Dzień dobry! Założyłam tego bloga 5 sierpnia, nie był to mój pierwszy blog, ale pierwszy o Raurze. Chyba wam się spodobał bo po niespełna 4 miesiącach mam 10 000 wyświetleń. Pora na małe podsumowanie. Do tej pory napisałam 11 rozdziałów i jeden One Shot. Pod każdym rozdziałem jest od 13 do nawet 30 komentarzy! Bardzo wam dziękuję bo to naprawdę dużo dla mnie znaczy, chwalicie mnie i czasami poprawiacie. Ze smutkiem myślę o tym, że ten blog prędzej czy później się skończy, bardzo polubiłam tą historię, już mam pomysł na ujawnienie się kopciuszka i na pierwszą randkę Ross'a i Laury. ♥ Na pewno was zaskoczę, bo nieco odejdę od koncepcji filmu, chociaż kluczowe elementy zostaną bo muszą. Zdradzę tylko, że wiele się wydarzy nie tylko w życiu Raury ale i innych bohaterów m.in Delly czy Riker'a oraz Vanessy. O reszcie nie mówię bo ciągle mam nowe pomysły. Pojawią się też znane wam piosenki i nie mówię tu o New Classic :P Ale to jeszcze przed nami. Pora na kilka wyróżnień. Wasze komentarze czasami mnie bawią a czasami wzruszają, tak więc pragnę podziękować wszystkim czytelnikom a przede wszystkim :
Rossy Lynch - za to, że rozbraja mnie swymi rozdziałami w komentarzach, no po prostu płaczę czasami ze śmiechu ♥
Pinki - za to, że nazywa mnie Dellson i pudlem oraz mobilizuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów.
Tinsley - za to, że dba o to bym nie zapomniała szczegółów z filmu, oraz za to, że po prostu czytasz te moje wypociny, ty i Pinki jesteście moimi bożyszczami z bloggera :D
Zwariowana Alex - ciebie to się boję, bo ty za dużo wiesz, dziękuję za komentarze. ♥
Klaudia Yeah - dziękuję za to, że jesteś wierną czytelniczką ( wszystkie jesteście ♥ ), nie jestem pewna ale wydaje mi się, że jesteś od pierwszego rozdziału, naprawdę dziękuję.
Pozwólcie jeszcze, że już trochę skrócę notkę, tak więc dziękuję z całego serca jeszcze innym czytelniczkom, które komentują każdy lub prawie każdy rozdział:
Karcia Lynch
Wiktoria Martin
wszystkim anonimowym ♥
Rossy
Becia Brzezińska
Ryba XDD
Paula Lynch
Aleksandra Grzesik
Patka Cher ( chciałabym pisać tak ja ty ♥)
Uwielbiam was wszystkie motywujecie mnie do dalszej pracy, mam nadzieję, że tak też będzie na nowym blogu, który pojawi się jeszcze przed Nowym Rokiem (taką mam nadzieję) ♥
- Ross pannę młodą przenosi się przez próg a nie przez całą ulicę. - powiedziała.
- Serio? Teraz mi mówisz? - zaśmiał się chłopak. Byli parą od dwóch lat. On strażak, ona nauczycielka. Poznali się podczas pożaru szkoły. To on jej wtedy pomógł. Pamięta jaki był wtedy chamski, wydawał się być gruboskórny i gburowaty. Później spotkała go na ulicy, był zupełnie innym człowiekiem, uczepił się i nie chciał odpuścić. Chodził za nią póki się z nim nie umówiła. Zakochała się w nim do szaleństwa. Był pierwszym mężczyzną, który chciał ją taką jaką jest. W końcu wychodził to co chciał, dwa miesiące temu pobrali się. Kupili wymarzony, stary dom z werandą, niestety trzeba było go wyremontować. Ross wraz z rodzeństwem i przyjacielem remontowali go wieczorami po pracy. Do tej pory mieszkali w domu rodziców Lau. Jednak po ich śmierci, nie chciała tam mieszkać, poza tym połowę domu zajmowała Vanessa z rodziną. Laura nie miała nigdy dobrych kontaktów z matką. Z ojcem było inaczej, mama natomiast zawsze ją ignorowała, chłodno traktowała. Vanessa się z tym pogodziła, Laura nie. Nie rozumiała co takiego zrobiła, że matka ją odpychała. Dużym wsparciem dla niej była babcia. Zawsze powtarzała Lau, że znajdzie kogoś kto będzie ją wspierać. Chyba nareszcie znalazła swoje szczęście w życiu, odkąd poznała Lynch'a czuła się potrzebna, kochana i szczęśliwa. Ross niósł ją przez ulicę do ich nowego domu, nie była tu odkąd kupili dom, dzisiaj cały dzień jej mąż wraz z rodzeństwem przewozili rzeczy. Dom nie był całkowicie wykończony, jednak ona nie chciała czekać, nie zniesie ani dnia dłużej w swoim domu rodzinnym.
- Długo jeszcze? - zapytała, miała bowiem zawiązaną przepaskę na oczach.
- Jeszcze trochę, już dochodzimy. Całe szczęście bo ciężka jesteś.
- Ej nie mów tak. Chyba wiedziałeś co brałeś. - zaśmiała się.
- Chyba nie, bo wziąłem sobie tłustą żonę. - odpowiedział.
- Kurde wyszłam za idiotę. - doszli na miejsce. Postawił ją na ziemi. Spojrzał z krzywą miną na dom, tylko połowa była wykończona.
- Jak zamkniesz prawe oko a otworzysz lewe to zobaczysz tą lepszą część. - powiedział odwiązując przepaskę. Niestety Lau pokręciła wszystko i zobaczyła niewykończoną część.
- Hmm, zakryłam niewłaściwe oko.
- Wiem, powinienem ci zapewnić lepsze warunki. - na jego twarzy pojawił się smutek.
- Ross, słuchaj nie myśl tak, jesteś wymarzonym mężem. Włożyłeś w ten dom mnóstwo pracy, nie oczekuję wygodnego życia w luksusie. Najważniejsze jest to, że to nasz wspólny dom. - powiedziała i przytuliła się do niego.
- Wykończona jest tylko kuchnia i sypialnia no i toaleta.
- Damy radę. - powiedziała i poszła w kierunku wejścia. Weszli do domu, wszędzie były folie i narzędzia budowlane.
- Chodź. - Ross pociągnął ją za rękę. Weszli po schodach i skręcili do jednego z pokoi. Była to ich wspólna sypialnia. Wszędzie stały świece a na łóżku były rozsypane płatki czerwonych róż. Laura ze łzami w oczach spojrzała na swojego partnera. Ten ją przytulił i czule pocałował. Szybko wylądowali na łóżku. Kolejne części garderoby lądowały na podłodze. Byli młodzi jednak czuli, że chcą ze sobą być do końca swoich dni. Ich miłość była nietypowa, bo Laura była wyjątkową dziewczyną. Jej mąż musiał mieć dużo cierpliwości, bo ona wiecznie ładowała się w kłopoty. Leżała teraz wtulona w jego tors, słuchała bicia jego serca i kreśliła palcem kółka na jego piersi. Uwielbiała ten moment, gdy było już po wszystkim i leżeli wtuleni w siebie. On przesunął palcem po jej przedramieniu, poczuła, że ma gęsią skórkę. Ostatnio wiele się wydarzyło w ich życiu; ślub, śmierć rodziców Laury, zginęli w wypadku samochodowym, oboje odeszli razem. Lau bała się, że żyli gdy samochód płonął. Ross zawsze powtarzał jej, że siła uderzenia w tira była tak duża, że na pewno już nie żyli gdy wybuchł pożar. Do tego po długiej chorobie umarła przyjaciółka Lau, Kate. Przyjaźniły się od dziecka, niestety była ciężko chora i zapadła w śpiączkę. Jej mąż walczył o nią do końca, po jej śmierci załamał się. Wydarzenia te wpłynęły na jej postawę, zaczęła się zastanawiać nad sensem swojego życia.
- Co jest? - zapytał Ross wpatrując się w sufit.
- O co ci chodzi? - Lau oderwała się od jego ciała.
- Przecież widzę, że ostatnio jesteś przybita. - spojrzał jej w oczy.
- Wiesz ostatnio sporo się wydarzyło. - znowu się do niego przytuliła, poczuła , że on ją przytula.
- Chodzi o Kate?
- Tak.
- Jak się trzyma Andrew? - zapytał blondyn.
- A ty jakbyś się trzymał gdybym to ja umarła?
- Nawet tak nie mów, bez ciebie moje życie nie ma sensu.
- Póki śmierć nas nie rozłączy... - spojrzała mu prosto w oczy.
- Nas nie rozłączy. - odparł.
- Jak to? Każdego rozłącza.
- Wierzę w to, że nasza miłość jest silniejsza niż grób. A ty?
- Też chcę w to wierzyć. - poczuła jego pocałunek. Oderwała się od niego.
- Jakbym kiedyś była w śpiączce, to odłącz mnie. - powiedziała.
- Co? Żartujesz?! - powiedział zdenerwowany Lynch.
- Nie chcę leżeć podłączona do tych rurek, wolę odejść.
- Przestań, nie chcę tego słyszeć. - był coraz bardziej zdenerwowany.
- Jakbym umarła to pragnę abyś ułożył sobie życie, nie chcę widzieć tam z góry, że jesteś sam, nieszczęśliwy, znajdź sobie kogoś, żyj dalej.
- Nie, dobrze wiesz, że nie dałbym rady, za bardzo cię kocham. - odparł.
- A ty? - zapytała.
- Co ja?
-No jeśli ty...- Lau bała się dokończyć to zdanie.
- Jeśli ja bym leżał w śpiączce to, nie wiem co masz zrobić. Jeśli będziesz żyła to zostaw mnie, może mnie uratują, ale jeśli ciebie już nie będzie to niech mnie odłączą, bo i tak nie będę miał dla kogo żyć. - słowa te wzruszyły Lau.
- Ale będziesz musiała żyć sama, żadnych mężczyzn prócz mnie. - powiedział śmiejąc się. Laura mimo woli także się uśmiechnęła. Ross wbił się w jej usta. Zaczęli się namiętnie całować, całowali się łapczywie tak jakby było im siebie mało. Przyjemną chwilę przerwał im telefon.
- To twój. - powiedział Ross. Lau oderwała się od niego i sięgnęła po telefon, spojrzała zdziwiona na wyświetlacz, była to Rydel.
- Rydel dzwoni. - odparła zaskoczona.
- Do ciebie? Odbierz. - dziewczyna odebrała i usłyszała roztrzęsiony głos blondynki.
- Przyjedź. - powiedziała.
- Co się stało? - Lau dopytywała zaniepokojona.
- Musisz mnie stąd zabrać.
- Ale co się stało? - powiedział zdecydowanie.
- Ten skurwiel próbował się do mnie dobrać.
- Twój były?
- Tak byłam w klubie i on.. - dziewczyna zaczęła płakać.
- Gdzie jesteś?
- W LA Club Crawl, wiesz gdzie to jest?
- Tak, przyjadę po ciebie z Ross'em. - odparła wstając z łóżka.
- Nie, nie bierz go, przyjedź sama! - powiedziała Delly i się rozłączyła.
- Co ona chciała?- zapytał Ross.
- Muszę ją odebrać z klubu, coś się stało. - odparła ubierając się.
- Jadę z tobą. - Ross zerwał się z łóżka.
- Zostań, zaraz wrócę, ona chce abym przyjechała po nią sama. Będę za godzinę. - powiedziała całując go w policzek, po czym wybiegła z pokoju.
Jechała szybko, bardzo zaniepokoił ją głos Rydel. W pewnym momencie zobaczyła, że coś wybiega jej przed maskę. Mocno zahamowała i skręciła ostro w prawo. Poczuła silne uderzenie, przed jej oczami zapanowała ciemność. Obudziła się w jakimś ciemnym miejscu. Poczuła, że ma na sobie jakąś długą suknię. Podniosła się i zrobiła kilka kroków, czuła, że jej gołe stopy są w wodzie. Było tam chłodno, nagle oślepiło ją światło, spojrzała w nie. Było bardzo jasne. Odruchowo zaczęła iść w jego kierunku. Szła coraz szybciej, aż w końcu wbiegła w jego blask.
Ross leżał na łóżku, Lau długo nie wracała, dzwonił już do niej kilka razy, nie odbierała. Dzwoniła też Rydel, powiedziała, że Riker ją odbierze. Chłopka wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
- Gdzie ona jest? - powtarzał. Nagle zadzwonił jego telefon. Odebrał.
- Halo...tak przy telefonie...co się stało?! Tak zaraz będę. Który szpital? - rozłączył się i wybiegł z domu.
Laura stała w jakimś miejscu, miała na sobie białą suknię.
- Ross? - zaczęła wołać.
- Gdzie ja jestem? - nagle oślepiło ją światło, w jego blasku ujrzała trzy postacie. Po chwili dostrzegła, że to jej babcia i rodzice. Starsza pani stała na przodzie za nią ojciec a w oddali matka.
- Babcia? - staruszka pokiwała głową.
- Ale co wy tu robicie? - dziewczyna nic nie rozumiała.
- To ty nie wiesz? - zapytał ojciec.
- Czego nie wiem?
- Przyszliśmy cię zabrać, nie bój się taka jest kolej rzeczy. - powiedziała babcia. Do Laury dotarło to co się stało, była w przedsionku do "tamtego świata". Umarła.
- Ale przecież ja jestem młoda, dopiero co wyszłam za mąż. Nawet nie nic nie poczułam i co już jestem martwa? - w jej oczach pojawiły się łzy.
- Chodź z nami tam będziesz szczęśliwa, o niego się nie martw, on da sobie radę, jest silnym mężczyzną. - babcia wyciągnęła w jej kierunku rękę. Chciała z nimi iść, tęskniła za nimi, z drugiej strony miłość do Ross'a trzymała ją na Ziemi. Już miała iść w ich stronę, gdy usłyszała głos swojego męża:
- Proszę cię, kocham cię bardzo, nie zostawiaj mnie. Błagam cię, ja bez ciebie nie dam rady, tak bardzo cię kocham. - miał łzy w oczach, zakładał jej na palec obrączkę.
- Póki śmierć nas nie rozłączy... - szepnęła i spojrzała w oczy babci.
- Oj moja maleńka, to jeszcze nie twój czas. - Laura poczuła chłodny powiew wiatru, zaczęła się oddalać od ciepła światła.
Ross tulił się do ciała Lau, miał łzy w oczach, ta rozmowa z lekarzem, zastanawiał się czy dobrze robi. Lekarz powiedział jasno, że muszą ją wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej, ale on i tak nie widzi szans na przeżycie. Za duże obrażenia wewnętrzne. Siedział na krześle obok łózka a głowę miał położoną na jej klatce piersiowej, wysłuchiwał jej każdego oddechu, zdawało mu się, że są coraz rzadsze. Nagle poczuł czyjąś rękę w swoich włosach.
- Ross. - wyszeptała. Chłopak zerwał się z miejsca, nie wierzył w to co widzi. Zaczął całować jej dłoń. Płakał ze szczęścia, przecież mówili, że nie ma szans na jej przebudzenie.
- O matko, obudziłaś się! - krzyknął.
- Widziałam. - szepnęła.
- Co widziałaś? - zapytał zdziwiony.
- Widziałam światło. - wykrztusiła z siebie. Ross zrozumiał, że o mało ją nie stracił, wiedział, że jego żona była o krok od śmierci.
- Miłość do ciebie mnie uratowała.
- Serio?
- Nie mogłam cię zostawić. - w jej oczach pojawiły się łzy, płakali oboje ze szczęścia. Tak bardzo się cieszyli, że mogą być razem.
- Póki śmierć nas nie rozłączy... - szepnęła i zamknęła oczy.
- Nie rozłączy. - odpowiedział ze łzami w oczach Ross.
***
Cześć wszystkim, tu Delly Lynch lub jak to mówi Pinki Dellson Lynch. Zamiast dać wam rozdział dwunasty to napisałam One Shot'a. Tak jestem okropna XD Od razu małe info, szantażujecie mnie, że rozdział ma być do 29 listopada, straszycie mnie jednorożcami, jakimiś młotami itd. No cóż postaram się ale bardzo w to wątpię. Muszę jeszcze dokończyć dwunasty rozdział, powiem tak jeśli myślicie, że to będzie tak samo jak w filmie to się mylicie, mam dla was DUŻĄ niespodziankę w kolejnym rozdziale. Ujawnię rąbek tajemnicy, pojawi się Riker. Do napisania ~ Delly Lynch
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ♥
Hejo wszystkim, tu Delly Lynch, tak ta porąbana wariatka od tego słabego bloga o kopciuszku xD mam dla was wszystkich małe info, tak też znowu ociągam się z rozdziałem. Przepraszam, ale miałam i mam sporo sprawdzianów a za miesiąc piszę próbne matury LOL. Obiecuję wam, że jednak w ten weekend pojawi się nowy wpis. Mianowicie jeszcze was potrzymam w niepewności i zamiast dodać dwunasty rozdział, wstawię One Shot xD Tytuł: "Póki śmierć nas nie rozłączy." Jak wam podoba się ten pomysł? Co do rozdziału dwunastego, to nie mam pojęcia kiedy go wstawię, bo na tygodniu nie ma szans a w ostatki idę na osiemnastkę, więc wątpię, że dodam rozdział 29 listopada. No cóż, mówi się trudno. Jeszcze jedno info, pracuję nad nowym blogiem, mam już pierwszy rozdział, zaczęłam pracę nad kolejnym. Jestem ciekawa jak go ocenicie, bo bardzo różni się od tego. Może macie jakieś pomysły co mogło by się tam wydarzyć, uprzedzę tylko, że Ross i Lau początkowo będą się nienawidzić i ciągle będą sobie dogryzać, z czasem pewna sprawa a nawet sprawy ich połączą.♥ Jak macie jakieś pomysły to piszcie w komentarzach lub na tt @Delly_PrincesR5 ewentualnie na e-mail dellyprinces@gmail.com lub marta20020@onet.pl. Mam nadzieję, że mi pomożecie. Kocham was. Do napisania ~ Delly Lynch.
Rydel prasowała koszulę Ross'a. To ona najczęściej pomagała mamie. Czekała na wiadomość od Ellington'a. Niestety telefon ani razu dzisiaj nie wibrował. Miała złe przeczucia. Nie chodziło tylko o Ratliff'a , chyba także bała się o Ross'a. Nie wie czemu, ale czuła, że jej brat robi wielki błąd. Miała okazję zobaczyć go z Kylie i wiedziała, że on się oszukuje. Tak pragnie miłości, że chce na siłę kogoś mieć. Tak się nie da. Szkoda tylko, że daje on tej dziewczynie nadzieję. Do pokoju wparował Ross.
- Masz moją koszulę? - chłopak ubrany był w spodnie od garnituru. Trzymał w jednej ręce krawat w drugiej marynarkę. Był zdenerwowany.
- Tak trzymaj. - podała mu białą koszulę, a ten nerwowo zaczął ją zakładać.
- Spokojnie braciszku. - powiedziała, podeszła do blondyna i pomogła mu zapiąć koszulę oraz zawiązała mu krawat. Wygładziła na końcu kołnierz i powiedziała:
- Wyglądasz świetnie, powalisz Kylie z nóg. - uśmiechnęła się.
- Tak, tak ... Kylie. - wydukał.
- Nie denerwuj się to tylko bal.
- Wiem, ale chce aby to był wyjątkowy wieczór dla niej. - odparł.
- Na pewno będzie. - uśmiechnęła się blondynka. Zawsze potrafiła ukoić jego nerwy.
- Jadę po nią, już czas. - chłopak wziął kluczyki i pożegnał się z siostrą. Obiecał, że będzie o dziewiętnastej, więc musi się streszczać. Rydel pomachała mu na pożegnanie, po czym znowu spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu.
- Coś jest nie tak. - szepnęła widząc brak wiadomości.
Ross po dwudziestu minutach jazdy był już pod domem sióstr Dawson. Zgasił silnik, poprawił jeszcze włosy i wziął głęboki oddech. Chciał aby to był wyjątkowy wieczór, jednak serce mówiło mu, że robi błąd. Nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, że Kylie nie jest tą dziewczyną. Wysiadł z samochodu i podszedł do furtki. Nagle otworzyły się drzwi domu Dawson'ów. Jego oczom ukazała się młodsza z sióstr.
Miała na sobie jasną sukienkę bez ramion z rozłożystym dołem. Włosy miała upięte w wysokiego koka. Na ręce zauważył biały bukiecik, który jej wcześniej wysłał.
- Cześć Ross. - uśmiechnęła się.
- Wow! - krzyknął.
- Co? - dziewczyna go przytuliła.
- Wyglądasz...
- Tak wiem pięknie, chodźmy bo się spóźnimy. - powiedziała i poszła w kierunku jego samochodu. Wszystkie obawy Lynch'a zniknęły.
Laura dalej sprzątała, obawiała się, że nie zdąży do północy. Sprzątała od kilku godzin, a efektów nie było widać. Spojrzała na zegarek była już dwudziesta pierwsza. Chciała wrzeszczeć, krzyczeć lub po prostu płakać. Zawsze będzie służącą. Vanessa miała rację jak śmieciem się rodzisz to śmieciem zostajesz. Ona głupia się łudziła, że można żyć marzeniami. Tak, właśnie nimi żyje. Siedzi i sprząta pokój tej wiedźmy, podczas gdy powinna być na balu. Bawić się, tańczyć. Ona jednak sprzątała i ciężko pracowała. Wpadła nawet na pomysł by podpalić ten pokój. Szybko by przynajmniej posprzątała. Wyobraziła sobie Hannah i jej dwie córki, które widzą swój spalony dom. Zaczęła się śmiać. Nie mogła przestać, miałyby za swoje. Szkoda jednak marnować życie za kratami przez jakiś przygłupów. Kim i Brooke niski iloraz inteligencji odziedziczyły po matce. Jednak najgorsza była Blaire. Bo była inteligentna, przez co była niebezpieczna, świetnie manipulowała bliźniaczkami. Trudno uwierzyć, że to była Ross'a. Znów on pojawił się w jej myślach. Zastanawiała się kto z nim poszedł. Nie wiedziała czemu o nim ciągle myślała. Zrobił na niej spore wrażenie tym, że zapłacił za pogrzeb jej ojca. Nie musiał tego robić, przecież jej nie zna a jednak pomógł jej. Nie zdawała sobie z tego sprawy ale jakaś niewidzialna siła pchała ją w jego ramiona. Ciągle śniła się jej scena z parku. Nigdy jeszcze nie poczuła się tak dobrze w objęciach i to zwłaszcza innego mężczyzny. Co w nim takiego jest?
- Cholera znowu o nim myślę. - szepnęła. Usiadła na łóżku i zakryła twarz rękoma
- Przestań Lau, przestań. - powiedziała.
- To nienormalne, powinnam się leczyć, Lau przestań!
- Cholera! - jeszcze raz przeklęła i wstała, przeczesała ręką włosy. Do drzwi ktoś zadzwonił. Laura poszła otworzyć. Ku jej zaskoczeniu ujrzała przyjaciółkę. Trzymała dwa pokrowce na ubrania.
- Stacy? Co ty tu robisz?
- Przyszłam ci z pomocą. - odparła.
- Stacy, powinnaś być na balu, i tak mi nie pomożesz.
- Co ty masz na sobie? - przerwała Stacy.
- Nawet nie wiesz ile gatunków robaków odkryłam. - zaśmiała się.
- Ok powiedzmy, że rozumiem.
- Stacy nie musisz tego robić. Marzyłaś o tym balu.
- Jeszcze nic straconego. - uśmiechnęła się.
- Nie mów, że to nasze sukienki.
- Tak to one.
- Stacy muszę posprzątać.
- A co jeśli zrobię to za ciebie? - powiedziała brunetka.
- Nie dasz rady, nawet jeśli byśmy we dwie sprzątały.
- Kto powiedział, że ja będę sprzątać. - Stacy odsunęła się i Laura ujrzała grupkę mężczyzn z mopami, odkurzaczami i samochód firmy sprzątającej.
- Aww nie musiałaś. - na twarzy Lau pojawił się uśmiech.
- Spoko to kumple mojego brata. Posprzątają za nas. - do Laury podszedł młody brunet, dość przystojny. Lau natychmiast zapomniała o Lynch'u.
- Hej jestem Jim. - uśmiechnął się.
- Laura. - wydukała Marano.
- Stacy powiedziała, że idziecie na bal z chęcią pomożemy. - powiedział i uśmiechnął się, przez co Lau straciła na moment kontakt z rzeczywistością.
- Chodźcie.- Stacy przepchnęła koleżankę i zaprowadziła ich do pokoju Hannah. Gdy weszli wszyscy wrzasnęli.
- To będziemy sprzątać przez dwa dni. - powiedział Jim.
- Dom musi być posprzątany do północy. - powiedziała Laura.
- To jest niewykonalne.
- Obiecałeś Jim. - powiedziała Stacy.
- Coś nie tak? - zapytała Marano.
- Nie. - odparła brunetka. - Bierzcie się za sprzątanie i ukryjcie samochód. - powiedziała.
- A ty kochana chodź, musimy się wyszykować. - powiedziała i wyciągnęła Lau z pokoju.
Sala była nieziemsko ustrojona, wszędzie światełka, kwiaty. Ross stał z Kylie i Justin'em, który nie miał pary. Ross zapomniał powiedzieć mu, że znalazł partnerkę. Chłopak był nieco na niego obrażony, bo blondyn wprowadził go w błąd, i powiedział, że wszyscy się przebierają, tak więc Justin przebrał się za kupidyna. Okazało się, że kolor balu to czerń.
- Nie wygodna ta maska. - powiedział Lynch poprawiając maskę.
- Uważaj bo przerwiesz gumkę i każdy będzie wiedział kim jesteś. - powiedziała Kylie. Ross nie mógł oderwać od niej wzroku. Wyglądała ślicznie i tajemniczo w tej masce, strasznie mu się podobała w tej sukience. Była najpiękniejszą dziewczyną na balu. Postanowił, że to będzie wyjątkowa noc dla niego i dla niej. Ciągle się oszukiwał, pragnął miłości a Kylie była jedyną, która wydawała się być dobra dla niego. Nie to, że miał jakieś specjalne upodobania, ale po klęsce związku z Blaire, uważniej przyglądał się dziewczynom, szukał tej jedynej tej, która powali go na kolana. Chyba szukał ideału, lecz nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Co tak się gapisz? - spytała go Kylie.
- Nie nic, zatańczysz?- zapytał szarmanckim tonem.
- Yyy...chyba dobrze nam tutaj. - na twarzy dziewczyny pojawił się rumieniec.
- Jak chcesz stary to ja z tobą zatańczę. - odparł Justin.
- Hahaha... ale śmieszne, wiesz jakoś zawsze interesowały mnie dziewczyny. - powiedział zgryźliwym tonem.
- A kupidyna nie chcesz? - zapytała śmiejąca się Kylie.
- I ty przeciwko mnie? Co za ludzie! - i Ross nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Chodź. - pociągnął dziewczynę w stronę parkietu, lecz napotkał spory opór z jej strony. Spojrzał na nią pytająco.
- Przepraszam, ale nie umiem tańczyć. - twarz Kylie był wręcz czerwona, musi bardzo bała się tego momentu i wstyd jej było, że zepsuje ten magiczny wieczór.
- Ja też nie umiem, chodź. - pociągnął ją za rękę, lecz Kylie wyrwała mu swoją dłoń.
- Ross ja mówię serio, jak tańczę to wyglądam jak inwalida. - powiedziała zdenerwowana.
- Daj spokój. - odezwał się Justin.
- To cały wieczór będziemy podpierać ściany?
- Ja raczej tak. - powiedział zajadający jakąś przekąskę Justin.
- Ciebie nie pytałem. - odpowiedział ostrym tonem blondyn.
- Przykro mi Ross, nie chciałam ci zepsuć ci wieczoru. Sorry muszę iść do łazienki. - powiedziała, po czym opuściła chłopaków.
Bliźniaczki miały obydwie białe sukienki z marszczonego materiału, z wielkimi, bufiastymi rękawami, do tego białe długie rękawiczki. Wyglądały trochę jak upiorne panny młode, raczej każdy je na balu unikał. Grasowały po sali tropiąc Lynch'a.
- To on. - powiedziała Kim, pokazując na jednego z chłopaków.
- Nie to nie on, a tamten? - dodała Brooke.
- Zgłupiałaś, to nie on, kup sobie okulary. - syknęła Kim.
- Masz coś w aparacie. - powiedziała dziewczyna.
- Musimy go znaleźć.
- Jak go znajdziecie to dajcie znać. - powiedziała Blaire.
- Ooo cześć. - powiedziały równocześnie bliźniaczki i przywitały się z koleżanką.
- Słyszałam, że przyszedł z jakąś lafiryndą. Jednak ja nie odpuszczę tak łatwo. - powiedziała Blaire.
- Tak ostatnio spotykał się z Kylie Dawson. - powiedziała Kim.
- Nawet ładna. -dodała Brooke, lecz spojrzenie Blaire spowodowało, że wycofała się z tych słów.
- Ładna sukienka. - Kim próbowała załagodzić sytuację.
- Ładna twarz. - odpowiedziała zgryźliwie brunetka.
- Jak go znajdziemy? - zapytała Brooke.
- Ross to najlepszy tancerz na świecie, poznacie jego ruchy. Jak go znajdziecie to dajcie znać. - powiedziała dziewczyna po czym się oddaliła.
- Ugh... zawsze to samo. - syknęła Kim. Bliźniaczki powróciły do poszukiwania Lynch'a.
Ross i Justin stali przy stole i popijali poncz. Ross nie był w dobrym nastroju, Kylie długo już nie wracała, zaczął się niecierpliwić.
- Czemu mi powiedziałeś, że każdy się przebiera? - z zamyślenia wyrwał go przyjaciel.
- Hey sam mówiłeś, że to bal maskowy. - odpowiedział Lynch.
- Wyglądam jak wariat w tym stroju kupidyna, żadna panna ze mną nie zatańczy.
- Nie bój się ze mną też.
- No właśnie załatwiłeś sobie dziewczynę a ja co?
- Jajco, jak widzisz i tak się nie będę bawił, bo moja partnerka tylko ładnie wygląda.
- To po co ją zaprosiłeś? - zapytała Justin.
- Bo...sam nie wiem. Rocky mi ją podesłał, to siostra jego dziewczyny.
- Zawsze możemy bawić się we dwóch. - odparł chłopak.
- Wiesz rozumiem, że jesteśmy kumplami, ale bez przesady.
- Dobra, nie unoś się tak, spójrz. - Justin pokazał palcem w stronę schodów. Stały tam dwie dziewczyny, akurat oświetlił je światło, chyba przyszły dopiero teraz na bal. Ross odwrócił się i także je ujrzał. Jedna miała czarne długie włosy, chyba uczesane w niedbały warkocz. Ubrana była w jakąś nieco oryginalną jasną sukienkę z długimi rękawami. Wyglądała dość ekstrawagancko bardziej była w guście Justin'a. Ross zwrócił uwagę, jednak na dziewczynę obok, która właśnie na niego spojrzała, miała na twarzy złotą, piękną maskę. Usta pomalowane miała mocnym czerwonym odcieniem. Grzywkę miała podpiętą do góry i pofalowane włosy. Ubrana była w czerwoną sukienkę bez ramion, z długimi czarnymi rękawiczkami. Bardzo się wyróżniała na tle czerni jaka dominowała wśród uczestników balu.
- Kto to? - zapytał Justin.
- Nie wiem, ale muszę się dowiedzieć. - odpowiedział chłopak.
Dziewczyny zeszły ze schodów.
- Co teraz? - zapytała Laura.
- Chodź tam. - odpowiedziała Stacy.
- Idą tu. - powiedział nieco spanikowany Justin.
- Spokojnie. - chłopcy nieco się oddalili i udawali, że rozmawiają. Koleżanki podeszły do stolika z przekąskami, Lau nalała sobie ponczu. Chłopaki zaczęli się nieco przepychać, który powinien podejść, w końcu odwrócił się Ross.
- Hej!- zwrócił się do Laury, ta przestraszona spojrzała na niego.
- Hej. - odpowiedziała.
- Niezłe wejście. - dziewczyna go niezrozumiała.
- No tam na schodach, wszyscy na ciebie patrzyli. - Lau odwróciła się do Stacy z gestem " Co ja mam robić!", Stacy szepnęła: "Zagadaj go". Sama zaś podeszła do kupidyna.
- Trochę nie pasujesz do tego towarzystwa. - powiedziała.
- Wiesz za to ty pasujesz. Niezła kiecka. - odpowiedział Justin.
- To był komplement? - dziewczyna się uśmiechnęła.
- Tak, to był komplement. Jestem Justin, kojarzysz mnie?
- Wiesz Justin to dość popularne imię w USA, więc czemu miałabym cię kojarzyć?
- Bo wydaje mi się, że cię znam. - odparł Justin.
- To najwidoczniej tylko ci się tak wydaje. - odpowiedziała Stacy.
- Oj na pewno mnie znasz, jestem kolegą Ross'a Lynch'a.
- Wow, zawsze podrywasz laski na ten tekst. - powiedziała.
- Hello, to przecież zawsze robi wrażenie na dziewczynach.
- To ja jestem pierwsza na którą to nie podziałało. Jeszcze takiej osoby jak ty nie spotkałam. Chodź zatańczymy. - powiedziała po czym zaciągnęła go na parkiet i tam zaczęli tańczyć.
- Piękna sukienka. - powiedział Lynch.
- Fajna peleryna...znaczy kapota...to znaczy fajna płachta. Lau jąkała się jak małe dziecko, nigdy do tej pory nie flirtowała i chyba słabo jej to wychodziło.
- Chyba ci chodzi o marynarkę, dzięki. - odpowiedział śmiejąc się. Na twarzy Marano pojawił się silny rumieniec. "Ale wtopa" - myślała. Musi jakoś kontynuować tą rozmowę, więc wypaliła z tekstem.
- Chcesz ponczu? - chłopak pokazał jej, że w trzyma w ręce kubeczek.
- Widzę, że masz. - uśmiechnęła się, chciała się oderwać od tego chłopaka, czuła się coraz bardziej głupio, dolała sobie napoju. DJ pod głosił muzykę, przez co było trudno się komunikować.
- Strasznie tu głośno! - krzyknął Ross.
- Co?! Nie lubię chodzić na takie imprezy! - odpowiedziała.
- Co mówiłaś?!
- Że nie chodzę na imprezy! - krzyknęła.
- Ja też! - odkrzyknął.
- Zatańczysz?
- Co?!
- Pytałem czy zatańczysz ze mną! - powtórzył.
- Z miłą chęcią. - odpowiedziała. Poszli razem na środek sali.
- Poczekaj. - Lau podeszła DJ.
- Możesz zagrać numer 5? - powiedziała i podała mu odtwarzacz.
- Jasne. - odpowiedział a Laura wróciła do partnera. Na sali rozległa się muzyka z jej MP4.
- Ładne. - powiedział Lynch.
- Dzięki. - obydwoje zaczęli tańczyć w rytm muzyki. Ross patrzył jej w oczy, były piękne. Żadna dziewczyna nie miała takich. W pewnym momencie Lau zakreśliła nogą półokrąg po podłodze.
- Co to było? - zapytał zdziwiony.
- Powiedzmy, że muzyka przeze mnie przemawia. - odpowiedziała. Ross rozejrzał się po sali, po czym spojrzał na nią i przyciągnął ją do siebie. Rytm muzyki, w tym momencie się zmienił. Zaczęli tańczyć tango, czyli taniec kochanków, taniec namiętności.
- Brak między nami barier językowych. - powiedział.
- Idiotki Ross jest tam! - do bliźniczek podeszła Blaire, była wściekła.
- To musi być on! - powtórzyła.
- Tak to on, a kim jest ta przybłęda, która z nim tańczy? - zapytała Brooke.
- Nie wiem, ale trzeba coś zrobić. - powiedziała, a bliźniczki porozumiewawczo się spojrzały i opuściły koleżankę.
Para wzbudziła ogromne zainteresowanie, wszyscy na nich patrzyli. Jednak ich to nie obchodziło. Wydawało się im obojgu, że są sami. Laura stała się odważniejsza. On nie mógł oderwać od niej wzroku. Tańczyli, w pewnym momencie Ross obrócił ją a potem przyciągnął ją powoli do siebie. Miał ochotę wbić się w jej piękne czerwone usta. Nigdy nie widział piękniejszej i tak dobrze tańczącej kobiety. Ich ciała świetnie się rozumiały. Byli jednością w tańcu. Czuli się jakby znali się całe życie. Każdy ruch jednej strony był doskonale zrozumiany przez drugą. W pewnym momencie puściła jego rękę i lekko przyklęknęła, zaraz potem poczuła jak ją z powrotem przyciąga do swojego ciała. Kolejny obrót, tym razem Lau zaplotła nogę na jego udzie, on przyciągnął ja jeszcze bliżej, ona natomiast podniosła drugą nogę do góry. Wszyscy bili brawa, ona jednak patrzyła w jego oczy a on uśmiechał się z niedowierzaniem, jeszcze kogoś takiego nie spotkał. Z łazienki w tym momencie wyszła Kylie. Zobaczyła ich. Widziała wzrok Ross'a gdy przytrzymywał Lau. Słyszała brawa innych uczestników balu. Zrozumiała już wszystko. Wiedziała, że Ross ją nieświadomie oszukiwał. Para dalej tańczyła, chcieli aby ta chwila trwała wiecznie, w pewnym momencie Ross uniósł Lau do góry ta automatycznie zaplotła swoje nogi w jego pasie. Natychmiast jednak postawił ją na ziemi, jej sukienka wirowała. Zaczęli przez moment tańczyć solo, szukali namiętnie wzroku drugiej połówki. Ross próbował z powrotem złapać w swoje objęcia tajemniczą nieznajomą, lecz ta odepchnęła go, po czym zrobiła kilka obrotów, w tym samym momencie Kim i Brooke wysypały z wazy czekoladowe kulki. Laura pośliznęła się i upadła na podłogę. Na sali rozległ się śmiech. Ross podbiegł do niej i pomógł jej wstać.
- Wow byłaś nieziemska! - powiedział podekscytowany.
- Nieprawda upadłam. - powiedziała poprawiając sukienkę.
- To nic, nigdy nie poznałem kogoś takiego, jesteś wspaniała. Nigdy dotąd nie tańczyłem w ten sposób.
- Ja też nie. - powiedziała. Podbiegli do nich Justin i Stacy.
- Wszystko w porządku? - zapytała Stacy, Lau pokiwała twierdząco głową.
- Muszę wiedzieć kim jesteś. - powiedział Ross, po czym zerwał maskę.
- Ross! - powiedziała zdziwiona w tym momencie zabił zegar była za piętnaście dwunasta.
- Wybacz mi. - dziewczyna podbiegła do DJ i zabrała odtwarzacz.
- Chodź! - zwróciła się do Stacy, obie podążyły w stronę wyjścia. Jednak kiedy przechodziły koło Ross'a chłopak wytrącił MP4 z jej ręki.
- Czekaj zgubiłaś! - podniósł odtwarzacz z podłogi, lecz nieznajoma go nie usłyszała. Kątem oka zobaczył Kylie. Stała i patrzyła na niego. Zrozumiał, że o niej zapomniał. Na pewno wszystko widziała. Dziewczyna także biegiem ruszyła w kierunku wyjścia. Chłopak nie wiedział co zrobić, biec za nimi? Czy może zostać? W końcu wybiegł przed budynek. Na parkingu dostrzegł dwie dziewczyny, wiedział, że to ta tajemnicza nieznajoma. Gdy spojrzał w lewo ujrzał uciekającą Kylie.
- Za którą biec? Za którą biec? Za którą... - powtarzał zdenerwowany w myślach. Ma wybierać między dziewczyną, którą uwodził przez kilka tygodni, której dał nadzieję czy dziewczyną, która zawładnęła jego sercem, w której się zakochał od pierwszego wejrzenia. Podjął decyzję, pobiegł za jedną z nich.
***
Hello!!! Wróciłam po długiej przerwie. Z góry przeproszę, za takie długie zwlekanie z jedenastym rozdziałem, ale wiecie szkoła i Wszystkich Świętych. Przepraszam za to, że nie widzicie moich komentarzy pod swoimi blogami, ale mam nawał teraz nauki, a powinnam zacząć powtarzać do matury. Napisałam dla was One Shot'a. Jak dobrze pójdzie to zobaczycie go przed wtorkiem. Mam nadzieję, że spodobał się wam ten rozdział, w końcu mamy tu densik Raury :) Jak myślicie za kim pobiegnie Ross? Informacja dla Aleksandry Grzesik, Riker pojawi się w dwunastym rozdziale, obiecuje xD Kocham was i mam nadzieję, że nie będziecie czekać długo na nowy rozdział.
...zawieszam bloga. Tak po prostu dłużej nie mogę pisać. Jestem w klasie maturalnej i muszę wziąć się ostro do nauki. Cholernie mi przykro, bo takie czytelniczki jak wy to skarb. Może kiedyś wrócę, maybe ♥ Dziękuję za masę komentarzy, dziękuję Patce Cher, Pinki, Tinsley,♡~Smile~♡, Tulii Marano, Klaudii Yeah, Karci Lynch, Aleksandrze Grzesik i oczywiście Rossy Lynch. Jeśli o kimś zapomniałam to sorry ale jest was dużo. Dziękuję wam dziewczyny, rozwalacie mnie swoimi komentarzami i rozdziałami (mówię o Rossy Lynch, która prowadzi chyba na moim blogu swój xD). Kurde ryczeć mi się chce, że muszę was opuścić, no ale teraz najważniejsza jest matura. Chciałam wam jeszcze podziękować za prawie 7000 tys. wyświetleń bloga, to dużo dla mnie znaczy, naprawdę. Miałam jeszcze sporo pomysłów na to jak podkręcić akcję, niestety nie ujrzycie rozdziału z balem. To, że zawieszam Kopciuszka oznacza także, że nie powstanie nowy blog nad którym już zaczęłam pracować, zresztą rozdział jedenasty też mam napisany do połowy. Jednak teraz mam nawał obowiązków i nie mam kiedy tego dokończyć. Każdy rozdział piszę w zeszycie a dopiero później wstawiam na bloggera, to zabiera mnóstwo czasu, którego nie mam. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę z rozdziałem (będę ryczeć) chociaż to mało prawdopodobne. Papatki♥
~ Kocham was Delly Lynch ♥♥♥
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Taki żart z mojej strony xD Chciałam tylko powiedzieć, że na jedenasty rozdział musicie trochę poczekać bo w ten weekend nie mam czasu, muszę się uczyć do sprawdzianu z matmy. :) Może w przyszły weekend pojawi się nowy rozdział. Pozdrawiam Delly Lynch ♥
Laura siedziała ze Stacy w pokoiku dla służby. Hannah i bliźniaczki gdzieś wyszły, na szczęście. Przyjaciółka leżała na łóżku i przeglądała magazyn o modzie. Zawsze musiała być na topie. Wiedziała co się nosi, a co jest modowym fo pa, dlatego często czepiała się Lau, która nie zwracała uwagi na wygląd. Ważne aby było wygodnie. Dlatego dzisiaj Marano założyła krótkie jeansowe szorty, fioletowe rajstopy i do tego miała duży, ciepły, brązowy sweter oraz zawiązała wokół szyi szary szalik, na nogi założyła czarne botki. Siedziała w fotelu, mając nogi założone na jeden z boków tegoż mebla. Sporo myślała od śmierci ojca. Rzadko bywała w domu. Ten pokoik poniekąd stał się jej nowym domem. Vanessa nie wiedziała gdzie pracuje, co umożliwiało w miarę normalne życie.
- Stacy, muszę ci o czymś powiedzieć. - wyjąkała brunetka.
- O czym? - koleżanka podniosła wzrok z nad lektury.
- Wiesz, bo ja nie idę na ten bal. - wydusiła to z siebie.
- Że co?! - krzyknęła.
- Ciszej! Kim i Brooke chyba już wróciły. - Lau próbowała opanować przyjaciółkę.
- Żartujesz?! Siedzę od kilku tygodni nad sukienkami, wiesz ile nocy zarwałam? Poza tym to już jutro.
- Idź sama, a sukienki sprzedasz.
- Nie denerwuj mnie, ja ci chyba zaraz coś zrobię. Mogłaś powiedzieć wcześniej, a nie teraz, gdy ja tyle pracy w to włożyłam. Przecież to bal, każda dziewczyna o takim czymś marzy.
- Nie chcę tam iść.
- Niby czemu? - Stacy była bardzo zdenerwowana.
- Tam będzie tylu ludzi.
- Jak idziesz do supermarketu to też jest tam sporo ludzi. - odparła Stacy.
- Tak, ale wyobrażasz sobie mnie na tym balu? - Lau nie dawała za wygraną.
- Daj spokój idziesz ten bal i koniec.
- Ja przecież noszę żałobę. - powiedziała Laura.
- Po tym skurwysynie?!
- Nie mów tak o moim ojcu!- krzyknęła.
- A jak mam mówić. Pamiętasz ile razy cię uderzył, albo ile razy uciekałaś z mieszkania w środku nocy? Uwierz nikt ci nie będzie miał za złe jak się rozerwiesz.
- Jednak to był mój ojciec, nie zawsze taki był.
- Tak wiem, jak twoja mama żyła był inny, lecz zrozum Laura to był zwyrodnialec nie twój tatuś, a po takim kimś nie trzeba nosić żałoby, zasłużył sobie na to. - Stacy nie mogła pojąć logiki Lau.
- Ale nie mamy partnerów?
- Ojej na pewno kogoś poznamy na balu, przecież nie każdy przyjdzie z kimś.
- Do mnie żaden chłopak nie zagada, bo jestem służącą. - Lau posmutniała, ale taka była prawda. Żaden facet nie zwracał na nią uwagi, chyba żeby liczyć Ross'a.
- Nikt na balu nie będzie wiedział, że jesteś służącą, bo będziemy mieć maski. - powiedziała ironicznie Stacy.
- To jak poznam, że ten chłopak jest przystojny i w ogóle fajny?
- Ci najfajniejsi zawsze dobrze tańczą.
- Sama nie wiem.
- No weź Laura, nie zostawiaj mnie samej. Chodźmy we dwie, będzie super zobaczysz...
- Stacy weź oddech jak mówisz. - uśmiechnęła się Lau.
- Ty to masz szczęście, może weź na bal Ross'a?
- Co? My się przecież nie znamy. - dziewczyna udawała oburzoną.
- Tak, jakoś często ze sobą się widujecie.
- Co masz na myśli?
- No wiesz ten taniec przy lustrze, teraz pogrzeb. To, że płacił za ceremonię, nie uważasz, że to dziwne?
- Nie wiem co ten blondasek sobie umyślił, ale wydaje mi się, że znalazł jakąś sierotę i chciał się nad nią ulitować. Ja jednak nie potrzebuje litości. Nie wiem jak, ale oddam mu te pieniądze.
- Dobra, dobra nie chciałam cię ze złościć. - Stacy podniosła ręce w geście poddania się.
- Muszę wracać do pracy. - odparła.
- Jesteś ich niewolnikiem czy co? - Stacy żartowała po chwili tych słów żałowała, widząc wzrok Laury.
- Dobra to ja lecę. - powiedziała i pożegnała się z przyjaciółką.
Kylie szykowała się na bal. Kendall kończyła upinać jej włosy. Zawsze sobie pomagały. Rozmawiały o różnych sprawach lecz temat w końcu zszedł na Lynch'ów.
- Jak ty i Rocky?
- Dobrze, wręcz wspaniale. Jest przystojny, zabawny i opiekuńczy.
- Uuu zakochałaś się? - spytała brunetka.
- Wiesz chyba tak. Ciągle o nim myślę i nie mogę doczekać się spotkania z nim. - na twarzy dziewczyny pojawił się rumieniec.
- Zasługujesz na szczęście. - odparła Kylie.
- A ty i Ross? - Kendall zmieniła temat.
- Yyy...
- Coś nie tak?
- Nie skąd. Po prostu trudno mi określić relację między nami.
- Nie rozumiem. Myślałam, że się świetnie dogadujecie.
- Bo tak jest.
- To nie rozumiem o co ci chodzi?- Kendall nie rozumiała swojej siostry.
- Przecież zaprosił cię na bal. Więc musi mu wpadłaś w oko.
- Mam właśnie wrażenie, że jemu chodzi tylko o ten cholerny bal!
- Czemu tak myślisz?
- Bo spotykamy się od pewnego czasu, a nawet się nie całowaliśmy. Żartujemy, flirtujemy lecz gdy sytuacja robi się napięta on się wycofuje.
- Jak to się wycofuje?
- No wiesz byliśmy ostatnio w Malibu. Surfowaliśmy, w pewnym momencie straciłam równowagę i wpadłam do wody, Ross też spadł z deski, zaczęliśmy się chlapać i wygłupiać, w pewnym momencie byliśmy tak blisko siebie. Myślałam, że mnie pocałuje, widziałam to w jego oczach. Zbliżył się do moich ust, lecz stchórzył. Zanurkował. Później było jeszcze kilka takich sytuacji. Zawsze coś go trzyma.
- Może miał kogoś i jeszcze się nie pogodził. - powiedziała.
- Blaire? To nie o nią chodzi, chyba nie jestem tą, którą szuka.
- Nie gadaj głupot! On za tobą szaleje, zobaczysz na balu.
- Może masz rację. Spotykamy się od niedawna. Wszystko się ułoży. - westchnęła.
- Będziesz jego księżniczką dzisiejszego wieczoru. - Kendall promiennie się uśmiechnęła.
Hannah leżała na leżance do masażu. Dwóch mężczyzn sprawiało, że czuła się wspaniale. Nie ma nic lepszego niż masaż.
- Trochę mocniej panowie, to ma być jak salsa. - powiedziała skrzeczącym głosem. Do pokoju wparowały Kim i Brooke, były wściekłe.
- Mamo, mamo! - obydwie krzyczały.
- Co jest moje księżniczki? Poznajcie to Joshua i ktoś tam jeszcze. Oni będą moimi tatusiami, znaczy waszymi.
- Mamo ja i Brooke jedziemy zrobić manicure i pedicure przed balem.
- Pamiętacie o tym, że Laura umówiła was do fryzjera. - powiedziała mama bliźniaczek.
- Właśnie ona też idzie na bal! - wykrzyczała Kim.
- Co? - matka poderwała głowę.
- Słyszałyśmy jak rozmawia z tą swoją przyjaciółką. - odparła Brooke.
- Mamo, ona nie może iść na ten bal, wszytko zepsuje. To służąca. Niech posprząta mój pokój.
- Lub u mnie w szafie. - dodała Brooke.
- Ona nie może iść, to nie wchodzi w rachubę. - powiedziała Hannah.
- Wymyśl coś mamo. - powiedziała Kim.
- Mam dla niej specjalne zadanie. - odparła Hannah.
Nadszedł dla Laury wielki dzień. Dzisiaj bal. Lau sprzątnęła już prawie cały dom. Zostało jeszcze wyjąć naczynia ze zmywarki i Laura pójdzie do domu się wyszykować do wyjścia. Nie chciała tam iść, ale czego się nie robi w imię przyjaźni? Z drugiej strony miała nadzieję, że ten wieczór odmieni jej życie. Siedziała i myła podłogę. Nagle jej oczom ukazały się różowe klapki Hannah. Podniosła głowę i ujrzała jej twarz.
- Tak? - zapytała Lau.
- Musisz zostać dzisiaj po godzinach. - odparła Hannah.
- Dzisiaj nie mogę. - odpowiedziała Lau.
- Dobrze usłyszałam? Nie możesz? Dziewczyno ty należysz do mnie. Za co ja ci płacę? Masz być na każde moje skinienie.
- Ale dzisiaj idę na bal. - powiedziała Laura.
- To nie pójdziesz. - zaśmiała się szyderczo kobieta.
- Ale ja już wszystko sprzątnęłam.
- Nie wszystko.- Hannah poszła w kierunku swojej sypialni. Laura podążyła za nią. Gdy kobieta pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi do swojego królestwa, dziewczyna zobaczyła ogromny bałagan. Wszędzie porozrzucane były ubrania, bielizna, peruki i oczywiście resztki jedzenia.
- Zostało jeszcze to, czyli moje małe królestwo. - powiedziała dumnie kobieta. Laura otworzyła usta ze zdziwienia.
- Ale żeby to posprzątać potrzeba miotacza ognia lub brygady antyterrorystycznej! - powiedziała ironicznie dziewczyna.
- Bez głupich żartów! Bo jak nie to obetnę ci pensję. Zrozumiano? - brunetka pokiwała głową.
- Mam o dwudziestej wywiad w telewizji, a potem z Rachel idę na wycieczkę po klubach. Wrócę do domu po północy, ma być tu wtedy czysto. Zacznij od pozbierania resztek, bo są obrzydliwe. - powiedział wychodząc. Laura spojrzała na zegarek, była za piętnaście trzecia.
- Może zdążę! - pomyślała. Poszła przyszykować się do pracy, wiedziała, że w pokoju Hannah odnajdzie niespotykane do tej pory robaki i być może szkodliwe bakterie. Dlatego postanowiła się przed tym uchronić. Założyła ogromne, gumowe spodnie na szelki, takie jak noszą rybacy i długie rękawice do tego nałożyła na twarz maskę. Zaczęła od zbierania z łóżka resztek jedzenia i ubrań. Uwijała się jak tylko mogła. Odkurzała, segregowała i składała rzeczy, myła i porządkowała ten bałagan. Ciągle miała nadzieję, że zdąży. Początkowo nie chciała iść na ten bal, lecz chyba zmieniła zdanie. Pragnęła tego balu, czuła, że może tam się wydarzyć coś wyjątkowego. Nie wie czy była to kobieca intuicja, czy tylko jakieś złudzenie. Chciała założyć tą sukienkę, pragnęła się poczuć kobieco. Stacy miała rację na balu maskowym nikt nie będzie wiedział kim ona jest. Nie będzie już służącą czy nieśmiałą, szarą dziewczyną. Może zmienić się tam w zupełnie innego człowieka. Z brzydkiego kaczątka ma szansę stać się łabędziem. Laura zdawała sobie sprawę, że to właśnie ten moment w jej życiu. Siedziała na łóżku i składała kolorowe, nieco obciachowe ubrania Hannah. Przy pracy słuchała muzyki. To było jej życie. Tylko właśnie muzyka miała dla niej w życiu sens. Nagle usłyszała znajomą melodię. Uśmiechnęła się bo to była jedna z jej ulubionych piosenek. Zanuciła pod nosem pierwsze słowa piosenki:
- "Got my heart made up on you"
Tak uwielbiała piosenkę zespołu R5. Często przy Stacy mówiła, że nie zna ich, że nie wie nic o tym zespole. Podeszła do odbiornika i nieco zwiększyła głośność urządzenia. Lubiła niektóre ich piosenki. Na przykład przy "Stay with me" czy " One Last Dance" zawsze płakała, były piękne i smutne. Marzyła by kiedyś jakiś chłopak zaśpiewał jej taką piosenkę jak "If I can't be with you". Natomiast "Ain't no way we're goin home" podnosiło ją na duchu w trudnych chwilach. Przypomniały jej się słowa Stacy o tym jak Lau śliniła się do zdjęcia młodego Lynch'a. Tak Ross zawsze się jej podobał. Uwielbiała jego głos, ponieważ był przyjemny, ciepły ale męski. Potrafił zaśpiewać wysokie i niskie dźwięki. Był jedynym facetem, który umiał oczarować ją głosem. Jego ton i barwa uspokajały ją tak jak w parku lub tak jak przy piosence " Heart Made Up On You" sprawiały, że robiło się jej gorąco, że podnosiło się jej ciśnienie. To było coś jak miłosne uniesienie. Ile by ona dała, żeby Ross zaśpiewał jej to do ucha. Oddałaby mu wtedy wszystko. Zawsze na niego dziwnie reagowała, czuła się nieswojo lecz jednak dobrze gdy na nią wpadał. Ich ciała były wtedy blisko, bardzo blisko. Czuła wtedy jego oddech, zapach czy dotyk. Miał nie tylko seksowny głos ale w ogóle był cholernie przystojny. Laura lubiła wysokich mężczyzn a Ross nim właśnie był. Poza tym te jego blond włosy ach....Były nie za krótkie i nie za długie. Trochę początkowo nie rozumiała czemu zawsze ma je potargane lecz później dostrzegła, że dodaje mu to uroku bad boy'a. Uwielbiała jego brązowe oczy, coś się w nich kryło. Sprawiały, że nie mogła się od nich oderwać. Dlatego zawsze leżała totalnie bezbronna jak się na nią przewrócił. No i wreszcie usta, poznała już w parku ich dotyk. Były ciepłe i miękkie. Żałowała, że nie podniosła wtedy trochę wyżej głowy może wtedy by go sprowokowała aby pocałował ją w usta. Uwielbiała jego dłonie. Czasami mężczyźni mieli łapy jak u goryla, on miał idealne. Tuląc się wtedy w parku do jego torsu czuła się bezpiecznie, nic nie było jej straszne. Łapała się czasami na tym, że tęskniła za jego dotykiem. Przecież to nienormalne. Był dla niej obcy a jednak wydawało się jej, że zna go dobrze. Po prostu marzyła o takim chłopaku jak on. Niestety on jest gwiazdą a ona służącą, tak naprawdę nikim. Przykra rzeczywistość.
- O czym ja myślę. - powiedziała zszokowana na głos. Spojrzała na zegarek była już piąta. Tak, spędziła dwie godziny na myśleniu o tym blondynie. Stwierdziła, że musi zadzwonić do Stacy. Wykręciła numer na telefonie stacjonarnym Pool'ów bo Hannah na czas pracy zabierała jej telefon.
- Cześć Stacy, sprzątam sypialnię Hannah... - powiedziała.
- Co?! Ta wiedźma wpuściła się do swojej jamy. - krzyknęła do słuchawki dziewczyna.
- Tak, ale to oznacza, że nie zdążę na bal.
- Dasz radę.
- Nie Stacy, tu jest taki bałagan ja w stajni Augiasza. Przepraszam ale nie pójdę na bal. - powiedziała i rozłączyła się bo usłyszała wściekły głos wiedźmy, która upomniała ją o tym, że nie wolno korzystać jej z telefonu.
***
Hejo wszystkim xD Przybywam z nowiutkim rozdziałem, jak zauważyliście w tym rozdziale są przygotowania do balu co oznacza, że kolejny rozdział to będzie... BAL!!! Ciekawi jesteście co wymyśliłam? Dziewiąty rozdział przyjęliście różnie, więc nie omieszkałam dodać w tym rozdziale Kylie i dorzuciłam bliźniaczki i ich matkę xD Ostatnio chodzi mi pomysł na nowy blog Lau była by tam trochę sztywna i ubierała by się babcinie :P natomiast Ross byłby casanovą i zdradzał by notorycznie swoją dziewczynę, taki lekkoduch. Laura pracowałaby w kancelarii Lynch'ów i ona i Ross by się nie lubili bo przez Ross'a dostałaby gorsze stanowisko. Jednak z czasem ich wzajemne docinki przerodziłyby się w coś więcej. Co o tym sądzicie?
Z dedykacją dla Rossy Lynch ♥
Ryland leżał na łóżku. Podłożył ręce pod głowę i wziął głęboki oddech. Czas spędzony z Savannah był odskocznią od problemów. Tylko ona wiedziała o nim wszystko. Poznał ją w zeszłym roku w klubie. Była na koncercie R5. Wypatrzył ją w tłumie i oszalał na jej punkcie. Szybko od rozmowy przeszło to w coś więcej. Tylko on w porównaniu do Rocky'ego zadzwonił później. Poczuł lekki chłód na swoim torsie naciągnął więc na siebie lekko kołdrę. Myślami wrócił Ross'a. Zaskoczył go solową płytą. Jednak dla Ryland'a w porównaniu do innych było to obojętne. Nie chciał już być w cieniu rodzeństwa, zawsze oni byli ważniejsi. On także tworzył muzykę tylko trochę inną, klubową. Zawsze liczyło się wyłącznie R5. Nagle wpadł na pewien pomysł jak mógłby ruszyć swoją karierę.
- Już wiem! - krzyknął. W tym momencie do pokoju weszła Sav. Miała na sobie tylko jego czarną koszulkę. Spojrzał na nią i nie mógł się oprzeć aby znowu z niej ściągnąć to ubranie.
- Co wiesz? - zapytała, lecz RyRy nie odpowiedział tylko wsunął swoją dłoń pod koszulkę. Dziewczyna poczuła dotyk jego dłoni na swoim ciele, po chwili T-shirt zaczął się podnosić, a Ryland wbił swoje usta w jej. Zaczął ją namiętnie całować. Savannah jednak złapała za bluzkę i opuściła ją w dół. Ryland oderwał się od niej.
- Co jest? - zapytał zdziwiony.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
- Oj tam. - chłopak zrobił kolejną próbę lecz dziewczyna go odepchnęła.
- No co ty? Nie chcesz już? Możemy powtórzyć przecież to co robiliśmy przed momentem, podobało ci się no nie? - młody mężczyzna uśmiechnął się uwodzicielsko. Brunetka odwzajemniła uśmiech. Zbliżyli się do siebie, Ryland chciał ją już pocałować gdy ona powiedziała:
- Ty tylko o jednym, pogadajmy. - po czym odsunęła się i usiadła na skraju łóżka.
- Niby o czym?
- Nie wiem, może o tym o czym mi nie chcesz powiedzieć.
- Jej, ale robisz sceny. Po prostu wpadłem na pomysł by nagrać jakiś kawałek z Ross'em. Wiesz on jest sławny więc...
- Rozumiem, to dobry pomysł. Wiesz zawsze i ja mogę z tobą wystąpić. - Sav uśmiechnęła się.
- Wiem i za to cię kocham. - RyRy chwycił jej dłoń i splótł ze swoją. Siedzieli tak przez moment patrząc sobie w oczy. Po chwili odezwała się Savannah.
- Jak w domu? - na te słowa Ryland puścił dłoń swojej ukochanej, wyprostował się i wziął głęboki oddech.
- Sam nie wiem.
- To znaczy?
- Chyba już jest lepiej, każdy przetrawił informacje o płycie i szkole.
- Nieźle was zaskoczył. - zaśmiała się.
- Tak, mina rodziców bezcenna. - chłopak również zaczął się śmiać.
- Nadal jest kiepsko, bo panuje napięta atmosfera, ale da się już w domu wytrzymać.
- Co u twojego rodzeństwa?
- Czemu o to pytasz? Możemy spędzić ten czas inaczej niż na gadaniu o moim sławnym rodzeństwie. - mówiąc słowo "sławnym" zrobił cudzysłów w powietrzu.
- Chcę wiedzieć. - odparła.
- No dobra. Rocky spotyka się z taką Kendall, znaczy pisze z nią, dzisiaj ma pierwszą randkę.
- Czyli pozbierał się po rozstaniu z Alexą?
- Tak i to dawno. Trochę mnie zdziwił bo do te pory tylko je zaliczał.
- A co u Rydel? Dawno się z nią nie widziałam.
- Ona ciągle się liże z Ratliff'em, to już się robi obrzydliwe. Gdzie byś z nimi nie poszła to ciągle się całują i do tego obmacują. Riker natomiast jak to on ciągle żyje stratą Emily.
- On chyba się nigdy po tym nie otrząśnie. - na twarzy brunetki pojawił się smutek. Wszyscy wiedzieli, że Riker cierpi. Kochał tą dziewczynę tak bardzo i nagle ją stracił, załamał się. Kiedyś był energicznym, zabawnym chłopakiem a teraz jest jakiś nieobecny.
- A Ross? Pewnie przeżył ostatnie wydarzenia?
- Taaa...trochę go nie rozumiem. Bo zachowywał się jakoś przez ostatni miesiąc dziwnie. Upatrzył sobie taką dziewczynę i pomagał jej.
- Serio? Ale podobała mu się czy co?
- Nie mam pojęcia, płaci jej za studia, pomógł jej przy pogrzebie ojca, co najśmieszniejsze ona o tym nie wie. Jednak Rocky załatwił mu siostrę Kendall. Ma chyba na imię Kylie. Ross jest nią zachwycony. Spotykają się.
- Wiesz co już może nie gadajmy tylko przejdźmy do rzeczy.
- Nareszcie. - odpowiedział po czym rzucił się na ukochaną.
Ross siedział z Kylie w pizzerii, zajadali pizzę hawajską.
- Mmm to moja ulubiona pizza. - powiedziała brunetka.
- Nie gadaj z pełnymi ustami. - Ross zaczął się śmiać i szturchnął lekko w ramię towarzyszkę. Ona to odwzajemniła.
- Przez ciebie będę gruba i brzydka.
- Przeze mnie? To ty wczoraj zaciągnęłaś mnie do McDonalda. Przypominam ci także, że to ty zamówiłaś dla siebie trzy hamburgery i jednego cheeseburgera.
- Bo ty na mnie tak działasz! - obydwoje śmiali się głośno.
- Dla mnie jesteś i tak piękna.
- Uuu Ross Shor Lynch powiedział mi komplement.
- Wariatka. - blondyn patrzył na nią i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Siedziała przed nim piękna dziewczyna średniego wzrostu ok. 175 cm i długich kruczoczarnych lekko kręconych włosach.
Czuł się przy niej wspaniale. Spotykają się od tygodnia, a jemu wydaje się, że zna ją całe życie. Dziewczyna odgarnęła kosmyk włosów znad oczu i spojrzała na blondyna.
- Co? Jestem brudna?
- Nie, jesteś idealna. - odrzekł urzeczony Lynch.
- Ej nie mów tak bo się zaczerwienię. - Kylie sięgnęła po kolejny kawałek pizzy.
- Masz jakieś plany na jutrzejsze popołudnie?
- W sumie to nie, chociaż spotykam się z przyjaciółmi. - odpowiedziała.
- Szkoda. - odparł Ross.
- A to co proponujesz mi kolejną randkę? - brunetka odłożyła pizzę i spojrzała na chłopaka, Lynch zauważył, że ma lekko uniesione kąciki ust.
- Czy ja cię kiedyś zaprosiłem na randkę? Po prostu pomyślałem, że moglibyśmy po surfować mówiłaś, że to lubisz.
- Wiele rzeczy lubię.
- No, ale jeśli idziesz na spotkanie to nici z wycieczki na plaże w Malibu.
- Znam tam świetne miejsce nikt by nam nie przeszkadzał. - obydwoje czuli, że temperatura między nimi rośnie. Ten mały flirt sprawiał im przyjemność.
- To co jutro o 4 p.m ?
- Dobrze. - dziewczyna poprawiła znowu niesforny kosmyk i wysłała Ross'owi promienny uśmiech.
- Miałeś już kogoś? - spytała nagle. To pytanie zaskoczyło blondyna.
- Tak a ty?
- Też. Miał na imię Matthew, chodziliśmy ze sobą rok. Poznałam go na domówce u mojej koleżanki. Bardzo go kochałam. - Ross nie przerywał jej, najwidoczniej potrzebowała to z siebie wyrzucić.
- Dlaczego zerwaliście?
- Hmm...- Kylie spojrzała na widok za oknem. - Któregoś dnia przyszedł i powiedział, że ma inną. Okazało się, że to moja przyjaciółka. - ciemnowłosa wreszcie spojrzała mu w oczy. Wiedział, że teraz jego kolej zwierzeń.
- Ja poznałem Blaire gdy miałem 13 lat. Była przy mnie zawsze, wspierała mnie i mój zespół gdy zaczynaliśmy karierę. Poznałem ją w szkole podczas akademii. Zawsze robiłem to co ona chciała. Lubiła być rozpieszczana. Wybrałem nawet to samo liceum co ona, tylko po to aby być przy mojej księżniczce.
- Co się stało?
- Otworzyły mi się oczy. Zobaczyłem jaka jest naprawdę, to działo się stopniowo, dostrzegałem jej wady. Któregoś dnia zobaczyłem przypadkiem jak ona i jej dwie przyjaciółki dokuczają dziewczynie. Ona płakała, a Blaire była taka bezduszna. Chyba rozumiesz.
- To co idziemy do kina na jakąś komedię? - Kylie chwyciła go za rękę, zapłacili i razem wyszli z pizzerii.
Rocky i Kendall spacerowali wzdłuż plaży w Malibu. To była ich pierwsza randka, do tej pory pisali ze sobą i gadali przez Skype'a, w ten sposób Rocky załatwił Ross'owi dziewczynę.
- Twoje największe marzenie? - zapytała Dawson.
- Oł co ty za ciężkie pytania wytaczasz? - zaśmiał się brunet.
- Serio pytam.
- Chciałbym polecieć na jednorożcu w kosmos.
- Nie żartuj. - Kendall spojrzała ze złością na chłopaka.
- Ale się denerwujesz. - Rocky złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Próbował ją pocałować lecz oswobodziła się z jego uścisku.
- Nie tak prędko, najpierw mnie złap. -Kendall zaczęła uciekać a Rocky ruszył w pogoni za nią. Musiał przyznać, że szybko biegała. Nawet jak uciekała to wyglądała seksownie. Jej długie włosy rozwiał wiatr, co chwile się odwracała do tyłu by sprawdzić jak daleko za nią jest Lynch. Gdy ją doganiał zaczęła wrzeszczeć i śmiać się na przemian. W końcu po długiej ucieczce był już tak blisko, że złapał ją w pasie i przewrócił się razem z nią na gorący piasek. Obydwoje zaczęli się turlać po plaży. Śmiali się przy tym wniebogłosy. Po kilku sekundach zatrzymali się. Rocky leżał na czarnowłosej. Patrzyła na niego, łapała szybko kolejne wdechy lecz już się nie śmiała. Wpatrywała się w oczy Rocky'ego. On przez moment wahał się co ma zrobić, jednak zbliżył się do jej ust i pocałował ją. Początkowo był to pocałunek jak każdy inny, lecz z każdą sekundą nabierał namiętności. Ręce chłopaka odruchowo powędrowały pod bluzkę dziewczyny, ale napotkał opór. Kendall zruciła go z siebie i podniosła się. Rocky'emu zrobiło się wstyd pomyślał, że za szybko próbował przejść do rzeczy, a to dopiero pierwsza randka. Dziewczyna popatrzyła na niego z zalotnym uśmieszkiem.
- Chodź do samochodu, tutaj ktoś może nas zobaczyć. - powiedziała. Chłopak natychmiast się podniósł i podążył w stronę zaparkowanego na uboczu samochodu. Sam nie wiedział jak szybko wylądowali na tylnym siedzeniu. Zaczęli się całować. Pocałunek był namiętny, wręcz nie do zniesienia. Odrywali swoje usta tylko gdy potrzebowali powietrza. Rocky zszedł nieco niżej i zaczął całować jej szyję. Co jakiś czas Kendall lekko pojękiwała, co go nakręcało. Poczuł, że ściąga mu koszulkę. Sama także zdjęła swoją. Rocky zaczął macać jej piersi. Na początku lekko, lecz przeszkadzał mu biustonosz, zaczął więc całować jej dekolt. Samochód nie był zbytnio wygodnym miejscem do tego typu rzeczy. W pewnym momencie Kendall zaczęła rozpinać mu guzik i rozporek u spodni. Rocky lekko się uśmiechnął, lubił takie dziewczyny. Pomógł jej i zdjął spodnie, po czym ściągnął z niej jej rurki i przy okazji niesforny stanik. Zaczął całować jej piersi, jego ręce wędrowały i poznawały jej ciało. Ona wplotła swoje dłonie w jego włosy i zaczęła dość głośno pojękiwać. Rocky postanowił wrócić do jej ust, które były dość duże i miękkie wręcz delikatne. Dłonie jego powędrowały w stronę jej biustu i zaczęły dość mocno go uciskać. Dawno nie czuł takiej przyjemności z seksu, być może dlatego, że nie była ona przypadkową dziewczyną. W końcu postanowił przejść do tego co najlepsze. Zdjął swoje bokserki i powoli ściągnął jej majtki. Dziewczyna ciągle go obserwowała i uśmiechała się. Powoli zaczął wkładać swojego przyjaciela do jej pochwy. Z każdym ruchem dziewczyna mocniej krzyczała, przesunęła palcami po tapicerce siedzenia i mocno je zacisnęła, usta natomiast miała ciągle lekko rozchylone. Każdy jego ruch wywoływał u niej rozkosz, krzyczała bo czuła się wspaniale. Jej i jego oddech przyśpieszał, a serce biło mocniej, nareszcie obydwoje doszli do punktu kulminacyjnego. Kendall tylko krzyknęła z bólu. Rocky wyjął swojego kumpla, założył z wielkim trudem bokserki i wyszedł z samochodu, gdzie zaczął się ubierać.Ona jeszcze przez chwilę leżała naga na jego siedzeniu i próbowała dojść do siebie.
- Ubieraj się, już późno. Odwiozę ci do domu. - powiedział, a dziewczyna posłusznie zaczęła zakładać kolejne części garderoby.
Kylie i Ross wyszli razem z kina. Obydwoje śmiali się.
- Nie no, ten film był świetny. - powiedziała brunetka.
- Fakt, dawno się tak dobrze nie bawiłem w kinie. Szkoda tylko, że nie obejrzałem połowy filmu.
- Trzeba było nie spać.
- Ja spałem? Nie dało się spać bo ciągle paplałaś, aż ludzie musieli nas uciszać.
- Eee tam, to jakieś nerwusy były, ja tylko wyrażałam opinię o grze aktorskiej. - powiedziała,
- Przez dwie godziny? - Ross próbowała zapanować nad śmiechem.
- Przesadzasz.
- Kupiłaś już sukienkę? - zapytał.
- Yyy jaką sukienkę? - Kylie udawała, że nie wie o co chodzi.
- Na bal zgrywusie. Zapomniałaś?
- Jak mogłabym zapomnieć. W końcu idę na bal z wielką gwiazdą.
- Tak a z kim? - Ross znowu zaczął się śmiać. Ona po prostu tak na niego działała, czuł się wreszcie szczęśliwy. Skrycie wierzył, że coś z tego będzie. Fakt faktem była od niego prawie dwa lata młodsza. On miał prawie 19 lat ona dopiero 17. Jednak była dojrzała i czuł się z nią jak z rówieśniczką. Świetnie się dogadywali.
- Słyszałeś o Ross'ie Lynch'u?
- Nie a kto to?
- Taki marny piosenkarz.- parsknęła.
- Ja ci dam marny. - Ross złapał ją i zaczął łaskotać, ludzie mijali ich i patrzyli jak na wariatów. Co z tego? Ważne, że czuli się dobrze ze sobą.
- Przestań! - dziewczyna próbowała się wyrwać z jego uścisku. Ross ją puścił, a ona zaczęła poprawiać włosy bo niestety ją potargał, a Ross spojrzał w lewą stronę i zobaczył niską brunetkę wychodzącą z jednego ze sklepów lub kawiarni. Poznał ją to była Laura. Od incydentu na cmentarzu jej nie widział i nie myślał o niej. Kylie spojrzała w tą samą stronę co on. Ross zastanawiał się skąd wyszła, chyba ze Starbucks'a. Wzięła deskorolkę i odjechała. Blondyn jeszcze przez moment patrzył jeszcze w jej stronę.
- Znasz ją? - zapytała Kylie.
- Kogo? - zapytał zdezorientowany.
- Tą dziewczynę.
- W sumie to nie, znaczy z widzenia tylko, chodźmy już. - powiedział i objął Kylie, po czym w objęciu poszli dalej.
***
Hello, co tam? Przybywam z dziewiątym rozdziałem, za który jak się dowiedziałam od Rossy Lynch zostanę zamordowana, więc nie liczcie na kolejne rozdziały bo idę sobie wykopać grób, bo ona i tak mnie znajdzie. xD Wiem, że prosiliście mnie o to aby pojawił się Riker, lecz on pojawi się dopiero za kilka rozdziałów, bo mam dla niego specjalny wątek. Natomiast mamy Ryland'a jak wam się podoba w takiej odsłonie? No i najważniejsze, w sumie pierwszy raz waham się co do rozdziału, bo zdecydowałam się na scenę 18+, pewnie wyszła mi słabo, bo raczej do tej pory unikałam tego typu scen. Mamy kolejną nową postać czyli Kylie. Jak się wam podoba? :) To była ta niespodzianka, mówiłam, że was zaskoczę i chyba mi się to udało xD Dziękuję za masę wyświetleń i komentarzy pod poprzednim rozdziałem, jesteście wielcy ♥