Music ♥

czwartek, 24 września 2015

Rozdział dwudziesty czwarty

Pozwól mi być twoim bohaterem
Nie ma miejsca, do którego nie pójdę
Kiedy potrzebujesz mnie przy tobie
Ja Będę tam, będę tam  - Superhero, Ross Lynch


  Nie czuła się dziś dobrze. Vanessa była w ośrodku, a ona czuła się nieco samotna. Wiedziała, że to głupie, bo miała Rossa, a jednak. W ciągu kilku miesięcy wszystko się zmieniło. Ojciec umarł, Vanessa zaczęła walczyć z nałogiem, a ona chodziła z gwiazdą muzyki pop. Miała wrażenie, że cały świat zmienił się odkąd w restauracji wpadła na Rossa. Może nawet wcześniej kiedy spotkała go na zajęciach z tańca. To dziwne, ale z dnia na dzień stawał się coraz ważniejszą cząstką w jej życiu. Chociaż od czasu do czasu miała wrażenie, że wisi nad nimi jakiś cień. Czuła, że chłopak coś chce jej powiedzieć jednak się wstrzymuje. To odczucie nie towarzyszyło jej ciągle, tkwiło gdzieś w głębi jej podświadomości, ujawniając się od czasu do czasu. Nie martwiła się już brukowcami, prędzej czy później ich związek wyjdzie na jaw i ona musi się z tym zmierzyć. Kochała go jednak i nie chciała pozwolić by strach zniszczył jej uczucie do blondyna. Zapukała do drzwi. Weszła powoli.
- O Laura, siadaj - powiedziała pani dyrektor. Laura zajęła miejsce naprzeciw kobiety. Ta wyjęła teczkę z jej nazwiskiem i przerzuciła kilka kartek.
- Wzywała mnie pani - odezwała się dziewczyna.
- Tak.
- Czemu?
- Mamy z tobą mały problem. - Na twarzy Lau pojawiła się niepokojąca zmarszczka.
- Problem?
- Tak. Mieliśmy tu małą zawieruchę i zginęła nam część dokumentów - powiedziała spokojnie dyrektorka.
- Zginęła część dokumentów?! Co ja mam z tym wspólnego?
- Cóż...zginęły twoje dokumenty - odparła spokojnie kobieta.
- Te od stypendium, prawda? - Głos dziewczyny drżał. Nie wyobrażała sobie utraty stypendium.
- Niestety tak.
- Tracę stypendium?
- Nie spokojnie, do końca semestru nic się nie zmieni. Jednak od nowa musisz przejść procedurę.
- Czyli?
- Złożyć dokumenty i stawić się przed komisją na przesłuchanie.
- Ale czemu? Przecież to nie moja wina, że zgubiliście moje dokumenty.
- Owszem. Jednak takie jest prawo. - Kobieta podniosła się dając znak, że to koniec rozmowy. 
- Kiedy będę miała przesłuchanie?
- Zadzwonimy do ciebie.
- Dobrze - odpowiedziała i wyszła. Wzięła deskorolkę i szybko pognała korytarzami by znaleźć swojego chłopaka. Wpadła na niego chwilę później.
- Och, Laura uważaj. - Złapał ją w pasie. 
- Ross... - wydyszała.
- Spokojnie, wdech wydech - Zaśmiał się.
- Byłam u dyrektorki - powiedziała, po twarzy Rossa przebiegł cień, jednak szybko zniknął. Puścił ją i szedł w kierunku swojej sali. Laura wzięła deskorolkę i szła obok niego.
- Tak? Co powiedziała?
- Uwierzysz, zgubili moje dokumenty od stypendium! - powiedziała żywo Laura. Ross nerwowo przełknął ślinę.
- I?
- I muszę przejść od nowa procedurę. To chore! - krzyknęła.
- Spokojnie, takie rzeczy się zdarzają prawda? - powiedział. Laura spojrzała na niego zirytowana.
- Ross mogę stracić stypendium. Muszę teraz stawić się na przesłuchaniu. Musze opracować jakiś układ. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać - odparła.
- Spokojnie, nie stracisz stypendium. Pomogę ci się przygotować - powiedział z pewnością.
- Tak?
- Owszem. Będę zawsze przy tobie kiedy będziesz mnie potrzebowała - powiedział, po czym objął ja ramieniem. Czuł się teraz znacznie gorzej.

  Patrzył na swoje ręce. Wciąż widniały na nich poziome kreski. Ślady po przeszłości. Coś, co już na zawsze będzie z nim. Co najgorsze miał wrażenie jakby jego historia zatoczyła koło. Znowu stracił ukochaną osobę na rzecz narkotyków. Jednak teraz nie rzucił się w wir alkoholu i cięć. Teraz siedział w pokoju i patrzył się godzinami w okno, albo w nacięcia na swojej skórze. Próbował pozbierać siebie i złożyć od nowa. Kolejny raz kogoś stracił. Ile jeszcze? Ile jeszcze razy, ktoś go opuści? Ile jeszcze razy będzie przeżywał ten ból? Czuł jakby jakaś otchłań go wciągała. Z transu wyrwało go pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknął. Do pokoju wszedł Ross. Mimo problemów Riker dostrzegł, że młodszy brat ma kłopoty.
- Hej, mogę? - zapytał. Riker skinął głową. Ross wszedł i usiadł na łóżku.
- Coś się stało? - zapytał starszy blondyn.
- Mam coś dla ciebie.
- Dla mnie?
- Tak. Laura kazała mi to przekazać. - Riker już wiedział, że Lau i Van to siostry. Spodziewał się przesyłki od Vanessy. Ross wyciągnął białą kopertę i podał bratu. Ten jej się chwilę przyglądał.
- Wszystko w porządku Ross?
- Nie - odparł szybko.
- Problemy z Laurą?
- Męczą mnie cienie przeszłości. Nie bardzo wiem jak je jej wyjaśnić, by ją nie stracić.
- Chcesz o tym pogadać?
- Nie. Sam muszę to ogarnąć. - blondyn podniósł się i ruszył do drzwi.
- Ross?
- Tak?
- Najlepszym lekarstwem jest prawda - powiedział Riker. Ross kiwnął głową i wyszedł z pokoju. Chłopak siedział i przyglądał się kopercie. Nie miał kontaktu z Van od tamtego popołudnia jak przyszła tu do domu. Wybrała narkotyki, więc kazał jej dać mu spokój. Czasami żałował tego, co wtedy powiedział. Że dał jej ultimatum. Jednak zdawał sobie sprawę, że nie może tego dłużej ciągnąć. Narkotyki będą ją zabijać powoli, a on będzie musiał na to patrzeć, tak jak kiedyś patrzył na śmierć Emily. Nie chciał by kolejny raz ktoś bliski umarł mu na rękach. Musiał więc, to skończyć. Czuł jednak pustkę w sercu. Tak jakby właśnie część jego duszy umarła. Wcześniej to czuł po stracie Emily. Rozerwał kopertę i od razu rozłożył kartkę. Dostrzegł ładne, kobiece pismo. Wiedział, że to od niej. Ręce mu drżały. Zaczął czytać:
Drogi Rikerze!
  Wiem, że zapewne nie chcesz mnie już znać. Nie winię Cię za to. Rozumiem. Nie chcesz bym była jak druga Emily, a póki co nie zrobiłam nic by przekonać Cię, że nią nie jestem.
   Pewnie zastanawiasz się po, co ta ćpunka do ciebie pisze. Zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej by było trzymać się od Ciebie z daleka. Nie potrafię jednak tego zrobić. Gdy spotkałam Cię w parku myślałam, że jesteś kolejnym gościem, który myśli, że ma prawo mówić mi jak mam żyć. Poniekąd nim byłeś i jesteś. Nie naciskałeś jednak na mnie. Jako jedyny rozumiałeś ból jaki w sobie noszę. Rozumiesz co to znaczy winić się za śmierć ukochanej osoby. To sprawiało, że lubiłam z Tobą gadać. Słuchałeś, nie krzyczałeś, ani nie oceniałeś mnie tak jak inni. Starałeś się uświadomić mi, że nie jestem sama, że mam dla kogo żyć. Początkowo myślałam, że to tylko czcze gadanie, lecz z każdym dniem kruszyłeś mur jaki wokół siebie zbudowałam. Gdy kazałeś mi wybierać, chciałam powiedzieć, że dam radę się zmienić. Uwierz mi,  naprawdę chciałam tego dokonać. Brakowało mi jednak wiary w siebie i poniekąd motywacji. Myślałem, że mogę być w takim stanie pomiędzy. Szybko zrozumiałam, że zrobiłam błąd. Czułam jakbym straciła cząstkę siebie. Tak wiele we mnie zmieniłeś. Zrozumiałam, że mam dla kogo walczyć. Dla Ciebie, dla Lau, ale przede wszystkim dla ciebie.
     Śniło mi się ostatnio, że umarłam. Przedawkowałam i utopiłam się w wannie niczym ta Twoja...Emily. Co najgorsze to Ty i Laura mnie znaleźliście. Widziałam siebie martwą, byłam na własnym pogrzebie. I wiesz co? Czułam się bezsilna. Chciałam Was pocieszyć, być z Wami, ale byłam jakby za szybą. Mogłam tylko patrzeć jak ucieka moja szansa na szczęście. To było do bani.
     Postanowiłam, więc iść na odwyk. Nie wiem po, co Ci to mówię, ale chcę byś wiedział, że walczę ze sobą.
Mam nadzieję, że znajdziesz swoje szczęście.
Vanessa.
Poszła na odwyk, walczy. Poczuł jak wraca do niego nadzieja.
- Też mam nadzieję, że znajdę swoje szczęście Vanesso. - szepnął  i zaczął czytać list jeszcze raz.

  Podeszła do okna. Była mocno zaniepokojona. Ross siedział w ogrodzie z gitarą. Niby całkiem normalny widok, często mu się to zdarzało. Jednak czuła, że brata coś męczy, tak jak wtedy gdy szukał Kopciuszka. Teraz wyglądał tak samo. Pogrążony w myślach. Może ma kłopoty z Laurą? Nie sądziła jednak, by się rozstali. Widziała jak brat na nią patrzy. Zakochał się, to pewne. Jej obawy potwierdził Riker, który powiedział, że Rossa coś gnębi. Wyszła na zewnątrz i usiadła koło niego. Chwilę grał, a potem ucichł.
- Co cię gryzie Ross?
- Nic.
- Daj spokój. Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz. - Ross uśmiechnął się i spojrzał na nią. Jeśli chodzi o Rydel, to nie dało się przed nią nic ukryć.
- Nie spędzasz czasu z Laurą?
- Nie - odparł krótko.
- Coś się stało?
- Nie. Dziś pracuje u Hannah. Powiedziała, że pewnie będą ją trzymać do późnej nocy i przenocuje u nich.
- Pokłóciliście się?
- Czemu tak sądzisz?
- Bo..jesteś przybity. Nie tak wygląda człowiek zakochany - odpowiedziała. Ross westchnął.
- Jeśli pytasz czy jestem szczęśliwy to tak. Nigdy nie byłem bardziej.
- Jakoś tego nie okazujesz - docięła mu.
- Kocham ją do szaleństwa. W życiu tak nie kochałem. Mam wrażenie, że ona jest tą jedyną. To szalone Rydel, prawda? Mam 19 lat i czuję, że Laura powinna być moją żoną. Jestem chory.
- Tym się tak przejmujesz?
- No sama powiedz, czy myślisz o Ratliffie jako potencjalnym mężu?
- No, może nie wybiegam tak w przyszłość. Ross, mam 22 lata, ale oczywiście może kiedyś mogłabym...ale chyba nie chcesz się jej oświadczyć?
- Nie - prychnął.
- To o co chodzi?
- Oszukuję ją. - Zapadła cisza. Rydel czekała, aż brat coś dopowie.
- Jak to ją oszukujesz? Zdradzasz ją?
- Nie! - Stanowczo zaprzeczył Ross - Za bardzo ją kocham.
- To nie rozumiem. Co takiego zrobiłeś?
- To, że Laura studiuje to nie przypadek - powiedział cicho.
- Co?! Jak to nie jest przypadek?
- Ja płacę za jej studia.
- I ona nic o tym nie wie? - zapytała Rydel.
- Nie. Nie wie.
- Ale czemu? Ona nie ma stypendium?
- Kiedyś wracałem skądś i przechodziłem koło restauracji, usłyszałem muzykę w zaułku za restauracją. To ona tam śpiewała i tańczyła. Schowałem się i ją nagrałem.
- Co zrobiłeś?!
- Nagrałem. Wiem, to głupie. Była cudowna. Po prostu genialna. Ona urodziła się po to, by tańczyć. Gadałem z nią. Wtedy opowiedziała mi o ojcu pijaku i siostrze ćpunce. I wiesz co? Poczułem się strasznie. Jesteśmy w tym samym wieku. Jednak ona nie miała nic, nie przyjęli jej na uczelnię. Ja mogłem wszystko.
- Postanowiłeś jej pomóc - powiedziała Rydel. Ross pokiwał głową.
- Początkowo myślałem, by zanieść nagranie do jakiejś agencji tancerzy. Jednak ona marzyła o rozwijaniu się i nauce. Całe popołudnie oglądałem ten przeklęty filmik. Postanowiłem pogadać z rektorem uczelni. Riker poszedł ze mną. Chciałem namówić ją, by dała Lau stypendium. Ona powiedziała jednak, że się nie da. Rozumiesz co to znaczyło dla Laury? Nie mogłem tak tego zostawić. Powiedziałem, że będę płacił za jej studia.
- No, ale Laura myśli, że ma stypendium, prawda? Musiała dostać jakiś dokument z uczelni.
- Kazałem wydrukować ten kwitek dyrektorce. Podrzuciłem go Laurze. Widziałem jak się cieszyła. Nie sądziłem wtedy, że zostanę jej chłopakiem.
- Nie możesz jej powiedzieć?
- Nie. Odeszłaby. Nie chodzi o pieniądze Rydel. Ona myślałaby, że ją kupiłem, a dodatkowo okłamałem.
- Skąd ta pewność?
- Bo, już raz zapłaciłem. Tylko, że za pogrzeb jej ojca. To ona znalazła ciało i spotkałem ją potem w parku. Powiedziała, co się stało. Nie miała grosza na pogrzeb. Cholera, nie chciałem by jej ojciec był chowany jak jakiś bezdomny. Zapewniłem temu pijakowi godny pochówek. Niestety Lau się dowiedziała. Wściekła się. Gorzej, widziałem w jej oczach ból. Zraniłem ją tym gestem. Teraz będzie gorzej. Bo, to ukrywałem.
- Ross, musisz jej powiedzieć. Nie możesz jej okłamywać. To nie fair w stosunku do niej.
- Nie mogę Rydel. Nie mogę - powiedział załamany i szybkim krokiem wyszedł.
- Ross! - krzyczała za nim Rydel. To nie może się dobrze skończyć - pomyślała.

 Dzień u Hannah bardzo się jej dłużył. Tęskniła za swoim blondynem. To niesamowite jak można kogoś pokochać. Pierwszy raz od wielu lat czuła się szczęśliwa. Martwiła się sprawą stypendium i reakcją Rossa na tą wiadomość. Odkąd mu powiedziała zachowuje się dziwnie. Do głowy przychodziła jej pewna myśl, ale nie chciała w nią wierzyć. Nie posunął, by się do tego. Nie Ross. Usłyszała skrzeczący głos wiedźmy.
- Laura! - Przewróciła oczami. Poszła do salonu. Hannah siedziała z jakąś zieloną mazią na twarzy i zajadała skrzydełka z KFC. Lau musiała powstrzymywać się od śmiechu, bo przypominała jej Shreka.
- Coś się stało? - zapytała.
- Ileż to można na ciebie czekać, co?
- Byłam w kuchni.
- Chcę herbaty.
- Jaką mam pani zrobić?
- Chcę zieloną herbatę.
- Dobrze, już robię - powiedziała i zaczęła wycofywać się z salonu. Niestety wiedźma miał inne plany.
- Lauro usiądź - rzekła. Laura spojrzała na nią podejrzliwie.
- No siadaj - rozkazała. Lau przysiadła na krześle.
- Co u ciebie słychać, kochaniutka?
- Nic - odparła Laura.
- Chyba jednak coś się dzieje. Słyszałam, że masz nowego chłopaka.
- Mam.
- Podobno to nie byle kto. Tylko Ross Lynch z R5.
- Tak. Chodzę z Rossem - odparła Lau.
- Myślisz, że on cię kocha?
- Do czego zmierzasz Hannah? - Lau nie kryła już frustracji.
- Nie sądzisz, że on cie wykorzystuje?
- Od kiedy się mną martwisz? - spytała ostro.
- Od zawsze. Jesteś córką mojej najlepszej tancerki. Zależy mi na twoim dobrze.
- Akurat - mruknęła Lau.
- Co mówisz?
- Nic - odparła.
- Tak się składa, że poznałam pana Lyncha. Wiesz jestem światową gwiazdą.
- Raczej byłaś - mruknęła dziewczyna. Hannah jej nie usłyszała.
- Pomyślałam, że dobrze będzie stworzyć z nim duet. Wiesz nowy hit. Jednak okazało się, że ten chłopak to niesamowity egoista i materialista. Poza tym, jest niewychowany. Spójrz, zostawił zespół bo zachciało mu się solowej kariery. Pozbawił własne rodzeństwo marzeń i kariery. To niezbyt szlachetne z jego strony, nie sądzisz?
- Do czego zmierzasz?
- Będę szczera. Lepiej nie zaprzątaj sobie nim głowy. To nie chłopak dla ciebie. Ty jesteś sprzątaczką, on gwiazdą. To się nie uda, kochana. On się tobą bawi, zostawi cię jak tylko mu się znudzisz. - Te słowa zabolały Laurę. Z trudem powstrzymała łzy.
- Pójdę zrobić herbatę - powiedziała i wyszła.

  Spojrzała na siebie. Wyglądała jak hipiska. Zresztą wszystkie tak wyglądały. Bowiem tematem przewodnim były dzieci kwiatów. Prócz Delly nie znała nikogo. Siedziały przy stole i popijały herbatę. Rydel ciągle coś nadawała. Laura musiała przyznać, że ta impreza była całkiem zabawna. Głownie ze względu na siostrę Rossa. Rydel powiedziała jej, która to dziewczyna Rocky'ego i Ryland'a. Chwilę z nimi rozmawiała. Kendall odnosiła się do niej z rezerwą, natomiast Savannah była bardzo przyjemna. Lau od razu ją polubiła. Poczuła, że ktoś na nią patrzy. To ta szatynka. Chyba to siostra Kendall, bo obie są bardzo podobne. Nie wiedziała czemu, ta dziewczyna tak ją obserwuje. Już kilka razy podczas przyjęcia przyłapała ją na gapieniu się na nią. Rydel wyszła zaparzyć herbaty, kilka dziewczyn poszło za nią. Lu wstała od stołu i wyszła do ogrodu. Bardzo jej się tu podobało. Znowu poczuła, że ktoś ją obserwuje. Odwróciła się i zobaczyła tamtą dziewczynę.
- Cześć - powiedziała. Dziewczyna podeszła do niej i przyglądała jej się chwilę.
- Cześć - odpowiedziała.
- Jestem Laura.
- Wiem - przerwała jej. - Znam cię.
- Och, a ty kim jesteś?
- Kyle.
- Sorry, ale nie kojarzę cię.
- Nic dziwnego, nigdy mnie nie widziałaś. - Laura spojrzała na nią zdziwiona. Kim jest ta dziewczyna?
- To skąd mnie znasz? - zapytała.
- Z balu.
- Z balu?
- Tak i z opowiadań Rossa.
- Znasz Rossa? - Laura była mocno zaniepokojona. Czuła, że ta dziewczyna pała do niej niechęcią.
- Tak.
- Skąd?
- Można powiedzieć, że to mój były. - Te słowa zmroziły Laurę. Nigdy nie pytała Rossa o jego przeszłość. ale w sumie sądziła, że chodził tylko z Blaire.
- Och.
- Był ze mną wtedy na balu - wypaliła Kyle.
- Co?! Jak to? Przecież...
- Tańczył wtedy z tobą. Wiem. Widziałam.
- Byłaś z nim na balu?
- Tak. Po tym się rozstaliśmy.
- Przeze mnie?
- Bystra jesteś. Tak, przez ciebie. - Lau opuściła głowę. Miała już tego dość. Hannah, bliźniaczki, fanki, Blaire a teraz jeszcze Kyle. Żadna z nich jej nie lubi. Każda uważa że Ross zasługuje na coś lepszego. Czy tak właśnie jest? Może nie powinna go więzić? Za dużo ich dzieli. Jednak tak mocno go kocha.
- Nigdy jednak nie widziałam go bardziej szczęśliwego - powiedziała Kyle. Lau spojrzała na nią. Nic nie rozumiała.
- Jak to? - zapytała zdezorientowana. Kyle uśmiechnęła się pod nosem.
- On cholernie cię kocha, mam nadzieję, że ty jego również. Zasługuje na to.
- Wiem, kocham go.
- To dobrze. Opiekuj się nim - powiedziała po czym wróciła do środka. Laura chwilę jeszcze stała i patrzyła na zachód słońca.
- Będę - szepnęła.
***
Hejka miśki. Dzwudziesty czwarty rozdział za nami. Dziękuję za komentarze pod poprzednim, a zwłaszcza anonimowi, który zjechał mnie za interpunkcję xD Tak, niezbyt miło się to czyta, ale takie rady się przydają. Nie ukrywam, że interpunkcja była i jest moją słabą stroną. Cóż człowiek całe życie się uczy. Kiedy kolejny rozdział? Nie wiem :D Teraz wyjeżdżam na studia. Więc pewnie przez jakiś czas nic się nie pojawi. Jednak zamierzam wrócić. Został bowiem tylko sześć rozdziałów. Szkoda byłoby teraz przerwać.
Liczę na wasze komentarze.
Pozdrawiam.
Delly♥





  

niedziela, 6 września 2015

Rozdział dwudziesty trzeci

‘Przywieram do niej tak mocno, jakbym chciał wniknąć do jej wnętrza. Mam wrażenie, że moje serce to właśnie próbuje zrobić, zanurzyć się w jej piersi i na zawsze tam pozostać.’ - "Maybe Someday"
  Siedzieli razem w kuchni. Lubił takie wspólne wieczory. Tylko we dwoje. Rydel szykowała przekąski, szykowali się bowiem na maraton filmów fantasy. Cieszył się, że nie musi już ukrywać swoich uczuć do niej. Przez wiele lat był tylko przyjacielem. Fakt, Rydel przez ten czas nikogo nie miała, ale i tak nie było mu łatwo. Tyle razy chciał ją pocałować, potrzymać za rękę, a nie mógł. Bo był tylko przyjacielem. Patrzył jak z roku na rok rozkwita. Chciał być ważną częścią jej życia. Teraz jest. Pamięta ten okres gdy go unikała. Wszytko dlatego, że przestał się ukrywać. Ciężko znosił jej odrzucenie, jednak wreszcie udało mu się dotrzeć do jej serca. Razem wiele przeszli, zwłaszcza jego wypadek. To był trudny okres. Jednak ten koszmar umocnił ich związek. Oboje wiedzą, że są ze sobą nie tylko na dobre, ale i na złe. Kochał ją. Kochał jej humoru, je włosy. Kochał jej pełne piersi i ładny tyłek. Kochał jej oczy. Kochał jej śmiech, jej usta. Kochał to jak na niego patrzy. Kochał w niej wszystko. Nawet to, że lubiła z nim oglądać "Bloggerki świata mody". Chociaż wkurzał go ten program. Teraz może ją przytulić na oczach wszystkich, ba może ją nawet pocałować. Jest wreszcie jego i nie musi tego ukrywać. 
- O czym myślisz? - zapytała Rydel.
- O nas. - odparł.
- A dokładniej?
- O tym jak musiałem ukrywać uczucia do ciebie, o tym jak potem wyznałem wszystko, a ty mnie unikałaś, o tym jak wreszcie cię zdobyłem no i o moim wypadku.
- Sporo przeszliśmy. - podsumowała Rydel.
- Trochę.
- Co to znaczy? - Rydel odwróciła się do niego.
- Ale co?
- No to, że wiele przeszliśmy. Co to znaczy dla nas? - Ratliff popatrzył na nią. Była taka piękna i cała jego.
- Co to znaczy dla nas? Nie wiem. Może to, że jesteśmy dla siebie stworzeni?
- Tak myślisz?
- Że jesteśmy dla siebie stworzeni? Tak. Tak myślę. A ty nie?
- Chcę tak myśleć. - odparła cicho.
- Niczego nie jestem tak pewien w życiu niż tego, że cię kocham.
- Ja ciebie też kocham. - odparła i pocałowała go.
- Może pojedziemy gdzieś w weekend? - zaproponował Ratliff.
- W ten weekend mam swoją babską imprezę.
- Ooo. - chłopak posmutniał.
- Ale w następny jestem wolna. - uśmiechnęła się.
- Cóż będę czekać.
- Tym razem nie tak długo. - uśmiechnęła się.
- Mam nadzieję.
  
  Blaire trzy razy czytała nagłówek w serwisie plotkarskim. Nie wierzyła, w to co widzi. Jakim cudem? Miała nadzieję, że ten głupi serwis się myli. Nikt nie odbierze jej Ross'a, a zwłaszcza ta sierota Marano. Pewnie wzięła go na litość. Ona pamięta jaki Ross był ckliwy dla takich nieudaczników. Pobawi się nią, a potem wróci do swojej prawdziwej miłości czyli jej. 
- Mówiłyśmy. - powiedziała Kim. Brooke w tym momencie próbowała wyjąć brokuł spomiędzy zębów.
- A to franca! - syknęła Blaire.
- Cały internet zastanawia się kim jest dziewczyna z metra, a to Laura! - pisnęła Brooke.
- Jakim cudem oni razem...? Ugh! Nic z tego nie rozumiem.
- Nas nie pytaj. - powiedziała Kim.
- Przecież to wasza sprzątaczka! Za mało jej pracy dajecie?
- Podobno jest dziewczyną z balu. - odparła Brooke.
- Co?! - wrzasnęła Blaire.
- Ty idiotko miałaś jej nie mówić. - Kim popchnęła Brooke, a ta jej oddała.
- Ta mała sierota była na balu?! - spytała Blaire.
- Tak mówią.
- Pokręciła tyłkiem przed nim i ten idiota za nią poszedł.
- Mówiłaś, że go kochasz.
- Kocham, nie kocham, ale jak on mógł mi to zrobić?! Związać się ze sprzątaczką? Przecież to...obraza dla niego i dla mnie.
- Ładna jest. - mruknęła Brooke. Blaire mordowała ją wzrokiem.
- Co z tym zrobisz? - zapytała Kim.
- Zniszczę ją. Raz na zawsze nauczy się, że ze mną się nie zadziera.
- Co masz na myśli?
- Zniszczę ją i zabiorę jej Ross'a.
- Jak chcesz to zrobić?
- Wystarczy ich skłócić, a dalej Laura zniszczy się sama. - zaśmiała się Blaire.
- Kto by chciał się sam zniszczyć? - mruknęła Brooke. Dziewczyny przewróciły oczami.
- Jesteś głupia Brooke. - syknęła Blaire.
- Może. Kim tak często do mnie mówi.
- I chyba mam rację. To kiedy zaczynamy?
- Niedługo. Niedługo dziewczęta. Dajmy im jeszcze trochę czasu. Niech Laura mu zaufa. Będzie ją później bardziej bolało. - odparła Blaire.

  - Kylie! Kylie!
- Co? - do pokoju weszła brunetka.
- Nie widziałaś mojego białego topu? - spytała Kendall.
- Jest w praniu, miałaś go na sobie we wtorek. - zaśmiała się dziewczyna.
- Serio?
- Serio. Boże co ty beze mnie zrobisz?
- Widziałaś się z mamą?
- Nie, dzisiaj nie.
- Co planujesz dziś robić? - zapytała Kendall.
- Nie wiem. Kimberly chciała mnie zabrać na zakupy.
- Dzień ze starszym rodzeństwem?
- Ty wychodzisz, a sama nie będę siedzieć. - odparła Kylie.
- Rydel zaprasza cię na imprezę w sobotę popołudniu.
- To ta herbaciana imprezka? - zaśmiała się czarnowłosa.
- Tak. Musisz przyjść. Jest zajebiście, same dziewczyny w oldskulowych ciuchach. Po prostu świetnie.
- Kto tam będzie?
- Ja, Rydel, Savannah, kilka koleżanek Rydel i dziewczyna Ross'a.
- Kto? - Kyle spojrzała zdziwiona na siostrę.
- Nie słyszałaś?
- Czego?
- Patrz. - Kendall weszła na stronę plotkarską. Pierwsze co zobaczyły to duży tytuł: "Kim jest tajemnicza dziewczyna z metra?!". Kylie prześledziła krótki artykuł i obejrzała zdjęcia Ross'a i jakiejś dziewczyny.
- To ta dziewczyna. - zakryła usta.
- Ta z balu?
- Chyba, zdjęcia są słabej jakości, a ona miała wtedy maskę, ale to chyba ona.
- Kylie...
- Nie Kendall. Wszystko dobrze. Ross to przeszłość. Wybrał ją nie mnie.
- Tak mi przykro Ky. - przytuliła siostrę.
- To dobrze, że jest szczęśliwy. Ja też powinnam.
- Nie sądzisz, że powinnaś z nim porozmawiać? - zasugerowała Kendall.
- Niby o czym?
- Tak naprawdę nigdy nie zakończyłaś tego rozdziału.
- Nieprawda. To przeszłość. On ma teraz dziewczynę i nie chcę tego rozdrapywać.
- Uważam jednak, że dopiero jak z nim porozmawiasz poczujesz się wolna. Wiem, że przeżyłaś tą sprawę z Ross'em, ale oboje potrzebujecie odpowiedzi na niezadane pytania.
- Kendall. - westchnęła.
- Chodź ze mną do Lynch'ów.
- Nie!
- Kylie. To ci pomoże.
- Niby jak?
- Uwierz mi, wreszcie poznasz odpowiedzi na te gnębiące cię pytania. Poza tym oczyścisz atmosferę między wami.
- Nie lepiej go unikać i zapomnieć?
- A zapomniałaś?
- Nie. - westchnęła cicho.
- Widzisz. Poza tym, czujesz coś do niego? - zapanowała cisza. Kyle spojrzała w okno. Zamyśliła się. Czy kocha Ross'a? Czy kiedykolwiek go kochała? Czuła coś do niego, może nie była to miłość, ale coś w stylu zauroczenia. Liczyła na więcej. Jednak on wolał tą dziewczynę. Jednak teraz...na myśl o nim czuła...nic.
- Nie Kendall. Nie kochałam go, ani nie kocham. - odparła.


  R: Tak kochanie, czytałem.
L: Ross, boję się. Co jak ludzie zaczną mnie rozpoznawać na tym zdjęciu?
R: Nie bój się. Już gadałem z odpowiednimi ludźmi. Nie ma co się na zapas przejmować. Poza tym musisz się do tego przyzwyczaić. Jesteś moją dziewczyną.
L: Wiem, że powinnam.
R: Pamiętaj, że masz mnie. Damy radę.
L: Boję się, że twoje fanki zaczną na mnie wieszać koty. Wiesz one by chciały, abyś był ich. Martwi mnie to.
R: Laura, posłuchaj. Po pierwsze będąc moją dziewczyną musisz zaakceptować fakt, że jestem osobą publiczną. Po drugie nie przejmuj się fankami. Prędzej czy później to zaakceptują.
L: Tak sądzisz?
R: Tak.
L: Może masz rację. Nie ma co panikować. Kocham cię.
R: Ja ciebie też.
L: Co robisz?
R: Teraz? Gadam z tobą.
L: Hahaha bardzo śmieszne, a poza tym?
R: Zamierzam obejrzeć "Romeo i Julia".
L: Znowu? Jesteś uzależniony.
R: Jak ty od "Pretty woman".
L: Ja nie oglądam  tego w kółko.
R: Oszukuj się dalej.
L: Muszę iść w poniedziałek do dyrektorki.
R: Tak? Po co?
L: Nie wiem. Dziwne, ale kazała mi się tam stawić w sprawie stypendium. Myślałam, że już wszystko w tej sprawie mam załatwione.
R: Spokojnie, może brakuje im jakiś dokumentów. Na pewno ci nie cofną stypendium.
L: Nawet tego nie mów! To byłby mój koniec.
R: Jesteś pewna, że mam dzisiaj nie przyjeżdżać?
L: Tak. Jutro odwożę Vanessę do ośrodka. Chciałyśmy spędzić ten wieczór we dwie.
R: W takim razie widzimy się w szkole?
L: Raczej.
R: Muszę kończyć.
L: Ile dziś gadaliśmy?
R: Czekaj sprawdzę. Jakieś dwie godziny.
L: Będziesz płacił kolosalne rachunki.
R: Mam bez limitu kotku.
L. Dobranoc Ross.
R: Dobranoc kotku.
Rozłączył się. Miał wyrzuty sumienia. Wiedział, dlaczego dyrektorka kazała Laurze stawić się u siebie w poniedziałek. Powinien jej powiedzieć, że póki co on płaci za jej szkołę. Powinien, jednak tego nie robi. Pamięta jak zareagowała gdy zapłacił za pogrzeb jej ojca. Nie chce jej stracić. Sam nie wiedział czy postępuje właściwie, jednak to wyjście było łatwiejsze. Do pokoju wszedł Rocky.
- Ross masz chwilę?
- Tak. Właśnie skończyłem gadać z Laurą.
- Masz gościa. - chłopak odsunął się i zobaczył Kylie. Zaskoczył go ten widok. Nie widział jej od balu. Dziewczyna weszła do pokoju i usiadła na łóżku. Rocky zostawił ich samych. Milczeli chwilę. Czuli się niezręcznie.
- Cześć Kylie.
- Cześć. - odpowiedziała.
- Co u ciebie?
- Dobrze.
- Ok. Kylie nie rozumiem, po co przyszłaś.
- Chciałam pogadać.
- Ze mną? O czym?
- O tym co się stało. Kendall twierdzi, że powinniśmy pogadać.
- Aha. Przepraszałem cię już.
- Wiem. Masz dziewczynę?
- Tak.
- To ta z balu? To jej szukałeś?
- Tak.
- Jesteś z nią szczęśliwy?
- Bardzo.
- Kochasz ją?
- Kocham.
- Wiesz jak się czułam po tym balu?
- Kylie, przepraszam. Wiem, że nie powinienem tak się zachować.
- Czułam się jak idiotka. Wiem, że to nie był mój bal, ale...miałam nadzieję na wyjątkową noc. Rozczarowałam się.
- Przepraszam - westchnął.
- Nie przepraszaj.
- A ty masz kogoś?
- Nie. Nie mam. Po tym wszystkim jakoś wycofałam się z życia towarzyskiego - zaśmiała się.
- Przepraszam.
- Mam pytanie.
- Jakie?
- Powiedz mi, bo to mnie cały czas męczy. Czy jak zacząłeś się ze mną spotykać to ona była dla ciebie ważna?
- Co masz na myśli?
- Czy już od początku byliśmy spisani na straty?
- Nie wiem, co ci powiedzieć Kylie. Znałem ją. Zawsze była chyba dla mnie ważniejsza, ale nie nie byliśmy spisani na straty. Nie sądziłem, że...że się w niej zakocham.
- Rozumiem.
- To było coś nagłego. Myślę, że po prostu nie byliśmy sobie pisani. Byliśmy raczej jak dwójka przyjaciół niż jak para.
- Trudno mi to przyznać, ale z perspektywy czasu przyznam ci rację. Brakowało między nami uczucia.
- Właśnie.
- Wiem, że nie powinnam cię, o to prosić,ale czy czasami mógłbyś się do mnie odezwać? Po prostu brakuje mi...twojej przyjaźni.
- Mi też jej brakuje. Jasne.
- To super - podniosła się. - Chyba powinnam już iść.
- Już?
- Tak. Twoja dziewczyna byłaby zła na ciebie gdyby się dowiedziała, że spędzasz czas z byłą, a nie oglądasz film - Ross się roześmiał.
- Fakt. Wyszłoby, że kłamałem.
- Nie mów jej, że tu byłam.
- Dlaczego?
- Bo pewnie spotkam ją na imprezie twojej siostry. Będzie już w miarę do mnie uprzedzona, nie chcę kolejnych kłopotów. Niech to będzie nasza tajemnica, ok?
- Tak. Niech to będzie tajemnica.
Miał już dość tajemnic przed Laurą.
***
Cześć miśki. Jak zaczęliście rak szkolny? Już was cisną? Sorry, że tak zwlekam z tymi rozdziałami, ale mam małe problemy z akademikiem i mój czas wolny spędzam w urzędach. Super no nie?
Przybywam z nowym rozdziałem. Jak obiecywałam jest Rydellington i bliźniaczki, wkrótce wróci również zła wiedźma Hannah. Cieszycie się? Ja bardzo :D
Do napisania.
Delly♥



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział dwudziesty drugi

"Do tej pory nie wierzyłam, że będę w stanie dzielić serce z jakimkolwiek mężczyzną, a co dopiero że oddam mu je w całości." ~ Hopeless


  Poklepała miejsce obok siebie na poduszce. Było puste. Serce podskoczyło jej do gardła. Wyszedł? Znowu ją zostawił. Otworzyła oczy. Oślepiło ją światło wpadające do pokoju. Leżała na brzuchu, podniosła głowę z poduszki i rozejrzała się. Uśmiechnęła się. Ross siedział bez koszulki, w samych dżinsach z jej starą gitarą w fotelu.
- Dzień dobry. - powiedział.
- Dzień dobry. - odpowiedziała.
- Jak się spało? - Laura ziewnęła.
- Zdecydowanie za krótko. - odparła.
- Gdybyś nie była taka wymagająca to byś bardziej się wyspała. - zaśmiał się.
- Ja byłam wymagająca? Chyba żartujesz.
- Kotku ja nie żartuję z ciebie nigdy. Pragnę ci przypomnieć to, co powiedziałaś zeszłej nocy: „Ross to było cudowne, chcę więcej“. Takiej kobiecie jak ty się nie odmawia.
- Ross! Ty zboczeńcu! - rzuciła w niego poduszką.
- No co?! Ciągle mówiłaś, a raczej krzyczałaś: „Ross więcej, no dalej. O Boże! Jak cudownie.“ 
- Ross! Przestań.
- „Mocniej Ross, o tak, tak...Ross...więcej.“ - udawał, że mówi jak Laura.
- Tak? Taki mądry jesteś, a kto obudził mnie w środku nocy i mnie przeleciał?
- Hej! Obudziłem się w środku nocy, koło pięknej, nagiej kobiety z potężną erekcją. Coś musiałem zrobić.
- Wejść we mnie jak jeszcze spałam. - dokończyła.
- Jak dochodziłaś to nie wyglądałaś na niezadowoloną. - odparł.
- Skończmy ten temat.
- Mi on się podoba. - powiedział.
- Tobie podoba się wszystko, co związane z seksem.
- Kochanie jestem tylko facetem. - pokazał na wypukłość w dżinsach.
- O Boże znowu? - jęknęła.
- Kotku, przede mną leży naga kobieta, nie całkiem  zakryta kołdrą. Czego się spodziewałaś? - zaśmiała się.
- Długo jak wstałeś? - zapytała. Ross brzdąkał coś na gitarze.
- Jakiś czas temu. - odpowiedział. 
- Czemu mnie nie obudziłeś? 
- Żebyś była bardziej niewyspana? Darowałem ci kilka minut snu.
- Dziękuję. - odpowiedziała.
- Poza tym patrzyłem jak śpisz.
- Och.
- Co to za melodia? - spytała Ross'a podniósł wzrok.
- Nic takiego. - odpowiedział.
- Ładna.
- Dzięki.
- Znam to? - zapytała.
- Nie raczej nie. Niedawno to napisałam. Powinnaś kupić nową gitarę.
- Nie mam pieniędzy. - odparła.
- Nadal pracujesz u Pool'ów? - zapytał.
- Tak. - westchnęła.
- Źle cię traktują?
- Idzie się przyzwyczaić. Ostatnio pojechały na tydzień mody do NY, więc miałam spokój.
- Powinnaś mieć lepszą pracę.
- Płacą więcej niż w restauracji.
- Ale masz styczność z tymi wiedźmami.
- Daj spokój Ross. Nie chcę stracić humoru.
- Ok. - zaczął grać na gitarze. Laura słuchała go chwilę.
- Masz do tego słowa? - zapytała. Ross przerwał grę.
- Mam.
- Zaśpiewaj mi.
- Co?
- Tą piosenkę głuptasie. - zaśmiała się.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odparł cicho.
- Czemu?
- Bo...to piosenka o tobie.
- O mnie? - była zaskoczona.
- Tak. Napisałam ją po balu.
- Serio?
- Tak.
- Zaśpiewaj ją.
- Dobra jak chcesz. - zaczął grać.
 Poznaliśmy się zeszłego lata 
Zaczęliśmy jako przyjaciele.
Nie umiem ci powiedzieć jak to wszystko się stało.
Wtedy przyszła jesień
Nigdy nie byliśmy tacy sami
Te noce, wszystko było takie magiczne

I zastanawiam się, czy ty też za mną tęsknisz
Jeśli nie, to jest jedna rzecz, którą chciałbym, żebyś wiedziała

Myślę o tobie każdego ranka, gdy otwieram oczy
Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło
Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia
Jesteś cały czas w moich myślach. To prawda.

Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Myślę o tobie tobie tobie tobie...

Nie wiedziałaś co powiedzieć
Kiedy cię dzisiaj zobaczyłem.
Pozwolisz by wszystko rozpadło się na kawałki?
Bo wiem że powinienem
Zapomnieć o tobie jeśli potrafię.
Ale nie mogę przez tak wiele spraw.

Myślę o tobie każdego ranka, gdy otwieram oczy
Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło
Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia.  Jesteś cały czas w moich myślach. To prawda.

Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Myślę o tobie tobie tobie tobie...

Kiedy wreszcie przestanę udawać,
Że to co mamy nigdy się nie skończy
Oh, oh
Jeśli wszystko co mamy to ten moment
Nie zapomnij o mnie, bo ja tego nie chcę
Nie mogę sobie pomóc

Myślę o tobie 
Ooo
Myślę o tobie
Ooo

Myślę o tobie każdego rana, gdy otwieram oczy
Myślę o tobie każdego wieczoru, gdy gaszę światło
Myślę o tobie w każdej chwili, każdego dnia mojego życia
Jesteś w moich myślach cały czas. To prawda.

Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Myślę o tobie tobie tobie tobie...
Laura słuchała go w skupieniu. Piosenka była śliczna. Wzruszyła się. Nie wierzyła, że napisał dla niej piosenkę. Gdy skończył spojrzał z wyczekiwaniem i lekką obawą.
- Podoba ci się? - zapytał cicho.
- Czy mi się podoba? Ross...ona jest cudowna. - otarła łzy. Ross odłożył gitarę i usiadł obok niej na łóżku. Pocałował ją czule.
- Nie wiedziałem czy ci się spodoba. - wyszeptał.
- Ta piosenka...jest piękna. Kocham cię teraz jeszcze bardziej.
- Cieszę się. - pocałował ją jeszcze raz.
- Też napisałam o tobie piosenkę...a raczej o nas...- odparła. Ross przyjrzał się jej uważnie. - Leży na biurku. - Ross wstał i wziął kartkę, którą wskazała Lau. Czytał ją uważnie.
Chciałam czegoś czego mi brakuję,
Napełnić tą pustą przestrzeń,
Pokazać osobę która jest za zasłoną,
Wtedy zrozumiesz
Kim naprawdę jestem.

Ja, ta której nie widzisz
Modli się żeby była szansa że wciąż wierzysz
Powiedz mi że jestem tego warta,
Udowodnię że zasługuję na to,
I mogę być,
Chociaż mnie nie widzisz.

Ja, ta której nie widzisz
Modli się żeby była szansa że wciąż wierzysz
Powiedz mi że jestem tego warta,
Udowodnię że zasługuję na to,
I mogę być,
Chociaż mnie nie widzisz.

Unoszę się wysoko,
Bez żadnych cieni,
To wszystko co chcę naprawdę robić,
Być jednym z okręgów
Wschodzących do słońca.

Dzieląc światło które jest tu z tobą,
Jestem tutaj z tobą.

Ja, ta której nie widzisz
Modli się żeby była szansa że wciąż wierzysz
Powiedz mi że jestem tego warta,
Udowodnię że zasługuję na to,
I mogę być,

Chociaż mnie nie widzisz.
- Kiedy to napisałaś? - zapytał.
- Pamiętasz jak któregoś dnia przyszedłeś na zajęcia z tańca?
- Yyy...tak. 
- Byłam tam.
- Nie widziałem cię. - usiadł na łóżku.
- Tańczyłeś do "Sexy back". Była tam Blaire, Kim i Brooke.
- No tak. Ciebie jednak nie było.
- Byłam.
- Zauważyłbym cię.
- Byłam po drugiej stronie lustra w tej sali...w której cię spotkałam tamtej nocy.
- O Boże! Nie! To niemożliwe. Serio?
- Tak. Tańczyłam po drugiej stronie lustra.
- Czyli mi się nie zdawało. - uśmiechnął się.
- Co?
- Byłem pewien, że ktoś tam był. Po prostu czułem się jak...wtedy na balu.
- Napisałam to jak wróciłam do domu. - w tym momencie usłyszeli hałas na korytarzu. Lau okręciła się kołdrą. Po chwili zobaczyli Stacy i Justin'a.
- Wisisz mi 20 dolców. - powiedziała brunetka do blondyna.
- Skąd wiedziałaś? - zapytał Justin, wyjął portfel i wyciągnął pieniądze.
- Nie trudno było się domyślić. - odparła Stacy.
- Co tu robicie?- zapytała Laura.
- Przyszliśmy zrobić wam śniadanie. - wskazała na koszyk, który trzymała w ręce.
- Skąd wiedzieliście, że tu będę. - zapytał Ross.
- Po tym jak wybiegliście z uczelni to było pewne. - powiedziała Stacy. 
- Za pół godziny będzie śniadanie. - wyszła z Justin'em z pokoju.
- To mamy jeszcze trochę czasu. - Ross spojrzał na Laurę.
  

  Stacy miała fatalny gust jeśli chodzi o muzykę. Vanessa wzięła do ręki jedną z płyt leżących na półce.
- Serio? Backstreet boys? Kto tego słucha? - jęknęła. Zauważyła też mnóstwo płyt R5, The Vamps, One Direction.
- Nie ma tu nic normalnego. - powiedziała i usiadła na biurku. Teraz wszystko się zmieni. Podjęła decyzję i musi sobie jakoś poradzić. Cholernie się boi. Wie ile to znaczy dla Laury. Nie chce jej zawieść. Nie tym razem. Stacy opowiedziała jej o tym co wczoraj zrobiła Lau. Cieszyła się jej szczęściem, chociaż w nocy Stacy siłą powstrzymywała ją przed powrotem do domu. Miłość miłością, ale jakoś nie mogła pogodzić się z myślą, że jej młodsza siostra najprawdopodobniej uprawia seks z jednym  z najpopularniejszych chłopaków w Stanach. Zanim wyjedzie na leczenie, ma jeszcze dwie sprawy do załatwienia. Chce odwiedzić grób rodziców i skontaktować się z Riker'em. Nie pójdzie już do niego, ostatnim razem po wizycie u niego ćpała przez dwa dni. Zadzwonić do niego też nie chce. Czuła się strasznie. Było jej potwornie zimno, trzęsły jej się ręce, a twarz była blada prawie trupia. Oczy miała przekrwione i otoczone sińcami. Stacy powiedziała jej, że jeśli chce może użyć jej kosmetyków, ale nawet najlepszy podkład nie ukryje zniszczenia jakie dokonały w niej narkotyki. Była jak dziecko we mgle. Szła po omacku nie wiedząc co kryje się za zakrętem. Wątpiła by nagle z ćpunki wkroczyła do świata normalnych, ale chciała się chociaż zbliżyć. Ostatnio miała sen. Wróciła do domu jak zwykle naćpana w trzy dupy. W szafce znalazła wódkę ojca. Nie mógł jej już uderzyć, więc opróżniła butelkę. Była lepka, spocona i brudna. Miała się spotkać z Riker'em. Pomyślała, że może uda jej się zamaskować fakt, że jest pod wpływem. Już słyszała w głowie jak będzie ją pouczać i błagać o pójście na odwyk. Wiedziała, że jak Laura zobaczy ją w takim stanie to wyrzuci ją za drzwi. Skończyła się jej cierpliwość do niej. Poszła do łazienki. Nalała sobie do wanny gorącej wody. Rozebrała się i weszła do środka. Czuła jak jej mięśnie się rozluźniają. Było jej ciepło i czuła się dobrze. Wręcz wyśmienicie. Zamknęła oczy i oparła się o wannę. Rozkoszowała się ciszą i tym jak czuje się po alkoholu i narkotykach. Z każdą kolejną sekundą oddalała się od tego cholernego domu, od Laury, Riker'a. Była w świecie, do którego od lat uciekała. Nagle stała przed drzwiami łazienki, miała mokre włosy i to , brudne ubranie. Nie pamiętała by wychodziła z wanny. Ktoś dobijał się do drzwi. Chciała otworzyć, lecz nie mogła. Klucz w zamku przekręcił się i do mieszkania wbiegli Riker i Laura.
- Jesteś pewien, że tu miała być? - spytała Lau. Vanessa zastanawiała się z kim mówiła jej siostra.
- Tak. Kazała mi tu przyjechać. - Riker rozglądał się po pokojach.
- Hej tu jestem! - krzyknęła Van, ale żadne z nich nie zareagowało. Nagle usłyszała krzyk Laury w łazience. Widziała jak i Riker tam wchodzi. Poszła za nimi.
- Czego się drzesz Laura...- nie dokończyła. Laura stała przy umywalce, płakała, cicho krzyczała. Ukryła twarz w dłoniach próbując się uspokoić. Riker klęczał przy wannie.
- Nie tylko nie to. - powtarzał w kółko. Vanessa zauważyła swoje rzeczy porozrzucane po pomieszczeniu. Podeszła do Riker'a i krzyknęła. Leżała...tam w wannie. Jej włosy unosiły się tworząc wokół jej bladej twarzy ciemną aureolę. Oczy miała zamknięte. Wyglądała jakby spała. Riker chwycił ją i wyjął z wody. Tulił ją do piersi. Jej ciało przelewało się przez jego ręce. Zauważyła, że płacze. Chciała ich zapewnić, że nic jej nie jest, ale nie mogła. Stała i patrzyła na ciało dziewczyny. Odwróciła się i oślepiło ją światło. Nie chciała ich opuszczać w tej chwili, jednak czuła, że musi tam iść. Nagle była była na dworze. Padało. Wszędzie była trawa i trochę ogromnych, starych drzew. Z ziemi wystawały, duże kamienie. Podeszła i przyjrzała się im. Nie były to kamienie, lecz nagrobki. Pod jednym z drzew stała grupka ludzi. Podeszła do nich. Wszyscy byli ubrani na czarno, stali i słuchali pastora, który stał nad dołem przy trumnie. Wokół było kilka wieńców. Spojrzała na sąsiedni nagrobek.
Damiano Marano
Ellen Marano
Zamarła to był grób jej rodziców. Jeszcze raz spojrzała na trumnę i kwiaty, zobaczyła wśród nich swoje zdjęcie. Była na własnym pogrzebie. Nagle rozpoznała twarze ludzi stojących wokół. Laura siedziała na krześle. Płakała, koło nie siedział blondyn i ją obejmował. Za nimi stał Riker i ta blondynka, co otworzyła jej ostatnio drzwi. Najgorszy był moment jak wkładali ją do tego dołu. Otrząsnęła się. Nie chciała już o tym myśleć. Zeszła z biurka, chwyciła kartkę i długopis. Usiadła przy biurku i zaczęła pisać:
  Drogi Rikerze!
  Wiem, że zapewne nie chcesz mnie już znać. Nie winię Cię za to. Rozumiem. Nie chcesz bym była jak druga Emily, a póki co nie zrobiłam nic by przekonać Cię, że nią nie jestem.
   Pewnie zastanawiasz się po, co ta ćpunka do ciebie pisze. Zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej by było trzymać się od Ciebie z daleka. Nie potrafię jednak tego zrobić. Gdy spotkałam Cię w parku myślałam, że jesteś kolejnym gościem, który myśli, że ma prawo mówić mi jak mam żyć. Poniekąd nim byłeś i jesteś. Nie naciskałeś jednak na mnie. Jako jedyny rozumiałeś ból jaki w sobie noszę. Rozumiesz co to znaczy winić się za śmierć ukochanej osoby. To sprawiało, że lubiłam z Tobą gadać. Słuchałeś, nie krzyczałeś, ani nie oceniałeś mnie tak jak inni. Starałeś się uświadomić mi, że nie jestem sama, że mam dla kogo żyć. Początkowo myślałam, że to tylko czcze gadanie, lecz z każdym dniem kruszyłeś mur jaki wokół siebie zbudowałam. Gdy kazałeś mi wybierać, chciałam powiedzieć, że dam radę się zmienić. Uwierz mi,  naprawdę chciałam tego dokonać. Brakowało mi jednak wiary w siebie i poniekąd motywacji. Myślałem, że mogę być w takim stanie pomiędzy. Szybko zrozumiałam, że zrobiłam błąd. Czułam jakbym straciła cząstkę siebie. Tak wiele we mnie zmieniłeś. Zrozumiała, że mam dla kogo walczyć. Dla Ciebie, dla Lau, ale przede wszystkim dla ciebie.
     Śniło mi się ostatnio, że umarłam. Przedawkowałam i utopiłam się w wannie niczym ta Twoja...Emily. Co najgorsze to Ty i Laura mnie znaleźliście. Widziałam siebie martwą, byłam na własnym pogrzebie. I wiesz co? Czułam się bezsilna. Chciałam Was pocieszyć, być z Wami, ale byłam jakby za szybą. Mogłam tylko patrzeć jak ucieka moja szansa na szczęście. To było do bani.
     Postanowiłam, więc iść na odwyk. Nie wiem po, co Ci to mówię, ale chcę byś wiedział, że walczę ze sobą.
Mam nadzieję, że znajdziesz swoje szczęście.
Vanessa.
Odłożyła długopis. To by było na tyle. Da ten list Laurze, niech się nim zaopiekuje. Teraz musi czekać. Musi dać czas sobie i jemu. Nie chce go zmuszać. Teraz kolej na jego krok.

   - Naprawdę myślisz, że to dobry pomysł? - była zdenerwowana. Po tym jak udało im się wypchnąć Stacy i Justin'a z mieszkania, zajęli się Vanessą. Cały dzień im zeszło na tym by, załatwić Van ośrodek. Udało się dzięki Ross'owi i jego charyzmie oraz sławie. Niestety jego sława miała też minusy. Wszędzie spotykał fanki. Na szczęście udało im się dotrzeć po jego samochód zaparkowany przy uczelni. Teraz Ross stwierdził, że powinni pojechać do niego. Nie uważała, że to jest dobry pomysł. W końcu na pewno pozna jego rodzinę. Ross uspokajał ją, że od niedawna mieszka tylko z rodzeństwem.
- Tak. A czemu nie? I tak muszę pojechać po ubrania.
- Rozumiem, ale na pewno kogoś tam spotkamy.
- Pewnie tak. Dzwoniłem do Riker'a i wszyscy są w domu.
- Co? - spojrzała zszokowana na blondyna.
- No wszyscy są w domu.
- Po co do niego dzwoniłeś?
- Oj przestań. Przecież oni nie gryzą. - podjechali pod jego dom. Wysiedli z samochodu. Laura rozejrzała się. Okolica była bardzo ładna. Sporo zieleni i drzew.
- Fajnie prawda? - stanął za nią.
- Tak.
- Dom rodziców jest równie fajny. Zobaczysz. - chwycił ją za rękę i poprowadził do drzwi. Gdy weszli do środka, Laura rozejrzała się. Dom był duży i jasny. Jasne ściany kontrastowały z ciemnymi meblami. Widać było, że mieszkali tu młodzi ludzie. Brakowało tu matczynej ręki. Z jednego pomieszczenia wyjrzało czterech mężczyzn.
- Co się tak patrzycie? - Ross stłumił śmiech.
- Ooo Ross widzę, że mamy gościa. - powiedział Ratliff. - Witam panią, jestem Ellington Ratliff. - ucałował rękę Laury.
- Kretyn. - odpowiedział Ross.
- Wystarczy tylko Ratliff. - spojrzał złośliwie na Ross'a. Lau zaśmiała się.
- To jest Rocky, Ryland i Riker.
- Miło nam cię poznać. - odpowiedzieli równocześnie, po czym wybuchnęli śmiechem. Nagle skądś wyłoniła się burza blond włosów i wpadła na Laurę.
- O Boże czyli to prawda! Ona jest prawdziwa! - Laura czuła się jakby ją czołg przejechał. - Nie kłamałeś? - spojrzała na Riker'a.
- Nie, nie kłamałem. - zaśmiał się Riker.
- Tak jest prawdziwa i ma kości. - Ross odciągnął siostrę.
- Sorry, ale to było dla mnie takie niespodziewane.
- Ok. To jest Rydel.
- Hej! - blondynka pomachała jej.
- Chodź pokażę ci mieszkanie. - Ross pociągnął ją w głąb mieszkania. Oprowadzał ją, a Rydel chodziła za nimi i ciągle trajkotała. Było tu tak fajnie, zazdrościła Ross'owi.
- Musimy iść na zakupy Laura, a i zapraszam cię na moją babską imprezę.
- Nie kradnij mi dziewczyny. - zaśmiał się. - Masz Ratliff'a.
- Ale śmieszne. Nie słuchaj go, poznam cię z Kendall i Savannah. Zobaczysz jak będzie fajnie.
- Dziękuję.
- Och nie ma za co. - Rydel znów ją przytuliła.
- Wezmę rzeczy i pojedziemy do ciebie. - Ross zniknął w pokoju.
- Och, to super, że chodzisz z Ross'em. Riker mi opowiedział o was.
- Też się cieszę, że mogę z nim być.
- Pamiętaj, że wielu będzie chciało wam zaszkodzić, ale razem możecie pokonać każdą przeszkodę.
- Dzięki za radę. - odpowiedziała.
- Mówię poważnie. Od teraz razem z nim będziesz na świeczniku. To nie jest łatwe. Musisz naprawdę go kochać by wam się udało.
- Kocham go. - z pokoju wyszedł Ross.
- To co jedziemy? - Laura kiwnęła głową. Pożegnali się ze wszystkimi i wyszli.
***
Hej wszystkim :) Dzięki za pomysły, nie wszystkie wykorzystałam, ale i tak dziękuję. Rydellington dam Wam w kolejnym rozdziale plus wróci Blaire i bliźniaczki. Zapraszam Was też na dziesiąty rozdział na Just Love Me.
Do napisania.
Delly ♥



środa, 5 sierpnia 2015

5 sierpnia czyli...

Hello kochani ♥ Dzisiaj mamy 5 sierpnia, pewnie się zastanawiacie czemu piszę notkę. Może odchodzę z bloggera? Może zawieszam bloga? Takich notek to już trochę było w historii tego bloga :D Tym razem to nie o to chodzi. 5 sierpnia to szczególna data dlatego bloga. Ponieważ 5 sierpnia 2014 roku ukazał się tu pierwszy rozdział. To wtedy zaczęło się to całe szaleństwo z Kopciuszkiem. Mogę to śmiało powiedzieć, że pokochaliście ten blog od samego początku. Już pierwszy rozdział miał 13 komentarzy. To praktycznie od tego dnia na waszych blogach zaczęła również pojawiać się Delly Lynch :D No tu trochę naciągam, bo Kopciuszek to nie był mój pierwszy blog i byłam na bloggerze już od kilku miesięcy gdy założyłam tego bloga. Mówiąc szczerze nie spodziewałam się takiego sukcesu. Blog ma przeszło 57 000 wyświetleń i 46 obserwujących ( Just Love me ma 47 obserwujących :D ). Przez rok opublikowałam tu kilka One Shotów i 21 rozdziałów, a 22 rozdział już jest pisany i niedługo też zostanie opublikowany. Wszystkim czytelnikom mówię DZIĘKUJĘ!!! Delly przesyła wam gorące uściski. Bez Was ten blog by nie istniał. Dzięki Wam sukces też odnosi Just Love Me, które zapewne gdyby nie Kopciuszek byłoby totalną klapą :D Z okazji 1 urodzin mam pewien prezent. Otóż będziecie mieć wpływ na to jak będzie wyglądał 22 rozdział. Każdy kto chce może napisać pomysł co ma stać się w tym rozdziale. Może on dotyczyć nie tylko Raury, ale i wszystkich innych. Wybiorę najlepsze pomysły. Nie myślcie, że brak mi weny. Nie, będzie też coś ode mnie, już napisałam kontynuacje tego co zaczęłam w końcówce 21 rozdziału. Piszcie swoje pomysły, a może zobaczycie je w 22 rozdziale!
1 urodziny Kopciuszka! :D ♥♥♥
Pozdrawiam.
Delly Anastasia Lynch.



niedziela, 2 sierpnia 2015

"Kolorowych leków garść łatwiej mi pomoże spaść" #TB

  Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy. To co właśnie usłyszałem, było nie do pomyślenia dla mnie jeszcze rok temu. Nie wiedziałem co powiedzieć. Co robi się w takich sytuacjach? Powinienem na nia nawrzeszczeć? Wyrzucić jaką suką jest? Zerwać z nią? Czy może jej wybaczyć? Siedzieliśmy i oboje patrzyliśmy na siebie. Ona czekała na wydanie werdyktu, a raczej wyroku.
- Ale jak? Dlaczego? - zapytałem.
- Ross, mówiłam ci. Poznałam go na szkoleniu dla nauczycieli. Był matematykiem, a ja ... był dowcipny i zauważył mnie. Wymieniłam się z nim numerami telefonów, a potem...
- Zdradziłaś mnie? Przekreśliłaś trzy lata związku? Głupim skokiem w bok?
- To była tylko chwila radości, nawet nie doszło do niczego poważniejszego. Owszem to, że całowaliśmy na jego łóżku, i to, że nie miałam na sobie bluzki jest paskudne, ale zdałam sobie sprawę, że to nie fair w stosunku do ciebie, Ross kocham cię i proszę cię jeśli ty mnie kochasz to... przebacz mi. Błagam.
- Jak mam ci znowu zaufać Laura? Jak? Nie ważne czy przespałaś się z nim czy nie. W myślach zdradziłaś mnie z milion razy. Zdrada to zdrada. Ja nie zapraszam do mojego łóżka obcych panienek. Laura, owszem byłem ostatnio zajęty, ale to dla naszego dobra. Ja umieram z miłości do ciebie. Szalałem za tobą. Chciałem ci się oświadczyć.
- Ross, skoro mnie kochasz to mi wybacz.
- To nie jest łatwe Laura. Muszę pomyśleć. - wstałem i zabrałem kurtkę.
- Ross.
- Nie Laura. Daj pomyśleć. - zamknąłem za sobą drzwi.

  Nie rozumiałem co poszło nie tak. Dlaczego to zrobiła? Czemu nic nie zauważyłem? Poniekąd mi ulżyło, że nie poszła z nim do łóżka. Jednak tak czy siak mnie zdradziła. Idę do pobliskiego baru. Siadam i zamawiam jednego shota. Wypijam trzy i przerzucam się na piwo. Nie chcę się schlać. Chcę pomyśleć. Kocham ją. Jestem debilem, po tym co zrobiła powinienem ją kopnąć w dupę i powiedzieć papa. Śmieję się do butelki. Wiem, że tego nie zrobię. Za mocno ją kocham. Tak, mimo wszystko kocham. Próbowałem sobie przypomnieć jak ją poznałem. Ach tak.
 Siedziałem w swoim studiu tatuażu, gdy weszła niska brunetka. Zmierzyłem ją wzrokiem. Szczupła, zaokrąglona w odpowiednich miejscach i o długich brązowych włosach. Podeszła do Kris. Po chwili zobaczyłem jak macha na mnie. Wstałem i podszedłem do obu pań. 
- Tak?
- Ta mała chce tatuaż. Jesteś wolny? - spojrzałem na zegarek. Widziałem jak mała przygląda się moim tatuażom na rękach. 
- Jeśli to nic dużego to chodź.
- Nie, to nic takiego. - poszliśmy na moje stanowisko. Dziewczyna spojrzała niepewnie na mnie,
- Co? 
- Bo ja chcę tatuaż  tu. - pokazała na bok pod prawą piersią. Rozejrzałem się . Wstydziła się rozebrać.
- Nie masz stanika? - widziałem jej zaszokowanie.
- No, nie mam. - odparła uśmiechając się.
- Chodź mała. - odparłem i poprowadziłem do pomieszczenia na zapleczu.
- Jeśli chcesz to poproszę Kris...
- Nie, wolę ciebie. - spojrzałem na nią. 
- Będę widział twoje piersi.
- Masz robić tatuaz pod nimi nie musisz na nie patrzeć. - uśmiechnęła się.
- Masz rację, nie muszę. Nie wiem jednak czy nie będę chciał. - położyła się na kozetce i zdjęła bluzkę. Jeśli tak wygląda góra to ja nie chcę myśleć o reszcie. Byłą piękna. Słodka, niewinna. Zupełnie nie w moim stylu. 
- Będzie bolało? - wyszeptała, a ja na nią spojrzałem. Przymknęła oczy jak zobaczyła, że wyciągam narzędzia. 
- Zależy co chcesz. - wyjaśniła, o co jej chodzi. Miał być to napis upamiętniający jej zmarłą matkę.
- To jak użądlenie pszczoły. Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. - popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.
- Zaufam ci.
Może byłem głupi, ale już wtedy się w niej zakochałem. Chciałem by mi ufała. Gdy wychodziła dałem jej swój numer. W życiu tego nie robiłem. Pamiętam jej uśmiech. Szczery. Kiedy ostatnio go widziałem? Dostaję olśnienia, dawno.  Ostatnio się nie uśmiechała, była nieobecna. Nie zwróciłem na to uwagi. Nie zauważyłem, że nie ma już mojej Laury. Była, ale jakaś inna, nie ta którą kocham.
Siedziałem w studio i pracowałem nad szablonami. Nie miałem po, co wracać do domu. Moje studio tatuażu było wszystkim, moim lekarstwem. Dzięki temu się nie stoczyłem. Uwielbiałem tworzyć na czyjejś skórze, bo to zostawało już na zawsze. Zmieniałem tym ludzi. Podobała mi sie ta świadomość. Mój telefon za wibrował. Spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem wiadomość od nieznanego numeru.
Hej
Zdziwiłem się, kto może pisać do mnie o tej porze. Było już grubo po jedenastej. Chwilę walczyłem sobie czy odpisywać. Nie miałem pojęcia kim może być ta osoba.
Hej - odpisałem. Po chwili mój znów za wibrował.
Nie powinnam do ciebie pisać. Nie obudziłam cię?
Nie :D Jeszcze nie śpię o tej porze, Laura tak?
Tak. 
Moje serce wręcz o mało nie wyrwało się z piersi. Uśmiechnąłem się jak głupek. Naprawdę było ze mną źle skoro sms od tej laski wywarł u mnie takie wrażenie.
Jak tatuaż?
Super. Ojciec o mało nie dostał zawału, ale jest ok. Dziękuję :*
To moja praca mała :D Co powiesz na jakąś kolację ze mną?
Randka?
Yyyy...tak :)
Kiedy?
Nasza pierwsza randka była na plaży. Miała na sobie zwiewną niebieską sukienkę. Myślałem, że jebnę na jej widok. Czemu musiała być taka piękna? Graliśmy w badmintona. Nie bardzo jej to szło. Śmiesznie wyglądała wkurzona. Próbowała sobie poprawić nastrój nabijając się z moich różowych kąpielówek. Później wpadła na pomysł budowania zamków i miast z pasku . Nieco dziecinne, ale dla niej mógłbym zrobić z siebie idiotę. Opowiadała mi o sobie, o jej dzieciństwie. 
- Dlaczego zacząłeś robić tatuaże?
- Sobie czy w ogóle? - zaśmiałem się.
- Sobie.
- Cóż, pierwszy tatuaż zrobiłem po śmierci mojej dziewczyny.
- Och, przykro mi.
- Spoko, to było dawno. Miałem 16 lat jak umarła. Podrobiłem podpis ojca. 
- Który to tatuaż?
- Ten - pokazałem serce i wbity w nie nóż, był on na mojej klatce piersiowej tuż nad sercem.
- Kochałeś ją?
- Melody? Tak, tylko nie taką dojrzałą miłością. Teraz jak na to patrzę to raczej byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Na co umarła?
- Białaczka. Walczyła z nią od małego. Przeszczepy, terapię nic nie pomogło.
- A reszta tatuaży?
- Cóż kolejny zrobiłem jak miałem prawie 18 lat. To wąż na moim ramieniu, a potem straciłem rodziców wypadku samochodowym i ob tatuowałem się cały.- uśmiechnąłem się.
- A salon?
- To otworzyłem za pieniądze z odszkodowania. Przez rok prawie półtora tylko piłem. Któregoś dnia obudziłem się i zobaczyłem, że moje życie to gówno. Stwierdziłem, że chcę coś zmienić i to zrobiłem.
- Nie było ci łatwo.
- W życiu nie jest łatwo. To nie film. - uśmiechnęła się.
- Dobra koniec tego przesłuchania. - poderwałem ją z piasku i wbiegłem do oceanu. Cały czas krzyczała.
- Ross! Nie! Nie rób tego. - cóż nie słuchałem już uważnie.
Była i jest dla mnie kimś ważnym. Oczywiście nie byliśmy idealni, sporo początkowo przed nią ukrywałem. Jak na przykład to, że kiedyś ćpałem i wykorzystywałem dziewczyny. Dwa razy ode mnie odeszła, po tym jak ją zwyzywałem. Zawsze jednak wracała. Czy ja też powinienem? Ona mi wybaczała, tyle że ja nie miałem nigdy romansu z inną. Zamówiłem kolejną porcję szkockiej. Przypomniało mi się jak zacząłem pić, gdy się kłóciliśmy zawsze się upijałem. Potem przepraszałem,  apotem znów się kłóciliśmy i... znów ją traktowałem źle. Jednak w końcu zrozumiałem, że ona jest moim światem. Ba, zmieniłem nawet zdanie w kwestii dzieci i małżeństwa. Dla niej. Cholera, dla niej urabiałem się po uszy. Chciałem by miała wszystko, a ona...puściła się. Ogarnia mnie wściekłość na samą myśl, że tan dupek ją dotknął. Jak mam to wybaczyć? Próbuje zrozumieć czemu to zrobiła. Przecież mnie kocha. Cholera ja wiem, że ona mnie kocha. Przypominam sobie nasz pierwszy pocałunek przed jej domem. Odprowadzałem ją z randki, pocałowałem ją tuż przed jej drzwiami. Pamiętam też ten nasz pierwszy raz, gdy pojechaliśmy na wycieczkę do Waszyngtonu. Kupiłem wtedy najlepszy pokój. Rozkoszowałem się nią powoli, chciałem by pamiętała to przez całe życie. Pamięta? Czy ten dupek był lepszy i woli ich pierwszy raz? Pamiętam jej słowa:
Masz moje serce...masz mnie. Kocham Cię.
Proszę o kolejną szkocką, barmanka nalewa przyglądając mi się. Stary Ross coś by jej odwarknął by się odpieprzyła. Teraz jednak siedzę i czekam.
- Źle to robisz.
- Co? - spojrzałem na latawiec, który trzymałem w ręku. Pomagałem Laurze w opiece nad jakimś dzieciakiem. Szczeniak był wkurzający, gdyby nie Lau  dawno bym dał mu w dupę.
- Powinieneś to włożyć tak. Spójrz jak to ja robię.
- Wolałbym co innego wkładać i to nie pieprzonemu latawcowi tylko tobie. - wessała głęboko powietrze.
- Ross! - cała się zaczerwieniła. Zaśmiałem się, a młody odwrócił się do nas.
- Z czego się śmiejecie? - zapytał. Laura oblała się jeszcze większym rumieńcem.
- Rozmawiamy o technikach robienia latawców. - odparłem, Lau parsknęła śmiechem.
- Luckas, idź do ogrodu i sprawdź swój latawiec.
- Nie wiem co on widzi w tym śmiesznego. - odparł gówniarz i wyszedł.
- Techniki robienia latawców? - uniosła brew. Przysunąłem się.  Pociągnąłem ją w dół i znalazła się pode mną na kanapie. Przestała się śmiać.
- Tak. Techniki. Przecież ważne są szkolenia no nie? - przybliżyłem się do jej ust i chwyciłem jej dolną wargę między zęby.
- Ross...Luckas.
- Nim opiekowałaś się przez ostatnie dwie godziny, teraz ja potrzebuję opieki.
- Tak? 
- Tak. - pocałowałem ją, wsunęła swoje dłonie  w moje włosy. Chciałem ją wziąć tu i teraz. Przycisnąłem się do jej uda. Zajęczała. Wtedy usłyszeliśmy kogoś w salonie. Kątem oka dostrzegłem tego smarkacza. Stał  przy drzwiach balkonowych i przyglądał nam się. Laura gwałtownie mnie odepchnęła. Prawie zleciałem na tyłek z tej pieprzonej kanapy. Poprawiała swoje ubranie, a jej twarz była krwistoczerwona.
- Luckas...co ty tu robisz? - powiedziała.
- Chciałem byś popuszczała ze mną latawce.
- Ok. Już idę.
- Co on ci robił? - wskazał na mnie palcem. Laura prawie schowała się za fotelem. Wiedziałem jak jest jej wstyd. Bawiło mnie to nieco. Patrzyła na mnie spanikowana.
- Całowaliśmy się. - odparłem.
- Czemu?
- Bo ją kocham. Nie widziałeś nigdy jak facet całuje się z dziewczyną?
- Nie.
- A twoi rodzice? Nie widziałeś jak to robili.
- Ross! - krzyknęła Lau.
- Tata daje tylko mamie buzi w policzek. Nie leży na niej.
- Cóż ja nieco inaczej daje buzi Laurze.
- Ross! Luckas nie słuchaj go. Chodźmy. - wyciągnęła go z mieszkania, a ja zanosiłem się ze śmiechu.
 Nie wiem ile wypiłem, sześć shotów. Może więcej. Wspomnienia wciąż napływały. Wszytskie nasze dobre i złe chwile. Kłótnie, bójki, upijanie się, seks z nią, wszystkie jej spojrzenia, pocałunki, uśmiechy, jej śmiech dźwięczał mi w uszach. Czy potrafię to rzucić? Odejść. Wiem, że powinienem. Nie jestem dla niej odpowiedni. Ona potrzebuje kogoś takiego jak ten frajer z którym miała romans. Ja wyglądam przy niej jak śmieć. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie życia bez niej. Jest jego ratunkiem. Jest tą jedyną. Kocha ją. Boli go, to co zrobiła, ale ją kocha. Wyciągnął telefon i zadzwonił do niej. Odebrała po drugim sygnale.
- Ross.
- Cześć. - wybełkotał.
-Piłeś?
- Taaak.
- Cóż...w sumie...rozumiem...wiesz już co dalej?
- Jestem po to, by cię znosić i ci wybaczać. - odpowiedziałem.
***
Cześć miski. Nominowała mnie Jacky Sparrow. Bardzo ci dziękuję, naprawdę. Mam nadzieję, że to ostatni shot. Mam na razie dość pisania tych opowiadań, jeszcze przede mną jeden :/ Cóż temat był Jestem po to, by cię znosić i ci wybaczać. Myślę, że chyba nie poszło najgorzej. W tym tygodniu myślę, że dodam dziesiąty rozdział na Just Love Me. Wypatrujcie mnie tam :) Póki co, kto nie czytał i nie komentował to zapraszam na dziewiąty rozdział :D
A ja nominuje:
1. Jacky Sparrow ( myślę, że się ucieszysz)
2. Tinsley ( za to, że zawiesiłaś bloga, a tak czekałam na rozwój sytuacji :P )
3. Paula Lynch (uwielbiam twojego bloga ♥)
4. Louder Forever ( niedawno okryłam twoje bloga i zakochałam się w tym jak piszesz ♥)
5. Wiktoria Martin
Nominuje tylko tyle osób. Jakoś nikt mi już nie przychodzi do głowy. A teraz temat:
1. Ostatnia spowiedź
2. Już nie wiem kim bez ciebie jestem.
3. Dotyk ciemności.
Macie spory wybór, liczę na to, że ktoś napisze na 1 lub 3 temat shota, drugi tez mile widziany.
Czas: do 31 sierpnia.
A i jeszcze paring to macie do wybory Routney lub Rydellington ( dla zaciekłych fanek Raury :D )
Pozdrawiam, a nominowanym życzę weny :D
Papa.
Delly Anastasia Lynch