już jest pisany i niedługo też zostanie opublikowany. Wszystkim czytelnikom mówię DZIĘKUJĘ!!! Delly przesyła wam gorące uściski. Bez Was ten blog by nie istniał. Dzięki Wam sukces też odnosi Just Love Me, które zapewne gdyby nie Kopciuszek byłoby totalną klapą :D Z okazji 1 urodzin mam pewien prezent. Otóż będziecie mieć wpływ na to jak będzie wyglądał 22 rozdział. Każdy kto chce może napisać pomysł co ma stać się w tym rozdziale. Może on dotyczyć nie tylko Raury, ale i wszystkich innych. Wybiorę najlepsze pomysły. Nie myślcie, że brak mi weny. Nie, będzie też coś ode mnie, już napisałam kontynuacje tego co zaczęłam w końcówce 21 rozdziału. Piszcie swoje pomysły, a może zobaczycie je w 22 rozdziale!
1 urodziny Kopciuszka! :D ♥♥♥
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch.



niedziela, 2 sierpnia 2015

"Kolorowych leków garść łatwiej mi pomoże spaść" #TB

  Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy. To co właśnie usłyszałem, było nie do pomyślenia dla mnie jeszcze rok temu. Nie wiedziałem co powiedzieć. Co robi się w takich sytuacjach? Powinienem na nia nawrzeszczeć? Wyrzucić jaką suką jest? Zerwać z nią? Czy może jej wybaczyć? Siedzieliśmy i oboje patrzyliśmy na siebie. Ona czekała na wydanie werdyktu, a raczej wyroku.
- Ale jak? Dlaczego? - zapytałem.
- Ross, mówiłam ci. Poznałam go na szkoleniu dla nauczycieli. Był matematykiem, a ja ... był dowcipny i zauważył mnie. Wymieniłam się z nim numerami telefonów, a potem...
- Zdradziłaś mnie? Przekreśliłaś trzy lata związku? Głupim skokiem w bok?
- To była tylko chwila radości, nawet nie doszło do niczego poważniejszego. Owszem to, że całowaliśmy na jego łóżku, i to, że nie miałam na sobie bluzki jest paskudne, ale zdałam sobie sprawę, że to nie fair w stosunku do ciebie, Ross kocham cię i proszę cię jeśli ty mnie kochasz to... przebacz mi. Błagam.
- Jak mam ci znowu zaufać Laura? Jak? Nie ważne czy przespałaś się z nim czy nie. W myślach zdradziłaś mnie z milion razy. Zdrada to zdrada. Ja nie zapraszam do mojego łóżka obcych panienek. Laura, owszem byłem ostatnio zajęty, ale to dla naszego dobra. Ja umieram z miłości do ciebie. Szalałem za tobą. Chciałem ci się oświadczyć.
- Ross, skoro mnie kochasz to mi wybacz.
- To nie jest łatwe Laura. Muszę pomyśleć. - wstałem i zabrałem kurtkę.
- Ross.
- Nie Laura. Daj pomyśleć. - zamknąłem za sobą drzwi.

  Nie rozumiałem co poszło nie tak. Dlaczego to zrobiła? Czemu nic nie zauważyłem? Poniekąd mi ulżyło, że nie poszła z nim do łóżka. Jednak tak czy siak mnie zdradziła. Idę do pobliskiego baru. Siadam i zamawiam jednego shota. Wypijam trzy i przerzucam się na piwo. Nie chcę się schlać. Chcę pomyśleć. Kocham ją. Jestem debilem, po tym co zrobiła powinienem ją kopnąć w dupę i powiedzieć papa. Śmieję się do butelki. Wiem, że tego nie zrobię. Za mocno ją kocham. Tak, mimo wszystko kocham. Próbowałem sobie przypomnieć jak ją poznałem. Ach tak.
 Siedziałem w swoim studiu tatuażu, gdy weszła niska brunetka. Zmierzyłem ją wzrokiem. Szczupła, zaokrąglona w odpowiednich miejscach i o długich brązowych włosach. Podeszła do Kris. Po chwili zobaczyłem jak macha na mnie. Wstałem i podszedłem do obu pań. 
- Tak?
- Ta mała chce tatuaż. Jesteś wolny? - spojrzałem na zegarek. Widziałem jak mała przygląda się moim tatuażom na rękach. 
- Jeśli to nic dużego to chodź.
- Nie, to nic takiego. - poszliśmy na moje stanowisko. Dziewczyna spojrzała niepewnie na mnie,
- Co? 
- Bo ja chcę tatuaż  tu. - pokazała na bok pod prawą piersią. Rozejrzałem się . Wstydziła się rozebrać.
- Nie masz stanika? - widziałem jej zaszokowanie.
- No, nie mam. - odparła uśmiechając się.
- Chodź mała. - odparłem i poprowadziłem do pomieszczenia na zapleczu.
- Jeśli chcesz to poproszę Kris...
- Nie, wolę ciebie. - spojrzałem na nią. 
- Będę widział twoje piersi.
- Masz robić tatuaz pod nimi nie musisz na nie patrzeć. - uśmiechnęła się.
- Masz rację, nie muszę. Nie wiem jednak czy nie będę chciał. - położyła się na kozetce i zdjęła bluzkę. Jeśli tak wygląda góra to ja nie chcę myśleć o reszcie. Byłą piękna. Słodka, niewinna. Zupełnie nie w moim stylu. 
- Będzie bolało? - wyszeptała, a ja na nią spojrzałem. Przymknęła oczy jak zobaczyła, że wyciągam narzędzia. 
- Zależy co chcesz. - wyjaśniła, o co jej chodzi. Miał być to napis upamiętniający jej zmarłą matkę.
- To jak użądlenie pszczoły. Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. - popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.
- Zaufam ci.
Może byłem głupi, ale już wtedy się w niej zakochałem. Chciałem by mi ufała. Gdy wychodziła dałem jej swój numer. W życiu tego nie robiłem. Pamiętam jej uśmiech. Szczery. Kiedy ostatnio go widziałem? Dostaję olśnienia, dawno.  Ostatnio się nie uśmiechała, była nieobecna. Nie zwróciłem na to uwagi. Nie zauważyłem, że nie ma już mojej Laury. Była, ale jakaś inna, nie ta którą kocham.
Siedziałem w studio i pracowałem nad szablonami. Nie miałem po, co wracać do domu. Moje studio tatuażu było wszystkim, moim lekarstwem. Dzięki temu się nie stoczyłem. Uwielbiałem tworzyć na czyjejś skórze, bo to zostawało już na zawsze. Zmieniałem tym ludzi. Podobała mi sie ta świadomość. Mój telefon za wibrował. Spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem wiadomość od nieznanego numeru.
Hej
Zdziwiłem się, kto może pisać do mnie o tej porze. Było już grubo po jedenastej. Chwilę walczyłem sobie czy odpisywać. Nie miałem pojęcia kim może być ta osoba.
Hej - odpisałem. Po chwili mój znów za wibrował.
Nie powinnam do ciebie pisać. Nie obudziłam cię?
Nie :D Jeszcze nie śpię o tej porze, Laura tak?
Tak. 
Moje serce wręcz o mało nie wyrwało się z piersi. Uśmiechnąłem się jak głupek. Naprawdę było ze mną źle skoro sms od tej laski wywarł u mnie takie wrażenie.
Jak tatuaż?
Super. Ojciec o mało nie dostał zawału, ale jest ok. Dziękuję :*
To moja praca mała :D Co powiesz na jakąś kolację ze mną?
Randka?
Yyyy...tak :)
Kiedy?
Nasza pierwsza randka była na plaży. Miała na sobie zwiewną niebieską sukienkę. Myślałem, że jebnę na jej widok. Czemu musiała być taka piękna? Graliśmy w badmintona. Nie bardzo jej to szło. Śmiesznie wyglądała wkurzona. Próbowała sobie poprawić nastrój nabijając się z moich różowych kąpielówek. Później wpadła na pomysł budowania zamków i miast z pasku . Nieco dziecinne, ale dla niej mógłbym zrobić z siebie idiotę. Opowiadała mi o sobie, o jej dzieciństwie. 
- Dlaczego zacząłeś robić tatuaże?
- Sobie czy w ogóle? - zaśmiałem się.
- Sobie.
- Cóż, pierwszy tatuaż zrobiłem po śmierci mojej dziewczyny.
- Och, przykro mi.
- Spoko, to było dawno. Miałem 16 lat jak umarła. Podrobiłem podpis ojca. 
- Który to tatuaż?
- Ten - pokazałem serce i wbity w nie nóż, był on na mojej klatce piersiowej tuż nad sercem.
- Kochałeś ją?
- Melody? Tak, tylko nie taką dojrzałą miłością. Teraz jak na to patrzę to raczej byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Na co umarła?
- Białaczka. Walczyła z nią od małego. Przeszczepy, terapię nic nie pomogło.
- A reszta tatuaży?
- Cóż kolejny zrobiłem jak miałem prawie 18 lat. To wąż na moim ramieniu, a potem straciłem rodziców wypadku samochodowym i ob tatuowałem się cały.- uśmiechnąłem się.
- A salon?
- To otworzyłem za pieniądze z odszkodowania. Przez rok prawie półtora tylko piłem. Któregoś dnia obudziłem się i zobaczyłem, że moje życie to gówno. Stwierdziłem, że chcę coś zmienić i to zrobiłem.
- Nie było ci łatwo.
- W życiu nie jest łatwo. To nie film. - uśmiechnęła się.
- Dobra koniec tego przesłuchania. - poderwałem ją z piasku i wbiegłem do oceanu. Cały czas krzyczała.
- Ross! Nie! Nie rób tego. - cóż nie słuchałem już uważnie.
Była i jest dla mnie kimś ważnym. Oczywiście nie byliśmy idealni, sporo początkowo przed nią ukrywałem. Jak na przykład to, że kiedyś ćpałem i wykorzystywałem dziewczyny. Dwa razy ode mnie odeszła, po tym jak ją zwyzywałem. Zawsze jednak wracała. Czy ja też powinienem? Ona mi wybaczała, tyle że ja nie miałem nigdy romansu z inną. Zamówiłem kolejną porcję szkockiej. Przypomniało mi się jak zacząłem pić, gdy się kłóciliśmy zawsze się upijałem. Potem przepraszałem,  apotem znów się kłóciliśmy i... znów ją traktowałem źle. Jednak w końcu zrozumiałem, że ona jest moim światem. Ba, zmieniłem nawet zdanie w kwestii dzieci i małżeństwa. Dla niej. Cholera, dla niej urabiałem się po uszy. Chciałem by miała wszystko, a ona...puściła się. Ogarnia mnie wściekłość na samą myśl, że tan dupek ją dotknął. Jak mam to wybaczyć? Próbuje zrozumieć czemu to zrobiła. Przecież mnie kocha. Cholera ja wiem, że ona mnie kocha. Przypominam sobie nasz pierwszy pocałunek przed jej domem. Odprowadzałem ją z randki, pocałowałem ją tuż przed jej drzwiami. Pamiętam też ten nasz pierwszy raz, gdy pojechaliśmy na wycieczkę do Waszyngtonu. Kupiłem wtedy najlepszy pokój. Rozkoszowałem się nią powoli, chciałem by pamiętała to przez całe życie. Pamięta? Czy ten dupek był lepszy i woli ich pierwszy raz? Pamiętam jej słowa:
Masz moje serce...masz mnie. Kocham Cię.
Proszę o kolejną szkocką, barmanka nalewa przyglądając mi się. Stary Ross coś by jej odwarknął by się odpieprzyła. Teraz jednak siedzę i czekam.
- Źle to robisz.
- Co? - spojrzałem na latawiec, który trzymałem w ręku. Pomagałem Laurze w opiece nad jakimś dzieciakiem. Szczeniak był wkurzający, gdyby nie Lau  dawno bym dał mu w dupę.
- Powinieneś to włożyć tak. Spójrz jak to ja robię.
- Wolałbym co innego wkładać i to nie pieprzonemu latawcowi tylko tobie. - wessała głęboko powietrze.
- Ross! - cała się zaczerwieniła. Zaśmiałem się, a młody odwrócił się do nas.
- Z czego się śmiejecie? - zapytał. Laura oblała się jeszcze większym rumieńcem.
- Rozmawiamy o technikach robienia latawców. - odparłem, Lau parsknęła śmiechem.
- Luckas, idź do ogrodu i sprawdź swój latawiec.
- Nie wiem co on widzi w tym śmiesznego. - odparł gówniarz i wyszedł.
- Techniki robienia latawców? - uniosła brew. Przysunąłem się.  Pociągnąłem ją w dół i znalazła się pode mną na kanapie. Przestała się śmiać.
- Tak. Techniki. Przecież ważne są szkolenia no nie? - przybliżyłem się do jej ust i chwyciłem jej dolną wargę między zęby.
- Ross...Luckas.
- Nim opiekowałaś się przez ostatnie dwie godziny, teraz ja potrzebuję opieki.
- Tak? 
- Tak. - pocałowałem ją, wsunęła swoje dłonie  w moje włosy. Chciałem ją wziąć tu i teraz. Przycisnąłem się do jej uda. Zajęczała. Wtedy usłyszeliśmy kogoś w salonie. Kątem oka dostrzegłem tego smarkacza. Stał  przy drzwiach balkonowych i przyglądał nam się. Laura gwałtownie mnie odepchnęła. Prawie zleciałem na tyłek z tej pieprzonej kanapy. Poprawiała swoje ubranie, a jej twarz była krwistoczerwona.
- Luckas...co ty tu robisz? - powiedziała.
- Chciałem byś popuszczała ze mną latawce.
- Ok. Już idę.
- Co on ci robił? - wskazał na mnie palcem. Laura prawie schowała się za fotelem. Wiedziałem jak jest jej wstyd. Bawiło mnie to nieco. Patrzyła na mnie spanikowana.
- Całowaliśmy się. - odparłem.
- Czemu?
- Bo ją kocham. Nie widziałeś nigdy jak facet całuje się z dziewczyną?
- Nie.
- A twoi rodzice? Nie widziałeś jak to robili.
- Ross! - krzyknęła Lau.
- Tata daje tylko mamie buzi w policzek. Nie leży na niej.
- Cóż ja nieco inaczej daje buzi Laurze.
- Ross! Luckas nie słuchaj go. Chodźmy. - wyciągnęła go z mieszkania, a ja zanosiłem się ze śmiechu.
 Nie wiem ile wypiłem, sześć shotów. Może więcej. Wspomnienia wciąż napływały. Wszytskie nasze dobre i złe chwile. Kłótnie, bójki, upijanie się, seks z nią, wszystkie jej spojrzenia, pocałunki, uśmiechy, jej śmiech dźwięczał mi w uszach. Czy potrafię to rzucić? Odejść. Wiem, że powinienem. Nie jestem dla niej odpowiedni. Ona potrzebuje kogoś takiego jak ten frajer z którym miała romans. Ja wyglądam przy niej jak śmieć. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie życia bez niej. Jest jego ratunkiem. Jest tą jedyną. Kocha ją. Boli go, to co zrobiła, ale ją kocha. Wyciągnął telefon i zadzwonił do niej. Odebrała po drugim sygnale.
- Ross.
- Cześć. - wybełkotał.
-Piłeś?
- Taaak.
- Cóż...w sumie...rozumiem...wiesz już co dalej?
- Jestem po to, by cię znosić i ci wybaczać. - odpowiedziałem.
***
Cześć miski. Nominowała mnie Jacky Sparrow. Bardzo ci dziękuję, naprawdę. Mam nadzieję, że to ostatni shot. Mam na razie dość pisania tych opowiadań, jeszcze przede mną jeden :/ Cóż temat był Jestem po to, by cię znosić i ci wybaczać. Myślę, że chyba nie poszło najgorzej. W tym tygodniu myślę, że dodam dziesiąty rozdział na Just Love Me. Wypatrujcie mnie tam :) Póki co, kto nie czytał i nie komentował to zapraszam na dziewiąty rozdział :D
A ja nominuje:
1. Jacky Sparrow ( myślę, że się ucieszysz)
2. Tinsley ( za to, że zawiesiłaś bloga, a tak czekałam na rozwój sytuacji :P )
3. Paula Lynch (uwielbiam twojego bloga ♥)
4. Louder Forever ( niedawno okryłam twoje bloga i zakochałam się w tym jak piszesz ♥)
5. Wiktoria Martin
Nominuje tylko tyle osób. Jakoś nikt mi już nie przychodzi do głowy. A teraz temat:
1. Ostatnia spowiedź
2. Już nie wiem kim bez ciebie jestem.
3. Dotyk ciemności.
Macie spory wybór, liczę na to, że ktoś napisze na 1 lub 3 temat shota, drugi tez mile widziany.
Czas: do 31 sierpnia.
A i jeszcze paring to macie do wybory Routney lub Rydellington ( dla zaciekłych fanek Raury :D )
Pozdrawiam, a nominowanym życzę weny :D
Papa.
Delly Anastasia Lynch




wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy

Chciałbym coś ci dać, ale nie wiem co
Nawet nie stać mnie, na odważny krok
A do gwiazd, 
Nie zabiorę cię, w fantastyczny lot
Mamy tylko nas, mamy tylko to
A do gwiazd, za daleko stąd ~ Video "Fantastyczny lot"
   Wybiegli na ulicę. Miasto tętniło życiem. Laura pociągnęła go w stronę metra. Nie wiedział, co ona kombinuje, ale był podekscytowany. Wreszcie ją odnalazł. Była już tylko jego. Nie miał pojęcia gdzie ona go ciągnie. Tym bardziej mu się to podobało. Miał wrażenie, że wciągnęła go do pierwszego lepszego pociągu. Poprowadził ją w róg składu i przytulił. Zauważył jej perlisty uśmiech, a serce mu podskoczyło. Nie miał wątpliwości, że to, co do niej czuje jest poważne. Modlił się by nikt go nie rozpoznał. To mogło zepsuć ich dzień.
- Dokąd mnie ciągniesz, słonko? - Laura znowu odpowiedziała mu uśmiechem.
- Tajemnica. - szepnęła. Właśnie w tej chwili przez jego głowę,  przemknęło milion kosmatych myśli. Miał nadzieję, że chociaż jedną z nich dzisiaj spełni.
- Zabijesz mnie dziewczyno. - westchnął, a ona się roześmiała. Niestety zwróciło to uwagę kilku dziewczyn, które zaczęły szeptać między sobą. Widział z jaką prędkością wiadomość roznosi się po składzie. Jeszcze chwila, a w ruch pójdą telefony, a co gorsza zaczną się piski.
- Kochanie. - powiedział cicho.
- Tak?
- Chyba musimy wysiąść. - widział, że kilka dziewczyn zaczyna się do nich przysuwać.
- Jeszcze kilka przystanków.
- Zaraz nie będzie tu przyjemnie. - Laura rozejrzała się po wagonie.
- Chodź. - wyciągnęła go na stacji. Złapała taksówkę.
- Wie pan gdzie jest opuszczone wesołe miasteczko? - zapytała kierowcy. Ross spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Tak, wsiadajcie.
- Gdzie ty mnie wieziesz? - zapytał rozbawiony. 
- Zobaczysz. - uśmiechnęła się kokieteryjnie.
  Kierowca wysadził ich przy opuszczonym wesołym miasteczku za miastem. Ross zastanawiał się po, co tu przyszli. Podeszli do ogrodzenia.
- Przeskakuj. - powiedziała. Ross zmierzył ją wzrokiem.
- Cóż, jestem dżentelmenem, więc panie przodem. - Laura zaczęła się wspinać po siatce. Nie mógł się powstrzymać i zaczął podglądać jej bieliznę, którą było widać spod króciutkiej sukienki.
- Nie podniecaj się za bardzo. - zaśmiała się.  Wiedziała, co tak przykuło uwagę Ross'a.
- Przy tobie jest to trudne. - odpowiedział i po chwili oboje byli na terenie parku.
- Co tu robimy? - zapytał.
- Zwiedzamy. - odparła. Ruszył za nią. Widać było, że to miasteczko było od dawna opuszczone. Sprzęty były pokryte rdzą, wszystkie oznaczenia stoisk były rozmyte przez deszcz, a z niektórych budek odchodziła farba.
- Jak dawno zamknęli to miasteczko? - zapytał.
-  Jakieś dziesięć lat temu. Pomyśleć, ze kiedyś to miejsce tętniło życiem.
- Trudno to sobie wyobrazić.
- Może dla ciebie. Ja widziałam to miejsce za życia. Nie ma lepszego miejsca jak to.
- Teraz jest trochę upiorne.
- Boisz się? - uśmiechnęła się szeroko.
- Ja? Coś ty. - zajrzał do jednego z budynków i zobaczył salę luster. Przypominała scenerię z horrorów. Popękane, pożółkłe szkło, farba odchodząca z sufitu, pajęczyny. Nie rozumiał czemu tu są. Podeszli do budki, w której kiedyś mieścił się zapewne mały bar.
- Coli? - zapytała. Popatrzył na nią zdziwiony.
- Masz tu colę?
- Tak. - podała mu spod lady jedną butelkę.
- Mam tu taki mały zapas.
  Minęli karuzelę z kucykami i doszli do serca miasteczka. Stała tam scena. Zaskoczyło go to. Raczej nie spotykał tego w innych tego typu miejscach. Lau przysiadła na jej brzegu. Usiadł koło niej. Chwile oboje patrzyli na otoczenie wokół siebie. Kiedyś tętniące życiem, teraz rudera.
- Przychodziłam to co niedziela z tatą. - powiedziała po chwili.
- Dlatego znasz to miejsce.
- Opowiadałam ci kiedyś o mojej rodzinie?
- Mówiłaś tylko o ojcu i siostrze, kiedyś na zapleczu restauracji. - była zaskoczona, że pamiętał tę rozmowę.
- A o tym co było przed?
- Nie. - odparł cicho.
- Mój tata był z pochodzenia Włochem. Urodził się w Toskanii. Jego rodzice mieli winnicę. Rodzina Marano prowadziła ją od wielu wieków. Moi dziadkowie byli szczęśliwi, gdy urodził im się syn. Niestety, któregoś lata nadeszła straszna susza. Dziadek zaczął dokładać do interesu. Jakby tego było, którejś nocy wybuchł pożar. Spłonęła cała winnica.
- I?
- Moi dziadkowie postanowili wyjechać z Włoch. Przylecieli do Chicago. Tata miał wtedy trzy lata. Tam się wychowywał. Gdy miał 16 lat zmarła babcia, a gdy skończył 20 lat dziadek.
- Jak wylądował w L.A?
- Nie wiem. Po pogrzebie wsiadł w swoją starą  ciężarówkę i wylądował tu. Zaczął pracować we włoskiej knajpie. Jego szef go traktował jak syna i pokierował nim  tak, że zdobył wykształcenie.
- A twoja mama?
- Pochodziła z New Jersey. Miała bogatych rodziców. Dziadek był bankowcem, a babcia lekarzem. Mama od zawsze kochała muzykę. Chodziła na balet, śpiewała w chórze kościelnym. Dziadek i babcia chcieli by została lekarzem, albo księgową. Gdy miała 16 lat przez miasto przejeżdżało wesołe miasteczko.
- Uciekła z nimi?
- Tak. Dziadkowie jej szukali, ale nie znaleźli. Prawie.dziesięć lat jeździła z nimi po Stanach. W końcu postanowili zostać w Los Angeles. Mój tata, kiedyś tu przyszedł, wtedy ją zobaczył. Mówił, że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Mama tu tańczyła i śpiewała. Była wspaniała. Przychodził tu codziennie. W końcu kiedyś do niej podszedł i zagadał. Po miesiącu się pobrali. Tata, wkrótce skończył studia i został na uczelni, mama występowała tu i teatrze. Grała w musicalach. Rok po ślubie urodziła się Vanessa. Mama miała drobną przerwę. Gdy wróciła wypatrzyła ja Hannah. Mama była jej tancerką. Odeszła jak miałam się już urodzić. Wróciła tu do miasteczka i do teatru. Co roku teatr robił musical świąteczny. Grali go w Boże Narodzenie. Mama co roku, brała w nim udział. Dla mnie to było wspaniałe, ale Van miała już 11 lat i zaczęła chcieć mieć takie święta jak reszta dzieci. Tamtego roku mama obiecała, że te święta spędzi z nami w domu. Pamiętam jak się cieszyłyśmy. - po policzku pociekła jej łza.
- Przed wieczorem zadzwonił telefon. Piekłyśmy wtedy z tatą ciastka. Mama z kimś rozmawiała. Po czym powiedziała, że jej koleżanka zachorowała i ona musi jechać. Pamiętam, że Vanessa była wściekła. Mama chciała ją jak zawsze ucałować przed wyjściem, a ona uciekła do pokoju. Tata powiedział, żeby się nią nie przejmowała i mama wyszła. - głos jej się załamał na to wspomnienie.
- Wtedy widziałaś ją po raz ostatni. - powiedział.
- Tak. Pamiętam, że tata poszedł do Vanessy i z nią rozmawiał, a ja oglądałam bajki. Minęło chyba ze dwie godziny jak ktoś zapukał do drzwi. To był policjant. Pamiętam, że gdy nas zobaczył z Vanessą zbladł. Powiedział, że chce porozmawiać z tatą, więc my poszłyśmy do pokoju. Długo tam siedziałyśmy. Gdy tata przyszedł miał czerwone oczy. Vanessa dowiedziała się wcześniej, mi powiedzieli przed pogrzebem. Wcześniej mówili mi, że mama gdzieś wyjechała. Myślałam, że dlatego Vanessa ciągle płacze i wszyscy są smutni. Pogrzeb mamy był ostatnim dniem, gdy wszystko jeszcze grało. Wcześniej przychodziliśmy tu, co niedziela, by oglądać mamę, potem nie było już nic. Tata zaczął pić. Najpierw tylko po pracy. Później co raz częściej. Cztery lata po śmierci mamy, tata stracił pracę, a my przeprowadziliśmy się tu. Vanessa od tamtego wypadku zastępowała mi matkę, lecz po przeprowadzce tu zaczęła być dla mnie i ojcem. Przez rok praktycznie wegetowałyśmy. Nie raz było tak, że byłam głodna. Ojciec tylko pił, a Van nie mogła jeszcze iść do pracy. Jedliśmy tyle co na stołówce w szkole.Było trochę lepiej jak zaczęła pracować. Wszystko się zmieniło pięć lat temu. Poznała jakiś dziwnych ludzi. Zaczęła ćpać. Najpierw jakoś sobie radziła, później odpuściła. Wtedy pomogła mi Stacy. Gdyby nie jej rodzina umarłabym, nie raz u niej nocowałam, przychodziłam żeby coś zjeść. Dopiero jak miałam 16 lat zaczęłam pracować w barze.
- Było ci pewnie cholernie ciężko.
- Bardzo. Ojciec pił, żeby się nie wkurzył i nie wszczynał awantur kupowałam mu wódę, Vanessa stoczyła się totalnie. Byłam sama.
- Cholera chciałbym, byś nie musiała przez to przechodzić.
- Nie martw się, to już przeszłość. - odparła.
- Tak, ale tyle wycierpiałaś.
- Ross pamiętasz, co ci powiedziałam na pogrzebie ojca?
- Że nie chcesz litości.
- Właśnie, nie chcę współczucia i litości. To mnie dobija.
- To nie jest litość Laura, to miłość. - spojrzała na niego. To, co powiedział bardzo ją wzruszyło. Pocałowała go czule. Starała się tym pocałunkiem powiedzieć wszystko co czuje. Wspaniała była wizja, że ma teraz kogoś komu na niej zależy. Tak długo się opiekowała innymi, teraz czuła, że Ross nią się dobrze zajmie. W jego objęciach czuła coś, czego jej brakowało. Szczęście. Wreszcie osiągnęła to, o czym marzyła. Była szczęśliwa.
- Vanessa idzie na odwyk. - powiedziała. Widziała zaskoczenie na jego twarzy. Wiedziała, że będzie jeszcze większe jak powie mu kto jest powodem tak nagłej zmiany decyzji.
- Serio? To chyba dobrze.
- Bardzo dobrze. - uśmiechnęła się.
- Za wszelką cenę chcesz ją ratować, prawda?
- To moja siostra, gdyby nie ona...- urwała.
- Wiem kotku. Doskonale wiem, o co ci chodzi.
- Kilka lat temu załamałam się. - powiedziała cicho.
- To znaczy?
- Sama utrzymywałam rodzinę. Dom, rachunki, a oni wszystko utrudniali. Pamiątki po mamie były i są dla mnie świętością. Oni wszystko wynosili. W końcu pękłam. Wzięłam garść tabletek i popiłam wódką. Gdyby nie Vanessa...
- Ćśś, skarbie. - przytulił ją mocno.  Była taka silna, a jednak bardzo delikatna. Wiedział, że od tej pory nie dopuści do tego, by cierpiała.
- Ona uratowała mnie, ja ratuję ją.
- Rozumiem, nie płacz skarbie. - otarł kciukami jej łzy na policzkach.
- Chociaż gdyby nie twój brat, to niewiele bym wskórała. - Ross oderwał się od niej.
- Co?! - Laura zaśmiała się.
- Riker i Vanessa.
- Oni razem?
- Yhy.
- Cóż najwidoczniej Lynch'owie mają słabość do panien Marano. - zaśmiał się i pocałował Laurę.
- Oj macie. - uśmiechnęła się szeroko.
 
  Nie miała pojęcia gdzie Ross ją ciągnie. Ulżyło jej, że mogła z kimś pogadać o swojej przeszłości, ale najbardziej podobało się jej, że Ross jej nie ocenia. Kocha ja taką jaką jest.
- Dlaczego byłeś z Blair? - zapytała.
- Czemu pytasz?
- Sorry za wyrażenie, ale to suka. - Ross uśmiechnął się.
- Poznałem ja jak miałem 14 lat. Była moją pierwszą dziewczyną. Wspierała mnie jak zaczynaliśmy tworzyć zespół. Nie zawsze była taka jak teraz. Wiem, że jest suką. Wszystko się zmieniło jak poszliśmy do liceum. Nie wiedziałem, że jest taką jędzą. Przy mnie była słodką Blair. Któregoś dnia zobaczyłem jak  się odzywa do ciebie. Później widziałem jeszcze kilka  takich scenek. Byłem z nią, bo...wydawało mi się, że jest dla mnie odpowiednia.
- Kochałeś ją?
- Nie. Powiedziałbym, że byłem nią silnie zauroczony. Chyba, żeby liczyć szczeniacką miłość.
- Długo z nią byłeś.
- Z wygody. Jesteśmy na miejscu. - stanęli przy drabince prowadzącej na dach jednej z hal.
- Niedaleko stąd jest chyba twoja szkoła?
- Tak, blisko.
- Trochę dziwna dzielnica.
- Kiedyś to było zagłębie przemysłowe L.A. Sporo jest tu takich hal, ale kocham to miejsce ze względu na widok.
- Opuszczonych ruin?
- Nie. - zaśmiał się. - Wchodź.
- Po tej drabince? Może ty pierwszy?
- Ja wolę iść za tobą.
- Czemu?
- Bo masz sukienkę.
- I co z tego?
- Cóż...masz śliczny tyłeczek, po za tym jakbym szedł przed tobą to nie miałbym zabawy.
- Idiota. - Laura zaczęła wspinać się po drabince.
- Cóż za widoki. - zaśmiał się blondyn.
- Przymknij się Lynch. - zatkało ją jak weszła na dach. Było stamtąd widać ocean. Akurat słońce zachodziło i jego już pomarańczowa poświata odbijała się w tafli wody.
- Pięknie?
- Cudownie. - odparła. - Jak znalazłeś to miejsce?
- Tata mi je pokazał. Gdy miałem jakieś 10 lat, zmarł mój żółw Rafael, strasznie to przeżyłem. Tata zabrał mnie tu i powiedział, że mogę tu wracać ilekroć będę czuł potrzebę by pobyć sam.
- To słodkie. Przykro mi z powodu twojego żółwia.
- Dzięki. Zatańczysz?
- Co?
- Pytam czy zatańczysz?
- Tu?
- A czemu nie? - wyciągnął dłoń. Laura popatrzyła na niego i uśmiechnęła się szeroko.
- Dobrze. - wyszeptała. Ross wyjął telefon i z playlisty wybrał piosenkę "Love me like you do".
- Myślę, że to odpowiednia piosenka. - odparł i chwycił Lau w ramiona. Kołysali się w rytm muzyki, a Laura podśpiewywała pod nosem tekst piosenki. Ross obrócił ją tak, że stanęła do niego plecami. Jedna rękę położył jej na sercu, drugą przytrzymywał w talii. Słyszał jak jej serce bije mocniej.
Uderzenie  uderzenie  przerwa.
Uderzenie uderzenie uderzenie przerwa.
Uderzenieuderzenieuderzenie przerwa.
Wyciągnął dłoń, a jej ręka podążyła za jego. Pochylił się i chwycił w pasie, podniósł ja do góry i obrócił się powoli. Po czym postawił ją na ziemi, a ona wygięła się i położyła prawą rękę na jego szyi. On wtulił twarz w jej włosy. Obróciła się i stanęła do niego twarzą w twarz. Złapał ja jedną dłonią mocno w talii, a drugą pokierował tak, że wygięła się mocno do tyłu. Jego dłoń przesunęła się po jej dekolcie. Nagle wróciła do pozycji stojącej i objęła go mocno. Zrobił kilka kroków do tyłu. Po czym złapał ją za uda i uniósł lekko gdy Ellie śpiewała refren, a on raz po raz podnosił ją do góry i stawiał z powrotem na ziemi kręcąc się wokół własnej osi. Nie potrzebowali słów, by się rozumieć w tańcu. Obrócił ją i przycisnął do siebie.
- Kocham cię Laura. - wyszeptał jej do ucha. Po czym znowu uniósł ją do góry. Objęła go nogami w pasie, a on pochylił się i zakreślił półkole. Ich usta się połączyły. Całował ja z taką pasją jak nigdy przedtem. Złapał ją w talii i uniósł, musiała go puścić. Po czym leciutko się kręcąc postawił ja na ziemi. Piosenka ucichła. Stali i patrzyli sobie w oczy. Ich oddechy mieszały się ze sobą.
- Ja też cię kocham. - odparła.
 
  Odprowadził ja do domu. Nie podobało mu się, że mieszka w takiej okolicy. Byłby spokojniejszy gdyby mieszkała w bardziej bezpiecznej dzielnicy, Doszli na jej piętro.
- Zaskoczony, że tak mieszkam? - stanęli przed jej drzwiami.
- Trochę.
- Nie stać mnie na nic lepszego.
- Vanessa jest w domu?
- Nie, Stacy miała wziąć ją do siebie.
- Dobrze się dzisiaj bawiłem.
- Ja też. Dziękuję.
- Widzimy się jutro?
- Jasne.
- To do zobaczenia. - pocałował ja w czoło i zaczął schodzić po schodach. Laura odwróciła się i zaczęła szukać kluczy, wyjęła je i włożyła do zamka. Poczuła czyjś oddech na karku. Odwróciła się gwałtownie i poczuła czyjeś usta na swoich. Przyparł ja do drzwi. Klamka wbijała jej się w plecy. Wyczuła ręką zamek i przekręciła klucz, drugą rękę wsunęła w jego włosy. Jego dłonie zsunęły się niżej na pośladki. Przycisnął ją do siebie. Laura wyczuła ręką klamkę i otworzyła drzwi. Oderwała się od Ross'a i przekroczyła próg mieszkania. Ross spojrzał na nią zmieszany. Myślał, że zbytnio się pospieszył.
- Laura, sorry...- nie dokończył, bo Laura pociągnęła go za kurtkę do mieszkania. Złapał ją w pasie, i znów przywarł do jej ust. Boże jakie one były miękkie i słodkie. Mógłby je całować cały dzień i noc. Zamknął drzwi kopniakiem i popchnął ją na ścianę. Gdy wessał jej dolną wargę, jęknęła. Chciał jeszcze usłyszeć ten dźwięk. Złapał ja za uda i podniósł, oplotła go nogami w pasie. Ich pocałunki stawały się coraz gorętsze i  bardziej namiętne. Laura zaczęła szarpać go za kurtkę. Sam by najchętniej się jej pozbył, ale to oznaczało by, że musi ja puścić. Postawił ją na ziemi i ściągnął kurtkę nie odrywając się od jej ust. Potem znów ją podniósł i przyparł do ściany. Po chwili Laura nie była już w stanie wytrzymać więcej.
- Sypialnia. - wychrypiała. Ross niosąc ją i całując wpadł na szafkę, spadł z niej wazon i się potłukł, ale to nie był dla niej problem. W pewnym momencie zatrzymał się.
- Gdzie? - zapytał.
- Po lewo, pierwsze drzwi. - odpowiedziała, po chwili byli już w jej pokoju. Ross zamknął kopniakiem drzwi i rzucił ją na łózko.
- Nie pamiętasz gdzie jest moja sypialnia?
- Serio? Teraz akurat o tym myślisz? - powiedział i wspiął się na nią. Spojrzał jej głęboko w oczy. Jego dłoń przesunęła się po jej policzku. Pocałował ją w czoło. Przymknęła oczy. Potem zostawił pocałunki na powiekach, nosie, policzkach. Obcałował kontur jej ust. Dopiero musnął jej wargi.. Rozchyliła usta, a on wsunął tam koniuszek swojego języka. Jej dłonie zsunęły się po barkach i plecach, dotarły nad brzeg jego koszulki. Szarpnęła za nią. Zrozumiał, po chwili jego koszulka leżała na podłodze. Objęła go mocno. Jego dłoń zacisnęła się na piersi. Zaczął ją pieścić przez materiał sukienki, druga zsunęła się niżej, między jej uda. Dotknął jej tam gdzie chciała.
- Jesteś całkowicie mokra, co my teraz zrobimy? - wychrypiał jej do ucha.
- Coś wymyślisz. - zaczął całować ją za uchem wędrując w dół jej szyi. Jej sukienka zaczęła się unosić. Po chwili i jej nie było. Przyglądał się jej przez pewien czas.
- Jesteś piękna. - powiedział i pocałował ją w usta. Dłońmi bawił się jej piersiami. Wygięła się w łuk. Chciała poczuć go bliżej siebie. Wtopić się w jego ciepłe ciało.
- Spodnie. - wyszeptała. Uśmiechnął się seksownie i wstał.
- Bardzo pani wymagająca. - ściągnął swoje buty, skarpetki i spodnie wraz z bokserkami, a potem jej sandałki. Sięgnął do kurtki i wyjął foliową paczuszkę, położył ja na biurku. Po czym zaczął całować jej stopy, wędrując wyżej. Zatrzymał się na moment przy figach. Uśmiechnął się i pokierował w górę, całując jej brzuch. Zatrzymał się przy staniku.
- Nie lubię tego biustonosza. - odparł i ściągnął jej stanik.
- Tak lepiej. - dodał gdy została w samych majtkach. Wessał prawą brodawkę do ust, a ona krzyknęła. Drugą zaś ugniatał w dłoni. Czuła jak sutki jej twardnieją, a piersi robią się nabrzmiałe. Gdy zadowolił się już prawą piersią, wessał do ust lewy sutek, a prawą pierś ugniatał w dłoni. Zataczał kółka wokół brodawki, doprowadzając ją na skraj szaleństwa. Oddychała szybciej, jej skóra była śliska od potu i paliła. Chciała go tylko w jednym miejscu.
- Podoba ci się? - wymruczał.
- Ross...
- Co kochanie?
- Proszę...
- O co prosisz?
- Chcę cię. - wydyszała.
- Masz mnie, kotku. Jestem cały twój.
- Chcę cię tam. - wyszeptała. Uśmiechnął się.
- Cierpliwości, kotku. - wyszeptał jej do ucha. Jego dłonie wsunęły się za gumkę majtek, po czym mocno ja pociągnęły.
- Nie lubiłem tych majtek. -powiedział, po czym ją pocałował.
- Ja też nie. - odparła między pocałunkami. Jego palce zawędrowały między jej uda, po czym wsunął w nią dwa palce, a kciukiem ocierał o łechtaczkę. Westchnęła głęboko i zacisnęła się na jego palcach. Poruszał się w niej chwile, rozgrzewając ją do czerwoności. Jeśli wcześniej nie słyszał jak dyszała to teraz zapewne usłyszał. Wysunął z niej palce. Rozerwał prezerwatywę. Pocałował ją namiętnie, wsunęła dłonie w jego cudowne włosy, po czym wszedł w nią głęboko. Krzyknęła. Odczekał chwilę, by oboje poczuli to połączenie jakie ich teraz łączyło.
- Nie zamykaj oczu. - powiedział stanowczo. Po czym wysunął się z niej i wsunął kawałeczek. Myślała, że oszaleje. Potem zrobił to samo, jego usta całowały ja z miłością, a jego ruchy stawały się szybsze. Zaczął kreślić kółka na jej podbrzuszu. Cholerne kółka. To ją jeszcze bardziej nakręcało. Była cała rozpalona. Czuła jak jej ciało całe się napina, jak coś w niej narasta. Jęczała, głośno dawała znać o swojej przyjemności.
- No kurwa dalej maleńka. Dojdź dla mnie. - gdy to powiedział eksplodowała. Jej ciało drżało, a ona czuła się fantastycznie. Słyszała jak on po chwili doszedł, krzycząc:
- O kurwa Laura! - po czym opadł na nią wgniatając ją w materac. Leżeli tak chwile próbując się uspokoić.
- Kocham cię Laura.
- Ja ciebie też. - odparła. Pocałował ją, przytulił się do jej pleców, po czym oboje zasnęli.
***
Hejka miśki! Co tam? Jak tam wakacje? Ja mam je od połowy maja. Fajnie no nie XD Sorry, że tak długo nie było rozdziału, ale przez pewien czas pracowałam. Nigdy w życiu nie pracujcie w call center :/ Boże nawet nie chcę do tego wracać. Na dodatek ostatnio moi wspaniali rodzice wymyślili malowanie ogrodzenia. Kuźwa czy ja nie mam co robić w wakacje tylko durny płot malować? No, ale jakoś skończyłam ten rozdział, ba zaczęłam pisać już dziewiąty na Just Love Me. Niedługo i tam będzie nowy rozdział. Cóż w tym rozdziale dałam Wam mnóstwo Raury :D Myślę, że Wam się spodoba. Mamy tu opisaną przeszłość Laury, pierwszą randkę naszej Raury i scenkę +18. To już ostatnia tego typu scenka na tym blogu :( Nie myślcie jednak, że Ross i Laura będą żyli w celibacie. Nie. Po prostu nie będę już tak szczegółowo opisywała ich stosunków :P Cóż nie martwcie się nie długo wróci do Was reszta ekipy. Vanessa i Riker, rodzeństwo Lynch'ów i...bliźniaczki i Blair. Dawno ich nie było :D Rossy Lynch cieszysz się? :D Kto idzie na koncert R5? Ja tam będę z Rossy Lynch, może mnie spotkacie heheh. Miłych wakacji i do napisania ;)
Delly Anastasia Lynch.